5. W stronę rynku: KTO W POLSCE ZROBI REFORMĘ BANKOWĄ? (Witold Rutkowski)

Byliśmy ostatnio świadkami nowelizacji ustaw – prawo bankowe i o banku centralnym (Prezydent odmówił podpisania ustawy. Trafiła więc ona z powrotem do Sejmu – przyp. red.). Zostały one zaproponowane przez byłe kierownictwo Narodowego Banku Polskiego i Ministerstwo Finansów. Następnie zweryfikował to Sejm, wnosząc do tych aktów prawnych nowe zapisy. Senat zgłosił kilkanaście poprawek, które Sejm niemal w całości odrzucił.

Powstały w wyniku tego łańcucha zdarzeń ostateczny kształt prawa bankowego i ustawy o banku centralnym budzić może jedynie głęboki niepokój. Powstało coś szczególnie niespójnego i kompromitującego. Bankowość nigdy nie była silną stroną pezetpeerowskiej nomenklatury, a ma ona nadal bardzo dużo w tej sprawie do powiedzenia. W okresie ostatnich dwóch lat biorą się odważnie za nią nowi ludzie, ale często zapominają o swoich niedostatecznych kwalifikacjach. Można więc zadać całkiem sensowne pytanie: kto w naszym kraju odpowiada za reformę bankową? Odpowiedź tylko pozornie jest prosta. Obecny stan prawny wskazuje jedną instytucję, Narodowy Bank Polski, który swoje pomysły powinien konsultować z ministrem finansów. Jaką więc reformę mógłby zaproponować NBP, by potem skonsultować ją z ministrem finansów? Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba najpierw przedstawić krótko sytuację polskiego systemu bankowego.

Trudno mówić o systemie bankowym w Polsce, skoro przez ponad czterdzieści lat tworzył go jeden uniwersalny Narodowy Bank Polski. Uzupełniały go co prawda trzy inne „banki”, które wykonywały czynności bankowe w bardzo ograniczonym zakresie. Wypada więc raczej powiedzieć, że w naszym kraju nie było (i nadal nie ma) systemu bankowego, niż szukać winy w prowizorycznych urzędach niby-bankowych (ostatnio rozmnożonych do kilkudziesięciu), które od dawna bankami nie były, a te niedawno utworzone nie są i zapewne długo jeszcze bankami nie będą. Wynikiem takiego stanu rzeczy były i są nadal nasilające się tendencje inflacyjne i brak zaufania do złotówki.

Trzon każdego dobrego systemu bankowego stanowią banki handlowe z bankiem centralnym na czele. Trzeba jednak pamiętać, że systemy bankowe w krajach wysoko uprzemysłowionych są wynikiem długotrwałego procesu historycznego. Okres kształtowania się systemów bankowych tych krajów przypada na wiek XIX, kiedy to nasz kraj nie istniał na mapie Europy. Faktycznie więc Polska przystąpiła do tworzenia systemu bankowego dopiero po uzyskaniu niepodległości, w 1919 roku. Pierwszym etapem było otwarcie 28 kwietnia 1924 roku drugiego już w historii Banku Polskiego, typowego banku centralnego wzorowanego na zachodnich bankach centralnych. Bank Polski powstał głównie z inicjatywy ówczesnego ministra skarbu, Władysława Grabskiego. Działał do 1939 roku, czyli do wybuchu II wojny światowej.

Narodowy Bank Polski został powołany dekretem KRN z 15 stycznia 1945 roku. Jeszcze na etapie jego tworzenia mówiło się o tym, że będzie on bankiem banków. Szybko jednak przekształcił się na wzór radzieckiego Gosbanku w podporządkowany komitetowi centralnemu partii komunistycznej urząd. W tej postaci przetrwał do końca 1988 roku i od tego momentu też niewiele się zmienił. NBP był po prostu powieleniem swojego radzieckiego pierwowzoru i był podporządkowany nie tylko rządowi polskiemu, ale obowiązywały go także wszystkie nonsensy wprowadzane w naszym kraju w ramach RWPG. Posunięcia NBP od początku 1989 roku też nie wróżą nic dobrego. Niby został bankiem centralnym, ale zadaniem przekształcenia go w prawdziwy bank centralny obarczono ludzi, którzy niszczyli polską bankowość przez blisko czterdzieści lat i robią to w sposób niczym nie zagrożony nadal. Odżywają też w NBP ciągle skłonności do powrotu do starych „dobrych” czasów. Silna jest w nim tendencja do utrzymania działalności właściwej bankom handlowym i tyleż silna jest niechęć do czynności właściwych dobrym bankom centralnym.

Styl pracy i zakres zainteresowań NBP rzutują wyraźnie na pozostałe „banki”, które rosną jak przysłowiowe grzyby po deszczu w naszym kraju. Nie uważam za potrzebne zajmowanie się indywidualnie każdym nieporozumieniem noszącym nazwę banku. Większość ich założycieli nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, co powinien robić bank. W tej sytuacji budowa systemu bankowego w naszym kraju poprzez prywatyzację cofnie nas niejako do XIX wieku i nawet niewielkie skrócenie tego blisko stuletniego okresu tworzenia bankowości, co już mogłoby być uznane za sukces, nie jest tym, czego nam pilnie potrzeba. Bankowość w trybie przyspieszonym zbudowało wiele krajów rozwijających się. Ale zdarzyło się to tylko tam, gdzie umiejętnie korzystano z fachowej pomocy dobrych bankierów zagranicznych.

Podstawową zmianą, jakiej wymaga polski system bankowy, jest pojawienie się w naszym kraju takiej instytucji jak bank centralny. Ale nie może to być taki bank centralny; jakim ciągle jeszcze jest NBP. Musi to być bank centralny, który będzie w stanie spełnić misję stabilizacji i ochrony emitowanej przez niego waluty. To powinno być jego misją dla dotkniętej ostrym kryzysem gospodarki i w wypełnianiu tej misji musi być niezależny od rządu. Bez takiego banku centralnego każdy plan walki z inflacją ma bardzo małe szanse powodzenia. Reforma banku centralnego powinna więc polegać na utworzeniu banku centralnego i powinno to być pierwsze posunięcie polskiej reformy bankowej. Nowo utworzony bank centralny nadzorowałby dalsze niezbędne posunięcia reformujące naszą bankowość.

Powróćmy teraz do pytania zadanego na początku, co może w tej kwestii zdziałać kierownictwo NBP, które wyrosło w warunkach wyżej opisanych. Czy jest ono zdolne do tego, aby powiedzieć odważnie, że obecne struktury NBP to groźna postkomunistyczna skamielina, że trzeba ją jak najszybciej zlikwidować i zastąpić nowym bankiem centralnym? Trzeba dużej naiwności, aby uwierzyć, że komuniści, którzy uważają się zwykle za najmądrzejszych w każdej dziedzinie, przekreślą swoje dotychczasowe „osiągnięcia” i ustąpią pola innym, bardziej predestynowanym do odbudowy systemu bankowego. Sami nie zrobią tego nigdy. Kto więc to zrobi za nich, jeżeli w dodatku obecny stan prawny tylko ich wskazuje jako jedynych, którzy mogą cokolwiek zrobić? Jest to najtrudniejsze pytanie, na które niestety ktoś odpowiedzialny za polski system gospodarczy musi znaleźć odpowiedź. Co robił dotychczas? Przyjmował bezkrytycznie za dobrą monetę wszystko, co polscy, tkwiący jeszcze mocno w epoce socrealizmu i w nim wychowani, „bankierzy” mu podsuwali. Oni także bezkrytycznie przyjęli jego błędy i powstała w ten sposób szczególna symbioza, która najbardziej zaszkodziła gospodarce, a także i im samym, chociaż wątpię, by kiedykolwiek to zrozumieli.

W tych warunkach potrzebne są inicjatywy środowisk profesjonalnych. Do takich można zaliczyć niezależny Klub Bankowca złożony z kilku pracowników polskich banków legitymujących się międzynarodowym doświadczeniem bankowym. Klub Bankowca zgłosił już kilka propozycji dotyczących reformy bankowej w naszym kraju. Najważniejszą z nich była właśnie propozycja reformy banku centralnego. Jako członek, jeden z założycieli Klubu i główny współautor koncepcji reformy banku centralnego, przypominam po raz kolejny jej podstawowe założenia. W tak trudnej sytuacji trzeba wykorzystać wszystkie atuty. A do nich należy między innymi dobra tradycja historyczna. Przedwojenny Bank Polski był wysoko kompetentną instytucją bankierską obdarzoną zarówno wewnętrznym jak i zewnętrznym zaufaniem. Dlatego tak potrzebną reformę banku centralnego proponuję ująć w dwóch punktach:

1. Utworzenie banku centralnego polegające na reaktywowaniu Banku Polskiego jako centralnego banku państwa.

2. Likwidacja Narodowego Banku Polskiego.

Pierwszym posunięciem (zgodnie z pkt. 1.) powinno być powołanie Komitetu Reaktywowania Banku Polskiego, którego zadaniem będzie opracowanie ustawy o banku centralnym państwa i przedłożenie tej ustawy Sejmowi. Podstawowym celem i obowiązkiem nowego banku centralnego – Banku Polskiego – będzie więc taka regulacja obiegu pieniężnego i kredytu, aby zachować ustabilizowaną wartość emitowanej przez Bank waluty zarówno w kraju, jak i za granicą. W wypełnianiu swej misji powinien być niezależny od rządu. Zasady jego kontroli przez parlament muszą być uregulowane w akcie prawnym o jego powołaniu. Nie mogą one ograniczać kompetencji Banku ani narzucać mu sposobów postępowania, kiedy będzie pełnił swoje obowiązki statutowe. Nie powinien więc Bank Polski zasłaniać się uchwałami Sejmu, rządu czy troską o bilans finansowy państwa, jak to dotychczas robił NBP, i na kogokolwiek zwalać winę za osłabienie pieniądza polskiego.

Drugi punkt reformy banku centralnego powinien polegać na likwidacji instytucji, która dotychczas za bank centralny bezzasadnie uchodziła. Można to nazwać logiczną konsekwencją urzeczywistnienia pierwszego punktu reformy polegającego na reaktywowaniu Banku Polskiego jako centralnego banku państwa. Sprawa ta wygląda na pozór dość prosto. Oczywiste jest chyba, że nie może być w jednym kraju dwóch banków centralnych, tak jak nie może być dwóch prezydentów czy premierów. Oczywistość ta nie musi jednak sama przez się obronić nas przed popełnieniem groźnych błędów. Wystarczy przypomnieć tu casus brazylijski. Podobny scenariusz zastosowano już w 1924 roku, kiedy to na miejsce Polskiej Krajowej Kasy Pożyczkowej utworzono Bank Polski, a PKKP zlikwidowano. Reforma banku centralnego w Polsce musi zostać skonsultowana z czołowymi ekspertami zagranicznymi. Można zaproponować tu byłego gubernatora amerykańskiego banku centralnego – Systemu Rezerwy Federalnej – Paula Volckera (który bawił niedawno w Polsce) czy prezesa niemieckiego Bundesbanku prof. Helmuta Schlesingera, który jest główną osobistością także w nowo tworzonym europejskim banku centralnym zwanym Eurofedem.

Sam bank centralny to jednak za mało. Potrzebne są także banki handlowe, które nie tylko w socjalistycznej rzeczywistości nie funkcjonowały, ale nie funkcjonują nadal. W związku z tym można także zaproponować jak najszybszą odbudowę dwóch polskich renomowanych przedwojennych banków handlowych, czyli Banku Handlowego w Warszawie S.A. i Banku PKO S.A. Oba banki zostały w 1948 roku niemal okradzione ze swojej przedwojennej spuścizny. Trzeba więc wspomóc je zarówno personelem, infrastrukturą, jak i środkami finansowymi. Źródłem tego mogłoby być 9 nieudanych eksperymentów bankowych, znanych jako państwowe banki komercyjne, utworzonych w wyniku podziału NBP na początku 1989 r. Z tego, co pozostanie, można by utworzyć trzeci nowy bank handlowy i byłoby bardzo wskazane, aby zaangażował się w to jeden z renomowanych banków zagranicznych. Trzy duże banki handlowe mogłyby zrobić dobry początek dla polskiej reformy bankowej. Mogłyby już zapoczątkować funkcjonowanie międzybankowego rynku pieniężnego, którego znaczenie dla systemu pieniężnego w naszym kraju jest olbrzymie. Do takich banków mogłyby stopniowo dołączać inne instytucje finansowe, które zaczęły działalność wcześniej od niektórych usług finansowych, a w miarę zdobywania kapitałów, klienteli i zaufania mogłyby przekształcać się w nowe banki handlowe. Ramy prawne do tego powinno stworzyć nowe prawo bankowe, które jeśli ma działać prawidłowo, nie powinno być kontynuacją prawa bankowego tak zwanej Polski Ludowej. Wymaga to także zasadniczych zmian w prawie dewizowym oraz adaptacji prawa handlowego.

Odrębną sprawą jest uzdrowienie w ramach reformy bankowej polskiego systemu zbierania i lokowania oszczędności. Nikt chyba nie zdoła policzyć, ile uzasadnionych zastrzeżeń pojawiło się do Banku Państwowego PKO od jego powstania. Nie sposób też ich wszystkich wymieniać i jedyną chyba konkluzją jest, aby firma ta też została poddana gruntownej reformie. Polski system oszczędności powinien być oparty na chociaż jednej, dużej, sprawnie działającej i obdarzonej zaufaniem instytucji oszczędnościowej (wzór można wziąć z niemieckiej Sparkasse), którą mogłyby uzupełniać komunalne i regionalne kasy oszczędności.

Następna sprawa to reaktywowanie wiejskiej spółdzielczości kredytowej, znanej przed II wojną światową jako kasy stefczykowskie i opartej na koncepcji znanej w RFN i Austrii jako banki Reiffeisena. Utworzenie specjalistycznych instytucji finansowych, takich jak: banki rozwoju, banki kredytowania eksportu, banki budownictwa mieszkaniowego, instytucje typu venture capital, domy bankierskie, itd.

I to byłby początek prawdziwej reformy bankowej na miarę III Rzeczypospolitej.

Autor publikacji: 
Orientacja na prawo 1986-1992: