3. Inna polityka: SCHAMIENIE (Jacek Kwieciński)

Opinię, że PRAWDZIWY antykomunizm jest „zoologiczny” i chorobliwy, wpajali nam od 45 lat miejscowi komisarze, że jest tępy i niesympatyczny, uczyły nas najbardziej światłe koła na Zachodzie, że jest przejawem nietolerancji i nienawiści, wskazują nam tutejsi eks-komuniści.

Od niedościgłego ADAMA MICHNIKA dowiadujemy się dzisiaj, że antykomuniści są także odpowiedzialni za barbarzyńskie schamienie. Są po prostu barbarzyńcami, a ich patronem jest jeden z największych pisarzy polskich Józef Mackiewicz. Jest nim, ponieważ przedstawił barbarzyńskie schamienie, jakie niesie komunizm, zarówno w praktyce, jak i w swych nieziszczonych ideałach, a już zwłaszcza dlatego, że uczynił to na poziomie przewyższającym o głowę wszelkie wywody Michnika.

Tymczasem – jak dawno ustalono – autentycznie światły intelektualista (czyli Michnik), winien podchodzić do oceny komunizmu ze szczególną subtelnością, delikatnie, w sposób wyważony, niemal z sentymentem. W tej właśnie kwestii musi cechować go należyta głębia spojrzenia, szczególne zrozumienie złożoności problematu. Przywoływanie dziesiątków milionów trupów, bezprzykładnej obłudy i zakłamania, upadku nauki i kultury, zahamowania rozwoju cywilizacyjnego i podobnych skutków komunizmu jest prostackie i po prostu nie uchodzi. Jednoznaczne potępienie światły intelektualista rezerwuje dla wielu innych współczesnych zjawisk. Postawa taka jest schamienia przeciwieństwem, a kto jej nie hołduje, naraża się na intelektualne skreślenie. Michnika ortodoksja zakłada, że kto się komunizmowi nie wysługiwał, jest właściwie człowiekiem NIEPEŁNYM, mało interesującym, a jego intelektualizm jest wątpliwy. Kto zaś owo wysługiwanie się (w Polsce przed rokiem 1968, ostatnio czasem przed rokiem 1981) jednoznacznie potępia, jest właśnie barbarzyńcą.

„Wiele zawdzięczam inteligencji, która przeszła przez aprobatę komunizmu” – pisze Michnik. Niewątpliwie zawdzięcza jej bardzo dużo, a mianowicie kształt swej dzisiejszej sylwetki ideowej. Gorszej części inteligencji polskiej – tej, która przez aprobatę komunizmu nie przeszła – Michnik zawdzięcza bez porównania mniej. Tej zaś, która wskazywała, że to właśnie tak fascynujący młodego Michnika „prometejski rys” komunizmu, on właśnie, jest przyczyną nieludzkości, zbrodniczości, potworności i makabryczności systemu, nie zawdzięcza już nic zgoła.

Dlatego właśnie, a nie z braku odwagi czy bystrości intelektualnej, Michnik nie jest w stanie uwolnić się całkowicie od młodzieńczych fascynacji. Odpierana za pomocą demagogicznych wrzasków prawda jest bowiem taka: Michnik wraz z kolegami nie przeszedł do końca drogi, którą przebyło wielu na Zachodzie. Adam Michnik nie jest antykomunistą. W świetle doświadczenia i wiedzy każdy myślący człowiek winien być w tym samym stopniu antykomunistą co antynazistą. Jest to nawet jego obowiązkiem. Wobec komunizmu obowiązuje jednak w salonach, w których bryluje Michnik, inna miara. Praktykę komunizmu krytykować dziś nawet należy, głęboka i jednoznaczna krytyka samego „prometejskiego rysu” nie wchodzi w grę. Mogą ją uprawiać tylko intelektualni podludzie. Nikt i nic nie przekona Michnika, by to uczynił. Empiria nie ma tu nic do rzeczy. Jednoznaczna moralna ocena postaw ludzi, którzy dobrowolnie i z entuzjazmem aprobowali kiedykolwiek taki system, nie wchodzi w rachubę. Pieśniarz Montand wstydził się takiej postawy, Michnikowi i jego bohaterom nawet do głowy nie przyjdzie, by się wstydzić. Jest to pewien feler umysłowy, pewna blokada w głowie A. Michnika – człowieka, który jeszcze w końcu lat siedemdziesiątych marzył o „socjalizmie dla całej Europy” (podkr. A.M.). Błyskotliwa inteligencja Michnika ma swe granice czy też raczej samozainstalowane bariery. Z faktu, iż Michnik był więziony i prześladowany, nie wynika w sprawie, o której tu mowa, najdokładniej nic. Z tego, że realni komuniści zwalczali go – także. Komuniści zabili miliony Bucharinów, więzili dziesiątki milionów R. Miedwiediewów i L. Kopielewów. W słowach powyższych nie ma przesady, jeśli zważymy na specyfikę naszego kraju, na zupełną szczególność czasów, które dziś przeżywamy, a także gdy ujmiemy termin „komunizm” mniej powierzchownie.

Adam Michnik walczył nadzwyczaj dzielnie z praktyką stalinizmu i neostalinizmu, z brakiem praw obywatelskich, złym obchodzeniem się z klasą robotniczą, z niedostatkiem ładu demokratycznego, ku któremu zmierzał. Robił bardzo wiele, by zapewnić ludzką twarz swym prometejskim ideałom. Ale przecież nie tylko on, ale i jego koledzy – np. Kuroń i Lityński – czują się dziś nadzwyczaj nieswojo, gdy mówi się do nich o antykomunizmie. Wyczuwają w tym jakąś przesadę, nadmierną jednoznaczność, chęć wylania dziecka z kąpielą. Podkreślają, że są antytotalitarni (są przeciw PRAKTYKOM totalitarnym) i – kropka. Może ktoś jeszcze wynajdzie komunizm nietotalitarny, a nawet nie nazwie go komunizmem?

W realiach 1992 roku A. Michnik jest nadal rewizjonistą „pięknej” (nieludzkiej) „idei prometejskiej”, jeśli ujmiemy rzecz szerzej i głębiej, niż się to na ogół czyni. I to oczywiście tu właśnie, a nie gdzie indziej, leży sedno dzisiejszych ostrych walk ideowych z A. Michnikiem. Żadne krzyki o brzydkim „przyprawianiu gęby” nie są w stanie tego zamazać. Szermowanie w tym kontekście swym stażem więziennym jest przejawem albo obłudy, albo odrzucenia podstaw logiki. Z tego A nie wynika bynajmniej B.

W takim stanie rzeczy przypominanie Michnikowi i kolegom ich przeszłości nie jest grą nie fair. Przeszłość ta rzutuje bowiem w sposób oczywisty na ich dzisiejsze zachowanie, poglądy i poczynania. Wiele przykładów z Zachodu dowodzi, że mogłoby być inaczej. Ludzi tych obrzucono zresztą na tamtejszych salonach wyzwiskami, którymi Michnik obsypuje Józefa Mackiewicza; z drugiej strony nikomu nie przyjdzie do głowy, by wypominać im przeszłość.

Orientacja chlubi się tym, że pisze się w niej wprost. Powiedzmy więc wprost: przejawem moralnego schamienia, intelektualnego oszustwa (wobec faktów), barbarzyńskiej nietolerancji (wobec ofiar) jest dzisiejsza postawa Adama Michnika. Mniejsza już, że przemieszana z nieznośnym moralizatorstwem powoduje nudności. Podobny do wyznawanego przez niego tępy, dziki, zoologiczny anty-antykomunizm wyrządził na Zachodzie ogromne szkody przez dziesiątki lat swego panowania. Powoli przestaje być ortodoksją. Utrzymywanie w Polsce pseudomoralnego autorytetu Michnika i towarzyszy przyczynić się może do tego, że długo nie wyjdziemy z tzw. postkomunizmu. Józef Mackiewicz miał rację. Mówiąc brutalnie miał rację, gdy lata więzienne Michnika nie robiły na nim specjalnego wrażenia, w tym sensie, iż traktował go nadal i wciąż jako szczególnie niebezpiecznego przeciwnika. Nie zdziwiłby się dziś, jak wielu w Polsce, obecnemu obscenicznemu fraternizowaniu się Michnika z tow. Olem, jego rzucaniu się jak zraniony ryś w obronie Kiszczaka i Jaruzelskiego, pardon Wojtka. Nie zdumiałoby go walenie przez Michnika pięścią w pulpit sejmowy w ferworze przeciwstawiania się „mieszaniu PZPR z błotem”. Józef Mackiewicz był niezmiernie przenikliwy.

Jak wiadomo, A. Michnik jest szczególnym wrogiem nacjonalizmu, ksenofobii, klerykalizmu, szowinizmu etc., etc. To ma być główny wyznacznik jego postawy. Józef Mackiewicz był przeciwieństwem krzewicieli podobnych zachowań. Był skrajnym przeciwnikiem wszelkich nacjonalizmów, w tym polskiego. Mimo to Michnik nienawidzi go i zwalcza w sposób szczególny. Dowodzi to, że dla Michnika w światopoglądzie Józefa Mackiewicza było coś jeszcze bardziej dyskwalifikującego. Jest to konstatacja bardzo ważna.

Można też dodać, że opiewanie prometeizmu, czyli tego, iż człowiek sam się zbawi i zbuduje raj na ziemi, jest wręcz klasycznym przykładem lewicowości. Jest to wszakże mniej ważne. W kraju wychodzącym z komunizmu istotniejsze jest to, iż po stosunku do PRAWDZIWEGO antykomunizmu najlepiej poznać można ludzkie postawy, a przez ich znajomość zorientować się, kto w tym dziele będzie pomocny Polsce, a kto raczej przeciwnie. Z tego względu dla niżej podpisanego A. Michnik jest i będzie przeciwnikiem politycznym, propagatorem i symbolem nieuleczalnego daltonizmu, postacią, z którą np. współpraca jest czymś niewyobrażalnym, stanowiącym dyshonor i w ogóle nie wchodzącym w rachubę. Dla prawdziwych antykomunistów i więcej niż wielbicieli Józefa Mackiewicza jest to postawa wręcz naturalna. Zachowując ją wypada życzyć Adamowi Michnikowi kolejnych bruderszaftów z ludźmi po właściwej stronie politycznej barykady, tego godnego pozazdroszczenia poczucia samouwielbienia, doskonałego mniemania o sobie i swej dialektycznej moralności wyższego rzędu. Swoją drogą przyjemnie jest składać życzenia, o których wiadomo, że muszą się ziścić.

Autor publikacji: 
Orientacja na prawo 1986-1992: