SŁAWOMIR RAWICZ – DŁUGI MARSZ

Rzadko trafia się na książki, które są zarazem frapującą opowieścią i dokumentem epoki. A jeśli doda się do tego okres drugiej wojny światowej to można śmiało powiedzieć, iż wyjątkowo trudno coś nowego w tym zakresie opowiedzieć. A jednak. Nie będę dłużej przetrzymywał Was w oczekiwaniu i powiem krótko - książkę Sławomira Rawicza „Długi marsz” przeczytałem w ciągu dwóch wieczorów. Cóż do tego dodać? że autor spisując swoje wspomnienia posługuje się językiem prostym? unika patosu a jednocześnie potrafi doskonale oddać atmosferę zaszczucia, przemocy? że potrafi jak mało kto opisać tragizm a zarazem romantyzm ucieczki - wędrówki trwającej rok?

Przepraszam, czytelniku, przecież zapomniałem opowiedzieć o czym jest ta powieść. Pierwsze rozdziały „Długiego marszu” to opis koszmaru jakiemu został poddany nasz bohater pod okupacją sowiecką po 1939 roku. Aresztowanie, śledztwo, przesłuchania. Najprostsze a zarazem najboleśniejsze tortury, kontakt z aparatem „sprawiedliwości” i wola przetrwania to temat pierwszych rozdziałów tej książki.

Dalej mamy opis niekończącej się podróży pociągiem przez nieskończone tereny Azji radzieckiej a następnie wędrówkę skazańców do obozu pracy.

Relacja z codziennego życia obozu pracy to jakby wstęp do właściwej części tej książki. Specjalnie nie cytuję fragmentów, ani też nie przytaczam anegdot, gdyż wszystko to buduje całość, obraz Imperium prawdziwego zła. A prawdziwego zła nie sposób opisać, można je zrozumieć, próbować pojąć, ale nie da się opisać. To coś o czym powinniśmy wiedzieć a zarazem jak najszybciej zapomnieć. To opis piekła, upadku człowieczeństwa, to opis koszmaru. Na szczęście w życiu autora następuje przełom i przez pozostałe dwie trzecie książki czytamy relację z ucieczki do wolności. Ucieczki, której mimo sytuacji zgoła beznadziejnej podejmuje się nasz bohater wraz z przyjaciółmi. Ucieczka, która zamienia się w tułaczkę przez tajgę, wędrówkę wzdłuż Bajkału, przebijanie się przez pustynię, marsz przez Mongolię, przeprawy przez niezliczone rzeki, przebijanie się przez góry aby tylko dotrzeć do pierwszych posterunków angielskich. Niestety nie wszystkim z grupy uciekinierów się to udaje. Ta licząca około 10 000 kilometrów wędrówka to symboliczne przejście przez piekło w imię wolności. To poparta wielką przyjaźnią, wiernością opowieść o człowieczeństwie na przekór tym, którzy chcieli sprowadzić człowieka do funkcjonowania jak zwierzę.

Relację Rawicza czyta się jak kartki zapisane przez Londona, Kiplinga czy Conrada. Mimo pozorów pewnego rodzaju zdawkowości, spowiedź autora jest przerażającym dokumentem, wyzwaniem przeciwko złu i obłudzie świata. To wielki hymn pochwalny dla tak podstawowych wartości jak przyjaźń, braterstwo i przede wszystkim wolności. Wolności, która jest czymś bezcennym, wolności bez której nie da się żyć, wolności, która jest miernikiem naszego człowieczeństwa.

Z pewnym smutkiem przeczytałem informację, iż Sławomir Rawicz nigdy już do Polski nie przyjechał. Założył nową rodzinę w Anglii i jedyne co zrobił to spisał swoje wspomnienia. Najbardziej jednak zasmuciła mnie informacja, iż tę piękną opowieść zakupiła jedna z wytwórni amerykańskich i postanowiła ją sfilmować. Dlatego też pospieszcie się aby zdążyć przed walcem kultury masowej, która ze wspomnień zaszczuwanego Polaka walczącego o godność i wolność uczyni papkę dla oczu milionów pół i ćwierć debili w wersji obrazkowej.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: