8. Imperium: LITWA MUSI NEGOCJOWAĆ (Rozmowę z E.Meilunasem przeprowadził W. Missala)

IMPERIUM

_______________________________________________________________

LITWA MUSI NEGOCJOWAĆ
Rozmowa z Egidijusem Meilunasem
– zastępcą Rzecznika Prasowego rządu Republiki Litwy
Od tragicznych wydarzeń styczniowych minęły już trzy miesiące, wkrótce zapewne zaczną się rozmowy rządu litewskiego z Kremlem. Jak w kontekście tych wydarzeń ocenia Pan sytuację na Litwie i jakie – Pana zdaniem – otwierają się perspektywy przed Litwą?

Krok, na który zdecydowała się Moskwa, można ocenić pozytywnie, choć – jak to określił prezydent Landsbergis – Litwę czekają negocjacje ze zbrodniarzem. Budynki zajęte przez wojska sowieckie w styczniu są nadal okupowane. Nie zanosi się także na to, by kiedykolwiek osoby odpowiedzialne za wywołanie tych tragicznych wydarzeń zostały ukarane, utwierdza w tym przekonaniu raport komisji – dopiero opublikowany – dotyczący wydarzeń w Tbilisi w 1989 roku, którego konkluzja sprowadza się do tego, że wojska sowieckie użyte zostały zgodnie z prawem; raport ponadto nie ustalił żadnej osoby, która byłaby odpowiedzialna za śmierć poległych wówczas ludzi. Nie spodziewamy się innej konkluzji w raporcie o wydarzeniach w Wilnie.

Wracając do negocjacji, uzgodniony został wspólny protokół, który będzie podstawą negocjacji, ustalono termin następnej tury rokowań w końcu kwietnia. W tym protokole zwraca jednak uwagę brak jednego punktu, strona sowiecka bowiem nie zgodziła się na wpisanie do niego postanowienia o nieużywaniu siły przez żadną ze stron, oczywiście skoro Litwa nie posiada czołgów, brak tego zapisu nie wyklucza istnienia zamiarów rozwiązania siłowego utrzymującej się sytuacji przez Kreml. Optymizmu nie mamy za dużo. Każdej nocy zdarzają się incydenty prowokowane przez żołnierzy sowieckich, zatrzymania, pobicia, groźby użycia broni. Sytuacja jest więc bardzo napięta. Promoskiewska partia komunistyczna zaczyna organizować strajki, podobnych kłopotów przysparzają nasi komuniści kierowani przez Brazauskasa, obecnie nazywający się Partią Pracy. Pod jej wpływem związki zawodowe utworzyły komitet strajkowy. Pierwsze sygnały już były, np. strajk nauczycieli. Oskarżają o złą sytuację ekonomiczną, o brak kontaktów gospodarczych ze Związkiem Sowieckim, krótko mówiąc o to, że polityka prezydenta Landsbergisa i nowego premiera Vagnoriusa jest nierealna.

Jak długo – według Pana oceny – będą trwały negocjacje z Moskwą i czy zakończą się pełną, normalną niepodległością dla Litwy?

Po zakończeniu drugiej wojny światowej negocjacje na temat opuszczenia przez armię sowiecką Austrii, popieranej przez cały wolny świat, trwały dziesięć lat. Litwa aż takiego poparcia nie ma. Mamy jednak nadzieję, że nasze negocjacje nie będą trwały dłużej, lecz przeciwnie – znacznie krócej. Naszą szansę upatrujemy szczególnie w rozwoju sił demokratycznych w samym Związku Sowieckim, choć bardzo potrzebne jest realne, mocne poparcie naszej sprawy przez Stany Zjednoczone, Europę i inne kraje świata. Prezydent Landsbergis uważa, że mały kraj, jakim jest Litwa, musi przeciwstawiać komunizmowi, temu imperium zła, siłę moralną, i odnosi to – jak widzimy – pewne rezultaty. Do takich wniosków dochodzili już niektórzy sowietolodzy, na przykład Alain Besançon czy Françoise Thom. Kompromisów zawierać nie można.

Proszę o scharakteryzowanie głównych kierunków polityki rządu premiera Vagnoriusa.

Nowy rząd litewski jest rządem bardzo młodym, sam premier ma 33 lata, wicepremier 34, a jeden z ministrów 27. Nie oznacza to bynajmniej, by był to rząd niekompetentny. Już pierwsze miesiące jego działania wskazują na to, że prowadzona przez niego polityka jest zdecydowana, twarda – i to przynosi już rezultaty. Litwa jest bardzo uzależniona ekonomicznie od Związku Sowieckiego, ale premier swoją polityką stara się w tych kontaktach gospodarczych omijać centrum, nawiązywać bezpośrednie kontakty z poszczególnymi republikami, sprzyjać bezpośredniej współpracy przedsiębiorstw litewskich z przedsiębiorstwami w Związku Sowieckim.

W odniesieniu do negocjacji z Moskwą premier Vagnorius uważa, że należy je kontynuować, choć Kreml nie wykazuje dobrej woli, czego najlepszym dowodem jest okupacja budynków w Wilnie.

W polityce wewnętrznej rząd i premier są zdecydowanymi zwolennikami wolnego rynku, zgadzam się z opinią F. Thom (zob. „Onp” nr 2/3) określającą go jako prawicowego liberała. Obecnie na Litwie rozpoczyna się prywatyzacja, na razie tylko tzw. mała, ponieważ rząd swoją polityką zmierza do wyrównania szans w wolnej gospodarce. Chodzi o to, że dawna nomenklatura komunistyczna i aparat partyjny jest w posiadaniu olbrzymich zasobów finansowych. Dlatego też nie możemy od razu robić wielkiej prywatyzacji, gdyż po paru dniach znaleźlibyśmy się w totalnej zależności ekonomicznej od mafii komunistycznej. Ta mała prywatyzacja pozwoli ludziom na wykupienie swych mieszkań, sklepów czy małych zakładów państwowych. Realizowana ona będzie metodą bonów kapitałowych, przy czym ich wartość będzie uzależniona od wieku obywatela (im starszy, tym większa wartość bonu). Przeciętna rodzina otrzyma zatem bony o wartości ok. 15-20 tysięcy rubli, co pozwoli wykupić mieszkanie i pozostanie jeszcze trochę na zakup np. akcji. Wielka prywatyzacja zacznie się dopiero wówczas, gdy będzie wprowadzona waluta litewska, choć jeszcze nie wiadomo, kiedy to nastąpi.

Czym obecny rząd różni się od rządu pani Prunskiene?

Trzeba podkreślić, że rząd jest antykomunistyczny, prawicowy. Komuniści oskarżają ten rząd, że powstał w wyniku zamachu stanu. Nie jest to prawda, on po prostu bardzo szybko został powołany po kompromitacji rządu pani Prunskiene, i to niewątpliwie nie podobało się komunistom, którzy oczekiwali chaosu, pustki i możliwości odzyskania władzy.

Poprzedni rząd reprezentował interesy nomenklatury komunistycznej, całe szczęście, że nie zdążył przeprowadzić prywatyzacji majątku państwowego, bylibyśmy już w łapach mafii komunistycznej. Takiej możliwości nie będzie ona miała pod rządami premiera Vagnoriusa. W terenie mafia już próbowała tworzyć komisje do przeprowadzania prywatyzacji, oczywiście ze swoich ludzi, ale rząd stanowczo nakazał ich rozwiązanie i tworzenie w trybie przewidzianym ustawą o prywatyzacji.

Jak ocenia Pan działalność pani Prunskiene za granicą?

Kiedy pani Prunskiene jako premier odbywała podróże po stolicach największych potęg ekonomicznych świata, było to dla Litwy bardzo krzepiące, że po pięćdziesięcioletniej izolacji premier Litwy spotyka się z przywódcami Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii, Japonii czy Niemiec. Litwa pojawiła się na pierwszych stronach gazet, ale faktyczne wyniki wizyt były bardzo skromne ekonomicznie i politycznie.

Sławę zyskiwała jedynie pani Prunskiene. W styczniu br. utworzyła ona w Sztokholmie fundusz pomocy dla Litwy (na swoje nazwisko). Nie jest on uruchomiony, ponieważ Prunskiene oświadczyła, że nie ma zaufania do nowego rządu i osobiście do premiera Vagnoriusa. To świadczy także o tym, że K. Prunskiene reprezentowała nadal interesy dawnej nomenklatury i – obecnie jednej z grup mafii komunistycznej.

Pani Prunskiene starając się o azyl polityczny na Zachodzie twierdziła, że na Litwie grozi jej niebezpieczeństwo ze strony prezydenta i rządu; my nie mamy dowodów, że była agentką KGB, wiemy jednak, że jej polityka była bardzo wygodna dla Kremla, zupełnie jakby była wpisana w scenariusz powrotu przez komunistów do steru rządów na Litwie. Na marginesie warto dodać, że K. Prunskiene była na początku lat osiemdziesiątych doradcą J. Andropowa. Sądzę, że podobała mu się nie tylko dlatego, że jest sympatyczna.

W jaki sposób rząd chciałby przekonać całą polską społeczność na Litwie do wspólnego budowania niepodległej Litwy? Jak przezwyciężycie nieufność panującą pomiędzy Polakami a Litwinami?

Odpowiadając na to pytanie, chciałbym wrócić do stycznia tego roku. Pamiętam bardzo dobrze wystąpienie posła do parlamentu litewskiego, C. Okińczyca, w polskim parlamencie. Nasza telewizja dwukrotnie pokazywała to wystąpienie i jestem pewien, że tak jak Okińczycowi łamał się głos i pojawiały łzy, gdy mówił o tragedii Litwy, tak nie tylko mnie, ale i innym oglądającym także pojawiały się łzy wzruszenia. Wokół atakowanego parlamentu 13 stycznia obok sztandarów litewskich były także polskie. Te tragiczne wydarzenia – jak sądzę – zjednoczyły Litwinów i Polaków w walce o niepodległość Litwy.

Mówiąc już bez emocji, muszę przyznać, że w latach 1988-1989, kiedy następowało odrodzenie narodowe na Litwie, nie uwzględnione były interesy innych narodów mieszkających, żyjących od lat na Litwie i tak samo gnębionych przez system komunistyczny. Ze strony litewskiej brakowało zrozumienia dla dążeń kulturalnych i narodowych Polaków żyjących na Litwie. Oczywiście były to błędy, staramy się je naprawiać, choć jest na to późno, dużo czasu zostało stracone.

Chociaż gazety sowieckie twierdzą, że istnieje na Litwie konflikt etniczny, to pragnę zdecydowanie temu zaprzeczyć, konflikt istnieje, ale pomiędzy ludźmi będącymi za niepodległością i wolnością a resztkami homo sovieticus. Historia spowodowała, że większość inteligencji polskiej po II wojnie światowej wyjechała do Polski. Pozostała ludność polska na wsi, odcięta od polskiej kultury, od polskich nauczycieli, ucząca się w szkołach rosyjskich, coraz mniej rozumiejąca Litwinów, powoli sowietyzująca się. Wyrosło całe takie pokolenie.

Obecny rząd Litwy jest bardzo przychylnie nastawiony do rozwiązywania problemów Polaków na Litwie. W ostatnim tygodniu w Ministerstwie Kultury i Oświaty odbywały się rozmowy o utworzeniu polskiego uniwersytetu w Wilnie. Wychodzą gazety w języku polskim, w telewizji litewskiej jest program nadawany po polsku, podobnie w litewskim radiu. Bzdurą jest teza propagandy sowieckiej, że na wyższych uczelniach na Litwie uczyć się można wyłącznie po litewsku, przeciwnie, są grupy kształcące się po polsku czy po rosyjsku. Wprowadzono także w niektórych rejonach drugi język urzędowy. Oczywiście nie sądzę, żeby wymaganie znajomości języka litewskiego przez osoby zajmujące stanowiska w administracji rządowej było przejawem dyskryminacji.

Stosunki polsko-litewskie obciąża jeszcze jedna sprawa, nie wyjaśniona do końca, jest to sprawa Wilna. Brakuje jednoznacznego stanowiska rządu polskiego na ten temat, że jest to załatwione raz na zawsze. Ta niejasność polskiego oficjalnego stanowiska rodzi także nieufność i napięcie. Rozumiemy, że Wilno zajmuje poczesne miejsce w historii i kulturze Polski i Polaków, ale resentymenty nie mogą przesłaniać realiów dzisiejszych. My nie zgłaszamy pretensji terytorialnych wobec Polski i tego samego oczekujemy od Polski. Martwią nas jednak artykuły antylitewskie w polskiej prasie. Nie tak dawno była to niemal epidemia. Postkomunistyczne pisma „Nie”, „Trybuna” i „Wprost” włączyły się do tej kampanii, twierdzę, że była ona sterowana przez KGB, nie mam złudzeń bowiem, że tak na Litwie, jak i w Polsce, ta organizacja działa, a rozdźwięki, waśnie, zaognianie sytuacji pomiędzy Litwinami i Polakami jest na rękę wyłącznie Moskwie.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

I ja dziękuję. Korzystając z okazji pragnę podziękować wszystkim Polakom za wsparcie zarówno moralne jak i materialne w tym trudnym dla nas okresie.

Rozmowę przeprowadził WITOLD MISSALA.

Zapis rozmowy nie autoryzowany.

Autor publikacji: 
Orientacja na prawo 1986-1992: