6. Niepodległość: RAPORT O ARMII SOWIECKIEJ (Józef Szaniawski)

NIEPODLEGŁOŚĆ

______________________________________________________________________

Józef SZANIAWSKI

RAPORT O ARMII SOWIECKIEJ
Nie tylko Północna Grupa Wojsk...
Nawet jeśli doktryna Breżniewa przestała już na Kremlu obowiązywać, bo rozpadł się tzw. obóz socjalistyczny, a i Układ Warszawski dożywa swych ostatnich tygodni – to jednak w kwestii wycofania wojsk sowieckich z terytorium Polski ZSRR stosuje inne, nadal obowiązujące doktryny, które są realizowane w imperialnej polityce zagranicznej od około 200 lat przez carski Petersburg i później sowiecką Moskwę:

- Co nasze to nasze, a o waszym możemy dyskutować.

– Doktryna mnożących się warunków.

- Co nasz miecz zdobył – to nasze prawo.

Do pertraktacji z Polską mają też zastosowanie dwa cyniczne powiedzenia, znane doskonale w Moskwie nie tylko w kręgach władzy:

Kurica nie ptica – Warszawa nie zagranica: pochodzi jeszcze z XVIII wieku, kiedy to Polska będąc formalnie niepodległym państwem, faktycznie straciła swą suwerenność i była rosyjskim protektoratem – stanowiła bardzo zachodnią, bardzo specyficzną, lecz integralną część imperium. Nie była zagranicą.

Polska to nasza największa zdobycz – to powiedzenie przypisywane jest Stalinowi, który po 1945 r. lubił w dobranym kręgu sentencjonalnie raz po raz cytować sam siebie. Jego kolejni następcy znali i znają to cyniczne stwierdzenie.

Faktem jest, iż rząd Mazowieckiego zmarnował kilka okazji w kwestii ewakuacji Armii Sowieckiej z Polski, później zaś ZSRR usztywnił stanowisko, zresztą nie tylko w tej sprawie i nie tylko w stosunku do naszego kraju. Ale faktem jest również, iż Polska odgrywa nadal specyficzną rolę w polityce Związku Radzieckiego ze względu na nasze znaczenie geopolityczne, potencjał gospodarczy i ludnościowy. Innym Kreml z trudnością, ale jednak, może lub musi „odpuścić”. Z Polską sprawa wygląda inaczej.

Problem obecności jednostek sowieckich w Polsce nie wypłynął nagle. Nagłe jest tylko zdziwienie, że dywizje radzieckie wycofały się z Afganistanu, wycofują się z Węgier, Czecho-Słowacji, Niemiec, nawet z Mongolii – natomiast istnieją skrajnie poważne trudności z ewakuacją Północnej Grupy Wojsk.

Należy sobie głęboko uświadomić, że zarówno w polityce, jak i w tradycji sowieckiej, Polska zajmuje zupełnie inne, specyficzne miejsce – inne i różne od wymienionych wyżej krajów. Dotyczy to również, a właściwie przede wszystkim, problemu garnizonów rosyjskich.

Albowiem na terytorium byłej NRD stacjonują one od 1945, na Węgrzech i w Czecho-Słowacji też od 1945, ale na dużą skalę dopiero od 1956 i 1968 roku. Natomiast w Polsce z małymi przerwami żołnierze rosyjscy stacjonują nieustannie od 1704 roku! Nawet jeśli odliczymy te przerwy, to i tak przez około 250 lat wojska rosyjskie znajdują się w Polsce!

Różne były tego okoliczności i przyczyny w poszczególnych okresach, ale zawsze był jeden oczywisty cel tej militarnej obecności Rosji carskiej, a potem sowieckiej w Polsce: zabezpieczenie strategicznych interesów imperium. W konsekwencji Polska albo traciła niepodległość, albo też – mając nawet formalną niepodległość państwową – pozbawiona była suwerenności.

Przez przedłużenie pertraktacji z Polską w sprawie ewakuacji swych wojsk ZSRR pragnie osiągnąć kilka różnych celów, ale to odrębna sprawa. Warto tylko zwrócić uwagę na daty. Początkowo dywizje sowieckie miały być wycofane do 1991, potem do 1994-95, wreszcie mówi się o pozostawieniu do 2000 roku baz, lotnisk i magazynów Armii Radzieckiej na terytorium Polski.

Północna Grupa Wojsk licząca obecnie około 60 tysięcy żołnierzy i oficerów, plus 20 tysięcy pracowników cywilnych, została utworzona w 1945 roku z wojsk II Frontu Białoruskiego. Liczyła wówczas ponad pół miliona ludzi. Jej pierwszym dowódcą był marszałek ZSRR i PRL, Konstanty Rokossowski. Północna Grupa obecnie też na wypadek wojny wg planów ZSRR przekształca się we front, czyli wedle zachodnich standardów w grupę kilku armii, w grupę armijną. Jej obecnym dowódcą jest generał-pułkownik Wiktor Dubynin.

Innymi słowy Północna Grupa Wojsk jest skadrowanym frontem. Jak podawała prasa niemiecka, węgierska, czecho-słowacka stacjonujące w tych krajach jednostki sowieckie: Zachodnia, Południowa i Centralna Grupa Wojsk posiadają gigantyczne zapasy uzbrojenia, środków transportu, amunicji, umundurowania przekraczające od 200 do 550% (!) potrzeby aktualnego stanu liczbowego tych wojsk.

ILE MAJĄ BRONI
Innymi słowy są to dywizje wybitnie skadrowane i w przypadku potrzeby ZSRR może błyskawicznie przesłać tysiące nieuzbrojonych cywili ze swych rezerw i utworzyć z nich kilka pełnowartościowych armii wykorzystując wspomniane zasoby materiałowe.

Trudno przypuszczać, aby w Polsce wyglądało to inaczej aniżeli w tamtych krajach. Więcej – pewne dane wskazują, iż ta ogromna dysproporcja w ilości sprzętu bojowego w stosunku do czynnej liczby wojska w Północnej Grupie stacjonującej w naszym kraju jest jeszcze większa! Mechanizmy i zasady działania militarnej machiny ZSRR są bowiem pewnie identyczne w każdym z tych państw. Natomiast w Polsce ze względu na nasze strategiczne położenie, a także zaplecze w stosunku do wojsk stacjonujących w byłej NRD potrzeby tych gigantycznych zapasów były jeszcze większe. Można się domyślać, że sowiecki sprzęt bojowy w Polsce przeznaczony jest dla minimum 300 tysięcy żołnierzy. Tak więc stawiane od lat pytanie o wojska sowieckie w Polsce jest źle formułowane. Pytano ciągle: „Ilu ich jest naprawdę”. A zapytać należy: „Ile mają broni?”

A także jakie to rodzaje broni. Zachodni eksperci, sowietolodzy wielokrotnie w ubiegłych okresach twierdzili, że na terenie byłej PRL były i są jednak bronie masowego rażenia – atomowe i chemiczne. Wiadomo też, iż były one przewożone do i z NRD poprzez nasz kraj „tranzytem”, który trwał czasami cale miesiące (może lata?).

Także ważna kwestia, choćby ze względu na mobilność operacyjną sił sowieckich w Polsce, stosunkowo nielicznych, to ilość sprzętu transportowego jakim dysponuje Północna Grupa: samochodów i helikopterów, także czołgów i wozów opancerzonych. Wiadomo, że jest ich nieproporcjonalnie dużo (np. wg wypowiedzi generała Dubynina z kwietnia 1991 obecnie wypada około 2,5 ludzi na jeden samochód!).

DOKĄD WYJDĄ
Inne pytanie, które źle się formułuje, brzmi: „Kiedy wyjdą?”

Otóż to ważne pytanie, ale należy je rozwinąć i postawić następująco: „Kiedy i dokąd wyjdą dywizje Północnej Grupy Wojsk stacjonujące dotychczas w Polsce?”

Albowiem dyslokacja Grupy ma kluczowe znaczenie. I nie jest dla nas obojętne, czy zostanie ona przeniesiona w głąb Rosji albo nawet za Ural, czy nad granicę z Chinami, albo czy może całkowicie zostanie zdemobilizowana i rozwiązana. Ale może też zostanie przeniesiona nad granicę z Polską. To ostatnie rozwiązanie zupełnie realne stanowiłoby dla nas równie realne i permanentne zagrożenie. Bowiem z Królewca, Brześcia, Lwowa, gdzie już i tak znajdują się ogromne garnizony Nadbałtyckiego, Białoruskiego i Karpackiego Okręgów Wojskowych, jest do Warszawy znacznie bliżej niż z Legnicy! Uzupełnienie tych strategicznie bardzo ważnych punktów w systemie militarnym ZSRR przez dywizje wycofujące się z Polski stanowiłoby stałe polityczne i wojskowe zagrożenie dla naszego kraju. Należy jednak podkreślić, iż ZSRR ma pełne prawo lokalizować swe wojska w dowolnym punkcie swego terytorium, nawet nad granicą z Polską Jednakże ze względu na dawne złe tradycje. historyczne obciążenia, a obecnie deklarowaną chęć ułożenia dobrosąsiedzkich stosunków – byłoby lepiej, aby dywizje Północnej Grupy wycofać jak najdalej na wschód, jak najdalej od naszych granic. I dlatego ten problem powinien też być stawiany w rokowaniach ze stroną radziecką, a nie tylko sam termin ewakuacji dywizji sowieckich z Polski.

Powiedzmy otwarcie: należy się liczyć z faktem, iż ZSRR zgodnie ze swym tradycyjnie bizantyjsko-rosyjsko-sowieckim sprytem będzie chciał Polskę oszukać i jeżeli nawet ostatecznie ewakuuje swe wojska z naszego terytorium, to jednocześnie dokona dyslokacji innych swych jednostek bezpośrednio nad granicę z Polską. Być może przemianuje Północną Grupę w jakieś inne zgrupowanie, być może dokona jeszcze innego manewru. Możliwości jest wiele.

Historia wykazuje, że Rosjanie są mistrzami mistyfikacji, szczególnie jeśli idzie o ich siły zbrojne. Także ostatnie miesiące pokazały cyniczną wręcz mistyfikację sowiecką. Zamiast zniszczyć ponad tysiąc czołgów, do czego ZSRR zobowiązał się w międzynarodowych umowach rozbrojeniowych – zostały one przetransportowane za Ural i schowane (nie dość dokładnie jednak, aby nie mogły ich wykryć satelity amerykańskie). Jednakże szczytem bezczelności Kremla było na przełomie 1990/91 roku przeformowanie trzech dywizji pancernych w jednostki marynarki wojennej! Te trzy dywizje miały zostać całkowicie rozwiązane w ramach redukcji sił konwencjonalnych ZSRR i NATO. Ponieważ jednak marynarka wojenna nie podlegała tym redukcjom – Kreml dokonał takiej właśnie niesłychanej mistyfikacji.

Jeżeli takich grubych oszustw (a nie są to jedyne przykłady!) dopuszczają się Sowieci w stosunku do Zachodu, do USA – to czego my możemy oczekiwać, będąc nie tylko słabym partnerem, ale nie mając żadnej możliwości kontroli w stosunku do ZSRR?

W strategicznych założeniach Sztabu Generalnego Radzieckich Sił Zbrojnych oraz Ministerstwa Obrony ZSRR istnieją pewne pryncypia. M.in. globalna liczba wojsk i broni (także atomowych i chemicznych) w określonych rejonach imperium. Wolno się domyślać, iż w promieniu 300-400 km od Warszawy liczba dywizji sowieckich nie tylko nie ulegnie zmianie, ale być może zostanie nawet powiększona, tak aby wyrównać „straty” w NRD, Czecho-Słowacji, Polsce i na Węgrzech. Dywizje te zostaną tylko umieszczone nie na zachód od Warszawy, ale w tej samej odległości, lub mniejszej od wschodu – tuż nad granicą z Polską.

Zapowiedziane, lecz wciąż jeszcze hipotetyczne spotkanie prezydentów Rzeczypospolitej i ZSRR w kontekście sowieckich matactw dokonywanych pod protektoratem „liberała” Gorbaczowa – laureata pokojowej Nagrody Nobla, stawia pod znakiem zapytania wszelkie umowy, jakie by miały być zawarte. Kreml bowiem niewątpliwie już teraz obmyślił sposoby, jak te umowy i inne zobowiązania dotyczące wycofania Armii Radzieckiej z Polski można ominąć.

NIE TYLKO GRUPA PÓŁNOCNA
Na terytorium Polski poza Północną Grupą Wojsk Radzieckich stacjonuje również kilka innych formacji, które nie wchodzą w jej skład. Jest to fakt mało znany, ze względu na brak precyzyjnych danych. Co to za formacje?

1. Przede wszystkim lotnictwo, które nie stanowi integralnej części Północnej Grupy. Dokładniej: Grupa posiada własne lotnictwo szturmowe oraz taktyczne. Są to samoloty wsparcia. Natomiast poza tymi siłami w Polsce stacjonuje cała armia lotnicza. Tak jest – cała armia! Jest to prawdopodobnie 28 Armia Sił Powietrznych ZSRR. Posiada kilkanaście lotnisk, bazy zaplecza – oczywiście wszystko tajne. Oczywiście armia ta podlega bezpośrednio dowództwu Sił Powietrznych w Moskwie, a nie Legnicy. 28 Armia jest też skadrowana, zarówno jeśli idzie o pilotów, jak też maszyny bojowe.

Jej zasięg operacyjny też wykracza poza terytorium Polski, bowiem w strategicznych planach ZSRR na wypadek wojny przewidywano, iż gdy lotniska w NRD zostaną zniszczone, to zastąpią je właśnie lotniska w Polsce. Samoloty bojowe z lotnisk sowieckich na terytorium Polski operują zarówno w naszym kraju, jak też w ZSRR, Czecho-Słowacji, byłej NRD – czyli na obszarze tzw. Zachodniego Teatru Wojny utworzonego przez sowieckie ministerstwo obrony i sztab generalny na początku lat osiemdziesiątych. Główną kwaterą tego Teatru jest Legnica. Należy dodać – również Legnica, gdyż tam jest oczywiście dowództwo Północnej Grupy.

2. Dowództwu Floty Bałtyckiej w Leningradzie podlega wielka baza sowieckiej marynarki wojennej w Świnoujściu oraz działająca tam co najmniej jedna (być może dwie) brygada nowoczesnych kutrów rakietowych. Mogą one zwalczać cele nawodne, jak również okręty podwodne.

Zarówno baza, jak też jej siły morskie, nie wchodzą oczywiście w skład Północnej Grupy i nie podlegają Legnicy. Nawet dowódca bazy kapitan I rangi (komandor) Władymir Kudriawcew oraz jego oficerowie podkreślają swą odrębność, więcej – elitarność w stosunku do „zwykłych” wojsk sowieckich, przypominając, iż tradycje ich jednostki datują się nie od 1945 roku, ani nawet 1917, lecz aż od czasów Piotra I, kiedy to wojska rosyjskie po raz pierwszy zdobyły Szczecin. Komandor powiedział niedawno:

„Służba we Flocie Bałtyckiej, to nie byle jaki honor. Ludzie radzieccy nas szanują. Tak np. nigdy w historii nie uczestniczyliśmy w tłumieniu demonstracji ulicznych, nie pomagaliśmy milicji, tak jak to robią wojska lądowe”.

3. Na terytorium Polski stacjonują też wojska wewnętrzne ZSRR, które również nie podlegają dowództwu Północnej Grupy, tylko bezpośrednio MSW i KGB w Moskwie.

Brak dokładnych danych, ile ich jest, prawdopodobnie stosunkowo niewiele. Ale są to formacje doborowe, a ponadto stacjonują w newralgicznych punktach naszego kraju. Wiadomo m.in., że znajdują się one w Rembertowie pod Warszawą, w Poznaniu, w Białej Podlaskiej, w Małosolnej koło Łodzi, w Kęszycach pod Gorzowem Wielkopolskim. To jest niemal dokładnie linia przecinająca Polskę na pól.

Władze radzieckie odmawiają sprecyzowania, czym wojska wewnętrzne MSW i KGB zajmują się w Polsce, a oficjalnie podają, że systemami łączności pomiędzy Grupą Zachodnią w Niemczech, Północną Grupą oraz sztabami w samym ZSRR. Oczywiście sowieckie wojska wewnętrzne w Polsce, podobnie jak wszystkie inne jednostki, też są intensywnie skadrowane. W każdej chwili mogą ich być tysiące.

4. Specyficzną „jednostką” radziecką w Polsce jest oficjalnie, choć tajnie, działająca nadal rezydentura GRU – osławionego wywiadu wojskowego, uważanego na Zachodzie za instytucję zbrodniczą, gorszą od KGB, którego jest konkurentem.

Placówka GRU jest akredytowana przy Ministerstwie Obrony Narodowej, działa w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego i kontrwywiadzie. Jeszcze niedawno szefem GRU na Polskę był generał-major Fomin.

Nie wiadomo, czym się obecnie zajmują i z kim współpracują oficerowie GRU w Polsce. Wiadomo natomiast coraz więcej o ich złowrogiej działalności w naszym kraju w latach 1980-1983. Z pewnością też nie podlegają dowództwu Północnej Grupy w Legnicy, tylko swej centrali w Moskwie.

5. Istnieją pewne jednostki Armii Radzieckiej, których część rozkwaterowana jest jednocześnie w dwóch państwach – w Polsce oraz na terenie byłej NRD. Tak jest np. z dywizją pancerną, której jeden z pułków ma garnizon w Świętoszowie, a pozostałe po drugiej stronie Nysy Łużyckiej w Niemczech.

Nie jest sprecyzowane dokładnie, komu te jednostki podlegają, w skład której z Grup wchodzą, czy liczba ich żołnierzy wliczana jest w ogólną liczbę wojsk Grupy Północnej, czy też wlicza się ich Niemcom do Grupy Zachodniej, bądź manipuluje raz tak, raz owak.

Należy zaznaczyć, iż wymienione wyżej pięć formacji, mimo że nie wchodzi integralnie w skład Północnej Grupy Wojsk i nie podlega ich dowództwu, podlega jednak od niedawna generałowi Dubyninowi, ale jako Pełnomocnikowi Rządu ZSRR ds. Wojsk Radzieckich w Polsce. Między innymi właśnie po to otrzymał on tę nominację, aby podlegały mu wszystkie wojska radzieckie w Polsce, a nie tylko dowodzona przez niego Grupa Północna.

UNIEWAŻNIĆ UMOWY
Polska dała się wmanewrować sowieckim dyplomatom i wojskowym nie tylko w kunktatorskie rokowania, gdzie raz po raz stosowane są przez stronę radziecką „mnożące się warunki”, ale nade wszystko dała się wmanewrować w rokowania, które opierają się na zawartych przed laty umowach.

Otóż umowy te należało uznać za nieważne od samego początku i z punktu widzenia prawa międzynarodowego oraz minimum moralności, która obowiązuje w stosunkach międzynarodowych – były one nieważne, gdyż zostały w tej czy innej formie wymuszone. Należy szczególnie podkreślić, że aż do 17 grudnia 1956 roku Armia Radziecka stacjonowała przez dwanaście lat na naszych ziemiach bez jakiejkolwiek umowy i statusu!

Zarówno ta pierwsza umowa o stacjonowaniu Armii Radzieckiej na terytorium Polski, jak też następne miały charakter tajny i to dawało możliwość prawnego ich unieważnienia, a następnie pertraktowania ze stroną sowiecką wszystkiego od początku i na równych prawach jak partner z partnerem.

Początkowo bowiem żadnych umów nie było, następnie zostały one sformułowane w takiej postaci, jaką wymusił silniejszy partner. Wreszcie, ten silny partner nie wywiązywał się nawet i z tego, co sam podpisał w tych wymuszonych i tajnych umowach! Wszystko to, nawet na obecnym etapie rokowań, pozwala, aby odejść od płaszczyzny dotychczasowych umów, wybitnie dla nas niekorzystnych.

Są dwa argumenty, których należy użyć w pertraktacjach ze stroną radziecką, aby jak najszybciej jednostki Armii Radzieckiej w całości opuściły terytorium Polski, likwidując też swe bazy i magazyny, a nie tak, jak przewiduje generał Dubynin, że te ostatnie pozostaną aż do roku 2000.

1. W warunkach bojowych lat 1944-1945, przy maksymalnym natężeniu walk z hitlerowcami, przy ogromnych stratach Armia Czerwona była w stanie w ciągu kilku tygodni wprowadzić na terytorium Polski ponad trzy miliony (tak!) żołnierzy. Zniszczone były wówczas drogi, linie kolejowe. mosty, nie było samolotów transportowych, zablokowane były porty. A jednak 3 miliony ludzi dosłownie wkroczyło wtedy w ciągu 3 miesięcy, i to walcząc jednocześnie z cofającym się Wehrmachtem.

Dlaczego więc teraz, w 1991 roku, jest niemożliwe wycofanie 60 tysięcy ludzi w warunkach pokoju, przy sprawnym transporcie lądowym, morskim, powietrznym?! Przy pomocy strony polskiej, która – zgodnie z wolą społeczeństwa – pragnie, aby jednostki sowieckie możliwie najprędzej terytorium Polski opuściły.

Takie są realia i nikt nie może nazwać ich demagogią. Owszem, niedawne przetransportowanie wojsk USA i sojuszników ze Stanów i Europy, armii ekspedycyjnej liczącej przeszło pół miliona ludzi, nad Zatokę Perską w ciągu kilku tygodni ukazuje też, jakie są obecnie możliwości transportowe i techniczne.

Potrzebna jest do tego dobra wola i warunki polityczne.

2. Drugi argument na obecnym etapie rozmów z ZSRR na temat ewakuacji wojsk jest jak najbardziej ideologiczny. To dla Rosjan każdy cytat z Lenina ma znaczenie doktrynalno-filozoficzne. Należy im więc przypomnieć, jak najbardziej serio, wypowiedź Lenina z 30 marca 1917 roku, kiedy poddał on zdecydowanej krytyce odezwę Rządu Tymczasowego do Polaków:

Rząd nasz wydał Manifest o Niepodległości Polski i naszpikował go nic nie mówiącymi frazesami, Napisali, że Polska powinna znajdować się w wolnym sojuszu wojskowym z Rosją. Właśnie w tych trzech słowach zawarta jest prawda.

Wolny sojusz wojskowy maleńkiej Polski z ogromną Rosją jest w rzeczywistości całkowitym militarnym ujarzmieniem Polski. Może on dawać wolność pod względem politycznym – i tak, i tak granice tej wolności określone zostaną przez sojusz wojskowy.

Nic dodać – nic ująć. To właśnie według definicji samego Lenina, ZSRR jako następca Rosji „całkowicie militarnie ujarzmił Polskę”, Dlatego też – oczywiście nie tylko dlatego – układy, trak1aty, umowy, jakie „maleńkiej Polsce” narzucone zostały przez „ogromną Rosję”, o ile są dla nas niekorzystne – powinny być uznane za nieważne od samego początku. Dotyczy to nade wszystko umów o stacjonowaniu Armii Radzieckiej na terytorium Polski. Dotyczy też kosztów i finansowego aspektu pobytu wojsk sowieckich w Polsce. Powinny one były przez 45 lat wnosić odpowiednie opłaty stronie polskiej, gdyby układy o ich stacjonowaniu były prawnie uczciwe, a nie narzucone Polsce przez ZSRR.

Problemy finansowe stacjonowania przez prawie pół wieku Armii Radzieckiej na terytorium Polski powinny zostać rozpatrzone nawet już po ewakuacji Rosjan, Powinny zostać włączone do ogólnych pertraktacji odnośnie do wszystkich niepotrzebnych a gigantycznych obciążeń, jakie Polska poniosła w narzuconym układzie – podkreślmy raz jeszcze w „całkowitym militarnym ujarzmieniu”.

MISTYFIKACJA: UKŁAD WARSZAWSKI
W tym kontekście należy też wspomnieć o samej nazwie, samym pojęciu: Układ Warszawski, albowiem ZSRR pod tą nazwą skrywał swą imperialno-militarystyczną politykę na arenie międzynarodowej, wciągając m.in. Polskę do działań przeciwko Zachodowi, przeciwko demokratycznej Europie.

W tradycji zachodniej, polskiej, a nawet rosyjskiej od 150 lat nazywana była Rosja „żandarmem Europy”. Używano też określenia „kozackie imperium”, a już zupełnie współcześnie – „imperium zła”. Pojęcia te stanowiły konsekwencje imperialnej polityki Rosji carskiej, a następnie sowieckiej, szczególnie w wieku XIX i XX.

Układ Warszawski – ta nazwa miała w miarę szczelnie przykrywać i dokładnie maskować imperialne dążenia ZSRR. Pod pojęciem Układ Warszawski, jak pod maską, ukrywał się „żandarm Europy”. Ukrywały się także rosyjskie garnizony Grupy Północnej, a przypomnijmy raz jeszcze, że wojska rosyjskie stacjonują w Polsce z małymi przerwami nieustannie od 1704 roku.

Nazwa Układ Warszawski to szczególnego rodzaju eufemizm, nowomowa wzięta jakby żywcem z Orwella. Zwrócić uwagę warto na fakt, iż w języku angielskim brzmi on WARsaw Pact, zaś słowo „war” oznacza wojnę. I takie też skojarzenie, skądinąd słuszne, mieli odnośnie do Układu Warszawskiego politycy i normalni ludzie na Zachodzie przez całe lata. To także jest specyficzna cena, jaką musimy teraz płacić za wciągnięcie Polski w machinę militarną imperium sowieckiego.

To także jest powód, aby jak najszybciej z tą machiną zerwać, czego widomym dowodem będzie całkowite rozwiązanie wszelkich struktur Układu Warszawskiego oraz wycofanie wojsk Armii Radzieckiej z terytorium Polski. Również całkowite i jak najszybsze.

Autor publikacji: 
Orientacja na prawo 1986-1992: