MANE, TEKEL, FARES - DOKUMENTY

Niestety pamięć ludzka jest wyjątkowo krótka. Polityków zaś jeszcze krótsza.. Przeciętnych zjadaczy chleba niestety też. Wiele rzeczy nie pamiętamy, bo po prostu nie pamiętamy, innych zaś nie chcemy pamiętać. Sadzę jednak, że od czasu do czasu warto sobie coś nie coś przypomnieć. Choćby dla gimnastyki. Dziś proponuję Wam wyrywkową lekturę Dzienników Urzędowych z lat 1944 -1949. Sądzę, że oddają one specyfikę, sposób myślenia i obyczajowość tamtych lat (czy tylko tamtych?). A może przypomną nam one lata naszej młodości? Dziś proponuję tekst w miarę rozrywkowy:

“Warszawa, dnia 27 lipca 1946 r.

PREZES RADY MINISTRÓW

Nr 0-III-51/25

Podarki dla przełożonych

Do Ob Ob. Ministrów

Doszło do mojej wiadomości, że w niektórych urzędach państwowych praktykuje się zbiórki pieniężne między pracownikami celem nabycia prezentów dla przełożonych z okazji imienin itp. Istnieje uzasadniona obawa, aby w młodym organizmie administracji państwowej nie zakorzenił się zwyczaj manifestowania swego stosunku osobistego do przełożonego drogą opodatkowania szerszego grona współpracowników, pociągającego za sobą wydatki pieniężne, na których pokrycie nie mają środków, a często i ochoty. Pracownicy ci, z wyjątkiem grona inicjatorów nie chcąc narazić się przełożonym, pod presją psychiczną uczestniczą w podobnych akcjach niejednokrotnie zapożyczając się.

Ponieważ tego rodzaju praktyka jest z różnych względów godna potępienia, zwracam się do Ob Ob. Ministrów z prośbą o wydanie w ich zakresie działania stosownych zarządzeń zapobiegawczych.

Jestem zdania, że najlepszą formą okazania sympatii przełożonemu ze strony współpracowników jest zademonstrowanie mu w toku codziennej pracy sumienności i pracowitości w wykonywaniu obowiązków służbowych oraz dołożenie starań, by tą drogą przyczyniać się nieustannie do podnoszenia poziomu sprawności danego urzędu.

Prezes Rady Ministrów:

Edward Osóbka - Morawski

I jak Wam się to podoba?

Mnie poraziła doskonałość strony literackiej, pełnej przenośni i niedomówień. Jak ładnie i niegroźnie brzmi zwrot “zbiórka pieniężna” zwana też “opodatkowaniem”. I to specyficznym „opodatkowaniem”, gdyż pociągającym “za sobą wydatki pieniężne”.

Z drugiej strony jakże tajemnicze i nieobliczalne musi być to „opodatkowanie”, w wyniku którego pracownicy “niejednokrotnie zapożyczają się” “z wyjątkiem grona inicjatorów”. A kimże są ci tajemniczy, niedookreśleni „inicjatorzy”? Zainteresowanie wzbudziły też u mnie “różne względy”, przez które “praktyka” ta “jest godna potępienia”. Praktyka opodatkowania czy wręczania ? – nie wiem.

Ciekawy w tym piśmie jest także fragment, w którym pojawia się propozycja rozwiązania sygnalizowanego problemu - sugerowaną ”najlepszą formą okazania sympatii przełożonemu” jest “zademonstrowanie mu w toku codziennej pracy sumienności i pracowitości”. Brak tylko określenia ile razy i jak długo należy demonstrować tą “sumienność i pracowitość”. Czyżby wynikało z tego, że jeśli nie chce się okazać sympatii swojemu przełożonemu, lub się jej po prostu nie czuje, to nie należy demonstrować w pracy sumienności i pracowitości?

Jeśli tak, to prawdziwe się wyda stwierdzenie, że w instytucjach, do których skierowany był w/w komunikat podwładni wyjątkowo nie lubili swych przełożonych lub przynajmniej nie chcieli okazywać tego jawnie. Skutki jak sądzę tej postawy odczuwamy do dziś.

Jeśli weźmiemy jeszcze pod uwagę datę tego komunikatu - “27 lipca 1946” - to chyba zbędny okaże się komentarz na temat tradycji, korzeni i obyczajowości naszej współczesnej administracji rządowej.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: