15. NASZ UKOCHANY AUTORYTET MORALNY (Jacek B. Bińkowski)

NASZ UKOCHANY AUTORYTET MORALNY

Pan Andrzej Szczypiorski, znany pisarz (pardon, literat), cyniczny gracz polityczny (przepraszam, jego ekscelencja senator PRL, z poślizgiem w RP) i apodyktyczny belfer (przepraszam, nasz ukochany autorytet moralny), raczył był udostępnić swe zapiski redakcji „Polityki” (nr 11/1991). Oto co przelał na papier:

„(...) Projekt ustawy uważałem i nadal uważam za niezgodny z zasadami cywilizacji współczesnej, za świadectwo myślenia anachronicznego i w gruncie rzeczy totalitarnego. Ustawa antyaborcyjna musi - po pierwsze - uwzględniać aktualny stan ekonomiczny kraju, po drugie - nasze zacofanie obyczajowe i niedostatki w zakresie oświaty seksualnej”. A więc przychodzi kobieta do ginekologa i mówi: „Panie doktorze, Balcerowicz i popiwek wpędziły mnie w nędzę, jak większość społeczeństwa (stan ekonomiczny) i nie stać mnie na bachora. Chłop odważył się po raz pierwszy od dnia ślubu, był po gorzale (zacofanie obyczajowe). Mówisz pan, że dzieciak to człowiek? Ależ, Urban naucza w „NIE”, że brajtszwance to nie barany, to ten dzieciak też jeszcze nie człowiek, bo w brzuchu (niedostatki w zakresie oświaty seksualnej plus zacofanie obyczajowe). Wyskrob mnie pan, ubezpieczalnia nie straci (stan ekonomiczny kraju), chłop zaskórniak wyciągnął, znalazł się...”

Senator o wyborach listopadowo-grudniowych: „Wybory prezydenckie były brutalne, niemądre, wrzaskliwe. Wszystkie autorytety legły w gruzach. Wszyscy, którym przedtem ufano - zawiedli. Stąd m. in. sukces Tymińskiego, człowieka, o którym nikt nic nie wiedział”. Poprzednie wybory prezydenckie były całkiem inne. Były łagodne (parlamentowi Magdalenka zoperowała ośrodek agresji), mądre ( przeciwnicy gen. Jaruzelskiego wstrzymali się od głosu lub udali się cos wypić i przegryźć w bufecie), ciche (kontrkandydat nie wypowiadał się, gdyż nie istniał). Żaden autorytet nie legł w gruzach (a pana Michnika nawet wzrósł, bo podał imienne wyniki głosowania w „Gazecie Wyborczej”). Nikt, komu ufano, nie zawiódł (kto miał głosować - głosował, kto miał zmyć się dyplomatycznie do bufetu - zmył się). Tylko wiecznie wredni malkontenci po tym porównaniu będą głosić przewagę wyborów bezpośrednich nad wyborem przez Zgromadzenie Narodowe i przedkładać st. kaprala Wałęsę nad gen. armii Jaruzelskiego. Co się tyczy pana Tymińskiego - to jest on ponad „wszystkimi”, a jego autorytet nie legł w gruzach, ufano mu - i nie zawiódł. No proszę, jak chytrze nasz oberautorytet moralny uprawia propagandę wyborczą Partii X przed wyborami parlamentarnymi.

6 marca nasz ukochany autorytet moralny wygłosił prelekcje w Klubie Nowoczesnego (tzn. żadna miarą nie konserwatywnego!) Liberalizmu na Uniwersytecie. Ciekawie mówił o antysemityzmie: „jest on bowiem wszędzie tam, gdzie jest chrześcijaństwo”. Toteż tam, gdzie nie ma chrześcijaństwa, np. w niektórych krajach arabskich, czynna niechęć do Żydów i judaizmu nie istnieje.

Pan senator wyrzekł słowa: „Gadanie o sowieckiej okupacji jest bzdurą”. Podobnie było w okresie wojny północnej i później - wojska rosyjskie znajdowały się na terytorium Rzeczpospolitej, królowie (August II, August III i Stanisław August) siedzieli w kieszeni carskiej, ale państwo istniało. Poniektórzy mówili coś wówczas o moskiewskiej okupacji, zapewne bredzili.

A na koniec - sam cymes: „Winę za komunizm ponoszą wszyscy, którzy go przetrwali”. Śp. ks. Jerzy Popiełuszko jest więc niewinny (nie przetrwał komunizmu), a ks. Stanisław Małkowski winien (udało mu się przetrwać z pomocą Bożą). Ja natomiast czuje się najbardziej winny i za pokutę odmawiam suplikę: „Os powietrza, głodu, wojny i senatora szczypiorskiego...”

Jacek B. Bińkowski

Autor publikacji: 
Orientacja na prawo 1986-1992: