5. Dekomunizacja: KUPIĆ LICENCJĘ OD CZECHÓW

DEKOMUNIZACJA

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

KUPIC LICENCJĘ OD CZECHóW

Dekomunizacja stała się we współczesnym języku politycznym Polski słowem zaklęciem. Ten, kto mówi o dekomunizacji, ogłaszany jest przez innych jako żądny krwi, mściciel, człowiek nie nadający się na współczesnego Europejczyka, zwolennik odpowiedzialności zbiorowej. Ci - z kolei - którzy głoszą potrzebę dekomunizacji, twierdzą, że chodzi o zupełnie coś innego, o ukręcenie głowy hydrze nomenklatury, która na tyle jest żywotna, że inne metody nie zdają egzaminu. Odsunięta za swoim przyzwoleniem od sprawowania władzy politycznej, nadal dzierży w swych łapskach wiele nitek władzy ekonomicznej.

Taka dyskusja nie jest czymś charakterystycznym dla Polski, podobne toczą się w innych krajach postkomunistycznych. Więcej miejsca wypada poświęcić Czecho-Słowacji, gdyż tam sprawy te znalazły swój szczególny finał w postaci tzw. ustawy lustracyjnej.

Zdaniem posła Petra Tomana z Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS) "Ustawa ta nie jest narzędziem zemsty lub niesprawiedliwości. Ustala jedynie przesłanki kwalifikacji do pełnienia zadań urzędnika państwowego podejmującego decyzje". Podkreślił także, że każde państwo ma prawo określić, kto może pracować na stanowiskach opłacanych z podatków obywateli. Prace nad ustawą toczyły się w bardzo napiętej atmosferze. Projekt rządowy uznany został przez posłów prawicowych jako "ustawa o ochronie ubowców". W toku prac legislacyjnych w Zgromadzeniu Narodowym usunięto postanowienie, w myśl którego każdemu, kogo ustawa dotyczy, trzeba by było konkretnie i osobiście dowieść, że brał udział w łamaniu praw człowieka i swobód obywatelskich. Poseł Toman zauważył: "Nie jest to z uwagi na zniszczenie materiałów możliwe. Nie wszyscy, co do których chcemy, by ustawa ich obejmowała, łamali prawa człowieka. Nie objęłaby np. donosicieli, ponieważ zakaz donosicielstwa nie jest prawem człowieka. Gdyby proponowane przez rząd postanowienie pozostawić, ustawa chroniłaby donosicieli i ubowców".

Z kolei przewodniczący czeskiej Partii Chrześcijańsko-Demokratycznej (KDS) Vaclav Benda oświadczył: "Uważam ją co prawda za kompromisowy, nie mniej jednak poważny, krok w kierunku oczyszczania życia publicznego, który należało uczynić i po którym nastąpią dalsze. Bój o ustawę był bardzo dramatyczny i cieszę się, że doszło do wspaniałego współdziałania wszystkich sił demokratycznych w parlamencie".

Oczywiście ustawa miała swoich zaciekłych wrogów, żeby wspomnieć chociażby Alexandra Dubczeka - przewodniczące- go parlamentu czechosłowackiego, nie wspominając o komunistach z Czechosłowackiej Partii Socjalistycznej. Prezydent Havel, któremu przypisywano niezdecydowanie co do zakresu uregulowań ustawy, oświadczył jednak, że ustawa ta była potrzebna, ponieważ po "aksamitnej rewolucji" wszyscy ci, którzy byli powiązani z totalitarnym reżimem, uzyskali możliwość dyskretnego odejścia ze swoich funkcji, jednakże nie skorzystali z tej okazji, "urządzili się na nowych stanowiskach i zaczęli drwić sobie z nas". Społeczeństwo jest niezadowolone, gdyż ci, "którzy je poniżali i prześladowali, nadal są na swoich stanowiskach, w kierownictwie spółdzielni rolniczych, w lokalnej administracji i w ministerstwach". Havel wyraził też pogląd, że ustawa jest "rewolucyjna" w tej mierze, w jakiej ma "odgórnie uregulować to, czego społeczeństwo nie miało siły uregulować od dołu". Faktem jest jednak, że przy czytaniu niektórych fragmentów ustawy prezydent "dostał gęsiej skórki" i zapowiedział swoje wystąpienie o jej nowelizację.

Czy Polsce nie jest potrzebna taka ustawa? My namawiamy na skorzystanie z doświadczeń południowego sąsiada.

(wm)

"W dyskusji O lustracji ujawniają się dwa stanowiska. Zdaniem niektórych komunizm nie był czymś realnym, raczej był to miraż, złudzenie, które i tak należy do przeszłości. Trudno więc określić, czym był ten cały komunizm i właściwie nie ma takiej potrzeby. Należy patrzeć w przyszłość, a nie oglądać się na przeszłość (...)

Obecnie istnieje możliwość zbadania ukrytych mechanizmów działania komunizmu (...) Materiały policji politycznej są cennym źródłem, które mogłoby rozszerzyć naszą wiedzę na temat komunizmu jako systemu społecznego. Jednak niektórzy przyjęli antyhistoryczną i antykulturową postawę w odpowiedzi na szansę skorzystania z tego źródła (...)"

Jakub Karpiński

Uncaptive Minds nr 16

(tł. J K)

Nie tylko z powyższych powodów informacja zawarta w pewnym wywiadzie opublikowanym przez ”Tygodnik Solidarność” budzi zdumienie. Dowiadujemy się, że cała dokumentacja działań krajowych i zagranicznych SB, jej powiązań i uzależnień pozostanie tajna, nawet dla historyków, na 30 lat. Część dokumentów może być utajniona nawet dłużej, innym grozi rozproszenie bądź zniszczenie. Takie jest stanowisko Urzędu Ochrony Państwa MSW rządu Lecha Wałęsy. Kierownictwo Ministerstwa uznaje tym samym, że w Polsce nastąpiła w ostatnich latach jedynie zmiana ekipy rządzącej, tzn. że różnica między PRL a Polską jest taka, jak między rządem torysów a labourzystów w Wlk. Brytanii. W związku z tym trzeba zachować ciągłość. Należy zachowywać się rutynowo jak Brytyjczycy. Materiały SB muszą więc być niedostępne dla kogokolwiek spoza MSW przez najbliższe 30 lat, a może jeszcze dłużej. Co zaś do komunizmu, to szczególnie w Polsce była to fatamorgana, należąca zresztą do odległej przeszłości.

(JK) PS

"Nie może być mowy o ujawnianiu agentów byłej SB (...) W żadnym państwie się tego nie robi (...) W strategicznym interesie państwa leży zachowanie takich tajemnic na zawsze" - stwierdził szef MSW Henryk Majewski w maju br. w wypowiedzi dla PAP. Mimo tylu niezwykle ważnych problemów stojących przed Polską po wyborach interesuje nas niezmiernie taki detal: czy minister, który kłamie (drugie zdanie w powyższym cytacie) i utożsamia interes strategiczny Rzeczypospolitej z ochroną agentów komunistycznych, zachowa swoje ważne stanowisko? Trzeba przypomnieć, że czechosłowacka komisja parlamentarna ujawniła, również w maju br., że 14 członków rządu federalnego i 60 innych wyższych funkcjonariuszy państwowych było agentami StB. Równocześnie wszyscy członkowie Komisji wykluczyli możliwość fałszowania dokumentów bezpieki, tzn. uznali za niemożliwe, by popełnić (zarówno z powodu tego, jak były one prowadzone, jak i dzięki nowoczesnym sposobom badania papieru, pisma, druku, odtwarzania skreśleń itp.) pomyłkę przy ich badaniu

Orientacja na prawo 1986-1992: