6. Imperium: JAK ZACHOWAĆ JEDNOŚĆ IMPERIUM ? (Alain Besancon)

IMPERIUM

________________________________________________________________

Alain Besançon

Jak zachować jedność imperium?

Teraz, kiedy zgasły reflektory, kiedy ludzie znowu żyją w strachu i niepewności, wróćmy raz jeszcze do tego podstawowego pytania, wokół którego obraca się polityka sowiecka.

Istnienie imperium zasadzało się na socjalistycznym legitymizmie. W fikcji ideologicznej nie było imperium, gdyż proletariacki internacjonalizm, socjalizm i "przyjaźń między narodami" rozwiązały kwestię narodową. A ponieważ naród rosyjski, dominujący w imperium, sam był uciskany przez aparat partyjno-państwowy, nie miał nawet świadomości tego, że uciskał innych. Trwało to aż do 1991 roku. Dziś jednak ideologia umarła nie tylko w myśleniu, ale i w języku i od niedawna została oficjalnie pogrzebana.

Jak więc uzasadnić dalsze istnienie imperium? Jedynym jego spoiwem jest rosyjski nacjonalizm. Wielu Rosjan przedkłada bowiem dominację nad wolność, dlatego że dominacja jest potężną namiętnością, że korzyści, jakie przynosi, są czymś rzeczywistym i namacalnym, podczas gdy wolność jest ideałem, nieczęsto spotykanym w historii Rosji i równie niematerialnym jak duch poszukujący ciała, w którym mógłby zamieszkać. Dwie władze walczące o supremację - władza "centralna", reprezentowana przez Gorbaczowa, i władza rosyjska, reprezentowana przez Jelcyna - co do jednego są zgodne: imperium jest jedno i niepodzielne.

Jednak jako uzasadnienie racji bytu imperium nacjonalizm rosyjski nie może się równać z socjalistyczną fikcją. W imię czego bowiem nacjonalizm rosyjski miałby być czymś lepszym niż nacjonalizm ukraiński, gruziński czy uzbecki? Występując z podniesioną przyłbicą, nie tylko podsyca nastroje nacjonalistyczne zdominowanych narodów, ale nie może być zaakceptowany jako coś naturalnego przez Zachód, od którego Rosja i całe jej imperium są ściśle uzależnione. Musi się więc maskować.

Czyni to obecnie w bardzo przebiegły sposób. Nacjonalizm rosyjski ukrywa się mianowicie pod maską racjonalizmu ekonomicznego. Podczas gdy nie istnieje już gospodarka, podkreśla rzekomo komplementarny charakter upraw zboża na Ukrainie i bawełny w Azji Środkowej. Podczas gdy nie ma już pieniądza (inflacja wynosi 3% tygodniowo!), zachwala zalety wspólnej waluty. Podczas gdy nie ma rynku (poza czarnym rynkiem), dywaguje na temat "wspólnego rynku". Rzeczywiście Rosja dzięki swemu centralnemu położeniu może zmusić republiki do pozostania w imperium, kusząc je utworzeniem w przyszłości czegoś w rodzaju Europejskiego Wspólnego Rynku, do czego brak w tej chwili jakichkolwiek przesłanek.

W praktyce nacjonalizm rosyjski posługuje się komunistycznymi satrapami stojącymi na czele republik, jak Krawczuk na Ukrainie, Nazarbajew, Karimow czy Nijazow w Azji Środkowej, rzekomo nawróconymi na niepodległościowy patriotyzm, którzy na wyścigi podpisują układ związkowy. Na razie Rosjanie są nadal okupantami. Dali do zrozumienia Bałtom, których niepodległość przecież uznali, że nie ma mowy o wycofaniu ich wojsk przed upływem kilku lat. Pretekst? Zawsze ten sam: w Rosji nie ma mieszkań dla tych wszystkich żołnierzy. W wypadku armii, która oficjalnie zwolniła 500 tysięcy ludzi, jest to wręcz nieprzyzwoite kłamstwo. Mimo to Zachód gładko je przełknął język ekonomicznej racjonalności jest mu z natury rzeczy bliski. Idea wspólnego rynku, kiedy organizuje się taki rynek w Europie Zachodniej i w Ameryce Północnej, jest szczególnie skuteczną przynętą. Dodajmy, że ci, co handlują z ZSRS, wolą mieć do czynienia z "centrum" niż z bliżej im nie znanymi i chwiejnymi władzami republik.

W okresie upadku imperium carskiego w 1919 roku Francja forsowała szczególnie nieszczęśliwą politykę. Przywiązana z racji tradycyjnego sojuszu francusko-rosyjskiego do idei Rosji jednej i niepodzielnej popierała imperialistycznych białogwardyjskich generałów. Denikin, Kołczak, Judenicz, operujący na peryferiach imperium, masowo rozstrzeliwali kadry młodych narodów dążących do uzyskania niepodległości. Szybko zostali znienawidzeni. Wystarczyło, żeby bolszewicy obiecali kłamliwie tym narodom samodzielność, a dopomogły one w likwidacji białych armii, po czym bolszewicy odzyskali całe niemal carskie dziedzictwo. Znacznie rozsądniej byłoby dopomóc młodym republikom i skonsolidować je, co uczyniła w ostatniej chwili Anglia, ratując w ten sposób (prowizorycznie) kraje bałtyckie.

Francja Mitterranda pozostaje wierna tej zgubnej tradycji polityki francuskiej. Tak bardzo boi się rozpadu ZSRS, że długo wzdragała się przed poparciem Chorwatów w obawie, iż mogą oni stanowić zły przykład i precedens dla Ukraińców czy Białorusów.

Niestety Francja nie jest sama. Niemcy, Anglia, Stany Zjednoczone, przekonane pseudoargumentami ekonomicznymi i przerażone prawdziwymi głowicami jądrowymi, trzymają się podobnej linii. W tym celu udzielają "centrum" wielkich kredytów. Kiedy "centrum" ogłosi niewypłacalność - co zdaniem "Wall Street Journal" nastąpi lada moment[1] - kredyty te będą spłacane z pieniędzy zachodnich podatników. W swoim czasie Związek Sowiecki pasożytował na Zachodzie strasząc go swoją siłą. Dziś pasożytuje na nim strasząc go jeszcze bardziej swą rzekomą słabością.

Tł. Anatol Arciuch

--------------------------------------------------------------------------------

[1] Słuszność przewidywań autora z „Wall Street Journal” potwierdza szeroko nagłośniona przez sowieckie środki masowego przekazu wypowiedź doradcy ekonomicznego Gorbaczowa i Jelcyna, Jawlińskiego, cieszącego się na Zachodzie równą estymą jak Leszek Balcerowicz (i podobnie jak on, protegowanego George'a Sorosa i Jeffreya Sachsa). Jawliński stwierdził mianowicie, że w ostatnich latach ZSRS na obsługę zadłużenia zagranicznego sprzedawał na Zachodzie 400 ton złota rocznie. Obecnie jednak sowieckie rezerwy złota wynoszą zaledwie 240 ton, czyli równowartość niecałych 2,5 miliarda dolarów, co oznacza, że ZSRS nie będzie w stanie dłużej spłacać swego zadłużenia. (Przypis tłumacza.)

Autor publikacji: 
Orientacja na prawo 1986-1992: