2. Inna polityka: POLSKA W EUROPIE (Józef Szaniawski)

INNA POLITYKA

________________________________________________________________

JÓZEF SZANIAWSKI

POLSKA W EUROPIE

(MIĘDZY GEOPOLITYKĄ A HISTORIĄ)

Po 45 latach przynależności do imperium sowieckiego PRL przekształciła się w Polskę i ponownie szuka swego miejsca w Europie. W ramach systemu pojałtańskiego Polska znalazła się w tzw. oderwanej Europie - według smutnej definicji Milana Kundery - albowiem byliśmy oderwani od prawdziwej Europy, od tej, do której przynależeliśmy przez całe wieki.

W wyniku dramatycznie, szybko zmieniających się realiów europejskich, Polska po raz kolejny w swych dziejach staje przed dylematem swego miejsca na mapie geopolityki, chociaż na mapie geograficznej pozostaje w tym samym miejscu co dotychczas. Uważałem zawsze, że wcześniej czy później komunistyczny totalitaryzm PRL upadnie, a Polska znajdzie się pomiędzy zjednoczonymi Niemcami z jednej strony a rozpadającym się ZSRS z drugiej strony. Ta wizja spełnia się na naszych oczach. Na Zachodzie graniczymy dzisiaj z podwójnie zjednoczonymi Niemcami: połączyły się nie tylko bowiem RFN i NRD, ale nade wszystko Niemcy zjednoczyły się z Europą. Na Wschodzie zaś już dzisiaj nie można mówić, że graniczymy z ZSRS. Na naszych oczach kształtują się nowe państwa: Litwa, Białoruś, Ukraina. To one będą naszymi sąsiadami w tej czy innej formie.

Należy sobie jednak zdać sprawę, iż zarówno w bliższej, jak i dalszej przyszłości - każdy scenariusz, jaki będzie miał miejsce na Wschodzie, będzie dla nas niekorzystny. W każdej sytuacji zagrożenie bezpieczeństwa państwa, nie podległego i suwerennego, jakim Polska być musi, będzie nadchodziło ze Wschodu.

Próba wprowadzenia stanu wyjątkowego w ZSRS 19 sierpnia 1991 r. tylko potwierdza tę tezę. Gdyby przewrót pałacowy w Moskwie się udał, nasze położenie geopolityczne, nasze bezpieczeństwo uległoby dramatycznemu pogorszeniu.

Dlatego P o l s k a n i e m o ż e b y ć krajem neutralnym położonym między Wschodem a Zachodem. W tym miejscu Europy, gdzie się znajdujemy, nie można sobie pozwolić na n e u t r a l n o ś ć p o l i t y c z n ą, niezależnie od tego, iż "neutralność jest niemoralna" - jak stwierdził w szczytowym okresie "zimnej wojny" John F. Dulles, wielki amerykański mąż stanu. Neutralność Polski będzie zawsze wykorzystana przez ZSRS, a nawet gdyby on przestał istnieć, to przez ogromną Rosję, która tak czy owak będzie mocarstwem, a także przez Ukrainę, a nawet Białoruś i małą Litwę.

Karykatura angielska z 1831 roku: Represje na Polakach po upadku powstania listopadowego. Niedźwiedź uosabia zarówno cara Mikołaja I jak też Rosję jako "żandarma Europy".

Z naszej historii wynika, iż P o l s k a zawsze była państwem frontowym, zawsze jakimś przedmurzem Europy, chrześcijaństwa, cywilizacji Zachodu.

Natomiast nasz wschodni sąsiad zawsze stanowił dla nas zagrożenie. Rosja czy to carska, czy sowiecka zawsze była imperium, chociaż czasami "kolosem na glinianych nogach", ale zawsze niebezpiecznym dla naszego bytu państwowego. Od XV wieku ideologicznym uzasadnieniem imperialnego panowania Rosji, wzrostu jej wpływów w Europie, rozszerzania granic coraz dalej we wszystkich kierunkach, także w stronę Europy była doktryna: "Moskwa - III Rzym, a czwartego nigdy nie będzie".

Ta doktryna była, jest nadal i długo pewnie jeszcze będzie bardzo nośnym hasłem politycznym wśród społeczeństwa rosyjskiego stanowiącego trzon i dominującą siłę imperium. Ta doktryna uzupełniona została teoriami panslawistycznymi w XVIII-XX wieku, a po rewolucji październikowej 1917 "internacjonalistycznym" hasłem "p r o l e t a r i u s z e wszystkich krajów łączcie się". Każde z tych haseł i doktryn uzasadniały ideologicznie dążenie imperialne Rosji i ZSRS do panowania nad światem, Europą, Polską. A ponieważ Polska właśnie znajdowała i nadal znajduje się najbliżej, dlatego i Karykatura angielska z 1880 r.: Niedźwiedź w mundurze żandarma prowadzi skazańców na zesłanie na Syberię.

nasze zagrożenie było i jest też potencjalnie większe niż innych narodów i państw.

"Polska od morza do morza" istniała zaledwie przez jedno stulecie, lecz ten mit przetrwał w świadomości historycznej. Niestety, częściej i dłużej była "Polska od marzeń do marzeń" i obecnie należy w politycznych koncepcjach strategicznych wystrzegać się ich. Realia polityczne wręcz zmuszają nas do nieuniknionych decyzji, do jak najszybszej integracji z Zachodem - z EWG i z NATO. To nie jest prawda, że Zachód nas nie chce.

Należy natomiast mieć świadomość, że integrować się z Zachodem możemy odrzucając jednoznacznie i całkowicie wszelkie pozostałości komunizmu, wszelkie powiązania z ZSRS, stanowiące nie kapitał, jak twierdzą siły postkomunistyczne a i lewicowe, ale ogromny balast historyczno-polityczny.

To może paradoks, ale do drugiej połowy XIX w. nie dzielono Europy na Wschodnią i Zachodnią. Istniała Europa w sensie cywilizacyjno-ekonomiczno-politycznym jako jedność, przy wszystkich zróżnicowaniach państwowych i narodowych. W tym sensie Polska była zawsze w Europie, aż do 1944 roku, a R o s j a była zawsze poza Europą. Z kolei np. Hiszpania wróciła do Europy dopiero w XV wieku po wypędzeniu Arabów.

Polskie deklaracje, dążenia i nadzieje powrotu do Europy Zachodniej wynikają z naszych tradycji, także i z tej, iż przez długie stulecia b y l i ś m y d l a Z a c h o d u, d l a E u r o p y p r z e d m u r z e m . Ale też przez długie stulecia nie mieliśmy z tego żadnych korzyści, a wręcz odwrotnie, kraje Europy Zachodniej widziały w krajach Europy Wschodniej, szczególnie zaś w Polsce, źródło wielkich konfliktów - wojen europejskich i światowych.

Wojna trzydziestoletnia rozpoczęła się w 1618 r. od Czechosłowacji, Wojna Północna na początku XVIII wieku od Polski, klęska Napoleona w 1812 r. w Rosji nazwana została "drugą wojną polską". W Sarajewie zaczęła się w 1914 r. pierwsza wojna światowa, a w Gdańsku w 1939 druga. Za każdym z czterech ostatnich kataklizmów kryła się p o l i t y c z n a p r o w o k a c j a r o s y j s k a lub sowiecka, aczkolwiek sama Rosja czy ZSRS były poza Europą. Za to Polska będąca na styku Europy i Rosji (lub ZSRS) ponosiła zawsze najgorsze konsekwencje.

„Na granicy Europy i Azji" lub "Pożegnanie Europy": obraz Aleksandra Sochaczewskiego - najbardziej wstrząsająca wizja artystyczna w malarstwie polskim ukazująca martyrologię Polaków w XIX w.

W umownym miejscu na Uralu od XVIII wieku stał obelisk w punkcie oddzielającym Europę od Azji. Właśnie tutaj tradycyjnie zatrzymywały się konwoje pędzonych na Syberię zesłańców. Sochaczewski, który sam spędził 20 lat na katordze, przedstawił grupę polskich więźniów - powstańców styczniowych, żegnających już nie Polskę, ale Europę (obraz niegdyś w Galerii Narodowej we Lwowie obecnie w muzeum X Pawilonu Cytadeli w Warszawie).

Mało kto zdaje sobie sprawę z historycznego faktu, że z i m n a w o j n a m i a ł a swe źródło w Jałcie i rozpoczęła s i ę o d P o l s k i. Trwający od 1945 roku konflikt między Wschodem a Zachodem, między USA a ZSRS rozpoczął się w 1945 roku od sporu o panowanie nad Polską, a w praktyce nad całą Europą Środkowowschodnią. Zwycięstwo sil demokratycznych nad totalitaryzmem komunistycznym PRL, a następnie tzw. jesień narodów 1989 r. kończyły - umownie biorąc - okres "zimnej wojny" będącej w swej istocie wielkim konfliktem światowym zarówno politycznym, jak też militarnym.

Właściwie tylko w latach 1944-1990 Polska nie była stykiem i przedmurzem w sensie politycznym, znajdowała się bowiem w e w n ą t r z bloku komunistycznego w Europie. Przedmurzem były w dosłownym i przenośnym sensie podzielone na pół Niemcy z murem berlińskim, jak najbardziej realnym, a nie tylko symbolicznym. Żelazna kurtyna była na zewnątrz PRL, a w konsekwencji najbardziej wysunięte dywizje Zachodu (NATO) i Wschodu (Układ Warszawski, czyli ZSRS) stały naprzeciw siebie na terenie Niemiec, Czecho-Słowacji, nawet Węgier, a dopiero z tyłu za nimi na terytorium Polski.

Natomiast Polacy rozsadzali s y s t e m komunistyczny w Europie W s c h o d n i e j o d ś r o d k a. Fakt, że leżeliśmy właśnie wewnątrz imperium sowieckiego, a nie na styku z Zachodem uchronił nas niewątpliwie parę razy przed interwencją Armii Sowieckiej, taką jaka spadła na NRD, Węgry i Czechosłowację.

Polska symbolicznie wyszła poza blok komunistyczny, poza żelazną kurtynę i stała się też symbolicznie p r z e d m u r z e m europejskim z chwilą, kiedy Polak, Ojciec Święty, rzucił wyzwanie pogardliwemu pytaniu Stalina - "a ile dywizji pancernych ma papież rzymski?"

Plakat 1-majowy z 1920 r. z okresu wojny sowiecko-polskiej, gdy jednym z haseł Armii Czerwonej było: "Przez trupa Polski do serca Europy".

Kiedy w październiku 1978 roku ówczesny metropolita krakowski Karol Wojtyła został wybrany na watykańskim Gonclave na papieża i zasiadł na tronie Stolicy Apostolskiej, wśród rozlicznych konsekwencji tego epokowego wydarzenia był też fakt przybliżenia się Polski do Europy. Ściślej biorąc było to również przełamanie komunistycznych murów, żelaznych kurtyn, doktryny Breżniewa, w naturalnym dążeniu Polski do przynależności do Zachodu, do cywilizacji europejskiej, śródziemnomorskiej i chrześcijańskiej. PRL została w 1944-45 politycznie oderwana od tej cywilizacji, bodajże jeszcze brutalniej niż Rzeczpospolita w epoce rozbiorów w XVIII stuleciu.

Mówił i o tym w jednej ze swych homilii Jan Paweł II w trakcie swej czwartej pielgrzymki do ojczyzny w czerwcu 1991 r.:

"Byliśmy i jesteśmy w Europie. Nie musimy do niej wchodzić, ponieważ ją tworzyliśmy. Tworzyliśmy ją z większym trudem aniżeli ci, którym się to przypisuje, albo którzy sobie przypisują patent na europejskość, na wyłączność.

(...) Kulturę europejską tworzyli męczennicy trzech pierwszych stuleci, tworzyli ją także i męczennicy na wschód od nas w ostatnich dziesięcioleciach i u nas w ostatnich dziesięcioleciach".

Ostatnie dziesięciolecia, właściwie dwa ostatnie wieki, to okres nieustannych naszych dążeń do powrotu do Zachodu. Każde powstanie, każde dążenie niepodległościowe stano- wiło zarazem walkę o nasze miejsce w Europie.

"Nie można zmienić geografii, ale geopolitykę zmienić m o ż n a" - sentencjonalnie oświadczył niegdyś generał de Gaulle i powiedzenie to doskonale pasuje do obecnej sytuacji Polski, do przemian, jakie następują w ramach wychodzenia z ustroju i bloku komunistycznego, przechodzenia od totalitaryzmu do demokracji, od imperium sowieckiego do Europy. Tak właśnie - do Europy, do Zachodu - brzmi pewien skrót myślowy, którym posługujemy się ostatnio i rozpaczliwie, natrętnie spoglądamy w stronę zachodnią, w stronę EWG, w stronę NATO, Parlamentu Europejskiego...

Gdzie leży Polska? To pytanie i odpowiedź na nie są różne w zależności od tego, kto i kiedy je zadaje. Konwicki w Małej Apokalipsie napisał drastycznie, mając na myśli bodajże ostatnie dwa wieki naszej historii, a zwłaszcza niesławnej pamięci okres PRL:

"Polskę zgwałcono. Długo broniła się, gryzła zębami, drapała pazurami, aż wreszcie uległa. I znalazła rozkosz w tej biernej, w tej niechętnej uległości. I odczuła dwuznaczną, dziwną, odrobinę plugawą przyjemność w zgwałceniu. Leży na rozstajach europejskich i rypią ją chamy".

W okresie ostatnich 45 lat, ściślej zaś od konferencji krymskiej w Jałcie aż po dzień dzisiejszy, określano miejsce Polski jako leżącej w Europie Wschodniej, w najlepszym wypadku w Europie Środkowowschodniej. Był to szczególnego rodzaju paradoks. Albowiem w latach 1918-39 uważano, iż II Rzeczpospolita znajduje się w Europie Środkowej albo po prostu zwyczajnie w Europie, bez szczególnego podkreślania i zaznaczania, jaka to jej część.

System jałtański stworzony w 1945 r. według strategicznych i perspektywicznych koncepcji Stalina dotyczył nie tylko naszego kraju, ale całej Europy, gdyż dzielił ją na dwie części w sensie nie tylko geograficznym, ale nade wszystko politycznym i cywilizacyjnym. Totalitaryzm komunistyczny po Jałcie objął swym zasięgiem kraje, które zaczęto nazywać właśnie Europą Wschodnią, co nawet z punktu widzenia czystej geografii nie było określeniem ścisłym, a w przypadku takich krajów, jak Polska, Czechosłowacja, NRD wręcz błędnym. Jeżeli bowiem w Europie Wschodniej leżą takie miasta jak Praga, Pilzno, Poznań, Szczecin, a tym bardziej Berlin czy Lipsk - to gdzie w takim razie znajduje się Kijów, Mińsk czy sama Moskwa?

W samym sercu Europy w Paryżu w 1573 roku wzniesiony został, z okazji wyboru Henryka Walezego na króla Polski, łuk triumfalny. Wyryty był na nim napis:

Poloniae totius Europae adversu barbarorum nationum firmissimo propugnaculo (Polsce, najsilniejszej fortecy całej Europy przeciwko ludom barbarzyńskim). Oznaczało to innymi słowy przedmurze chrześcijaństwa.

Określenie p r z e d m u r z e c h r z e ś c i j a ń s t w a (antemurale christianitatis) odnośnie do Polski pochodzi z memoriału skierowanego do papieża Pawła II w 1467 r., już po zdobyciu Konstantynopola przez Turków.

Ale właściwie do każdego okresu dziejów Polski od czasów Mieszka I aż do roku 1991 włącznie można przytoczyć twierdzenia będące dowodem przeświadczenia, że Polska była, jest i na zawsze pozostanie najdalej wysuniętą forpocztą cywilizacji zachodniej. W średniowieczu osłaniała Europę od pogańskich Litwinów, Jadźwingów, Prusów i Tatarów. W XVI-XVIII stuleciu Rzeczpospolita przyjmowała na siebie uderzenia Turków, Kozaków, Rosjan. Po 1918 roku, szczególnie po zwycięstwie Piłsudskiego nad Wisłą w 1920 r., II Rzeczpospolita uchodziła za zaporę przeciwko komunizmowi, zaporę chroniącą Europę Zachodnią przed agresją bolszewicką. To bowiem wtedy - latem 1920 r. - posuwająca się zwycięsko aż do Wisły Armia Czerwona niosła na swych sztandarach. "internacjonalistyczne" leninowskie hasło:

"Przez trupa Polski - do serca Europy".

Szczególnego rodzaju przedmurzem stała się Polska w Europie pojałtańskiej po 1945 roku. To w Polsce właśnie trwał najdłuższy (1944-48), najbardziej krwawy opór przeciwko włączeniu kraju do imperium sowieckiego. To w Polsce były kolejne fale protestów przeciwko totalitaryzmowi komunistycznemu: 1956, 1968, 1970, 1976, 1980-81, 1988-89. To na walkę Polaków patrzyły inne ujarzmione narody: Czesi, Słowacy, Węgrzy, Niemcy w NRD, Bułgarzy, Rumuni.

Pomimo krwawego czerwca 1953 roku w NRD, rewolucji '56 roku na Węgrzech, praskiej wiosny '68 w Czechosłowacji - żaden naród nie prowadził tak dramatycznej, rozpaczliwie zdecydowanej walki o powrót do demokracji, do cywilizacji, kultury i gospodarki zachodniej jak Polacy. I to właśnie wysiłek Polski spowodował rozpad bloku komunistycznego, od 1955 roku zwanego Układem Warszawskim.

Nazwa Układ Warszawski to specyficzny eufemizm, nowomowa jakby żywcem wzięta z Orwella. Należy zwrócić uwagę na fakt, iż w języku angielskim brzmi on WARsaw Pact, zaś słówko "war" oznacza wojnę. I takie też skojarzenie, skądinąd słuszne, mieli odnośnie do militarnej machiny imperium sowieckiego politycy i normalni ludzie na Zachodzie. Albowiem pod nazwą Układ Warszawski ZSRS dokonał mistyfikacji, za co musiała płacić Polska swą reputacją polityczną, kiedy została wciągnięta do działań przeciwko Zachodowi, przeciwko demokratycznej Europie.

W tradycji zachodniej, polskiej, a nawet rosyjskiej od półtora wieku Rosja nazywana była "żandarmem E u r o p y ". Używano też określenia "kozackie imperium", a już zupełnie współcześnie prezydent Reagan określał ZSRS jako "imperium zła". Pod pojęciem Układ Warszawski, jak pod maską ukrywał się "żandarm Europy", ukrywały się dywizje Armii Sowieckiej w NRD, Czechosłowacji, na Węgrzech oraz w Polsce, gdzie pozostają nadal, chociaż wycofały się już z wymienionych państw.

Wśród krajów, jakie dostały się po 1945 roku w orbitę imperialnych wpływów ZSRS, Polska była szczególnym przypadkiem. Musiała oddać ZSRS prawie 50% (i) swego dotychczasowego terytorium, w sumie około 175 tysięcy km kwadratowych. Jednocześnie uzyskiwała Polska około 100 tysięcy km 2 terytorium tzw. ziem odzyskanych, fałszywie nazywanych przez propagandę peerelowską "piastowskimi". Tak więc pomimo faktu, że polskie granice zostały prze- sunięte od 200 do 500 km na zachód, sama Polska jako państwo znalazła się w wyniku gwałtu jałtańskiego w Europie Wschodniej.

A takie kraje jak Finlandia, Grecja, a nawet Turcja do Europy i Zachodu należą. To nie tylko paradoks, to fakt, z którego w 1945 r. mało kto sobie zdawał sprawę, albowiem uchwały Jałty i później Poczdamu zachowywały pewne pozory.

Pojęcie "JAŁTA" stało się synonimem pojęcia PAX SOVIETICA dla Europy, a nawet dla świata. Jałta od samego początku, od lutego '45 funkcjonowała w polityce i historii jako pewien stereotyp - skrót myślowy, symbol uzależnienia od Kremla.

Na konferencji krymskiej dokonano podziału Europy na strefy wpływów, przy czym Polska stanowiła zasadniczą część strefy sowieckiej.

Jednakże należy podkreślić, iż formalnie z punktu widzenia prawa międzynarodowego nic takiego nie nastąpiło. Natomiast de facto USA i Wielka Brytania uznały mocarstwową, imperialną potęgę sowieckiej Rosji, tak jak niegdyś musiały uznawać imperializm Rosji carskiej Oczywiście zostało to wymuszone okolicznościami. Należy pamiętać, że gdy Roosevelt i Churchill ustępowali Stalinowi w dawnym carskim letnim pałacu w Liwadii koło Jałty - w tym samym czasie pancerne zagony czołgów z czerwoną gwiazdą stały tuż nad Odrą o 100 km od Berlina, mając za sobą przejechaną już całą Polskę.

W latach 1945-90 ponownie na Kremlu zaczęto mówić o Polsce: Kurica nie ptica - Warszawa nie zagranica.

Jest to powiedzenie, które przetrwało w powszechnym użyciu w Rosji od ponad 200 lat! Powstało ponoć w kręgach dworskich Petersburga w drugiej połowie XVIII wieku, kiedy to Polska ostatecznie dostawała się w orbitę wpływów imperium carskiego będąc na pozór państwem niepodległym, w istocie zaś stanowiła wówczas już część tego imperium. Część, należy przyznać, bardzo specyficzną, najbardziej wolną, najbardziej "zachodnią" (dosłownie i w przenośni), niemniej jednak przy pozorach niepodległości traciła suwerenność. O naszych sprawach decydowano w Moskwie lub Petersburgu, lub na miejscu czynił to rosyjski ambasador, który był nie tyle dyplomatą, co wielkorządcą, reprezentantem nie tylko sąsiedniego mocarstwa, ale również określonego systemu politycznego: w XVIII wieku rosyjskiego samodzierżawia. A w latach 1945- 91 sowieckiego komunizmu. Tak czy owak Polska dla Kremla, dla polityki rosyjskiej czy sowieckiej "nie była zagranicą".

Warto jednak przypomnieć, że z tego same- go okresu - z XVIII stulecia - pochodzi jeszcze jedno powiedzenie rosyjskie o Polsce, które przetrwało tyle czasu i jest w ZSRS w użyciu do dnia dzisiejszego. Jest grube i ordynarne tak bardzo, że nie godzi się go tutaj tłumaczyć, niemniej jednak, podobnie jak poprzednie powiedzenie oddaje sens tego, gdzie według Rosji było miejsce Polski:

Polskaja blad' - rimskogo papy. Czyli jednak byliśmy i nadal jesteśmy w Moskwie zaliczani do krajów cywilizacyjnie i politycznie związanych z Zachodem, z Rzymem, z kulturą kręgu śródziemnomorskiego. Niezależnie od brutalnego chamstwa tego powiedzenia, a może właśnie dlatego. Mimo że znajdowaliśmy się w strefie imperialnych wpływów rosyjskich.

Jest jeszcze jedna sentencja rosyjska z XVIII wieku dotycząca Polski, a która przekształciła się wręcz w doktrynę carskiej, a następnie sowieckiej polityki zagranicznej:

"Co nasze to nasze, a o waszym możemy dyskutować".

Tak właśnie cynicznie i brutalnie zareagował jeden z carskich ministrów spraw zagranicznych, gdy ambasador Francji usiłował go przekonać, że Rzeczpospolita jest niepodległym i niezależnym od Petersburga państwem. Tak do dzisiaj w myśl tej szczególnej doktryny prowadzą pertraktacje kolejni ministrowie Rosji i ZSRS. Także dzisiaj dosłownie, a mam na myśli choćby pertraktacje nad wycofaniem się z terytorium Polski sowieckich dywizji Północnej Grupy Wojsk. Albowiem gdyby się wycofali, a jestem przekonany, że wcześniej czy później to nastąpi, nie można już odwrócić koła historii gąsienicami czołgów - otóż gdyby się wycofali, zmieniłaby się też geopolityka Polski, nasze położenie w stosunku do Wschodu i do Zachodu. Aczkolwiek sama geografia oczywiście nie uległaby zmianie.

Czesław Miłosz napisał niegdyś trafnie z emigracyjnej perspektywy i oddalenia:

W Europie Wschodniej zawsze jest źle,

W Europie Wschodniej "odbywa się",

W Europie Wschodniej zawsze jest niemile.

Był człowiek i już nie ma człowieka za chwilę.

Doświadczyłem czegoś takiego przed laty osobiście i dotkliwie. Dlatego nie chcę, także ze względów osobistych, aby miejsce Polski było nadal w Europie Wschodniej. Niezależnie od trudności i długotrwałości procesu przemian wyjdziemy wreszcie z tego "wschodniego kręgu". Tak aby była wolna Polska w wolnej Europie. Bez określeń - po prostu w Europie. Jestem przekonany, że to nie tylko realne. Jestem przekonany, że to nieuniknione.

Przy wszystkich zmianach geopolitycznych, jakie następują pod koniec XX wieku w Europie Wschodniej, geografii nie uda się zmienić. Powstają nowe wyzwania na miarę XXI w. Istnieją realne zagrożenia dla Polski, albowiem nadal znajdujemy się tam, gdzie leżeliśmy od 1000 lat: między Niemcami a Rosją, nawet jeśli już nie są one młotem i kowadłem.

Granica z Republiką Federalną Niemiec może się niestety stać granicą między Europą dobrobytu a Europą ubóstwa. Byłoby to zagrożenie nie tylko ekonomiczne i nie tylko dla Polski. Rozumieją to wizjonerscy politycy EWG, m.in. kanclerz Helmut Kohl. Niwelowanie tej bariery ekonomicznej to może jeden z głównych perspektywicznych celów polityki europejskiej na przełomie XX i XXI stulecia.

Patrząc w przyszłość, dążąc do Europy, do Zachodu musimy jednak zdawać sobie sprawę, że Polska jak mało które państwo tkwi bardzo głęboko korzeniami w swej historii. Jedną z konsekwencji tego jest fakt, iż w jakiejś zmodernizowanej formie nawet teraz - naprogu XXI wieku - Polska nadal pozostanie przedmurzem Europy! Wynika to oczywiście i z geografii, i z historii, albowiem Związek Sowiecki i Rosja, czy też o innej jeszcze nazwie, lecz to samo olbrzymie imperium, nadal pozostanie naszym wschodnim sąsiadem, stanowiącym zagrożenie nie tylko dla nas, choć dla nas w pierwszej kolejności.

Omawiając sytuację w państwach byłego bloku komunistycznego zastępca szefa KGB generał Leonid Szebarszyn stwierdził niedawno wprost: "Europą Wschodnią od Jugosławii po Polskę wstrząsają konwulsje. Nie mamy prawa pozwolić sobie na wewnętrzne uspokojenie. Musimy dowiadywać się o zagrożeniach naszych interesów państwowych".

Profesor Zbigniew Brzeziński zaś komentując tę i inne wypowiedzi kierownictwa Kremla stwierdził: "ZSRS może wciąż jeszcze wyrządzić krajom regionu wiele złego i przysporzyć znacznych trudności. Uważam, iż pewne oznaki wskazują, iż Moskwa może myśleć o czymś takim".

Inny wybitny polityk amerykański i sowietolog, były sekretarz stanu USA Henry Kissinger, charakteryzując odchodzenie ZSRS od pieriestrojki zwrócił znamienną uwagę na rosyjskość tradycji dzisiejszego imperium sowieckiego: "Rosyjski nacjonalizm przeważy w końcu nad liberalizmem i stanie się lepiszczem, którym nie może już być komunizm. Z a c h ó d stanie wówczas twarzą w twarz z autokratycznym państwem, rozciągającym się przez dwa kontynenty i dysponującym 30 tysiącami bomb atomowych. Utopijny obraz Gorbaczowa, który sam jeden odwraca bieg sześćsetletniej historii Rosji pozostanie złudzeniem".

Polski - najbardziej zachodniego sąsiada ZSRS - przytoczone słowa dotyczą znacznie bardziej niż jakiegokolwiek innego państwa.

Lecz idzie nie o bezpieczeństwo i suwerenność samej tylko Polski, chociaż to właśnie Rzeczpospolita realnie najbardziej jest narażona ze strony wychodzącego już z pieriestrojki i ZSRS. Niebezpieczeństwo ze strony przekształconego i zreformowanego, a tylko pozornie osłabionego imperium sowieckiego widzą realnie myślący politycy Zachodu. Dlatego nikt nawet nie sugeruje rozwiązania NATO, chociaż przecież Układ Warszawski przestał istnieć.

Pakt Północnoatlantycki, którego trzonem są Stany Zjednoczone, stanowi bowiem nadal gwarancję nie tylko bezpieczeństwa, ale także stabilizacji dla Europy. Dla całej Europy, bez względu na realne czy sztuczne podziały. Także dla Polski, Czecho-Słowacji, Węgier, nawet Rumunii i Bułgarii. Kraje te znalazły się bowiem obecnie w tzw. s z a r e j s t r e f i e europejskiej nie równego b e z p i e c z e ń s t w a, między NATO a ZSRS, który wycofał wprawdzie Armię Czerwoną z Europy Środkowej (bez Polski), ale jej przeformowane dywizje stoją tuż nad zachodnią granicą imperium, a rakiety nadal są wymierzone na Zachód, tym razem także w kraje byłego bloku socjalistycznego.

I właśnie dlatego militarna obecność USA w Europie jest niezbędna nie tylko dla ogólnej stabilizacji kontynentu. Wojska amerykańskie w Europie to zarazem niezmiernie ważny czynnik bezpieczeństwa Rzeczypospolitej. ("Amerykanie któż są?.. Europejczycy" - C.K. Norwid, Gadki - to w odpowiedzi różnym demagogom, którzy twierdzą, że USA powinny wycofać się z Europy, tak jak Rosjanie).

Prezydent George Bush komentując na bieżąco wydarzenia 19 sierpnia 1991 r. w ZSRS stwierdził w kontekście ewentualnego zagrożenia krajów byłego "bloku socjalistycznego" ze strony ich niedawnego suwerena: "Nie wrócimy znowu do dawnej Europy z sowieckimi wojskami w Europie Wschodniej". Waga oświadczenia prezydenta USA jest tym większa, iż zarówno ono jak i sam zamach stanu w Moskwie nastąpił dokładnie w rocznicę najazdu wojsk sowieckich i Układu Warszawskiego na Czechosłowację w 1968 r.

Pytania o miejsce w Europie stanowiło zawsze jeden z najważniejszych problemów polskiej myśli politycznej, znajdującej też szerokie odbicie w literaturze. Norwid w Pieśni od ziemi naszej pisał już przed stu laty z górą:

Od Wschodu - mądrość kłamstwa i ciemnota,

Karności harap lub samotrzask złota,

Trąd, jad i brud.

Na Zachód kłamstwo wiedzy i błyskotliwość,

Formalizm prawdy - wnętrzna bez-istotność,

A pycha pych (...)

Czy to pytanie, te odwieczne polskie problemy są aktualne także dzisiaj, gdy po raz kolejny Polska znalazła się na zakręcie dziejowym między Wschodem a Zachodem, między geopolityką a historią?

Słynna okładka hamburskiego tygodnika "Stern" z lipca 1981 r. spowodowała wówczas incydent dyplomatyczny między RFN a ZSRS. Zagarniający łapami mapę Polski niedźwiedź z czerwoną gwiazdą stanowi na Zachodzie symbol współczesnego imperializmu sowieckiego, jak i nawiązuje do dawnego imperializmu carskiego.

Autor publikacji: 
Orientacja na prawo 1986-1992: