4. Alain Besancon - ADAMOWI MICHNIKOWI W ODPOWIEDZI (tekst otrzymany od Autora)

INNA POLITYKA

BESANCON - MICHNIKOWI

Adam Michnik, który nie ukrywa, że postawił sobie za cel wniesienie do polskiego życia politycznego, skażonego niestety "jaskiniowym antykomunizmem", prawdziwie europejskich obyczajów, sam służy przykładem, wystrzegając się jak ognia atakowania dawnych, niedawnych i dopiero co przefarbowanych komunistów. Ba, traktuje ich wręcz z chrześcijańską (to też część europejskiego dziedzictwa, którego przecież mianował się, choć może trochę samozwańczo, ambasadorem) miłością. Od każdej reguły są jednak wyjątki. Nawet tak światłemu i łagodnemu człowiekowi trudno jest zachować promienną twarz Europejczyka, kiedy podważa się same podstawy europejsko-humanistyczno-post(?)komunistycznego ładu w Polsce. Wtedy otoczka europejskiej elegancji zaczyna się jakby kruszyć, a spod niej wyziera zupełnie inny Michnik: płomienny trybun, miażdżący nieszczęsnego śmiałka swym jedynie słusznym gniewem ujętym w słowa, których nie powstydziliby się najwytrawniejsi partyjni propagandyści w epoce, kiedy nie używano jeszcze przedrostka "post".

Są to jednak wypadki rzadkie i, o ile pamięć nas nie myli, wydarzyły się w ostatnich czasach tylko dwukrotnie. Raz, podczas debaty nad projektem ustawy w sprawie upaństwowienia majątku byłej (czy aby naprawdę?) partii komunistycznej, kiedy to Prawdziwy Europejczyk nie zdzierżył w obliczu próby odebrania rabusiowi tego, co zagarnął przez 45 lat, a więc dokonania rzeczy nie mieszczącej się, jak wiadomo, w europejskiej tradycji prawnej i wręcz obcej naszej cywilizacji.

Po raz drugi - a chronologicznie nawet wcześniej - Michnik stracił panowanienad sobą po ukazaniu się w tygodniku "Solidarność" z 2 marca głośnego wywiadu z jednym z najwybitniejszych sowietologów na Zachodzie i najbardziej przenikliwych obserwatorów wschodnioeuropejskiej sceny - Alainem Besanconem. Przypomnijmy, że Besancon stawia w tym wywiadzie tezę, iż żaden z krajów wschodnich nie wyszedł jeszcze całkowicie z komunizmu i że na przykład w Polsce, która miała największą po temu szansę, proces taki został zahamowany przez dojście do władzy, z inspiracji czy tylko z aprobatą Gorbaczowa, osobliwego układu politycznego, hamującego przemiany, co pod pewnymi względami przypomina jako żywo Targowicę.

Tego było dla Michnika za wiele. Chwycił za swe najostrzejsze pióro i spłodził zamieszczony w "Gazecie Wyborczej" i szeroko rozkolportowany przez lewicową prasę na Zachodzie list otwarty do Besancona pod wymownym tytułem "Przegrałeś Alain". Jest to osobliwa mieszanka ironii i poczucia wyższości autora, który posługując się tendencyjnie wyrwanymi z tekstu lub poprzekręcanymi - według najlepszych wzorów komunistycznej dezinformacji - cytatami, usiłuje wykazać całą nicość intelektualną Besancona oraz nie wybrednych inwektyw pod adresem człowieka, który ośmielił się zakwestionować słuszność, jedynej drogi wytyczonej dla Polski przez Michnika i jego przyjaciół. Nie ma potrzeby bronić Besancona; najlepiej robi to on sam w napisanej specjalnie dla naszego pisma "odpowiedzi Adamowi Michnikowi". Czytelnikom polecamy natomiast sięgnięcie do listu Michnika i porównanie obu tekstów, a wówczas bez trudu będą mogli wyrobić sobie zdanie o kalibrze intelektualnym tych dwóch ludzi i słuszności ich racji. (a)

Odpowiedź Adamowi Michnikowi

Piszę z opóźnieniem, bo nie miałem ochoty osobiście odpowiadać Adamowi Michnikowi. Kiedy dawny przyjaciel nagle zaczyna cię znieważać i to w tonie aż tak pełnym nienawiści, szuka się dla niego jakiegoś usprawiedliwienia i wytłumaczenia.

Usprawiedliwienie widzę w tym, że żył on przez długie lata w systemie nie sprzyjającym ani dobrym obyczajom ani uczciwości. Wytłumaczenie dostrzegam w fakcie, że został celnie ugodzony gdy chodzi o politykę, jaką uprawia od trzech lat, a której błędem jest moim zdaniem to właśnie, co on mi zarzuca, to znaczy nietrafna ocena układu sił. W marcu 1988 roku Polska zdobyła się na ostatni zryw prowadzący ku jedynemu celowi, który rzeczywiście ją interesuje: wolności i niepodległości. Otóż cel ten można było postawić przed sobą bez poważnego ryzyka na skutek zaawansowanego już rozkładu Związku Sowieckiego. Państwo sowieckie, nawet gdyby znalazło na to dość sił, nie mogło już sobie pozwolić na interwencję, bo obróciłaby ona w niwecz jego wielkie zamierzenie - "wspólny dom europejski", czyli uratowanie i utrzymywanie Związku Sowieckiego przez zachodnioeuropejską strefę dobrobytu. Polska mogła wówczas stanąć na czele ruchu wyzwoleńczego w Europie...

Przepuściła jednak okazję i zasługa ta przypadła w udziale Niemcom, Węgrom, Czechom czy nawet Rumunom.

Ze strony Michnika przyczyną błędu, z powodu którego Polska nie zdołała zrealizować swych dawnych mesjanistycznych nadziei, była mylna ocena Gorbaczowa. Być może pod wpływem pewnych zachodnich sowietologów, zobaczył w tym komunistycznym przywódcy wyzwoliciela. Cóż za fatalna pomyłka u Polaka - wiara, że wolność mogłaby przyjść z tej strony! Na nieszczęście inne jeszcze czynniki popychały Polskę w tym samym kierunku.

Przede wszystkim ślady pozostawione w umysłach przez 45 lat komunizmu. Nie jest wcale pewne, że polskie "masy" naprawdę chcą podjąć całe ryzyko i ciężki trud życia na zachodnią modłę. Marzy im się równocześnie "kapitalistyczne" bogactwo i socjalistyczne nieróbstwo i brak odpowiedzialności. Dochodzi do tego klerykalizm Kościoła pławiącego się w swych przywilejach, upojonego własnymi wpływami i lękającego się dla swego kleru ubóstwa, izolacji, utraty znaczenia, będących udziałem księży i biskupów na Zachodzie.

I wreszcie - wynaturzony nacjonalizm, który woli aby Polska była raczej eleganckim przedmieściem świata komunistycznego niż ubogim, świata zachodniego. Wszystko sprzymierzyło się więc, aby odżyła karykatura polityki Dmowskiego, nieufnej wobec Zachodu, przychylnej Wschodowi. Konsekwencje tego pierwotnego błędu w wyborze drogi zaostrzają się od trzech lat.

Kompromis historyczny, przypieczętowany przy okrągłym stole w 1989 roku, doprowadził do powstania "podwójnej monopartii" i podwójnej nomenklatury, trudniejszej do obalenia niż monopartyjna władza Gierka czy Kani. Tandem Jaruzelski-Wałęsa może doprowadzić do dyktatury jednego lub drugiego z nich. Walka polityczna, której "Solidarność" nie chce prowadzić z komunizmem, kieruje się przeciw prawdziwej opozycji, rozproszonej i bezsilnej, która dopiero próbuje się zorganizować. W polityce zewnętrznej utworzyła się oś Moskwa-Warszawa. W "Litieraturnoj Gazietie" Michnik dał wyraz swemu zadowoleniu z tego, że wojska sowieckie raczą pozostać w Polsce. Zarzucono mi, że wspomniałem o Targowicy. A przecież ta grupa zdrajców nigdy nie zaaprobowała przedłużenia okupacji trwającej 45 lat.

Byliśmy świadkami jak Jaruzelski i Mazowiecki usiłowali w Paryżu reanimować sojusz francusko-rosyjski wymierzony przeciw Niemcom, który tak drogo kosztował Europę i Polskę. Jak Wałęsa, używając szalonych wręcz sformułowań, groził Niemcom zagładą atomową. Jak ten sam Wałęsa domagał się jako rzeczy samo przez się należnej subsydiów, które umacniają obecny, dwuznaczny system i pośrednio przynoszą korzyści okupantowi.

Widzieliśmy zakłopotanie Polski wobec bohaterskiej postawy Litwy, która w warunkach tysiąckroć trudniejszych próbuje dokonać tego, przed czym Michnik i jego przyjaciele cofają się od trzech lat. Wszyscy niestety opuścili Litwę, ale Polska powinna wiedzieć skąd wywodzili się jej najwięksi królowie i poeci.

Jak ukryć przed sobą samym, że aż tak się zawiodło? Przez rozpaczliwe uciekanie się do symboli pozbawionych treści, do procesji, do przywrócenia korony na głowie polskiego orła, do publicznego ujawnienia zbrodni katyńskiej, o której było powszechnie wiadomo już od 1943 roku. Przez budzące niesmak wypowiedzi o "przebaczeniu", które odrzucając wszelką sprawiedliwość i wszelką odwagę, stanowi szyderstwo z idei chrześcijańskich. Przez używanie takich sformułowań jak "post-totalitaryzm" i "post-komunizm", mających zatrzeć obraz rzeczywistości, której nie chciano stawić czoła. Cóż mogę poradzić, jeśli wielu Francuzom przychodzi na myśl Vichy?

To, co dzieje się w Polsce, to właśnie to, czego chciał dokonać Gorbaczow u wszystkich swych satelitów. Niemal wszędzie manewr ten zakończył się niepowodzeniem. Powiódł się w Polsce i to jest największym sukcesem Gorbaczowa. Ma w tym swój udział Michnik.

ALAIN BESANCON (tłum. Mikołaj Bieszczadowski)

Nie udało się nam zamieścić jako pierwszym odpowiedzi Alaina Besancona. Autor poczuł się zmuszony przesłać ją również do innych pism, które go zaatakowały ("Liberation", "GW"). W tej ostatniej zamieszczono arogancką odpowiedź Michnika w stylu: "Nie wiem o co chodzi?". Uczynił to człowiek, którego zachwyt nad Gorbaczowem np. porównywanie go z Sacharowem ("Liberation", 22.02.90), liczne wypowiedzi nt. potrzeby obecności wojsk sowieckich w Polsce, zakulisowe starania o koalicję OKP-PZPR, kontakty z Kwaśniewskim nt. "Zjednoczenia obozu reform", ton i treść uwag nt. Litwy ("GW", 4.06.90). a przede wszystkim nadal stosowane groteskowe grożenie "Pekinem" ("GW", 4.06.90) i powoływanie się na rozsądek, by zamrozić obecną sytuację ("GW", 4.06.90) wywołały drwiące uwagi nawet w eks-RSW-owskich gazetach i przyczynią się do tego, że Polska jest obecnie najwierniejszym satelitą ZSSR i wzorowym pokojem gorbaczowowskiego wspólnego domu. O tym wszystkim właśnie pisze Besancon. Decyzję nad kim wypada się litować pozostawiamy Czytelnikom.

Autor publikacji: 
Orientacja na prawo 1986-1992: