IKONA - RZECZ O USTAWIE MEDIALNEJ

Tyle lat doświadczeń pokazało, że nie ma co liczyć na przyzwoitość kolejnych ekip politycznych.
Iwona Śledzińska-Katarasińska Konferencja Rad Programowych Polskiego Radia i TVP, Foksal – Warszawa 23 marca 2009

Sprawa jest poważna, ale zacznijmy od anegdoty, która być może zachęci do spojrzenia na osoby, które z ogromną determinacją „przepychają” ustawę „O zadaniach publicznych w dziedzinie usług medialnych”. Porozumienie w tej sprawie zawarli przewodniczący klubów parlamentarnych PO, PSL i SLD mający o funkcjonowaniu radiofonii i telewizji raczej niewielkie pojęcie. Ale w tym gronie znalazła się też przewodnicząca Komisji Kultury i Środków Przekazu – „nasza” ikona: Iwona Śledzińska-Katarasińska. Bez przeczytania z uwagą jej biogramu nie sposób docenić „subtelności” tej wypowiedzi podczas tzw. konsultacji społecznych Komisji Kultury, która miała miejsce po serii radykalnie krytycznych opinii na temat projektu ustawy wyrażonych przez przedstawicieli Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Konferencji Rad Programowych PR i TVP, PEN Clubu, Stowarzyszenia Wolnego Słowa, Związku Producentów Telewizyjnych etc. Jacek Bromski – prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich – zwrócił się do posłanki z Łodzi tak: Pani przewodnicząca poznęcaliśmy się już nad tą ustawą wystarczająco. Posłużę się więc moim ulubionym żydowskim dowcipem: jeśli dwóch mówi ci, że jesteś pijany – połóż się spać, a już w żadnym wypadku nie jedź samochodem.

Projekt ustawy lansowany jest pod hasłem zwrotu czasu antenowego ośrodkom regionalnym TVP i uzyskania przez nie samodzielności – na podobieństwo rozgłośni Polskiego Radia. Nowy sposób finansowania mediów publicznych, po zlikwidowaniu abonamentu radiowo-telewizyjnego, z budżetu, na poziomie wpływów abonamentowych z 2007 r., gwarantuje utrzymanie mizerii OTVP i pogorszenie sytuacji rozgłośni PR. Już teraz, kiedy autorzy ustawy powtarzają slogany mówiące o mediach regionalnych, ośrodki TVP rozważają ograniczenie programów premierowych i zmniejszenie wynagrodzeń pracowników – zarabiających na tych samych stanowiskach znacznie mniej niż ich koledzy w warszawskiej centrali. Już teraz brakuje pieniędzy na program, który przecież wypełnia zaledwie niewielką ilość czasu antenowego zabranego w większej części regionalnym ośrodkom telewizji publicznej na TVP Info. Nowe uprawnienia Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji umożliwiają jej dowolne interwencje w kształt programów nadawców publicznych, interwencje w trybie urzędniczym. Licencje programowe, które mają być podstawą finansowania PR i TVP, obejmą tylko część anteny – pozostała będzie wypełniana w tej sytuacji programem komercyjnym, który ma przyciągnąć reklamodawców. W takiej sytuacji nie da się zbudować programu zgodnie z regułami sztuki dziennikarskiej.

Marek Cajzner (wieloletni red. nacz. Polskiej Sekcji BBC) zauważa słusznie, że proponowane regulacje w istocie likwidują media publiczne i tworzą media państwowo-komercyjne, a w przyszłości – pewnie niedalekiej – państwowo-samorządowo-komercyjne, a KRRiT w nowej formule określa trafnie jako Mediokomitet lub Ministerstwo Mediów.

Trzeba wziąć także pod uwagę upadłość nowych spółek (prawa handlowego) TVP i ich sprzedaż nadawcom komercyjnym.

Istotną okolicznością wpływającą na postawę decydentów jest pełnienie funkcji prez.TVP przez pana Farfała. Jest to oczywiście problem poważny, ale trudno uwierzyć w tak głęboką ignorancję autorów ustawy, żeby uznać, że usunięcie obecnego zarządu publicznej telewizji może być jedyną przyczyną działań zmierzających w swej istocie do zlikwidowania mediów publicznych w Polsce.

Prof. Kowalski, który uczestniczył w pierwszej fazie prac nad projektem ustawy intensywnie dystansuje się od dokumentu skierowanego do Komisji Kultury i Środków Przekazu. Tę wersję nazywa „łowicką wycinanką” twierdząc, że usunięto z jego propozycji ważne zapisy i dodano nowe autorstwa polityków. „Konsultacje społeczne” jednoznacznie i jednogłośnie powiedziały „nie” takiej ustawie, ale okazało się, że te konsultacje są jedynie wymogiem formalnym i ich rezultat jest bez najmniejszego znaczenia. Bez najmniejszego znaczenia jest również to, że w gronie specjalistów znających specyfikę radia i telewizji nie ma ani jednego zwolennika rozwiązań, które najprawdopodobniej parlament już wkrótce wprowadzi.

Odwołajmy się jeszcze raz do Jacka Bromskiego: Na naszych oczach odbywa się degrengolada mediów publicznych. Nie będziemy słuchać tego, że PO zrzuca odpowiedzialność na PiS, PiS na SLD…Za tę degrengoladę jesteście odpowiedzialni wszyscy, łącznie z mniejszością niemiecką, za to, co się będzie działo. Ten projekt ustawy prowadzi do upadku mediów publicznych. Nie jesteśmy na Białorusi ani na Kubie, gdzie za stawianie takich pytań idzie się do więzienia. Chciałbym więc ponowić pytanie: Kto jest autorem tej ustawy i jacy eksperci doradzali przy jej powstawaniu? W interesie tych ludzi leży likwidacja mediów publicznych – chciałbym znać ich nazwiska.

Chyba nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że Iwona Śledzińska-Katarasińska i jej koledzy odmówili odpowiedzi na to wielokrotnie powtarzane pytanie. Autorzy tej ustawy nadal są anonimowi.

Piotr Bielawski

PS Ustawa została przyjęta przez Sejm 20 maja 2009 r. – zmiany, które wprowadzono mają charakter kosmetyczny.

Autor publikacji: 
Źródło: 
www.bistro.edu.pl