17. Nie trzeba głośno mówić: SPRAWA "30 GIORNI" (Johannes Dembiński)

NIE TRZEBA GŁOŚNO MÓWIĆ

_______________________________________________________________

Swoistego rodzaju skandalem wśród katolików francuskich stało się pod koniec 1990 roku wstrzymanie w Paryżu edycji francuskiej watykańskiego miesięcznika międzynarodowego „30 GIORNI” (30 Dni). Formalnie odpowiedzialnym za tę blokadę, a później zerwanie z redakcją międzynarodową, jest red. naczelny wydania francuskiego pisma, Robert Masson, ale dziennik włoski „La Stampa” z 22 XI oskarżył o to arcybiskupa Paryża, Lustigera, którego Masson jest prawą ręką. Powodem akcji był otwierający listopadowy numer „30 GIORNI” duży blok artykułów przedstawiających sytuację polityczną w Polsce. W jednym z artykułów (Gianni Cardinale: „Wałęsa i profesorowie”) cytując wybitnego polityka opozycji antykomunistycznej, nazwano ludzi „katolewicy”: „dublerami lewicy laickiej”. Przedstawiam Państwu ostatni z artykułów owego bloku polskiego, który sięgając do historii, opisuje akcję prowadzoną przez „katolewicowców” przeciwko Prymasowi Wyszyńskiemu podczas II Soboru Watykańskiego. Jego autor, Johannes Dembiński, już w sierpniowo-wrześniowym numerze „30 GIORNI” opisał pokrótce ową w trzech etapach prowadzoną akcję, odwołując się do książki Petera Rainy „Kardynał Wyszyński”. Wskazał wówczas imiennie jej autorów: Mazowieckiego, Wielowieyskiego, Stommę i Turowicza.

Pewne spekulacje usiłują tłumaczyć sprawę „30 GIORNI” konfliktem między kardynałem Lustigerem a kardynałem Ratzingerem, ale prawda sięga dużo głębiej. Ukazuje ona walkę o oblicze duchowe Kościoła, jak dalece ludzie związani z siłami wywrotowymi przeniknęli do Kościoła i jak bardzo są wewnątrz niego solidarni.

Sprawę 30 GIORNI” przedstawiłem (wraz z tłumaczeniem artykułów) kilku pismom krajowym. Ponieważ jednak, z oportunizmu czy ze strachu (a może obu naraz), panuje cisza, zwracam się do waszego pisma z prośbą o jej opublikowanie.

JANUSZ PIERZCHAŁA

Johannes Dembiński

Sprawa „30 GIORNI”

RZYM, ROK 1963. PEWIEN ANONIMOWY TEKST WYMIERZONY PRZECIWKO PRYMASOWI POLSKI STEFANOWI WYSZYŃSKIEMU KRĄŻY POD ŁAWKAMI SOBORU. OSKARŻA SIĘ GO O „PRZESADNY” KULT MARYJNY. ZASKAKUJĄCE PODEJRZENIA PRYMĄSA NA TEMAT TAJEMNICZYCH AUTOROW.

Samemu Peterowi Rainie, wnikliwemu biografowi Prymasa Polski, nie udało się wytropić tego tekstu[1]. Nie można go również odnaleźć w archiwach Soboru Watykańskiego II. A jednak tych osiemnaście trujących kartek, rozprowadzonych podczas Soboru, aby zdyskredytować ówczesnego przywódcę Kościoła polskiego, Kardynała Wyszyńskiego, zostało wydobytych z zapomnienia. „30 GIORNI” może zaprezentować swym czytelnikom kilka znaczących fragmentów tego tekstu.

Rzym, październik 1963 r. Sobór rozpoczyna swą drugą sesję. Jan XXIII nie żyje. Jego miejsce objął Paweł VI. W programie refleksje: Maryja i jej miejsce w Kościele. Mariologia również doznaje wstrząsów konfliktu „konserwatyści” – „progresiści”. Pewien anonimowy tekst odcina się na tle powodzi papieru, która szaleje wokół i wewnątrz Soboru. Jego tytuł: „Do Ojców Soborowych. Pro memoria na temat pewnych aspektów kultu maryjnego w Polsce”.

Kardynał Prymas Stefan Wyszyński, głowa Kościoła polskiego, jest jedną ze znaczących postaci tych uroczystych posiedzeń. Przedstawia on również sobą heroizm oporu wobec ateistycznej władzy komunistycznej, która więziła go długi czas. Jest też jedną z najbardziej widocznych znakomitości „frontu konserwatywnego”. Ale przede wszystkim stoi na czele jednego z Kościołów wiernych, którego system marksistowsko-leninowski nie zdołał sobie podporządkować, z czego wynikał wyjątkowy szacunek świadczony mu przez całą społeczność chrześcijańską.

Cóż więc mógł wnosić ów anonimowy tekst? Oto jego najbardziej interesujące passusy:

„(...) chcielibyśmy skupić uwagę Ojców Soborowych – oznajmia tekst – na pewnych anomaliach wprowadzonych do praktyk religijnych kultu maryjnego w Polsce”. Kult Najświętszej Panny – tłumaczą autorzy tekstu – zajmował centralne miejsce w historii religijnej Polski. „Dwa cudowne obrazy Panny Świętej są bez wątpienia najbardziej sławne i najbardziej znane w Polsce: obraz Czarnej Madonny z Częstochowy i obraz z Ostrej Bramy w Wilnie. Biorąc pod uwagę dawną mentalność, kult maryjny tego typu, to znaczy powierzchowny, zewnętrzny, uczuciowy, bez pogłębienia teologicznego, stanowił formę pobożności dopuszczalną i wystarczającą. Jednakże obecny stan nowoczesnej cywilizacji, niezwykły rozwój i rozpowszechnienie nauki oraz nowa świadomość człowieka współczesnego, szczególnie w dziedzinie religijnej, uformowana przez lekturę religijną coraz to bogatszą i ciągle rosnącą, bezsprzecznie wymagają teologicznego pogłębienia kultu Najświętszej Panny... Stare formy religijności nie wystarczają wykształconemu Polakowi naszych czasów. Czynnik uczuciowy, często całkiem irracjonalny, tej religijności traci teraz swoje znaczenie. Pojawia się potrzeba wzmocnienia polskiej religijności przez elementy racjonalne... Religijność serca powinna być uzupełniona przez religijność rozumu... Społeczność polskich wiernych nie chce nazywać się tylko narodem katolickim. Chce ona również wiedzieć, na czym polega prawdziwy katolicyzm i odnaleźć swe miejsce w świecie współczesnym.”

Cierniowy obraz Polski superkatolickiej otrzymuje poważny cios. Ale nie koniec niespodzianek: „gdy katolicy polscy, od prostego chłopa do inżyniera, lekarza czy prawnika, zwracają się w stronę Episkopatu, w stronę duchowieństwa polskiego, w nadziei znalezienia tam autentycznego nauczania katechetycznego, proponuje im się program Wielkiej Nowenny do Najświętszej Panny, ze wszystkimi jego konsekwencjami. Oni oczekują zaś pozytywnego wytłumaczenia doktryny ewangelicznej oraz realistycznego i praktycznego programu życia chrześcijańskiego, na co dzień, wyznaczonego wskazaniami Jezusa Chrystusa.

Po latach więzienia i izolacji od życia codziennego w Polsce, Prymas Polski, Kardynał Wyszyński, bez pytania o radę biskupów i ekspertów od praktyk duszpasterskich, idąc zaś za sugestią kilku osób ze swego otoczenia, proklamował na Jasnej Górze: „«Od tej chwili nasza religijność staje się w najwyższym stopniu maryjna. Wszystko, co dzieje się w naszym życiu codziennym, dokonuje się w imię Maryji». Gdzie jest nowość tego programu? Aż do tej pory religijność polska była aż nadto maryjna, zaś mało teologiczna...”

Zaczyna tutaj przyświecać celowego niecodziennego tekstu: Najświętsza Maryja Panna jest pretekstem, aby zdyskredytować Wyszyńskiego. Faktycznie, kilka stron dalej ataki stają się bardziej bezpośrednie: „Jeżeli naprawdę Kardynał Wyszyński, od początku swej szczytnej misji głowy Kościoła Katolickiego w Polsce, nie ma żadnego zrozumienia dla ludzi nauki; jeżeli interesuje go tylko religijność powierzchowna, jak się wydaje inspirowana głównie przez kilku bigotów, religijność, która nie przystoi powadze i autorytetowi Księcia Kościoła, Prymasa Polski; jeżeli zdaniem Kardynała żaden polski teolog nie zasługuje, aby pretendować do roli doradcy teologicznego lub kandydata na eksperta Soboru, to nie można się dziwić, że rezultaty poszukiwań teologicznych w Polsce, nawet w dziedzinie mariologii są niezwykle słabe.”

Od szkodliwego teologa tekst przechodzi następnie do złego pasterza: „Podczas gdy cały świat katolicki uznaje debatę na temat problemów maryjnych, gdy Najwyższa Władza Namiestnika Chrystusa uznaje, nie bez dumy, wysiłki ekspertów w dziedzinie mariologii, w tym samym czasie Kardynał Prymas Polski nie poświęca się temu tematowi... Ogranicza się on do rozpowszechniania łatwej pobożności maryjnej, która niezaprzeczalnie faworyzuje powierzchowność religijności ludu. Wiele osób, szczególnie wykształconych i myślących, jest zniechęconych tą postawą. Odsuwają się one od praktyk na cześć Najświętszej Panny. A iluż to ludzi rozumnych i rozsądnych ostrzegało Kardynała, aby unikał pewnej przesady w kulcie maryjnym i uprzedzało go o niebezpieczeństwach Wielkiej Nowenny!”

Co więcej, Wyszyński dzieli Kościół: „Byliśmy świadkami narodzin w łonie duchowieństwa pewnego nurtu opozycji wobec praktyk narzuconych przez kardynała – bałwochwalczego kultu obrazu częstochowskiego, obnoszonego po wszystkich polskich parafiach, prawie zupełnego usunięcia kazań i homilii katechetycznych oraz zastąpienia ich przez konferencje maryjne, przygotowane z góry i wygłaszane przez osoby nie mające przygotowania teologicznego, konferencje, co więcej, pozbawione treści pochodzących z Pisma Świętego. Kazania tego rodzaju mogą wzbudzać u słuchacza tylko niesmak i uraz. Przecież statystyki, zazdrośnie ukrywane przez Episkopat, wskazują, że tylko 5 milionów Polaków uczęszcza do kościoła co najmniej co drugą niedzielę. Co robi pozostałe 25 milionów? Dlaczego Kościół ich nie pociąga? Z pewnością nie kazania na temat Najświętszej Panny są tą siłą pociągającą, szczególnie te wygłaszane przez kaznodziejów nie przygotowanych i mało wykształconych”.

Wreszcie, oskarżenie największe – herezja: „Oto wątpliwości polskich katolików. Stawka jest o tyle bardziej groźna, że dotyczy kultu maryjnego przesadnego i przejaskrawionego. Otóż przesada i brak umiaru są dokładnie tymi czynnikami, które powodują pojawianie się herezji...”

Cóż więc robić, aby uniknąć dominacji tego „szefa” Kościoła polskiego? Anonimowi autorzy proponują pewien środek: „Niektórzy biskupi, większość duchowieństwa oraz duża część społeczeństwa polskiego nie kryją swych obaw, co do życia religijnego w Polsce. Jest prawdą, że Kardynał zapewnia nas, że tylko on sam jest odpowiedzialny przed Bogiem i Ojcem Świętym za to, co się dzieje w Kościele polskim. Wydaje się jednak, że oblicze duchowe całego narodu jest zbyt wielkim dobrem, aby powierzać go w ręce jednego człowieka. Kardynał decyduje o wszystkich sektorach życia religijnego w Polsce. Opiera się on w tym postępowaniu na prerogatywach udzielonych mu przez Stolicę Apostolską. Ma zwyczaj obrażania się z powodu życzliwych rad. Otoczony stadem pochlebców utracił on zmysł krytyczny i obiektywizm. Obawiając się konkurencji, nie znosi żadnej krytyki. Bylibyśmy więc szczęśliwi mogąc zobaczyć w naszym kraju reprezentanta Ojca Świętego. Bez jakiegokolwiek rodzaju obawy i rezerwy, moglibyśmy wyjawić mu nasze obserwacje i niepokoje, szczególnie w związku z przesadnym i niezdrowym kultem maryjnym... Ów niezdrowy kult maryjny, zamiast podnosić, przyczynia się do upadku wiary i moralności.”

Po tej prośbie o pomoc papieską przeciw Wyszyńskiemu, atak przybiera jeszcze inny kształt – Wyszyński wrogiem Chrystusa: „Naród polski, wyniesiony przez Kardynała jako naród wybrany Maryji, winien spodziewać się wyjątkowej opieki. Przychodzi nam tu na myśl roszczenie wrogów Chrystusa, którzy mówili: «Abrahama mamy za ojca» (Łk 3,8), a przecież żyli w sprzeczności z duchem wiary Abrahama.”

Wreszcie nuta dumy narodowo-eklezjastycznej, aby nie pozostawiać monopolu na nią Prymasowi: „Samo życie Polaków nie zawsze jest najprzykładniejsze z chrześcijańskiego punktu widzenia. Irracjonalna, prawie zarozumiała ufność w Najświętszą Pannę, wpajana w duszę narodu przez najwyższego dostojnika Kościoła, daje jeden rezultat: dumę religijną oraz religijność łatwą i powierzchowną, która idzie w parze z taką ilością oszustw społecznych i rodzinnych, kłótni, kradzieży, z pijaństwem itd. Dlatego kaznodzieje nie chcą być dłużej bezdusznymi mechanizmami. Nie chcą dłużej głosić narzuconych i całkiem gotowych kazań. Pragną oni wykazywać w głoszeniu Słowa Bożego swą własną, twórczą inicjatywę. Śmieszność, której Kardynał nie potrafi unikać w swych kazaniach i swych programach Wielkiej Nowenny, mobilizuje ideologicznych przeciwników Kościoła. Daje on im w ręce broń, przy pomocy, której zatriumfują nad wiarą i odbiorą ją, szczególnie młodemu pokoleniu. Chcemy, aby Kościół w Polsce był instytucją poważną i szanowaną, i nawet, jeżeli byłby on przedmiotem dyskusji ideologicznych, to, aby nie był nigdy ośmieszany.”

Na koniec krótki apel: „Przedstawiamy te fakty z niewzruszonym zaufaniem, że Najwyższa Powaga Kościoła – Jego Świątobliwość Papież Paweł VI rozwiąże nasze obawy zgodnie z sensus Ecclesiae”.

Można sobie łatwo wyobrazić zamieszanie pomiędzy Ojcami Soborowymi sprowokowane przez taki dokument. Od tej chwili charyzmat Prymasa Polski był zhańbiony.

Kto jednak mógł mieć interes w tego rodzaju operacji? W 1963 r. myślano spontanicznie o tajnych służbach komunistycznych, które zdawały sobie sprawę z olbrzymiego błędu popełnionego kilka lat wcześniej (1953-1956), jakim było aresztowanie Prymasa. Wzrosło zaufanie narodu do niego. Światowa opinia publiczna podniosła go do rangi bohatera. Warto więc byłoby działać innymi środkami.

A jednak to sam Wyszyński dał klucz do tej zagadki, rozpraszając tę łatwą hipotezę. 2 grudnia kazał opublikować przez Sekretariat Episkopatu komunikat. W tym dwustronicowym tekście pisał on, że „autorzy anonimowego tekstu ukrywają swój cel pod pretekstem troski o kult maryjny w życiu religijnym Polski. Prawdziwym celem jest bezpośrednie zaatakowanie Kardynała Wyszyńskiego, zaś pośrednio biskupów polskich, według znanej metody komunistycznej: rozpowszechnić w – oczach światowej opinii publicznej pewien bardzo negatywny obraz, uzasadniając w ten sposób swą nienawiść do hierarchii duchownej.”

Według Kardynała więc, ów tekst rozpowszechniony podczas Soboru nie pochodził koniecznie ze źródeł komunistycznych, i prawdopodobnie wcale nie z nich. Mgła wokół tej sprawy jest rozwiana nieco dalej. Kardynał napisał, w związku z kierowanym przez siebie „Instytutem Swieckim”, odpowiedzialnym za ową katechetyczną działalność maryjną, tak krytykowaną przez anonimowy „Memoriał”: „Jego członkowie, z racji swej wielkiej gorliwości, ściągnęli na siebie nienawiść kół komunistycznych. Pewni postępowcy katoliccy uczestniczą w tej walce przeciw „Instytutowi) pod pretekstem pragnienia pogłębienia życia religijnego.”

Na tym kończył się komunikat oficjalny. Ale w kilka dni później Wyszyński, którego proces beatyfikacyjny jest dziś w toku, zapisał w swym osobistym dzienniku kilka wyjątkowych słów. Ciążą one dzisiaj jak ołów: „Ten tekst pochodzi z kół „Tygodnika Powszechnego) i „Znaku)). To znaczy ze środowisk katolickich, które rządzą dzisiaj nową, postkomunistyczną Polską.”

„30 GIORNI” Nr 11, 11 listopada 1990 r.

Tł. Janusz PIERZCHAŁA

--------------------------------------------------------------------------------

[1] Autor myli się. Dokument ten został wymieniony w wydanej przez Petera Rainę biografii kardynała Wyszyńskiego.

Autor publikacji: 
Orientacja na prawo 1986-1992: