LIST ODRZUCONY PRZEZ RED. "RZECZPOSPOLITEJ"

Szanowny Panie Redaktorze,

1. "Centrum Wypędzonych" - w Berlinie, Wrocławiu, czy może w Sarajewie? A może najlepiej NIGDZIE!

Mój dziadek, ze strony Matki, nauczyciel ze szkoły czteroklasowej na Polesiu został "wypędzony" (w 1940 r.) do kopalni na Uralu. Pozostał po nim tylko zegarek (i to dzięki strażnikowi, który był tak dobry i oddał rodzinie).

Następnie rodzina została "wypędzona" do Kazachstanu, przy granicy z "Autonomiczną Republiką" Tuwa. Zakonnica (z Pomorza) z rodziny mojej Żony została zamordowana w Ravensbrűck.

Mój Ojciec, obrońca Helu w 1939 r., okres wojny spędził w niewoli. Gdy wrócił jego piękne nowe mieszkanie w nowoczesnej Gdyni, ktoś już sobie przywłaszczył. Pierwsza żona na skutek nieszczęść wojennych i gruźlicy zaraz umarła i po kilku latach Ojciec ożenił się z moją Mamą, która zmarła natychmiast, młoda i z wyglądu silna - przy moim porodzie.

Można domniemywać, że "zwiedzanie" Kazachstanu nie pozostało bez wpływu na jej kondycję. Ojciec ożenił się po latach z moją przybraną Mamą, która "wniosła w posagu" bolesną pamięć o Bracie, żołnierzu AK poległym w Powstaniu Warszawskim, zabitym przez bombę w Pasażu Simmonsa i o Siostrze rozstrzelanej na początku Powstania w masowej egzekucji na Woli.

To bardzo typowe w Polsce wspominki rodzinne, o których zdaje się nie wiedzieć w Niemczech p. Erika Steinbach, w końcu córka niemieckiego oficera, niemieckich wojsk okupacyjnych - właśnie - w Polsce!

Pomysł uczczenia w Niemczech, czy nawet szerzej w Europie niemieckich wypędzonych jest monstrualną próbą zafałszowania historii Europy z pozycji aroganckiej siły, bo któż może się w świecie oprzeć potędze Republiki Federalnej, oprócz może Ameryki, która zwykle tyle ma na swojej głowie? Jeśli więc powstać ma jakiekolwiek "Centrum Wypędzonych", to dlaczego wpierw nie miałoby powstać, najlepiej za niemieckie pieniądze i w Berlinie (dobrze również, jeśli z filią w Moskwie):

- Centrum Bombardowanych i Spalonych,

- Centrum Rozstrzelanych,

- Centrum Torturowanych,

- Centrum Zagazowanych,

- Centrum Zagłodzonych,

- Centrum Przymusowo Rozdzielonych Rodzin,

- Centrum Ograbionych, itd.

A i przydałoby się, i owszem - na przykład - posuwając rzecz do absurdu, jako jednak ewidentnie konsekwencja Paktu Ribbentrop - Mołotow - "Centrum Oszukanych w Niby Demokratycznych Wyborach", mając tu na myśli Referendum z 1946 r. i "wybory" z 1947, które to wydarzenia były gwarantowane jako "w pełni demokratyczne" przez Wielką Trójkę (Stalin, Roosevelt, Churchill). W ich efekcie samych tylko, w pełni legalnie działających działaczy PSL-u zamordowano - jak mi mówił w 1985 r. w Waszyngtonie były Wicepremier i Delegat Rządu w czasie okupacji Stefan Korboński - ok. 120.

Karboński udokumentował to w swych licznych książkach, tłumaczonych na szereg języków i nie miał najmniejszych wątpliwości, że u źródła nawet tych komunistycznych przecież zbrodni, stał m.in. tragiczny wybór "oświeconego" narodu niemieckiego z 1933 r. I niech mi p. Steinbach nie mówi, że nie był to efekt wyboru przez naród niemiecki (w tym i późniejszych wypędzonych) w demokratycznym głosowaniu w 1933 r. na Adolfa Hitlera!

2. Wypędzenie, pomimo dokonujących się tu i tam przypadków przestępstw a nawet zbrodni (które powinny być - oczywiście - ścigane bez przedawnienia) dokonało się na tle martyrologii narodów polskiego, rosyjskiego, ukraińskiego, narodów b. Jugosławii i innych - w miarę bezboleśnie i choć zastosowano tutaj zasadę "odpowiedzialności zbiorowej", była ona w konsekwencji bez porównania bardziej humanitarna niż np. odpowiedzialność zbiorowa, którą zastosowało lotnictwo sprzymierzonych (RAF i US Air Force) podczas nieludzkiego bombardowania Drezna pod koniec wojny(ofiar, głównie cywilnych tyle, co w Hiroszimie i Nagasaki). Czyż zaraz powojenna Polska - pod dominacją sowiecką - pozbawiona decyzją Wielkich Mocarstw swoich Ziem Wschodnich (ok. połowy przedwojennego terytorium) miała pozostawić, wbrew Wielkiej Trójce (sic!), na oddanych Polsce w administrację tzw. Ziemiach Północnych i Zachodnich potężną mniejszość niemiecką, obywateli zbrodniczego państwa, a może lepiej - rozdzielić rodziny i deportować tylko członków NSDAP? Polska powojenna, jak ułomna by ona nie była, miała ich np. narazić na akty samosądu części zdesperowanych Polaków (których świat "runął we wrześniu 1939 r." - jakież to typowe! - cytat ze znanej mi osobiście, nie żyjącej już staruszki ze Lwowa, młodej wówczas, pełnej życia kobiety)?

Mówiono mi dużo przez lata o "bucie germańskiej", o potwornej ignorancji i arogancji narodu, który choć wydał z siebie Bethoveena, Goethego i innych, głosował na ewidentnych przestępców strzelających się z komunistami notorycznie po ulicach miast aż do demokratycznego wyboru Hitlera w 1933 r.

"Z faktami się nie dyskutuje" mówi mądre porzekadło, więc sądziłem, że wobec faktów dokumentujących ogrom zbrodni, nikt taki, jak p. Erika Steinbach (córka niemieckiego oficera) się nie "ulęgnie". Myliłem się. Obawiam się, że czeka nas i Europę ciężka przeprawa z niemieckim "rewizjonizmem" i rewanżyzmem. Pozostaje mieć nadzieje, że są także rozsądni, uczciwi i odważni Niemcy i nie będą milczeć, tak jak zwykle milczeli w 1933 r. i w latach następnych!

Z wyrazami szacunku,

Imię i nazwisko do wiadomości redakcji.

Archiwum ABCNET 2002-2010: