4. W stronę rynku: PODSTĘPNA BLAGA, CZYLI POWSZECHNA PRYWATYZACJA

W STRONĘ RYNKU

___________________________________________________________________________

____________________

Zbigniew Ruta

Podstępna blaga, czyli powszechna prywatyzacja

Od dłuższego już czasu zastanawiano się u nas nad tym, w jaki sposób przekształcić własność państwową przedsiębiorstw we własność państwową tak, aby sprawiała ona wrażenie, że jest własnością prywatną. Dla zdrowo myślącego rozumu jest to oczywiście zadanie niewykonalne. A jednak znaleźli się tacy zręczni ekonomiczni prestidigitatorzy, którzy tego dokonali. Tymi dziarskimi zuchami okazali się członkowie ekipy rządzącej. Ażeby było bardziej groteskowo, pierwsze skrzypce w tej ekipie grają działacze Kongresu Liberalno-Demokratycznego i Porozumienia Centrum. Świadczy to o tym, jak zwodnicze jest czasami sugerowanie się nazwami ugrupowań politycznych, jeśli nie przeanalizujemy ich praktycznej działalności. Wspólnie spłodzili oni projekt, który szumnie nazwali programem powszechnej prywatyzacji. Ale nie wysilali się zbytnio i skorzystali z gotowego już szkieletu powszechnej prywatyzacji, jaki pozostawiła po sobie poprzednia ekipa rządząca. Po prostu dokonali tylko nieznacznej jego modyfikacji. Jak wiadomo, przewodnią rolę w poprzedniej ekipie odgrywali dzisiejsi liderzy Unii Demokratycznej. Warto odnotować, że Kongres Liberalno-Demokratyczny zaprosił do koalicji wyborczej właśnie lewicową Unię Demokratyczną. Więzy ideologicznego pokrewieństwa są pomiędzy tymi dwoma partiami bardzo silne. Ale jakie są zasadnicze postanowienia programu powszechnej prywatyzacji? Przede wszystkim wyselekcjonowane zostanie 400 przedsiębiorstw, których akcje zostaną rozdysponowane następująco: - 60% akcji zostanie przekazane Zarządom Majątku Narodowego, - 10% akcji otrzymają nieodpłatnie pracownicy przedsiębiorstw, - 30% akcji zatrzyma skarb państwa. Ta myląca nazwa - Zarządy Majątku Narodowego - to nic innego, jak znane na Zachodzie fundusze wspólnego inwestowania. Są to instytucje zupełnie marginalne, zrzeszające drobnych ciułaczy, nierzadko nawet emerytów i rencistów, którzy nie mają niezbędnej orientacji w sprawach finansów i funkcjonowania rynku kapitałowego. Chcą oni ulokować swoje oszczędności tak, aby nie stracone na wartości z powodu inflacji. Fundusze wspólnego inwestowania działają przeważnie jako spółki akcyjne wypuszczające własne akcje. Zgromadzony w ten sposób kapitał inwestują w kupno akcji przedsiębiorstw przemysłowych czy handlowych. Ponieważ główną dewizą ich postępowania jest: za wszelką cenę unikać ryzyka, starają się one tak programować portfel nabywanych akcji, aby była w nim możliwie duża liczba przedsiębiorstw. Wtedy w razie bankructwa pojedynczego przedsiębiorstwa strata dla spółki, jaką jest fundusz wspólnego inwestowania, jest niewielka. Nie gardzą one też obligacjami państwowymi, gdyż, jak wiadomo, choć co prawda dość nisko oprocentowane, to jednak są to pewne papiery wartościowe. Państwo przecież nigdy nie bankrutuje. Wykorzystanie u nas instytucji funduszów wspólnego inwestowania do przeprowadzenia prywatyzacji jest pomysłem z gruntu poronionym. Wtłacza to gospodarkę polską w ślepy zaułek. Ale dla ekipy rządzącej ten ślepy zaułek jest konieczny dla ocalenia socjalizmu w Polsce. Każdy obywatel polski, posiadający prawo stałego pobytu, który ukończy do dnia 31 grudnia 1991 roku 18 lat, otrzyma bezpłatnie po jednej akcji w każdym z Zarządów Majątku Narodowego. Szacuje się, że rozdawnictwo tych akcji obejmie 27 milionów osób. Wartość nominalna tych akcji będzie siłą rzeczy bardzo niska, a ich cena rynkowa jeszcze niższa ze względu na działanie prawa popytu i podaży. Z tego powodu niektórzy będą je sobie mogli zawiesić na gwoździu w kuchni lub w innym pomieszczeniu. Nie odebrane akcje będą przechowywane aż przez 10 lat. Dobrze by było, aby wybranym obywatelom, np. bezdomnym koczującym na Dworcu Centralnym w Warszawie, członkowie ekipy rządzącej wręczyli te akcje osobiście, gdyż wątpić należy, aby kiedykolwiek odebrali je oni żyjąc w nieświadomości i nie oglądając tych błazeńskich programów telewizyjnych na temat powszechnej prywatyzacji. Za darmo i po równo dostaną więc akcje Zarządów nędzarze, robotnicy Ursusa i Stalowej Woli oraz wysocy komunistyczni funkcjonariusze partyjni pędzący beztroski żywot w swych komfortowych willach. Powszechna prywatyzacja przypomina pod wieloma względami powszechną nacjonalizację przeprowadzoną w Polsce w latach pięćdziesiątych. Liczba ludności była wtedy prawie taka sama jak obecnie liczba pełnoletnich obywateli. Akcji ani udziałów centralnych zarządów (teraz też centralne zarządy - co za zbieg okoliczności!) nie rozdawano - i słusznie, gdyż szkoda marnować na to papieru. Te milionowe rzesze obywateli znienacka obdarowane akcjami Zarządów Majątku Narodowego nie będą miały nawet najmniejszego wpływu na to, co dzieje się w tych Zarządach. Zarządy Majątku Narodowego staną się bastionami przez nikogo nie kontrolowanej, ociężałej biurokracji, wylęgarnią oszustw, korupcji i kumoterstwa. Już na pewno ustawiły się na starterach i czyhają w pogotowiu całe stada zdemoralizowanych biurokratów ze starej i nowej nomenklatury, aby czym prędzej objąć lukratywne posadki. Do pomocy przydzielić im się ma speców z Zachodu. Ekipa rządząca najwyraźniej kpi sobie z całego społeczeństwa wygłaszając co raz to inne frazesy o rzekomych dobroczynnych skutkach swojej polityki. Grozę sytuacji potęguje fakt, że wiedza na temat współczesnych mechanizmów gospodarki kapitalistycznej jest u nas dość powierzchowna. A trzeba wiedzieć, że własność prywatna przybiera tam najrozmaitsze kształty organizacyjno-prawne. Funkcjonują najrozmaitsze typy spółek: akcyjne, z ograniczoną odpowiedzialnością, komandytowe, holdingi itp. Nie jest obojętne dla pomyślnego rozwoju gospodarki, jaką postać formalnoprawną przyjmie własność prywatna. Na przykład nadmierne rozproszenie akcji, zwłaszcza ich pakietu kontrolnego, przyczynia się do osłabienia bodźców płynących od właścicieli na zarząd przedsiębiorstwa. Dlatego dąży się do tego, aby kierownictwo również posiadało akcje przedsiębiorstwa, którym steruje. W wielkich korporacjach z tysiącami akcjonariuszy wytracony zostaje często jeden z najistotniejszych czynników dynamizujących rozwój, tj. przedsiębiorczość. Dlatego też pionierami w dziedzinie innowacji i zwycięzcami w rynkowej rywalizacji stają się nierzadko małe firmy. Przykładem może być obecnie renomowana amerykańska firma Motorola produkująca mikroprocesory, która wyłoniła się z niewielkiego przedsiębiorstwa. Świadczą o tym też obfitujące w fajerwerki sukcesu historie firm powstałych w tzw. Krzemowej Dolinie w Kalifornii, będącej jednym z przodujących ośrodków elektroniki w USA. Na przekór wszystkiemu zapał, ryzyko, chęć przygody, jakie niosą ze sobą indywidualni przedsiębiorcy, nie wygasa. Są oni zawsze groźni nawet dla największych rekinów biznesu. Tymczasem to, co czyni u nas ekipa rządząca, która raczy nas pomysłem Zarządów Majątku Narodowe- go paraliżujących organizm gospodarki zgodnie z najgorszymi wzorami socjalizmu, zasługuje tylko na potępienie. Odstąpienie od tak skomponowanego programu prywatyzacji i opracowanie takich metod przekształcenia państwowych przedsiębiorstw w przedsiębiorstwa prywatne tak, aby mogły one wykazać się wszystkimi atrybutami nieodzownymi do rozwoju, jest zatem koniecznością.

Autor publikacji: 
Orientacja na prawo 1986-1992: