15. HISTORIA: Myśl narodowa, liberalni konserwatyści a kwestia żydowska

HISTORIA

________________________________________________________________

MARIUSZ PAWELEC

Myśl narodowa, liberalni konserwatyŚCi a kwestia żydowska

W wydanym w ubr. nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego "Wyborze pism" Romana Dmowskiego, wśród szeregu publikacji czołowego ideologa nurtu narodowego, znalazł się też tekst zatytułowany "Upadek myśli konserwatywnej w Polsce". Na jego kształt złożyło się kilkanaście artykułów prasowych ogłoszonych pierwotnie przez Dmowskiego na łamach "Gazety Warszawskiej" na przełomie lat 1913 -1914. Okoliczności ich powstania oraz treści w nich zawarte ukazują zasadnicze rozbieżności ideowe obu opcji - narodowej oraz liberalno-konserwatywnej.

Krytyczna polemika z ideą i praktyką ówczesnych działań obozu zachowawczego podjęta została przez Dmowskiego jako reakcja wobec uchylenia się konserwatystów jesienią 1913 r. od współdziałania z narodowcami. We wrześniu owego roku w Pieniakach nieopodal Brodów, w majątku związanego z Narodową Demokracją Tadeusza Cieńskiego, ówczesnego prezesa galicyjskiej Rady Narodowej, w dniach między 13 a 20 tego miesiąca (?) (dokładna data nie jest znana), odbyła się poufna trójzaborowa konferencja. Wzięli w niej udział przedstawiciele endecji ze wszystkich zaborów, politycy konserwatywnego Stronnictwa Polityki Realnej z Królestwa Polskiego oraz konserwatyści wschodniogalicyjscy. W trakcie dwudniowych obrad próbowano wypracować wspólne stanowisko na wypadek wybuchu wojny niemiecko-rosyjskiej. Według relacji obecnego tam wówczas Stanisława Głąbińskiego zebrani doszli do zgodnego wniosku, "że Niemcy są najniebezpieczniejszym wrogiem Polaków", lecz nie zdołali uzgodnić poglądów w dziedzinie orientacji. Ze stanowiskiem endeków proponujących powołanie wspólnego, prorosyjskiego bloku politycznego nie zgodzili się zarówno wschodniogalicyjscy podolacy, jak i realiści.

Sam Dmowski tak ocenił rezultaty ówczesnych rozmów: "W roku 1913 na wspólnej konferencji z kierownikami "polityki realnej" zaproponowałem im utworzenie razem niewielkiej, poufnej grupy ludzi, która by się zajęła nawiązaniem stosunków politycznych w sferach rządzących Francji, Anglii, w Watykanie, a także wejście w stosunki z głównymi organami prasy zachodnioeuropejskiej. Propozycja ta przyjęta została głucho. Przekonałem się, że na żadne w tym względzie współdziałanie liczyć nie można. Miałem w tym ostatni dowód, że Stronnictwo Polityki Realnej, na równi ze stronnictwem krakowskim, jest wielką przeszkodą do zorganizowania właściwej polityki polskiej. Nazajutrz prawie po tej konferencji zasiadłem do pisania książki, o "Upadku myśli konserwatywnej w Polsce" (R. Dmowski, Polityka polska i odbudowanie państwa. wyd. IV, t. 1. Warszawa I 1988).

Próby porozumienia i współdziałania obu nurtów politycznych w Królestwie Polskim napotkały na poważne przeszkody. Ich źródło stanowiła z jednej strony obawa konserwatystów przed, społecznym radykalizmem endeków, z drugiej zaś przekonanie przywódców Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego o dominującej pozycji swego ugrupowania. Napięcie rodziła też prowadzona przez narodowców penetracja środowisk arystokratyczno-ziemiańskich, dotychczasowej politycznej klienteli konserwatystów. Nie bez znaczenia było też poparcie, jakiego realiści udzielili w czasie wyborów w Galicji konserwatystom krakowskim (stańczycy), występującym przeciw zblokowanym ugrupowaniom podolaków i galicyjskich endeków. Nawet epizod ze wspólną listą "Koncentracji Narodowej" w wyborach do II Dumy Państwowej w lutym 1907 r. nie okazał się trwałym. Jeszcze bowiem w trakcie wyborów dwie kandydatury konserwatystów - Ludomira Grendyszyńskiego i Ludwika Straszewicza zostały przez endeków odrzucone. W rezultacie wyłonieni w wyborach posłowie reprezentujący Stronnictwo Polityki Realnej - Henryk Dembiński i Henryk hr. Potocki przyjmując mandaty oficjalnie ze stronnictwa wystąpili, protestując przeciw niedotrzymaniu przez narodowców wcześniejszych umów.

Największe jednak rozdźwięki między narodowymi demokratami a opcją liberalno-konserwatywną (oprócz Stronnictwa Polityki Realnej w Królestwie działały także liberalne ugrupowania tzw. postępowych demokratów) wywoływała kwestia żydowska. Wprawdzie już w 1903 r. Stronnictwo Demokratyczno-Narodowe określiło praktyczne zasady swej polityki narodowej, dopiero jednak wybory do kolejnych parlamentów Rosji (1906-1912) uczyniły tę kwestię zasadniczym problemem politycznym endecji. To właśnie w 1906 r. wobec wyborów do I Dumy pojawią się na łamach prasy narodowej hasła, które na trwałe wejdą do propagandowego repertuaru narodowców. Ich ostrze skierowane było nie tylko przeciw społeczności żydowskiej jako takiej, ale również wobec politycznej konkurentki endecji - Postępowej Demokracji, cieszącej się w wyborach poparciem miejskiego elektoratu żydowskiego. Propagandowa akcja antysemicka spotkała się wówczas z potępieniem ze strony konserwatywnych dzienników warszawskich "Słowa" i "Kuriera Polskiego". Konserwatyści konsekwentnie odżegnywali się zresztą i od późniejszych działań bojkotujących Żydów.

Krytyczna postawa wobec poczynań obozu narodowego wraz z programem asymilacyjnym, wspieranym przez nurt liberalno-konserwatywny, wywołała wspomnianą uprzednio filipikę Dmowskiego. W jednym z artykułów cyklu "Upadek myśli konserwatywnej w Polsce" poddał on gwałtownej krytyce politykę prowadzącą do asymilacji ludności żydowskiej, pisząc: "Nic nie było tak przeciwnego wszelkim zasadom konserwatywnym, tak im wrogiego, jak program asymilacji żydów, wprowadzenia ich do środka społeczeństwa polskiego i dania im w tem społeczeństwie wpływowej roli, program, który prawie niepodzielnie zapanował w naszym kraju od czasu słynnej reformy Wielopolskiego." (Kwestya żydowska w: Upadek myśli konserwatywnej w Polsce, s. 134. Warszawa 1914).

Powyższe stwierdzenie wypowiedziane z pozycji narodowych mimo swej kategoryczności nie odpowiada w istocie prawdzie. Myśl konserwatywna bowiem uznając wartości wspólne i dla obozu narodowego: religię, rodzinę, własność i prawo stoi na gruncie prymatu państwa nad narodem. Respektując istnienie pojęcia interesu narodowego odstępuje ona od formułowania z niego wartości samej w sobie, co ma miejsce w przypadku akceptacji zasady egoizmu narodowego, charakteryzującego nacjonalizm. Polityka taka, prowadzona z przesłanek narodowych, prowadzi do antagonizowania stosunków społeczno-politycznych, a w konsekwencji do osłabienia autorytetu państwa. To dobro państwa zatem określa w znacznej mierze politykę środowisk zachowawczych. W równym stopniu dotyczy to działań nakierowanych na współdziałanie ze społecznością żydowską, czy raczej jej elitami.

Za prekursora polityki sprzyjającej wyłanianiu się elit żydowskich, zarówno społecznych, jak i politycznych uznać można Stanisława Kostkę hr. Potockiego, w latach 1815-1818 pełniącego funkcję ministra wyznań i oświecenia publicznego w rządzie Królestwa Polskiego. Polityka ta nie sformułowawszy jeszcze w 1. połowie XIX stulecia programu proasymilacyjnego zdołała zjednać dla idei państwowości polskiej szereg środowisk żydowskich, czego dobitnym dowodem było poparcie przez nie opcji niepodległościowej oraz aktywny udział w powstaniach: Listopadowym i Styczniowym. Prądy asymilacyjne Żydów wspierali zresztą konserwatyści Królestwa zarówno orientacji antyrosyjskiej Andrzeja hr. Zamoyskiego, jak i prorosyjskiej grupy Aleksandra hr. Wielopolskiego. Poparcie dla asymilacji wyrażał również emigracyjny Hotel Lambert, kierowany przez książąt Czartoryskich.

Zbliżenie polsko-żydowskie zaowocowało udziałem we władzach wysokiego szczebla Powstania Styczniowego m.in. takich postaci pochodzenia żydowskiego jak: Henryk Wohl, Bernard Goldman czy Paweł Landowski. W służbie dyplomatycznej działał Matias Rosen, zaś wśród pierwszoplanowych polityków obozu Białych znalazł się warszawski bankier i przemysłowiec, współpracownik Zamoyskiego, Leopold Kronenberg (spowinowacony zresztą z rodem Zamoyskich przez małżeństwo swej córki Marii z Karolem hr. Zamoyskim, bratankiem hr. Andrzeja).

Profesor Ignacy Baranowski, jeden z czołowych przedstawicieli obozu zachowawczego, tak określił Kronenberga w swym pamiętniku: «Kronenberg, ten trzeźwy przemysłowiec i kupiec, rozważny bankier, w owej chwili był pijany wrażeniami, jakie niespodziewanie na nas spadły. I on był romantykiem, i on nie rozumiał innej polityki, nie widział innej drogi jak ta, która wiodła do odbudowania państwa polskiego (...), był zuchwały w podejmowanych przedsięwzięciach i o przyszłości kraju, który miłował, o świetnej przyszłości, o odbudowie potężnej Rzeczypospolitej nie wątpił. Pomówi mnie kto o przesadę. Skąd w Kronenbergu z rodziny żydowskiej, skąd miał się wziąć patriotyzm? Odpowiem: mogę się mylić, ale jest to moje głębokie przekonanie, że w owym czasie, tj. w latach mojej młodości, większość wykształconych Żydów była szczerymi, a nawet gorącymi Polakami. Nazwałbym ich neofitami narodowości polskiej. Powszechnie znanym jest, że nawróceni z pobudek wewnętrznych, a nie z motywów zewnętrznych, zwykle przejęci są gorąco zasadami religii czy wyznania, na które przeszli, że pragną wyznanie to szerzyć, że są gorliwi w wykonywaniu obrządków, że się praktykami nowego dla nich wyznania radzi chełpią. Między żarliwie zwanymi "Polakami wyznania mojżeszowego" znałem wielu, których uczucia dla kraju były najczystszej wody brylantem uczuć ludzkich. Osiadły w Polsce Niemiec często w szeregu generacji wydaje najgorliwszych obywateli kraju. Żyd konwertyta ma narodowość polską wnosi do swego patriotyzmu nowego wszystkie cechy i właściwości natury żydowskiej. A są to nie tylko dodatnie, ale - nie przeczę - i ujemne wartości. Żyd-Polak często jest fanatykiem narodowościowym; bo wszelki fanatyzm tkwi w usposobieniu Żydów (...). Do takich gorących Polaków zaliczam Kronenberga, który pochodził z rodziny żydowskiej, przyjął chrzest w kościele reformowanym i który był i Polakiem i chrześcijaninem.» (Warszawa w pamiętnikach Powstania Styczniowego, Warszawa 1969, s. 83)

Rodzina Kronenbergów na trwałe związała się z nurtem zachowawczym. Syn Leopolda Leopold Julian uczestniczył w szeregu inicjatyw podejmowanych przez środowisko warszawskich konserwatystów, był m.in. obok wspomnianego I. Baranowskiego, Adama hr. Krasińskiego i Erazma Piltza członkiem Komitetu Biura Informacyjnego wydawanego w Petersburgu liberalno-konserwatywnego tygodnika "Kraj". Wspierał również finansowo pisma konserwatywne w Królestwie Polskim.

Coraz szersze kontakty towarzyskie elit pochodzenia żydowskiego z polskimi sferami ziemiańsko-arystokratycznymi owocowały mariażami z najprzedniejszymi rodami m.in. Hołyńskich, Kościelskich, Weysenhoffów czy Wodzińskich. W parze szły ożywione kontakty gospodarcze i partnerstwo we wspólnie zakładanych spółkach akcyjnych.

Postawa sprzyjania przez nieznaczną część środowisk konserwatywno-liberalnych asymilacji burżuazji i inteligencji żydowskiej wzrastających w społeczeństwo polskie powiązana była z krytyką działań o charakterze antysemickim. W latach 80-tych XIX w. proces asymilacji został poważnie powstrzymany przez publicystykę pism "Rola" i "Niwa Polska", nawiązujących do myśli zachowawczej. Ich antysemicka propaganda została skrytykowana przez "Słowo" i "Kurier Polski", które poważnie niepokoiły się o skutki takich działań. W warunkach istniejących w Królestwie stwarzały one groźbę wzmożenia ruchu antykapitalistycznego, który zagrażałby podstawom istniejącego ustroju społecznego. Dalej niż obrona programu asymilacji poszedł w poglądach swych publicystów petersburski "Kraj". Na jego łamach po raz pierwszy zaproponowano uwzględnienie stanowiska żydowskiego. Stwierdzono, iż w odróżnieniu od Europy w Polsce stan mieszczański stanowią w przeważającej części Żydzi. Stanowią oni grupę społeczną zasobną w kapitał i mającą doświadczenie w prowadzeniu interesów. Nie są oni wprawdzie jedyną dźwignią przemysłu krajowego, jednak wpływ ich jest znaczny.

Powyższe liberalne stanowisko ułatwia współdziałanie z żydowskimi elitami nie tylko na polu gospodarczym, ale również i politycznym. Potwierdzeniem tego jest fakt, iż wyłoniony w 1912 r. w Łodzi w wyborach do IV Dumy z listy żydowskiej dr Meir Bomasz przystąpił do klubu konstytucyjnych demokratów, skupiających konserwatywnych liberałów. Być może właśnie ten fakt skłonił Dmowskiego do napisania słów: "Żyd nie może być zachowawcą w społeczeństwie europejskim, chociażby to nawet sobie dla jakichś względów postanowił. Cała tradycja tego społeczeństwa jest mu obca, sprzeczna z tem wszystkiem, z czego się dusza żydowska w ciągu niezliczonych pokoleń zrosła. Ze wstrętem traktuje on całą przeszłość ludów europejskich, żywi nienawiść do ich religii, na wszelką zaś, wyrosłą z tych społeczeństw hierarchię patrzy jako na uzurpatorkę stanowiska, należącemu się "narodowi wybranemu". Instynktownie wprost dąży do zniszczenia w swem otoczeniu europejskiem czci dla tradycji, przywiązania do religii, uznania dla jakiejkolwiek hierarchii, lży, wydrwiwa, ośmiesza to wszystko, co dla każdego uczciwego konserwatysty musi być święte." (op.cit., ss. 134 -135).

O tym, iż wypowiedź ta, wysoce nieobiektywna służyła doraźnym celom politycznym w pełni unaocznia historia. Oto w epoce wiktoriańskiej, w zachowawczej Anglii pojawia się na scenie politycznej, sir Beniamin Disraeli (1804-1881). Postać, która współtworzyła podwaliny XIX-wiecznej potęgi Zjednoczonego Królestwa. Wybrany do Izby Gmin jako liberał zmienia orientację i począwszy od 1848 r. staje się niekwestionowanym liderem torysów. Wielokrotny minister i premier, jeden z twórców brytyjskiego kolonializmu (zyskał m.in. dla Anglii Cypr, ustanowił angielską kontrolę nad Egiptem) uhonorowany został licznymi zaszczytami m.in. Orderem Podwiązki i tytułem lorda Beaconsfield. Jako Brytyjczyk i anglikanin, bliski doradca królowej Wiktorii nigdy nie zapierał się swego żydowskiego pochodzenia. Nie jest trudnym wykazać, że Żydzi dążąc do ustabilizowanych stosunków państwowo-politycznych popierali silną władzę centralną. Nie przypadkowo ze środowiska żydowskiego wyłonił się cały szereg wybitnych polityków i ideologów myśli konserwatywnej, by wspomnieć o sir Isaiah Berlinie, czy neokonserwatywnej: Walterze Lippmannie, Karlu Popperze czy Raymondzie Aronie. Także ze społeczności Żydów polskich wywodził się jeden z czołowych przedstawicieli XIX-wiecznego polskiego konserwatyzmu, dziś już zapomniany, Julian Klaczko. Jego biografem i wielbicielem był sam Stanisław hr. Tarnowski, przedstawiciel "pierwszego" pokolenia krakowskich stańczyków.

Przedstawiony powyżej obraz wskazuje jak dalece właśnie w kwestii asymilacji rozbieżne były myśl i praktyka konserwatystów i narodowców. Warto jako puentę posłużyć się słowami Romana Dmowskiego z Przedmowy do "Upadku myśli konserwatywnej w Polsce": "Pismo to nie ma pretensji do ścisłej przedmiotowości: jest ono właściwie polemiczne. Nie jestem historykiem, jeno szermierzem swoich idei. Nie chodzi mi jedynie o stwierdzenie istniejącego w naszym życiu politycznym stanu rzeczy, ale także i przede wszystkim o s t w a r z a n i e pożądanych faktów" (pokreśl. moje).

Autor publikacji: 
Orientacja na prawo 1986-1992: