BUDUJMY POLSKĘ, BO POLSKA TO MY

Wielka Encyklopedia Polski, ze słowem wstępnym Jarosława Marka Rymkiewicza, tom I – X, Wydawnictwo Ryszard Kluszczyński, Kraków 2004.
Każdemu, kto tu mieszka, a nie lubi swego kraju, kto myśli, że albo Europa, albo gnuśny zaścianek, a więc każdemu, kto wątpi w wartość polskości, polecam letnią terapię. Co wieczór pół godzinki wertowania któregoś z dziesięciu eleganckich tomów w wiśniowym półskórku, pół godzinki ożywczego oddechu nad lekturą.

Od lat media przyzwyczajają nas do prześmiewczego, a nawet nienawistnego mówienia o polskości. Karmić się polskością nam nie wypada – mówią ci, których uwiera ona jak okruszki pod skórą nosorożca, polskość – mówią – pokrzykuje w chaszczach nacjonalizmu, piszczeć jej gdzieś na obrzeżach, wśród radykałów i dziwaków. Po latach takiego treningu twórcza polska tradycja i miłość ojczyzny schowały się w wielu z nas bardzo głęboko. Nie chcemy być sprowadzeni do mrożkowskiego „...Wybili, panie! Wybili!”, więc wyliczamy bezradnie – a wzór tolerancji, a demokracja, a – bagatelka – „Solidarność”... I pozwalamy się zakrzyczeć. I tylko czasami, potajemnie, niepewni, czy i inni tak czują, gładzimy głęboko skrytą polskość jak małe, zagonione zwierzątko, i myślimy sobie cichutko – przecież przynajmniej we mnie jeszcze żyje i trwa.

I oto niemal bez reklamy, bez nadmuchiwanych wywiadów w prasie, krótko mówiąc – wśród zdegustowanego milczenia, dostaliśmy właśnie wielkie wsparcie, by wzbogacić wiedzę o polskości i oprzeć na niej swoje najlepsze uczucia. W subskrypcji, żeby znaleźć pieniądze, wyszła benedyktyńska praca legionu wybitnych twórców nauki polskiej pod kierownictwem prof. Andrzeja Nowaka z Krakowa, skromnie ale wystarczająco ilustrowana dziesięciotomowa Wielka Encyklopedia Polski.

Polski? Tak, Polski. Tego karła Traktatu Wersalskiego? Owszem. Tej pustej przestrzeni między Niemcami a Rosją, jak mawiał amerykański polityk po studiach w Moskwie? Tak, jej właśnie. Tego grobu Żydów i miejsca zagłady ich tradycji? Tak jest, i Polaków też, choć mieli większe szanse przeżyć. Tej krainy, która wydała na świat pokolenia współuczestników zbrodni Hitlera i śmiesznych bohaterów polish jokes?

O nie, proszę Państwa, nic podobnego w tym wydawnictwie nie znajdziemy. Kiedy nasze elyty próbują odebrać nam siły i przedłużyć mentalność postkolonialną Polaków, kiedy chcą nas zapędzić w kozi róg wstydu za zbrodnie całego świata, w Wielkiej Encyklopedii Polski znajdziemy Polskę w całej jej urodzie i prawdzie.

Znajdziemy tu krótkie hasła o rozległych, często utraconych już krainach, o zamkach, sławnych górach i drzewach; są tu polskie miejsca święte i straszne, są książki, teatry, przedstawienia i sławne postaci literackie, herby, sławne cytaty, a przede wszystkim biogramy Polaków wielu narodów, ludzi, którzy tu mieszkali, myśleli, pracowali i tworzyli kulturę i naukę tej ziemi. Znajdziemy tu także postaci, które nas bolą, ale tu należą. Dowiemy się co to są kierpce, jeżeli ktoś nie wie, i co to jest kierzanka (maślnica), co wie już mało kto. Pierwsze hasło to cytat z Wesela „...a to Polska właśnie”. I tak dalej, przez dziesięć tomów.

Obok krótkich haseł w Encyklopedii pomieszczono dłuższe eseje o zjawiskach ciekawych i brzemiennych w skutki. Przeczytamy o inteligencji polskiej, jedynym w swoim rodzaju zjawisku kulturalnym, i o Polaku jako takim, a także o tradycjach, które warto pielęgnować i takich, z których warto już tylko się pośmiać.

Rzeczowo, bezstronnie. Autorzy Encyklopedii nie boją się ocen i są dalecy od poprawności politycznej, ale piszą swe hasła tak jak powinno być w encyklopedii, bez megalomanii narodowej, stylem pozbawionym zarówno samochwalstwa, jak i samobiczowania, choć nie stronią od „gorzkich obrachunków”, jak napisali w haśle „Jedwabne”. Antysemityzm? Oczywiście. Antypolonizm i antykomunizm także.

„Nie może być dla naszego tutaj istnienia rzeczy ważniejszej niż Polska” – napisał w słowie wstępnym Jarosław Marek Rymkiewicz. – Potrzebujemy jej, żeby mieć święty wzór istnienia (...), żeby wiedzieć, po co przyszliśmy na świat i po co na nim jesteśmy”.

Z Encyklopedii dowiemy się o Polsce wszystkiego, co najważniejsze. Pomoże nam dostrzec, że nasza ojczyzna zawsze była synczyzną, jak chciał Gombrowicz, i pozwoli się tym cieszyć. Pozwoli wiedzieć, by rozumieć, pracować, nie bać się.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: