„OBYŚ ŻYŁ W CIEKAWYCH CZASACH”

Wpadła mi i to dość przypadkowo do ręki książka Waldemara Majora Fydrycha „Żywoty Mężów Pomarańczowych”. Przeczytałem ją szczerze mówiąc błyskawicznie. Po tygodniu zacząłem ją jeszcze raz czytać, ale powoli i na dodatek fragmentami. Czytałem ją na głos mojej córce uzupełniając lekturę długim komentarzem. Potem albo śmialiśmy się do łez albo po cichu, w tajemnicy przed córką, wypijałem cosik na pocieszenie, bo robiło mi się smutno i strasznie. Wtedy też doszedłem do wniosku, iż książka ta powinna stać się obowiązkową lekturą szkolną w gimnazjach i liceach z języka polskiego, historii i WOS-u zarazem.

W tym miejscu postaram się Was do mego pomysłu przekonać. Po pierwsze, jest to utwór optymistyczny, a takich pozycji w lekturach szkolnych brak. Po drugie, napisany jest ładną, dość bogatą a zarazem współczesną polszczyzną. Po trzecie, jest kopalnią wiedzy o najnowszej historii kraju. Jest również swoistą zabawą gatunkową, grą ze słowami, z konwencjami. Sam tytuł „Żywoty Mężów Pomarańczowych” nawiązuje już do dwóch epokowych dzieł, bardziej obyczajowych niż historycznych, które są jakby wzorami dla autora – „Żywotów pań swawolnych” Brethome oraz „Żywotów Cezarów” Swetoniusza.

Odnaleźć tu też można reminiscencje z „Jądra ciemności” J.Conrada, a to ze względu na stopniowe pogrążanie się w szaleństwach jakie trzeba było przebrnąć w Polsce lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych aby żyć. Autor nie oszczędza nikogo, a przede wszystkim siebie. Szukając wyjścia z absurdów codzienności popada najpierw w inne absurdy by w końcu odnaleźć najprostszy a zarazem najokrutniejszy sens. Taki sam sens jaki odnalazł w sobie Kurtz, bohater J.Conrada. „Horor, horor”. Z tym że w utworze Conrada słowa te kończą życie bohatera zaś dla Majora są punktem wyjścia, refleksją... To samouświadomienie sobie czym jest świat zamiast załamać zmobilizowała Majora. Od tej pory zaczął działać. Końcowe strony opisu życiorysu Waldemara Majora to już tylko szczątkowe opisy, szkice, ledwo zajawki kolejnych jego przedsięwzięć. Bo ich istotą jest samoświadomość a forma jest tylko kwestią pomysłowości uczestników działań. Szkoda, że do ostatecznego zwycięstwa nie doszło bo dojść nie mogło. W wyborach do Senatu w 1989 roku Major przegrywa. Na dodatek z dyrektorem ZOO, co brzmi symbolicznie. Wyjeżdża więc do Paryża. Polskę zostawia mniej wesołym szaleńcom.

Dalej w książce mamy krótsze portrety siedmiu podobnych osobowości. W warstwie informacyjnej znaleźć tu można perełki opisujące działania policji politycznej:

„/.../ do studia zapukał oficer tajnych służb. Był uprzejmy. Poinformował dyżurującego dziennikarza, że są niepokojące telefony o audycjach. Kolega zapewniał tajniaka, że audycje są robione prawomyślnie. Okłamywał. Dał do wysłuchania inna audycję. Tajniak posiadał klasę i przełknął kłamstwo. Obsypał zespół komplementami. Życzył owocnej pracy. Obiecał pomóc i wywiązał się z tego uczciwie. Władze dofinansowały rozgłośnię. Dały pieniądze na remont. Studio zostało zamknięte na czas nieokreślony.”

Do przykładów czarnego humoru na pewno należy zaliczyć podanie do władz o wydanie paszportu:

„Ja, obywatel PRL podjąłem decyzje opuszczenia Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Stan wojenny stwarza możliwości demokratycznego wyboru kraju, w którym takie jak ja osoby mogą żyć. Zainteresowany tym zamierzam wyjechać na jamajkę, ze względu na moje powiązania z ruchem rastafarian./.../ (dalej został przedstawiony sztampowy życiorys z datami) /.../ Zawsze będę wolny. Mój wybór to wyjazd. Moja decyzja jest zgodna z podstawowymi interesami PRL, ale także leży w interesie całej ludzkości./.../ Wiem, że jako anarchista, autentycznie dążący do wyzwolenia społeczeństwa z okowów zbiurokratyzowanego państwa jestem zagrożeniem numer jeden dla jakiejkolwiek władzy, stąd oczywistym jest mój wyjazd. Takiej możliwości, jak sądzę, nie mogę zaprzepaścić ani ja, ani Władza Państwowa.”

Jednak szczytem czarnego humoru splecionym z realiami życia w okresie stanu wojennego jest dla mnie następujący fragment:

„Roszak otworzył gazetę. Czytał cicho, nagle krzyknął jak oparzony: - Jeszcze dwa takie aresztowania i staniemy na czele regionu!”

Nie chciałbym w tym momencie popaść w cytomanię. Całości książki nie da się zacytować. Lecz nie jest to tylko zbiór żartów czy anegdot. Nagle, w najmniej spodziewanych momentach pojawiają się fragmenty pełne dystansu i goryczy:

„Mimo inwigilacji i bycia znaną osobistością nie zrobił kariery w strukturach Studenckiego Komitetu Solidarności. Jego zachowanie odbiegało od standardów opozycjonisty. Nie telefonował do Warszawy, nie zwierzał się co robi tajna policja za jego plecami podczas spaceru. Nie dowiadywał się, gdzie są tajne spotkania. Nie zwracał uwagi na to, kto może być potencjalnym agentem w środowisku. Dlatego nic mu nie zaproponowano.”

„Kolejne lata były ciężkie dla Józefa Piniora. Po 1989 roku w tej części Europy, na świecie i w Polsce wytworzył się chaos. Znaczna część zasłużonych osób poszukiwała wyzwolenia w korupcji. Gromadzili dobra w sposób niezgodny z prawem. Zawłaszczane majętności miały dać im komfort. Poprzez komfort materialny pragnęli oni osiągnąć spokój. Tego typu działalność wymagała innego typu konspiracji niż dawniej. Pinior nie nadawał się do takiej działalności. Stracił wielu znajomych, znalazł się na marginesie życia politycznego. Kolejne ekipy prywatyzowały fabryki. Nie zawsze sprzedawano je po rozsądnych cenach. Do tego typu prac, jak prywatyzowanie, Pinior też nie bardzo pasował. W czasach tych ludzie prawi byli niepotrzebni. Stanowić mogli balast dla rządzących. Do tego zbyt dobra znajomość prawa mogła być w wielu miejscach pracy utrudnieniem. Józef Pinior był niepotrzebny rządzącym. Niewygodny, nie mógł znaleźć pracy.”

Z innej strony ciekawe w „Żywotach” są fragmenty poświęcone władzy. Strach funkcjonariuszy systemu przed jakąkolwiek formą działania ludzi doprowadził do absurdalnej sytuacji, w której robienie czegokolwiek było nadinterpretowane. I traktowane jako zagrożenie. Krańcowym wyrazem tego było rozpędzanie manifestacji z transparentami bez napisów. Absurd sięgnął zenitu
.
Podziwiam autora dodatkowo za życzliwość wobec wszystkich, o których pisze. Nie sili się na cierpiętnictwo, nie obsmarowywuje pracowników milicji ani bezpieki. Nie czyni z nich ani zbirów, ani sadystów. Są to tacy sami ludzie jak inni. Dopiero czytając samemu można odtworzyć sobie z jednej strony ich strach przed śmiesznością a z drugiej ich obojętność dla idei, której służyli.

W sumie jest to książka śmieszna i straszna, wielka i żartobliwa. Uczy radości życia i tak naprawdę miłości do ludzi. Jest czymś więcej niż tylko zbeletryzowaną historią Pomarańczowej Alternatywy...

Książka ta dodatkowo zmusza do rozliczenia się każdego z nas z samym sobą – co wtedy robiłem? Kim byłem? W co wierzyłem? W co wierzę?

Przed laty Pomarańczowa Alternatywa była propozycją na otaczające nas idiotyzmy z PZPR, PRL na czele. Bo tak naprawdę mogliśmy albo stać się konformistami i współbudować imperium szaleństwa albo zacząć zabijać. Oczywiście miliony szły na łatwiznę i notorycznie piły alkohol, niektórym udawało się uciec na Zachód. Najsłabsi wariowali lub opuszczali nas na zawsze. Major znalazł najbardziej twórcze wyjście. I chwała mu za to.

Sądzę, że akcje Pomarańczowej Alternatywy to najwartościowszy fragment historii Polski ostatnich lat. Tylko to warto pamiętać. Tylko to nie uległo zeszmaceniu. Sprzedaniu. Bo chociaż obłęd i szaleństwo po latach wróciły do Polski to jednak działania Majora i Pomarańczowej Alternatywy osiągnęły swój cel. Wygrali. Dlatego polecam Wam tę książkę.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: