KRĄG DRUGI – „JESTEŚCIE W MOICH RĘKACH”

Nie wiążę z pracami komisji śledczej w sprawie Olewnika nadmiernych oczekiwań. Histeryczna reakcja Platformy na Macierewicza stanowi dostateczny argument, że celem powołania komisji nie jest dotarcie do najgłębszej prawdy o motywach zabójstwa i faktycznych jego mocodawcach. Nienawistna panika, z jaką Bronisław Komorowski zwalczał kandydaturę posła PiS-u świadczy, że intencją rządzących może być uczynienie z prac komisji spektaklu medialnego, który przyniesie Platformie kilka punktów procentowych i zadowoli oczekiwania niewybrednych odbiorców. Dociekliwość i kompetencje byłego szefa SKW mogłyby pokrzyżować te plany i doprowadzić do zdemaskowania prawdziwych mechanizmów rządzących III RP. Do takich efektów postępowania, towarzysze marszałka Komorowskiego nie mogą dopuścić. Choć życzę członkom komisji dotarcia do prawdy, wolę pragmatyzm niż infantylną wiarę.
Niezależnie zatem, jak daleko w odkrywaniu kolejnych „kręgów” polskiego piekła, mają doprowadzić nas członkowie komisji pod wodzą posła Biernackiego, warto rozpocząć wędrówkę na własną rękę, nie oglądając się na polityczne dyrektywy i medialne manipulacje. Zebranie i analiza dostępnej już wiedzy pozwoli uniknąć licznych pułapek i „ślepych torów”, jakich nie brakuje w tej sprawie. Ponieważ okoliczności porwania i śmierci Olewnika są, po procesie sądowym dokładnie znane, pozostaje wątek ewentualnych mocodawców oraz wskazania przyczyn uprowadzenia.
Podstawowym zabiegiem, który ułatwi zrozumienie tematu powinno być przedstawienie kontekstu ówczesnych wydarzeń, politycznego tła, na którym się rozegrały. Jest to o tyle istotne, że bez retrospektywnego spojrzenia na lata 2001-2002, trudno byłoby konstruować prawidłowe wnioski.
Trzeba przypomnieć, że na blisko dwa miesiące przed porwaniem, 3 września 2001 roku wybory parlamentarne w Polsce wygrał SLD z wynikiem 41%. Również, w okręgu płockim największe, bo 45% poparcie zdobyło SLD-UP, a na drugim miejscu znalazł się PSL. W samym Płocku najwięcej głosów wyborców (6200) zdobył Andrzej Piłat i Zbigniew Siemiątkowski (5400). 19 października 2001r. - po dymisji rządu Jerzego Buzka, Leszek Miller został zaprzysiężony na premiera.
Dla Andrzeja Piłata – tzw. mazowieckiego barona , który w eseldowskim rządzie został sekretarzem stanu w ministerstwie infrastruktury sprawą priorytetową była budowa nowej przeprawy mostowej przez Wisłę. Jak się wydaje, płocki klub SLD najwyraźniej czekał na nominacje Piłata i „nowe rozdanie”, bowiem jeszcze 4.10.2001 r. zablokował uchwałę Rady Miasta Płocka w sprawie przekazania 72.200 mln zł z budżetu miasta na budowę nowego mostu. Za to już 25.10. po powołaniu nowego rządu z Piłatem jako wiceministrem, lokalne pismo „Tygodnik Płocki” donosi – „Rosną szanse na most w Płocku”, wiążąc tę inwestycje z powołaniem Piłata na stanowisko ministerialne i przytaczając jego wypowiedź : „Moim najważniejszym celem będzie doprowadzenie do wybudowania w Płocku przeprawy mostowej. Nie dam odetchnąć osobom odpowiedzialnym za tę inwestycję w Ministerstwie Infrastruktury. Jest to dla mnie sprawa honorowa...”
Pierwsza informacja o porwaniu Olewnika pochodzi z „Tygodnika Płockiego” z datą 15.11.2001r. – „Płocka policja poszukuje syna znanego biznesmena - Miasto huczy od plotek”( porwania dokonano w nocy 26 na 27 października). W tym samym numerze znajdziemy wzmiankę o sesji Rady Miasta, zatytułowaną „Rusza budowa mostu?” z której wynika, że władze Płocka (eseldowski prezydent Stanisław Jakubowski) podpisały porozumienie z Generalną Dyrekcją Dróg Publicznych, zgodnie z którym, ta instytucja zobowiązała się zrealizować pięć z sześciu etapów budowy nowego mostu. „W latach 2001 – 2002 inwestycja ma być finansowana na następujących zasadach: 50 milionów zł z budżetu państwa oraz 14,7 mln zł z budżetu Płocka, w tym 10 milionów z GDDP. - Treść porozumienia została bardzo przychylnie przyjęta przez GDDP i Ministerstwo Infrastruktury” – donosi Tygodnik.
Jednocześnie SLD podejmuje działania, mające zapewnić komunistom wpływy w największej polskiej firmie – PKN ORLEN. Jeszcze przed wyborami, 23.08.2001 roku „Tygodnik Płocki” informuje, że „Przychody grupy kapitałowej (ORLEN), pomimo spowolnienia gospodarki w naszym kraju, wzrosły dzięki największej ze spółek czyli PKN Orlen S.A. Poprawa wyników była możliwa dzięki wzrostowi sprzedaży paliw silnikowych w drugim kwartale, wzrostowi notowań paliw silnikowych oraz wyższym marżom rafineryjnym na benzynach. (…)Poprawa wyników związana jest z konsekwentną realizacją przez zarząd strategii, w tym programu redukcji kosztów. Dotychczasowe wyniki za 2000 roku i pierwszą połowę 2001 roku są podstawą do pomyślnej prognozy na kolejne miesiące, a założony program redukcji kosztów zostanie zrealizowany najprawdopodobniej z nadwyżką. Warto podkreślić, że wszystkie te rezultaty osiągamy w sytuacji głębokiej dekoniunktury w gospodarce – powiedział Andrzej Modrzejewski, prezes PKN Orlen S.A.”
Dobre wyniki firmy nie przeszkodziły SLD w przeprowadzeniu „pałacowego przewrotu” w PKN ORLEN, jak nazwał zdarzenie „Tygodnik Płocki” z 14.02.2002r;, informując o odwołaniu przez Radę Nadzorczą prezesa Modrzejewskiego i powołaniu na to stanowisko Zbigniewa Wróbla. W oficjalnym komunikacie wydanym przez szefową Biura PR i Promocji, powodem odwołania miała być „malejąca zdolność prezesa do kierowania spółką, w związku z utratą zaufania głównych akcjonariuszy oraz istotnie pogarszające się wyniki finansowo – ekonomiczne spółki.” Pamiętamy, że do odwołania Modrzejewskiego użyto UOP-u (nadzorowanego przez Siemiątkowskiego), a po latach, sprawa stała się argumentem za powołaniem sejmowej komisji orlenowskiej. Gdy w trzy miesiące później, przybył do Płocka z „gospodarską wizytą” premier Leszek Miller, lokalna prasa donosiła: ”Premier podczas wizyty w Płocku (16 maja) zapoznał się z pracami przy budowie nowej przeprawy mostowej, otworzył instalację DRW III w Polskim Koncernie Naftowym ORLEN S.A., oraz odwiedził Bazę Surowców PERN “Przyjaźń” S.A. w Plebance. Spotkał się także z władzami miasta oraz członkami płockiego SLD. Najbardziej interesująca dla płocczan była część wizyty dotycząca budowy nowej przeprawy mostowej. Leszek Miller wraz z towarzyszącymi mu między innymi ministrem skarbu państwa Wiesławem Kaczmarkiem, sekretarzem stanu w Ministerstwie Infrastruktury Andrzejem Piłatem, wojewodą mazowieckim Leszkiem Mizielińskim, marszałkiem województwa Adamem Struzikiem, prezydentem Płocka Wojciechem Hetkowskim wybrał się w rejs po Wiśle”.
„Jesteście w moich rękach” - powiedział premier Leszek Miller przejmując ster statku wycieczkowego “Rusałka” w czasie rejsu po Wiśle w Płocku” – donosił tygodnik.
Ogólne przedstawienie ówczesnych realiów politycznych wydaje się konieczne z dwóch powodów. Możemy na tej podstawie, wyodrębnić ważne dla działaczy SLD obszary interesów i na ich tle spojrzeć na główne postaci dramatu. Bez świadomości, jak działał ówczesny „układ płocki” i jakie interesy leżały w zakresie jego zainteresowań, poznanie prawdy o zabójstwie Olewnika wydaje się niemożliwe.
Budowa płockiego mostu to inwestycja rzędu 190 mln zł, okazja intratnych zamówień dla firm i ważny, przetargowy argument wyborczy. Choć pierwsze koncepcje i starania o nową przeprawę przez Wisłę pochodzą z początku lat 90, dopiero w sierpniu 2000 roku urząd wojewódzki wydał pozwolenie na budowę nowego mostu. Od razu też pojawił się kłopot ze sfinansowaniem inwestycji: zmiany w ustawie samorządowej spowodowały, że za potężną budowę miał zapłacić sam Płock, bo skarb państwa nie mógł pomagać powiatom grodzkim, a miasta nie stać było na wydanie kilkuset milionów złotych. Udało się ominąć zakaz, zawierając kontrakt wojewódzki dla Mazowsza. Przetarg i wybór wykonawcy (wygrało konsorcjum Mostów Płockich i Łódzkich), przypadło ogłosić prezydentowi Płocka Wojciechowi Hetkowskiemu (SLD) w 2002 roku.
Przejęcia zarządu nad ORLENEM, po wygranych wyborach w 2001 roku, komuniści dokonali metodami policji politycznej, inicjując kombinację operacyjną, która doprowadziła do odwołania Modrzejewskiego i wymiany władz spółki. Prace sejmowej komisji ds. ORLENU ujawniły ogrom patologii, do jakich dochodziło w spółce za rządów SLD. Raport końcowy stwierdza, że to na spotkaniu w kancelarii Millera 7 lutego 2002 roku zapadła decyzja o bezprawnym zatrzymaniu prezesa Andrzeja Modrzejewskiego przez UOP.
Członkowie komisji postulowali postawienie przed Trybunałem Stanu byłego premiera i byłej minister sprawiedliwości Barbary Piwnik. Zdaniem członków komisji odpowiedzialność karną powinni ponieść kierujący wówczas UOPem Zbigniew Siemiątkowski, a także prokuratorzy i funkcjonariusze UOP związani z decyzjami o bezprawnym zatrzymaniu Modrzejewskiego. Dziś wiemy, że działania rządu Millera, sprzężone z uaktywnieniem sowieckiej agentury, prowadzone przy udziale postperelowskich służb i zależnego od nich biznesu, miały doprowadzić do przejęcia przez Rosjan polskiego sektora paliwowego. Raport komisji potwierdzał również, że prezydent Aleksander Kwaśniewski - mimo nieformalnej wiedzy - nie przeciwdziałał staraniom rosyjskich firm, a wręcz ułatwiał opanowanie polskiego rynku, kreując swojego przyjaciela – Jana Kulczyka na osobę upoważnioną do rozmów na ten temat.
Nakreślony powyżej obraz zdarzeń z lat 2001 i następnych, byłby niepełny, gdyby nie wspomnieć, że płoccy działacze SLD prowadzili bardzo ożywione, oficjalne kontakty z ambasadą Rosji, a osobą, która inicjowała tę więź był Andrzej Piłat. W latach 2001-2006 wielokrotnie gościł w Płocku radca handlowy Ambasady Rosji w Polsce Nikołaj Iwanowicz Zachmatow, a w 2002 roku prezes zarządu PERN “Przyjaźń” S.A. Stanisław Jakubowski - SLD ( był wcześniej prezydentem Płocka) powołany został do składu polskich członków Rady Biznesu Polska – Rosja, w której zasiadali m.in.Marek Goliszewski z Business Center Club, Aleksander Gudzowaty, Zbigniew Niemczycki z Polskiej Rady Biznesu, Kazimierz Pałgan z Krajowej Izby Gospodarczej czy Henryka Bochniarz. Związki Zachmatowa z płockimi działaczami były na tyle bliskie, że zaproszono go w roku 2003 na obchody 40 rocznicy rozpoczęcia eksploatacji pierwszego odcinka rurociągu “Przyjaźń”.
Warto zapamiętać tę okoliczność, gdyż nazwisko Zachmatowa występowało w opublikowanym w 1997 r. przez "Życie" artykule "Korpus agentów", w którym z imienia i nazwiska wymieniono 22 pracowników rosyjskich placówek dyplomatycznych, identyfikując ich jako oficerów lub agentów rosyjskiego wywiadu wojskowego (GRU) lub Służby Wywiadu Zagranicznego (SVR). 51-letni wówczas Nikołaj Iwanowicz Zachmatow, radca ambasady rosyjskiej, znalazł się wśród współpracowników SVR. Krótko po tej publikacji opuścił Polskę, by powrócić w 1999 r. i zostać szefem przedstawicielstwa handlowego Federacji Rosyjskiej. Myślę, że nie przez przypadek Nikołaj Zachmatow pojawi się jeszcze w interesach ludzi płockiego ORLENU i w otoczeniu głównych bohaterów tej opowieści.
Nim spróbujemy zakreślić krąg osób istotnych dla sprawy, trzeba zadać pytanie o potencjalne motywy porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Jako zupełnie niewiarygodny należy uznać motyw porwania dla okupu. Porywacze przez dwa lata zwlekali z podjęciem pieniędzy, mimo, iż rodzina Krzysztofa była gotowa zapłacić okup niemal natychmiast. Wielokrotnie wydawano rodzinie szczegółowe dyspozycje, określając miejsce i czas, a następnie rezygnowano, nim dochodziło do przekazania pieniędzy. Działanie takie należy uznać za pozorowane, mające jedynie symulować zamiar porwania dla okupu. Można założyć, że kryminaliści, którzy dokonali porwania chcieliby jak najszybciej uzyskać pieniądze, tym bardziej, że przez cały czas przetrzymywania ofiary ponosili koszty jej utrzymania, przewożenia, rozmów telefonicznych. Z każdym dniem wzrastało również ryzyko, że zostaną namierzeni przez policję lub wpadną, (co rzeczywiście się zdarzyło) podczas dokonywania innych przestępstw. Wyraźnie widoczna w działaniach sprawców brawura i nonszalancja, świadczy niewątpliwie, iż musieli przez cały czas mieć poczucie bezkarności, gwarantowane im przez zleceniodawców. Tak długi okres przetrzymywania Olewnika dowodzi, że bezpośrednim motywem uprowadzenia nie mogły być pieniądze. Przeczy temu doświadczenie życiowe (lecz również kryminalistyczne) i elementarna logika. Gdy wreszcie, po ponad dwóch latach okup został podjęty, porywacze bardzo szybko podzielili się częścią (100 tys.euro) łupu. Dotychczas nie wiadomo, co stało się z kwotą 200 tys.euro.
Wolno zatem przyjąć, że porwania dokonano na zlecenie, a przez cały okres przetrzymywania ofiary sprawcy otrzymywali wsparcie od mocodawców i szczegółowe instrukcje postępowania. Świadczy o tym aż nadto przesłanek.
Oczywiście, wykluczenie (jako wiodącego) motywu porwania dla okupu, nie daje dostatecznej podstawy, by wskazać inny, bardziej wiarygodny, a nade wszystko oparty o fakty motyw. Ponieważ bardzo często zarzuca się autorowi niniejszego bloga, że posługuje się rozumowaniem dedukcyjnym, wywodząc od ogółu, do szczegółu, na podstawie założonego wcześniej zbioru przesłanek, w tej sprawie warto zastosować myślenie indukcyjne, próbując wyprowadzić ogólne wnioski z przesłanek, które są poszczególnymi przypadkami tych wniosków.
Innymi słowy – spróbujmy przyjrzeć się niektórym, głównym bohaterom tej ponurej tragedii, by na podstawie ich życiorysów, działań i słów przejść do kolejnych etapów, na coraz wyższy, ogólniejszy poziom.
Niewątpliwie, na uwagę zasługuje postać przywódcy grupy porywaczy – Wojciecha Franiewskiego, który jako pierwszy zdecydował się na „samobójstwo” w więziennej celi. Jego życiorys to niemalże klasyczna opowieść o przestępczej karierze; od drobnych włamań i kradzieży „Syrenek” w latach 70 –tych, po zuchwałe, liczne kradzieże aut, w latach 80-tych , potrącenie polonezem milicjanta oraz próba rozjechania funkcjonariusza, który ratował kolegę. Lista jest znacznie dłuższa łącznie z podrobionymi prawami jazdy i dowodami rejestracyjnymi. Opowieść jest niemal klasyczna, bowiem w kryminalnej biografii Franiewskiego są zdarzenia, które nakazują z wielką uwagą spojrzeć na tę postać.
Otóż Franiewski wielokrotnie, w bardzo brawurowy sposób (skok z okna, wycięcie dziury w ścianie) uciekał z aresztów i więzień PRL-u, gdy tylko przyszła mu na to ochota. Liczne, lecz niewielkie wyroki nie były w stanie zatrzymać przestępcy w więziennych murach. Ktoś słabo zorientowany w realiach komunistycznego „wymiaru sprawiedliwości’ i więziennictwa, uznałby Franiewskiego za niezgorszego „kozaka”, który kpi sobie z murów i krat. Taką też opinię miał wśród współwięźniów i kolegów „z wolności”. Inaczej jednak sądzą ludzie zorientowani w realiach. Były naczelnik CBŚ mówi wprost: "To się nie zdarza. To wykluczone, żeby jednemu człowiekowi udało się uciec tyle razy", a prof. Andrzej Rzepliński ma sensowną teorię na ten temat: "To milicja decydowała, kiedy kogoś schować do więzienia, bo był tam potrzebny, a kiedy nie".
Istnieją zatem poszlaki, że Wojciech Franiewski był tajnym współpracownikiem bezpieki, (jakich wielu funkcjonowało w środowisku przestępczym), co dostatecznie tłumaczyłoby, iż uciekał z aresztów, konwojów i komend, kradł, włamywał się do aut dyplomatów, a jednak dostawał liczne przepustki i zawsze wychodził przed terminem. Co bardzo znamienne – nigdy w swojej przestępczej karierze nie popełnił "przestępstw przeciwko zdrowiu i życiu". Jak zatem człowiek ten mógł nagle zaplanować porwanie i zamordowanie Olewnika, skoro nie leżało to w zakresie jego przestępczego procederu? Czy agenturalnej przeszłości Franiewskiego nie należy kojarzyć z rolą, jaką w utrudnianiu i fałszowaniu śledztwa spełniali funkcjonariusze policji i służb IIIRP? Czy Franiewski był człowiekiem zatrudnianym do różnych „delikatnych” robót, za którymi stały interesy stróżów prawa i na tej zasadzie zlecono mu dokonania porwania Krzysztofa Olewnika?
W czasie procesu (w sprawie innej, niż zabójstwo) przed Sądem Rejonowym w Płocku, w którym zeznawał jeden z oprawców Olewnika - Ireneusz Piotrowski, potwierdził on, że Wojciech Franiewski znał drugą z ważnych w tej sprawie postaci – Grzegorza Korytowskiego. Na pytanie mecenasa Borkowskiego – „czy Korytowski znał się z Franiewskim, odpowiedź Piotrowskiego była, że tak, że oni się znali. To była szokująca wypowiedź” – wspomina adwokat. I dodaje – „Ponieważ rozprawa nie dotyczyła bezpośrednio tej kwestii, nie mogłem zadać w tej sprawie więcej pytań”.
Franiewski nie doczekał procesu w sprawie porwania i powiesił się w celi aresztu, tuż przed jego rozpoczęciem. Jeśli rzeczywiście znał Grzegorza Korytkowskiego, ( a nie ma podstaw, by w tej kwestii Piotrowski kłamał) byłaby to wyjątkowo ważna przesłanka, potwierdzająca kierunek, w którym należy poszukiwać mocodawców zbrodni.
Ale Grzegorz Korytkowski to już człowiek, który otwiera drogę do kolejnego, znacznie głębszego kręgu „polskiego piekła”.
CDN…

Autor publikacji: 
Ubekistan: materiały i opracowania: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: