4. W stronę państwa: TWORZENIE URZĘDNICZEJ KASTY (Zbigniew Ruta)

W STRONĘ PAŃSTWA

________________________________________________________________________________

Zbigniew Ruta

TWORZENIE URZĘDNICZEJ KASTY

W natłoku wydarzeń i bolączek dnia codziennego niemalże całkowicie umknęło społecznej uwadze jedno z bardziej przeuroczych cacek sztuki legislacyjnej, jakim niewątpliwie jest, opracowany przez ekipę rządzącą, w której rej wodzą członkowie Kongresu Liberalno-Demokratycznego, projekt ustawy o państwowej służbie publicznej. Cel, jaki przyświecał stworzeniu tej ustawy, był niezwykle wzniosły - dostarczyć administracji państwowej fachowych, kompetentnych kadr. Ale jak to często w życiu bywa, projektodawcy postarali się o to, aby cel ten stał się tylko kamuflażem do przeforsowania urzędniczych przywilejów i utrwalenia sklerotycznych nawyków obecnego aparatu biurokratycznego.

Jako zasadnicze novum proponuje się natomiast wprowadzenie kategoryzacji urzędników polegającej na podziale ich na cztery kategorie. Do trzech pierwszych kategorii mogą być zaliczeni tylko pracownicy z wyższym wykształceniem. Urzędnik I kategorii musi posiadać co najmniej 4 lata stażu pracy na stanowiskach kierowniczych lub samodzielnych w państwowej służbie publicznej, a więc w różnego typu ministerstwach, centralnych urzędach itp. Musi też wykazywać się umiejętnością kierowania dużymi zespołami ludzkimi oraz posiadać znajomość co najmniej jednego języka obcego. Aby załapać się na drugą kategorię, trzeba mieć dwuletni staż pracy na stanowiskach kierowniczych i znać jeden język obcy. Za to urzędnikowi kategorii III wystarczy już tylko 4 lata stażu pracy w państwowej służbie publicznej obojętnie, na jakim stanowisku. Urzędnik będzie powoływany nie na stanowisko, lecz do kategorii. System ten wykazuje pewne analogie z systemem tzw. czynu, wdrożonym w Rosji przez cara Piotra I, a dotyczącego służby cywilnej i wojskowej. Stąd wywodzi się słynna po dziś dzień służalczość carskich czynowników, czyli urzędników. Czyn określany był w tabeli o rangach, która liczyła 14 stopni. Np. mieszczanin lub nawet chłop, który doszedł do VIII rangi, uzyskiwał szlachectwo. W projekcie ekipy rządzącej uzyskanie przez urzędnika określonej kategorii obwarowane zostało koniecznością zdania egzaminu przed Centralną Komisją Państwowej Służby Publicznej. Komisja ta działać będzie przy premierze, a do jej grona wchodzić będą przedstawiciele urzędników, naukowcy, reprezentanci Kancelarii Sejmu, Senatu, Prezydenta i ministra administracji publicznej. Z egzaminu tego będą zwolnieni absolwenci powołanej już Krajowej Szkoły Administracji Publicznej. I znowu trzeba tu od razu zastrzec, że ekipa rządząca nie dzierży tu palmy pierwszeństwa w wynalezieniu egzaminów dla urzędników. Palmę tę dzierżą mianowicie cesarze chińscy z dynastii Han. Cesarz Li Szy-min, znany też w historii pod imieniem Tai-tsung (panował w latach od 627 do 649 n.e.), doprowadził też do szczytu świetności akademię kształcącą całe zastępy urzędniczych kadr. Studiowało na niej podobno: ponad 3000 studentów. Nauczanie koncentrowało się prawie wyłącznie na mozolnym wkuwaniu tekstów konfucjańskich. W Krajowej Szkole Administracji Publicznej wałkuje się już prawdopodobnie inną doktrynę, ale efekt być może jest bardzo podobny. Ukończenie nawet najlepszych uniwersytetów nie uwalnia człowieka od głupoty, a co dopiero ukończenie takiej placówki. Jednym z koronnych założeń ustawy jest odpolitycznienie administracji państwowej. Dlatego postuluje się wprowadzenie zakazu przynależności urzędników do partii politycznych i publicznego wyrażania wyznawanych poglądów politycznych. Jest to z pewnością słuszny postulat, ale możliwy do realizacji tylko na papierze. Każdy człowiek ma na ogół jakieś poglądy polityczne i nawet jeśli nie należy do żadnej partii, to często z którąś partią sympatyzuje. Partie polityczne na całym świecie usilnie zabiegają o względy sympatyków, którzy pomagają w kampanii wyborczej, zasilają finansowo fundusze partii i stanowią jej najbardziej wierną klientelę wyborczą. U nas tak się nieszczęśliwie złożyło, że rolę partii politycznych pełnią również związki zawodowe, a przede wszystkim "Solidarność", OPZZ i "Solidarność '80". W porównaniu z okresem komunistycznym nastąpiło więc pogorszenie sytuacji - zamiast jednej partii socjalistycznej działają teraz w zakładach pracy trzy, w dodatku boczące się jedna na drugą. A do związków zawodowych urzędnikom państwowym należeć przecież wolno! Z tą "apolitycznością", jak widać, jest więc dość zawile. Nawet brak zainteresowania polityką jest też w pewnym sensie deklaracją polityczną. Jest to rezygnacja z bycia podmiotem polityki na rzecz uczynienia z siebie przedmiotu polityki. A zawsze znajdą się tacy, którzy to skrzętnie wykorzystają.

Największe rarytasy jednak w projektowanej ustawie kryją się w uprawnieniach i

przywilejach urzędniczych. W tej materii nastąpiła zaiste zdumiewająca zgodność stanowisk starej nomenklatury z nową - solidarnościową. Przede wszystkim zasadnicze wynagrodzenie urzędnika nie będzie zależeć od efektów jego pracy, lecz od posiadanej kategorii. Dodatki służbowe - a jakże - też będą, i to jakie! Po 5 latach pracy w państwowej służbie publicznej - 5% wynagrodzenia zasadniczego, a potem równomiernie po jednym procencie za każdy rok pracy i tak aż do 25%. Każdy z urzędniczej sfery będzie miał prawo do nagród jubileuszowych przysługujących co 5 lat, począwszy od 20 lat aż do 45 lat pracy w państwowej służbie publicznej. Pierwsza nagroda ma wynosić 75% wynagrodzenia miesięczne- go, a najwyższa 400%. Nagrody za spędzenie w pracy iluś tam lat przy biurku i każdy lubi, ale jest też dodatkowy powód wyśrubowania tych nagród jubileuszowych. Są one mianowicie zwolnione z opodatkowania podatkiem dochodowym od osób fizycznych. Sprytne, co? Ale mało tego, urzędnicy mogą liczyć też na specjalne gratyfikacje za każde 10 lat pracy w wysokości 1000/0 wynagrodzenia. Urzędnicy I i II kategorii bez względu na staż pracy i urzędnicy III i IV kategorii po dziesięciu latach pracy będą mogli rozkoszować się dodatkowym urlopem wypoczynkowym. Trzeba przyznać, że jest to w pełni usprawiedliwione, gdyż od czytania zawiłych i nieustannie zmienianych, czasami co kilka miesięcy, przepisów prawnych rzeczywiście można nabawić się bąbli na mózgu i dodatkowy urlop na podreperowanie zdrowia się należy. Co innego górnik, hutnik czy maszynista kolejowy - on tych zgryzot nie doświadcza.

Na podstawie zaprezentowanego projektu ustawy o państwowej służbie pub- licznej można dojść do wniosku, że chodzi tu o stworzenie w Polsce hermetycznej, przez nikogo z zewnątrz nie zagrożonej, urzędniczej kasty. Pewnym pocieszeniem może być tylko fakt, że być może jest to już ostatni akord twórczości legislacyjnej członków ekipy rządzącej. A może warto najpierw wziąć się za uporządkowanie centralnych organów administracji państwowej i zlikwidować parę niepotrzebnych ciał, jak np. Centralny Urząd Planowania, który pomimo wielu zamieci politycznych nadal trzyma się mocno oddając się działaniom pozornym i bezproduktywnym.

Autor publikacji: 
Orientacja na prawo 1986-1992: