3. Raport Rokity: OSTATNIA KOMISJA SEJMU PRL (Łukasz Starzewski)

RAPORT ROKITY

_________________________________________________________________________

Łukasz Starzewski

Ostatnia Komisja Sejmu PRL

Na zakończenie dwuipółletniej działalności Sejm PRL X kadencji raz jeszcze zawiódł - wystarczająco już przedtem nadwerężone - oczekiwania społeczne. Związane one były z efektami prac powołanej w sierpniu 1989 r. pod przewodnictwem posła Jana Marii Rokity Komisji Nadzwyczajnej do Zbadania Działalności Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Ukończone we wrześniu br. sprawozdanie z jej działalności Sejm tylko przyjął do wiadomości na posiedzeniu plenarnym w dn. 4-5 października, nie uznał natomiast - o co wnosił poseł Rokita - jego treści za swoją uchwałę.

Warto choć pobieżnie zapoznać się ze "Sprawozdaniem". Warto zadać sobie pytanie, dlaczego ten Sejm nie był w stanie strawić raportu, który poddał wprawdzie miażdżącej ocenie funkcjonowanie aparatu przemocy w Polsce lat osiemdziesiątych, lecz uchylił się od uznania stanu wojennego za nielegalny, a jego głównych organizatorów i realizatorów - Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka - za odpowiedzialnych za zbrodnie i przestępstwa, jakich na społeczeństwie polskim dopuścił się w latach 1981-1989 resort spraw wewnętrznych.

Przygotowania do "rozwiązania siłowego"

Z dokumentów, do których Komisja uzyskała dostęp, wynika, że początkiem działań zmierzających do siłowego rozwiązania ze strony aparatu państwa było powołanie 16 sierpnia 1980 r. sztabu MSW do kierowania operacją "Lato 80". Kierownik tego sztabu otrzymał od ministra spraw wewnętrznych uprawnienia do faktycznego kierowania resortem, przynajmniej w dziedzinie dysponowania siłami bezpieczeństwa. Zgodnie z nimi 17 sierpnia wprowadził w jednostkach MSW "stan wzmożonej czujności", a 26 - "pełnej gotowości do działań".

Inicjatywa taka - jak stwierdza "Sprawozdanie" - z punktu widzenia interesów ówczesnej władzy może być nawet zrozumiała. Mimo podpisania 31 sierpnia porozumień gdańskich i zmian w hierarchii partyjno-państwowej nie rozwiązano jednak nowo powstałej struktury - wprost przeciwnie: zadania, jakie przed nią postawiono, uległy rozszerzeniu. Jesienią 1980 r. podejmowane są działania usprawniające dyspozycyjność rozbudowującego się aparatu bezpieczeństwa. 4 lutego 1981 r. resort osiąga poziom określany mianem "poziomu etatów wojennych". Tym samym przygotowania do stanu wojennego zostają de facto ukończone. Zaczyna się faza ich realizacji. Formalne przygotowania do rozpoczęcia operacji "Malwa" (używana jest również w dokumentach nazwa "Wrzos") przypadają na początek listopada 1981 r. 7 grudnia zaś minister Czesław Kiszczak podpisuje decyzje o rozpoczęciu akcji celem przeprowadzenia ćwiczeń na temat: zwalczanie grup dywersyjno-rozpoznawczych i zebrania doświadczeń dla celów szkoleniowych i organizacyjnych. Faktyczna mobilizacja objęła - według ocen dokonanych ex post przez MSW - 80 000 żołnierzy, 49000 rezerwistów MO oraz 249 000 funkcjonariuszy resortu.

Komisja uznała - opierając się na zgromadzonych materiałach - że od 16 sierpnia 1981 r. w MSW podejmowano przygotowania do czynów przestępczych. Obejmowały one m.in. opracowywanie aktów prawnych sprzecznych z obowiązującą wówczas Konstytucją jak np. tworzenie spisów internowań. Komisja pozostawiła jednak bez odpowiedzi pytanie, w jakim stopniu działania te mogą być kwalifikowane jako karalne przygotowania zamachu na państwo.

Mord w Kopalni "Wujek"

Już od pierwszych godzin stanu wojennego obowiązywało centralne pozwolenie na użycie broni przeciwko społeczeństwu. O godz. 11 o 13 grudnia 1981 r. minister Kiszczak wydał szyfrogram, w którym w formie bezosobowej informuje o wprowadzeniu zasad użycia broni palnej przez funkcjonariuszy MO "w wypadkach nadzwyczajnych". Szyfrogram ten powołuje się na dekret o stanie wojennym, lecz Dziennik Ustaw, w którym ten akt opublikowano, ukazał się dopiero 17 grudnia. Jak stwierdza "Sprawozdanie", Kiszczak miał zatem świadomość, że powoływał się na akt nie mający jeszcze wówczas mocy prawnej.

Po raz pierwszy do użycia broni po 13 grudnia doszło 15 grudnia w kopalni "Manifest Lipcowy" (obecnie "Zofiówka"). Od kul specjalnego plutonu ZOMO rany odniosło 4 górników. Plan akcji na terenie tej kopalni, opracowany na zlecenie sztabu Komendy Wojewódzkiej MO w Katowicach przez ppłk. MO Kazimierza Kudybkę, przewidywał użycie broni przez milicję.

Również duplikat "Planu działań sił MO i SB w rejonie KWK "Wujek", przygotowany przez tego samego oficera, zakłada użycie broni: czerwonym kolorem zaznaczono bowiem "kierunek strzału" w tym dokładnie miejscu, gdzie potem zginęli górnicy.

Sprawę odpowiedzialności za to morderstwo rozstrzygają zapisy w "Dzienniku Sztabowym" KW MO w Katowicach.

Zgodnie z ich treścią 16 grudnia o godz. 1231 dowodzący siłami atakującymi kopalnię płk MO Kazimierz Wilczyński zwraca się do komendanta MO w Katowicach płk. Jerzego Gruby o zezwolenie na użycie broni. "Dziennik Sztabowy" notuje odpowiedź Gruby: nie czekaj na rozkaz. Pomiędzy słowem nie a słowami czekaj na rozkaz widnieje w "Dzienniku" przecinek, który - jak stwierdza "Sprawozdanie" - wydaje się być położony wkładem o innym odcieniu niż zacytowane słowa. Również w odniesieniu do akcji w Kopalni "Manifest Lipcowy" zapisy w "Dzienniku" zostały wyretuszowane w celu zatarcia odpowiedzialności za kierowanie akcjami pacyfikacyjnymi. I tak w dialogu płk. Wilczyńskiego i Gruby znalazło się zdanie: będą oddawać strzały z armat, przy czym wcześniej mówiono o czołgach. Zdanie to zostało przekreślone, a za słowem armat dopisano innym wkładem: wodnych. Gdzie indziej do zdania: Natarcie mocne ze wszystkich stron dopisano odmiennym kolorem wkładu: na siły porządkowe. Komisji nie udało się ustalić czasu tych fałszerstw. Wiadomo jednak, że wiele materiałów ze Śląska zostało zniszczonych przez MSW na przełomie lat 1982 i 1983.

Od kul plutonu specjalnego ZOMO pod dowództwem st. chor. Romualda Cieślaka zginęło 9 górników "Wujka", a 23 zostało rannych. Komisja ustaliła, że strzały oddawano wtedy, gdy pomiędzy zomowcami a strajkującymi był odstęp od kilku do kilkunastu metrów. Zabici i zranieni górnicy nie stanowili zatem żadnego zagrożenia dla któregokolwiek funkcjonariusza MO. Strzały padały krótkimi seriami w pewnych odstępach czasu i zza pleców kordonu milicjantów, który również rozstępował się na czas strzelania. Dla Komisji nie ulega zatem wątpliwości, że członkowie plutonu specjalnego zostali przed akcją pacyfikacyjną powiadomieni o swych zadaniach i że dokonano podziału stanowisk.

Komisja wnioskowała o pociągnięcie do odpowiedzialności karnej osób kierujących akcją: płk. Gruby, dowódcy sił operacyjnych MO, ppłk. MO Mariana Okrutnego, płk. Wilczyńskiego i chor. Cieślaka. Zarzuty objęły również milicjantów przygotowujących akcję: płk. Zbigniewa Baranowskiego i ppłk. Kudybkę. Z tego grona nie żyją już Baranowski i zmarły w październiku br. Gruba.

Stwierdzono kontrolę instancyjną oraz bezpośrednie zaangażowanie osób z kierownictwa państwa: Kiszczaka i Jaruzelskiego. Komisja uznała w "Sprawozdaniu" za niezbędne odrębne ustalenie stopnia odpowiedzialności za sprawstwo kierownicze także i tych generałów. Nie sformułowano jednak pod ich adresem konkretnych zarzutów, z wyjątkiem określenia działań Kiszczaka w odniesieniu do mordu w Kopalni "Wujek" mianem stojących na granicy pomocnictwa do zbrodni i nacechowanych natężeniem winy w rozmiarze maksymalnym. Nazwisko Jaruzelskiego pojawia się ponadto w kontekście braku reakcji na przekazaną mu wiadomość o pobiciu załóg karetek pogotowia ratunkowego pod Kopalnią "Wujek" oraz doręczony mu materiał o bezzasadności przyjęcia koncepcji obrony koniecznej przez milicjantów strzelających do górników.

Śmierć manifestantów w Lubinie

Według informacji MSW, cytowanych przez "Sprawozdanie", 31 sierpnia 1982 r. - w drugą rocznicę porozumień gdańskich - w demonstracjach, do których doszło w 34 wojewódz1wach, uczestniczyło 135 000 osób. Do użycia siły przez milicję doszło w 30 przypadkach, w wyniku czego 5 manifestantów poniosło śmierć. Cz1erech spośród nich zginęło z rąk milicji w Lubinie.

Jak ustaliła Komisja, na posiedzeniu sztabu KW MO we Wrocławiu 28 sierpnia 1982 r. poinformowano o decyzji Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego dopuszczającej użycie broni przeciwko manifestującym 31 sierpnia. Odpowiednie dokumenty zostały jednak wyjęte z dokumentacji WRON, nie sposób zatem, jak powiedział poseł Rokita, zweryfikować prawdziwości tej informacji. Wiele innych dokumentów, z którymi zapoznała się Komisja, świadczy jednak w sposób niezbity o tym, że Lubin świadomie wybrano na miejsce, gdzie padną ofiary śmiertelne. Protokoły posiedzenia sztabu operacyjnego zawierają bowiem informacje o ściąganiu do Lubina funkcjonariuszy spoza miasta. "Plan zabezpieczenia ładu i porządku na terenie miasta Lubina", przyjęty 30 sierpnia, przewidywał zaś użycie broni palnej przez funkcjonariuszy MO. Świadczy o tym również zgromadzenie w Lubinie znacznej liczby karetek pogotowia, sprowadzonych z innych miast, gdzie miały się odbyć podobne manifestacje, o których wiedział sztab operacji MO.

"Sprawozdanie" stwierdza, że we wszystkich przypadkach śmiertelnych funkcjonariusze MO użyli broni palnej w sytuacji, w której nie było żadnego stanu bezpośredniego zagrożenia ich życia. Jak wynika z zeznań świadków, m.in. cywilnych agentów SB działających w tłumie manifestantów, strzały padały wtedy, gdy tłum ustępował przed kordonem ZOMO. We wszystkich czterech przypadkach strzały oddano "na wprost" z opancerzonych samochodów milicyjnych. Użycie ostrej amunicji w tak jednoznacznie nie uzasadnionych okolicznościach może świadczyć wyłącznie o tym - głosi "Sprawozdanie" - że działanie to było zaplanowane i w pełni świadome. Kierownictwo sztabu operacyjnego nie tylko nie podjęło kroków w celu zabezpieczenia dowodów w toczącym się po wydarzeniach śledztwie (amunicję zdano i przeliczono dopiero 14 września, a broń zabezpieczono i przekazano do ekspertyzy w blisko cztery miesiące po zajściach), lecz nadto rozpoczęło akcję zacierania śladów użycia ostrej amunicji. W protokole posiedzenia sztabu z 2 września znajduje się polecenie: Otynkować mur uszkodzony pociskami.

Komisja wniosła o podjęcie umorzonego postępowania i ustalenie sprawców zabójstwa 4 manifestantów. Wyposażonymi w ostrą amunicję trzema drużynami MO dowodzili wówczas: sierż. Chojnacki, sierż. Garbacz i sierż. Rachwalski. Dowódcą tego plutonu był st. sierż. Stanisław Karliński. Możliwość pociągnięcia do odpowiedzialności członków sztabu operacyjnego uzasadniają kompetencje płk. Marka Ochockiego, ppłk. Jerzego Maja, płk. Bogdana Garusa i płk. Józefa Szymańskiego. Komisja ustaliła, że - wiedząc, że nie może być mowy o sytuacji obrony koniecznej - świadomie kierowali oni całą akcją i akceptowali użycie ostrej amunicji.

Wielce wymowne w tym kontekście było niestawienie się na wyjazdowym posiedzeniu Komisji, które odbyło się 30 października 1990 r. w Lubinie, czołowych organizatorów akcji pacyfikacyjnej z 1982 r.

122 przypadki zabójstw

Głównym zadaniem Komisji była analiza tajemniczych zgonów, co do których istniało uzasadnione przypuszczenie, że zostały spowodowane działalnością funkcjonariuszy resortu spraw wewnętrznych. W gestii Komisji znalazły się ostatecznie 122 takie przypadki z lat 1981-1989. W siedmiu przypadkach Komisja nie podjęła badania z powodu rozpoczęcia śledztw przez urzędy prokuratorskie. Komisja uznała, że ingerując w postępowania w sprawie śmierci: ks. Jerzego Popiełuszki, ks. Stefana Niedzielaka, ks. Sylwestra Zycha, Piotra Bartoszcze, Grzegorza Przemyka, Jana Strzeleckiego oraz Zbigniewa Tokarczyka, mogłaby utrudnić śledztwo lub narazić się na zarzut nie- zgodności swego postępowania z przepisami kpk.

Komisja sformułowała zatem opinie w 115 sprawach:

- w 88 przypadkach skierowała do prokuratury wnioski o wszczęcie, wznowienie lub podjęcie postępowania karnego w celu ustalenia zakresu ewentualnej odpowiedzialności karnej funkcjonariuszy MSW, a także innych osób współodpowiedzialnych za ukrywanie sprawców (zwłaszcza prokuratorów);

- w 3 przypadkach Komisja nie wnosiła o podjęcie umorzonego postępowania na skutek przedawnienia;

- w 24 przypadkach Komisja nie znalazła przesłanek uzasadniających podejrzenia o udział pracowników MSW w tych zgonach.

W wyniku przeprowadzonych badań Komisja ustaliła nazwiska blisko 100 funkcjonariuszy MSW pozostających w kręgu podejrzanych o popełnienie różnych przestępstw, w tym wielu zabójstw. Ustalono także nazwiska 70 prokuratorów, których moralna przydatność do służby w organach wymiaru sprawiedliwości powinna - zdaniem Komisji - stać się przedmiotem niezwłocznej oceny. Prokurator Generalny RP kilkakrotnie informował jednak Komisję, że - wobec obowiązującego prawa regulującego działalność prokuratury - nie dysponuje możliwością ich zwolnienia, chyba że w poszczególnych przypadkach zostaną wszczęte postępowania karne.

Przykład najbardziej jaskrawych nadużyć ze strony nie tylko organów MSW, lecz także prokuratorów, biegłych sądowych i samych sędziów, stanowi postępowanie w sprawie śmierci Marcina Antonowicza, który w 1985 r. rzekomo wypadł z milicyjnego "Stara". Postępowanie w tej sprawie miało charakter pozorowany. Wszystkie merytoryczne decyzje podejmowano poza prowadzącą śledztwo Prokuraturą Rejonową w Olsztynie. Wiele czynności procesowych szczegółowo omawiano i uzgadniano z MSW. W dokumentach sprawy istnieją dowody podporządkowania aparatowi MSW biegłych sądowych - obok pytań do nich kierowanych znajdują się też projekty odpowiedzi, jakich mieli udzielać na rozprawie. Przed odbyciem wizji lokalnej inscenizowano wcześniejsze eksperymenty mające poinstruować świadków, jak zeznawać, by odsunąć zarzuty od funkcjonariuszy MSW. Inny dokument, sporządzony w KG MO, stwierdza, że w przypadku, gdyby doszło do cywilnego procesu z powództwa rodziców Marcina Antonowicza, to należy dążyć do zapewnienia wyznaczenia do prowadzenia tej sprawy - na wypadek jej wniesienia do sądu - sędziego, który rokuje przychylność uwzględnienia wniosków WUSW.

Zgromadzony przez Komisję materiał pozwolił na sformułowanie ogólniejszych ocen funkcjonowania aparatu ścigania i wymiaru sprawiedliwości w latach 1981- -1989, które można swobodnie rozszerzyć na całe czterdziestopięciolecie komunistycznych rządów w naszym kraju. W pozakonstytucyjnym, lecz rzeczywiście istniejącym modelu ustrojowym PRL - stwierdza "Sprawozdanie" - aparatowi MSW faktycznie podporządkowano cały tok prowadzenia postępowań karnych, a co za tym idzie - państwowego wymiaru sprawiedliwości. Był on zatem z góry nastawiony na niedopuszczenie do odpowiedzialności ze strony funkcjonariuszy MSW w przypadku popełnienia przez nich przestępstw. We wszystkich badanych przez Komisję sprawach z góry wykluczano hipotezę sprawstwa czynu przestępczego przez funkcjonariuszy MSW. W nielicznych zaś przypadkach, w których mimo to pociągano funkcjonariuszy - sprawców przestępstw - do odpowiedzialności karnej, stosowano praktykę oczywiście błędnych, a korzystnych dla przestępców w milicyjnych mundurach, kwalifikacji prawnych czynu. Szczególnie często stosowano praktykę niekwalifikowania przez sądy jako przestępstwa zabójstwa licznych przypadków bicia, kopania, torturowania aż do śmierci osób zatrzymanych na posterunkach MO.

W całym badanym przez Komisję okresie w żadnej sprawie, która znalazła się na liście 122, ani jeden funkcjonariusz MSW nie został pociągnięty do odpowiedzialności karnej za zabójstwo. Wyjątkiem była sprawa zamordowania ks. Jerzego Popiełuszki, w której oskarżenie sprawców wykorzystano - jak opisuje "Sprawozdanie" - dla przesilenia personalnego w kierowniczych organach partii, państwa i MSW.

Z badań Komisji wynika, że pracownicy resortu spraw wewnętrznych mieli świadomość, że ich działalność, bez względu na rezultat, pozostanie bezkarna. W strukturach MSW nie stworzono bowiem systemu nadzoru zdolnego do wyegzekwowania legalności działań funkcjonariuszy. Jak obrazowo określił to na konferencji prasowej poseł Rokita, bezkarności mógł być pewien zarówno generał milicji nakazujący strzelanie do robotników, jak i wiejski ormowiec, który sztachetą zabił swego znienawidzonego sąsiada. Model nieodpowiedzialności funkcjonariuszy MSW za popełniane przestępstwa należałoby zatem opisywać w kategoriach z założenia niepraworządnego lub raczej anty praworządnego ustroju państwa - głosi w podsumowaniu "Sprawozdanie".

"Przestępczy gang" przeciwko księżom

Zinstytucjonalizowanymi działaniami przeciwko duchowieństwu Kościoła katolickiego zajmował się Departament IV MSW, utworzony na mocy zarządzenia ministra Władysława Wichy z 9 czerwca 1962 r. Organizację działań "dezintegracyjnych" na szczeblu centralnym prowadziła powołana zarządzeniem ministra Stanisława Kowalczyka z 19 listopada 1973 r. sekcja "D" tego departamentu. Jej naczelnikiem został wówczas płk Zenon Płatek. Działalność tej sekcji, określanej wielokrotnie przez posła Rokitę mianem gangu przestępczego, powinna być zdaniem Komisji oceniana w kategoriach związku mającego na celu przestępstwo. Odpowiedzialność za co najmniej tolerowanie tego typu struktur jako jednostki organizacyjnej naczelnego organu administracji państwowej obciąża zaś kolejnych ministrów spraw wewnętrznych.

Wśród metod działania sekcja "D" stosowała: szkalujące anonimy, kolportaż ulotek i pism atakujących Kościół. Do "działań specjalnych" należały zaś: pobicia, uprowadzenia, odurzenia, napady na mieszkania, uszkodzenia mienia. Dyskredytowano kardynałów Stefana Wyszyńskiego i Karola Wojtyłę, rozpowszechniając o nich fałszywe informacje, zakłócano pielgrzymki do Częstochowy, inspirowano działania odśrodkowe w Kościele. Funkcjonariusze Departamentu IV podpalili także samochód kardynała Henryka Gulbinowicza.

Komisja uznała, że sprawy zgonów księży, zwłaszcza związanych w latach osiemdziesiątych z opozycją solidarnościową, jak ks. Stanisława Suchowolca, Stanisława Pali mąki, Antoniego Kija i Stanisława Kowalczyka, mają szczególny charakter. Każdy bowiem ksiądz - bez względu na poglądy i rodzaj działalności - miał założoną w MSW tzw. teczkę ewidencji operacyjnej księdza (TEOK). Istniało zatem duże prawdopodobieństwo, że zarówno wiedza oficerów SB "prowadzących" danego kapłana, jak i jego akta operacyjne mogłyby być niezwykle przydatne dla ustalenia okoliczności zabójstw osób duchownych. Niestety, na polecenie byłego kierownictwa MSW wszystkie TEOK uległy zniszczeniu lub wyniesiono je z archiwów ministerstwa. Niemożliwe stało się też ustalenie tożsamości funkcjonariuszy SB rozpracowujących tych księży przed śmiercią.

Przewodniczący Komisji poseł Jan Maria Rokita zwrócił się w tej sytuacji do ministra spraw wewnętrznych o powoła- nie grupy specjalnej, która ustaliłaby nazwiska i zakres działań funkcjonariuszy Departamentu IV MSW. Efektem jej prac stał się przekazany Komisji raport wskazujący na istnienie w tym departamencie zorganizowanej grupy przestępczej działającej przeciwko duchowieństwu katolickiemu. Tekst raportu zawierającego personalia pracowników grupy "D" Komisja w lutym br. przekazała Prokuraturze Generalnej. Poseł Rokita nie był jednak w stanie zapoznać z jego treścią ani posłów na posiedzeniu plenarnym Sejmu, ani dziennikarzy na konferencji prasowej, został bowiem zobowiązany do zachowania go w tajemnicy pod rygorem sankcji karnych (sic!) przez ministra spraw wewnętrznych Henryka Majewskiego. W ten sposób jedna z najbardziej ponurych tajemnic SB nadal nie może się stać przedmiotem społecznej oceny. Jeżeli dodać do tego fakt nieudzielenia zgody na pełny i swobodny dostęp członków Komisji do archiwów MSW (w tym do znajdujących się w archiwum Urzędu Ochrony Państwa materiałów mogących mieć związek ze śmiercią górników z kopalni "Wujek"), to nie sposób oprzeć się wnioskowi, że zasada "grubej kreski" wciąż obowiązuje przynajmniej niektóre resorty.

Skazani na porażkę 4 października br. poseł Jan Maria Rokita przedstawił rezultaty pracy Komisji na plenarnym posiedzeniu Sejmu. Opierając się na zebranym przez Komisję materiale stwierdził, że Ministerstwo Spraw Wewnętrznych pełniło jedynie ubocznie konstytucyjną funkcję naczelnego organu administracji państwowej w dziedzinie bezpieczeństwa państwa i jego obywateli. Głównym bowiem celem działania MSW było zapewnienie własnemu aparatowi nie kontrolowanej przez żadne inne struktury państwowe władzy nad obywatelami, w tym - co wynika bezpośrednio z badań Komisji - nad ich życiem i zdrowiem. Obecność takiej struktury w rzeczywistości ustrojowej państwa powodowała, że ustrój ten w ścisłym sensie oparty został na rządach bezprawia.

Na zakończenie swego wystąpienia poseł Rokita zaproponował, aby Izba w drodze uchwały uznała tezy zawarte w "Sprawozdaniu" za stanowisko Sejmu RP. (Warto zaznaczyć, że w będącym oficjalnym drukiem sejmowym "Sprawozdaniu Komisji Nadzwyczajnej do Zbadania Działalności MSW" jest mowa nie o "tezach", lecz o "wnioskach" w nim zawartych. Czyżby zmiana taka oznaczała przejaw swoistego realizmu ze strony posła Rokity?) Posłowie kontraktowego Sejmu byli jednak zdolni tylko do przyjęcia do wiadomości wyników prac Komisji, a rozstrzygnięcie kwestii odpowiedzialności Jaruzelskiego i Kiszczaka za stan wojenny i związane z nim zabójstwa przekazali w spadku Sejmowi następnej kadencji. W gruncie rzeczy dwuletnia praca członków Komisji oraz kilkudziesięciu ekspertów poszła zatem na marne. Czy mogło jednak stać się inaczej?

Za najważniejszą przyczynę słabości Komisji poseł Rokita uznał nieprzyznanie jej specjalnych uprawnień śledczych. Oznaczało to, że Komisja nie mogła gromadzić dowodów mających walor w postępowaniu karnym ani prowadzić przesłuchań pod rygorem kary za fałszywe zeznania. Nie mogła zatem - na co nie pozwalały również przepisy regulaminu Sejmu, stosujące się do pracy wszystkich komisji - ustalać zakresu odpowiedzialności karnej poszczególnych osób. Nie miała też prawa wzywać kogokolwiek na rozmowy.

Ale czy poseł Rokita - sam będący z wykształcenia prawnikiem - nie zdawał sobie sprawy już w momencie powołania Komisji w sierpniu 1989 r., że niewyposażenie jej w nadzwyczajne uprawnienia skaże ją na mniej lub bardziej moralnie wzniosłą jałowość? A może liczył na bardziej owocną współpracę z resortami spraw wewnętrznych i sprawiedliwości, na których czele stali - lub mieli stanąć - oddani wyznawcy okrągłostołowego układu? I Jakiekolwiek były nadzieje przewodniczącego Komisji, nie wytrzymały one zderzenia z gorzką rzeczywistością. "Sprawozdanie" zawiera wniosek o opieszałym działaniu urzędu prokuratorskiego przy podejmowaniu spraw opiniowanych przez Komisję. Na 88 przypadków tajemniczych zgonów, w których Komisja zażądała postępowania karnego, prokuratura do 12 lipca br. podjęła tylko 21 spraw. Mamy tu do czynienia z przejrzystą próbą wykorzystania udziału w pracach Komisji do bieżących rozgrywek politycznych. Wzmianka o opieszałości prokuratury to przecież jednoznaczna próba zdyskredytowania lidera Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego - prokuratora generalnego prof. Wiesława ~ Chrzanowskiego. Rzecznik prasowy Ministerstwa Sprawiedliwości odrzucił zaś oskarżenia o "opieszałość" jako całkowicie bezpodstawne. Zdaniem posła Rokity, na działalność Komisji negatywny wpływ wywarła także rezygnacja z udziału w jej pracach posłów z b. PZPR. Spośród pierwotnie wybranych w sierpniu 1989 r. 23 członków w Komisji udzielało się ostatecznie tylko 13, w tym - zaledwie jeden b. członek PZPR. Czy należy jednak przez to rozumieć, że obecność w Komisji Włodzimierza Cimoszewicza lub Stanisława Gabrielskiego rzeczywiście stanowiłaby gwarancję pełnego i rzetelnego wyjaśnienia zbrodni MSW? Absencja posłów z lewicy miała się również przyczynić - według posła Rokity - do znacznego opóźnienia prac Komisji. Czy jednak nie było tak, że sam przewodniczący wpłynął na przedłużanie się terminu przedstawienia końcowego raportu z jej działalności, aby zdążyć zapewnić sobie odpowiedni rozgłos przed październikowymi wyborami parlamentarnymi?

I na koniec - sprawa zasadnicza. Nawet zakładając, że wszystkie bez wyjątku instytucje państwowe, dawne i obecne, otworzyłyby się całkowicie na potrzeby Komisji, a jej wszyscy bez wyjątku członkowie poświęciliby cały swój wysiłek i czas dokładnemu i wszechstronnemu wyjaśnieniu przestępstw SB, to wcale nie musiałoby to oznaczać końcowego sukcesu. Sukcesu końcowego, czyli na forum Sejmu, zdominowanego - przypomnijmy to raz jeszcze - w 65 proc. przez komunistów i ich popleczników. A nawet jeżeli jakimś cudem pewien odsetek z tych 65 proc. głosowałby za przyjęciem uchwal potępiających stan wojenny i MSW, to przecież "socjaldemokraci" zawsze mogliby liczyć na pomoc znacznej części "naszych" 35 proc.

Nie może wszak pozostać bez komentarza, że projektowi uchwały, uznającej UB, Informację Wojskową i SB za organizacje przestępcze, zgłoszonej 5 października przez grupę posłów Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, z większą mocą niż posłowie Parlamentarnego Klubu Lewicy Demokratycznej przeciwstawili się członkowie Klubu Parlamentarnego Unii Demokratycznej, m.in. Jacek Kuroń, Jan Lityński, Wiktor Kulerski. Oni to też przeforsowali przyjętą ostatecznie uchwałę, w której kwestię odpowiedzialności za zbrodnie komunizmu przekazano następnemu Sejmowi.

Pozostaje wierzyć, że Sejm RP I kadencji będzie w stanie uchwalić i wyegzekwować odpowiednie akty prawne, na mocy których będzie możliwe ujawnienie, osądzenie i ukaranie winnych zbrodni opisanych m.in. w "Sprawozdaniu" z prac Komisji posła Rokity. Komisji, której - niezależnie od woli jej członków - przypadło ostatecznie w udziale jedynie dość fragmentaryczne moralne zadośćuczynienie ofiarom i rodzinom ofiar przestępstw komunistycznego aparatu przemocy w Polsce.

Autor publikacji: 
Orientacja na prawo 1986-1992: