11. NIEPODLEGŁOŚĆ: Pożegnanie generała

NIEPODLEGŁOŚĆ

________________________________________________________________

JACEK KWIECINSKI

POŻEGNANIE GENERAŁA

Ciepło, z dużą dozą szacunku pożegnali generała wojsk układu moskiewskiego - tow. W. Jaruzelskiego jego pierestrojkowi partnerzy. Już w czasie pierwszej nocy wyborczej telewizja p.p. Drawicza i Dworaka starała się podkreślić ciągłość odbywających się wyborów z historią PRL-u. Jej ostatni wódz był główną gwiazdą programu, a fakt, że przeprowadzono wywiad tylko z córeczką podwładnego Kulikowa, pomijając dalszą rodzinę, można złożyć na brak czasu. Ostatecznie rozmowa z potomkiem Bieruta też się nie zmieściła.

W miarę zbliżania się daty odejścia bohatera pojawiało się coraz więcej komentarzy utrzymanych w tonie melancholijnej zadumy, która przemieniła się w pryncypialne oburzenie z powodu zlekceważenia PRL-u i nietaktu wobec jej symbolu w dniu inauguracji Wałęsy.

We wszystkich laurkach pożegnalnych przyjęto już całkowicie za własną, znaną tezę tow. Jaruzelskiego: "historia mnie osądzi". Warto pogłębić tę trafną analizę i jeszcze dobitniej wykazać trudności na jakie w ocenie sekretarza-generała napotka przyszły historyk. Niewątpliwie więc na przykład:

- Kiedyś historia oceni płomienne, a bardzo nietypowe wśród ówczesnej kadry oficerskiej, wystąpienie W. Jaruzelskiego z apelem o pozostanie w Polsce "Kostka z Warszawy", jenerała Konstantina Rokossowskiego i w ogóle przywiązanie W. Jaruzelskiego do stalinowskiego okresu władzy sowieckiej w Polsce.

- Kiedyś historia oceni zasługi W. Jaruzelskiego w przeprowadzaniu ponownej, całkowitej resowietyzacji LWP, usuwaniu elementów niepewnych - "październikowych generałów" i jego ofiarne zaangażowanie w dokładnym unicestwieniu nawet minimalnych atrybutów samodzielności tutejszych sił zbrojnych na przełomie lat pięć- dziesiątych i sześćdziesiątych (źródłowe materiały m.in. w najnowszych „Zeszytach Historycznych” - nr 94).

- Kiedyś historia oceni dalszą działalność głównego politruka W. Jaruzelskiego, w tym entuzjastyczny udział pod- ległych mu organów w kampanii antysemickiej w 1968 roku.

- Kiedyś historia oceni powody "powołania" W. Jaruzelskiego na ministra obrony tutejszego oddziału obozu socjalizmu, na parę miesięcy przed najazdem na Czechosłowację, gdy podobne stanowiska musiały być obsadzone przez najbardziej zaufanych ludzi Kremla, udział podległych mu wojsk w tej bohaterskiej kampanii i metody stosowane przy jej przedstawianiu.

- Kiedyś historia oceni nie tylko zgodę W. Jaruzelskiego na działania wojsk na Wybrzeżu w 1970 r. i osobistą motywację podaną publicznie w 1971 r. w Szczecinie - "ludowa armia wykona każde polecenie kierownictwa partii", ale także podjęcie tworzenia w Warszawie ogólnopolskiego sztabu przygotowywanego w celu strzelania w innych częściach Polski, gdyby akcja strajkowa rozszerzyła się na cały kraj.

- Kiedyś historia oceni W. Jaruzelskiego, wieloletniego członka wierchuszki partyjnej, inteligentnie dbającego o swą karierę w czasie beznadziejnego "małego stabilizowania", a następnie niszczenia i doprowadzania do bankructwa Polski.

- Kiedyś historia oceni nie tylko zabicie nadziei dokonane przez W. Jaruzelskiego w 1981 r., obłudę i perfidię wykazaną w miesiącach poprzedzających grudzień, odpowiedzialność za los pomordowanych, zastrzelonych, okaleczonych i katowanych, ale także za emigrację kilkuset tysięcy ludzi, za zniszczenie lat życia i możliwości innym tysiącom, za masowe zawały i przedwczesne śmierci wielu najwartościowszych ludzi starszego pokolenia, za degrengoladę moralną społeczeństwa i opiewanie kultu siły, za ostateczne rozłożenie gospodarki kraju mimo posiadania dyktatorskiej władzy i obietnicy jej naprawy. (Historia oceni również to, co podaje w swej najnowszej książce Oleg Gordijewski, a mianowicie, że to W. Jaruzelski do spółki z KGB kilkakrotnie prosił Breżniewa, nie całkiem wierzącego w powodzenie operacji i nie chcącego interweniować same- mu, o pozwolenie na przeprowadzenie akcji typu 13 grudnia).

Natomiast, jeśli przyszły historyk będzie postępowy, czy jak to się dziś przyjęło mówić - w sposób szczególny europejski - nie będzie oceniał niesłychanie ofiarnego, patriotycznego zapału młodego oficera W. Jaruzelskiego w "walce ze zbrojnym podziemiem" (jak to ujmuje AD 1990 dziennik Wóycickiego-Wołka, twierdzący również, że uprzednio W. Jaruzelski zajęty był "wyzwalaniem" Polski), co zaowocowało błyskawicznymi, najszybszymi w całym komunistycznym wojsku awansami. Wie on już bowiem nawet dzisiaj, że były to bandy nie chcące włączyć się konstruktywnie ani do pohitlerowskich obozów koncentracyjnych, ani do transportów na Nową Ziemię ani do wznoszenia wielkich budowli socjalizmu, toteż ich tropienie, wystrzeliwanie i przekazywanie do kazamatów UB było postępowe, sprawiedliwe społecznie.

Wśród epizodów tak ubarwiających biografie sławnych ludzi przyszły historyk zaduma się z pewnością nad wymową takich faktów, jak chociażby zawstydzenie W. Jaruzelskiego wobec pozbawionych internacjonalistycznej wymowy pozostałości szowinizmu narodowego, symbolizowanych przez Zamek Królewski w Warszawie (relacja płk. Kuklińskiego) czy patriotycznymi lekturami, jakim poświęcał się do ostatnich chwil swej pracy, tym razem na froncie prezydenckim (dzieła Lenina, encyklopedia radziecka), co raz jeszcze ukazuje jak bardzo mylił się kiedyś Caspar Weinberger.

O ile przyszły historyk będzie miał zacięcie do szerszego, panoramicznego ujęcia dziejów być może będzie usiłował też ocenić skomplikowany problem związany z rolą i zasługami kierownictw PZPR, a nawet cały okres 1944-1990. Jest oczywiste, że będzie miał z tym wyjątkowe kłopoty, zwłaszcza natury moralnej, ale z pewnością rozważy opinię W. Wóycickiego podkreślającego, że była to wówczas przecież Rzeczpospolita.

Już dziś widać jednak, że w przyszłości historia napotka szczególne trudności w ocenie W. Jaruzelskiego. Wykazano wyżej dodatkowo, jak złożona to była postać, jak nietypowa dla kręgów, w których się obracała, o tak pełnej komplikacji i zaskakujących zwrotów drodze życiowej. Niewątpliwie jej jednoznaczna ocena jest prawie niemożliwa, wymyka się ona jakimkolwiek kryteriom. Trudno się też dziwić dzisiejszej lojalności niedawnych partnerów bohatera. Zanim przejęli jego tezę, tę o historii, która oceni, postanowili ograniczyć ocenę przed magdalenkowej działalności tej skomplikowanej osobistości do działań podjętych przez nią 13 grudnia 1981 roku. Podobna metoda biograficzna ma już wśród nich swe tradycje: Gomułce wszak pamiętano wyłącznie grudzień 1970 roku (wspominając jeszcze czasem o tzw. odejściu od października). Jego roli - przed popadnięciem w pierwszą niełaskę - w mordowaniu Polski pospołu i na równi z Bierutem nie było w dobrym tonie przypominać. Tak więc i w przypadku Jaruzelskiego, chociażby epizody związane z antysemityzmem, Czechosłowacją i grudniem 1970 roku zaczęły blednąć, zanikać. W końcu przyjęto niemal otwarcie tezę o "mniejszym źle" i praktycznie zapomniano, w imieniu wszystkich (tak samo jak w imieniu wszystkich zasiadano przy "okrągłym stole") o 13 grudnia. Postanowiono, po prostu, zapomnieć co to była PRL, w tym jaka była geneza jej powstania i co reprezentowali i uosabiali jej wodzowie, także ci, którzy nadają się wręcz na wzorcowe symbole całej historii tego stalinowskiego tworu.

Jedną tylko krzywdę uczynili W. Jaruzelskiemu jego nowi sympatycy. W sposób doprawdy niegodny, wykorzystując wszystkie swe liczne organy, zaczęli sugerować, że W. Jaruzelski choć raz działał samodzielnie, nie bacząc na opinie i wskazówki przywódców Wielkiego Kraju, któremu oddał swe serce i umiejętności. Zaczęli mianowicie twierdzić, że to W. Jaruzelski działając woluntarystycznie i samodzielnie zainicjował "proces liberalizacji i demokratyzacji" wraz ze sławnym po wsze czasy "okrągłym stołem". Tak nieuczciwe zakwestionowanie żołnierskiej wierności W. Jaruzelskiego jest dla niego głęboko krzywdzące. W Jaruzelski nigdy nie starał się zastosować odbiegających od obowiązującej linii rozwiązań - groziło to ostatecznie odchyleniem się od tej linii. Nie zrobił tego w 1981 ani w 1988-1989 roku. Gdy trzeba było utrwalać, umacniać, konsolidować, stabilizować i bronić - W. Jaruzelski utrwalał, umacniał, konsolidował, stabilizował i bronił. Gdy polecono mu spierestrojkować PRL i dokooptować opozycję konstruktywną w ramach eksperymentu na poletku doświadczalnym, uczynił to z równym poświęceniem. Tylko ten, kto ośmiela się wątpić w honor W. Jaruzelskiego może sądzić, że gdyby nakazano mu ponownie internować i zamykać, nie internowałby i nie zamykałby z równym zaangażowaniem. Niekontrolowany bieg wypadków w skali Obozu pozostawił W. Jaruzelskiego samemu sobie. Zagubiony, wrócił do wrodzonego mu w okresach braku wyraźnych poleceń kunktatorstwa. Dziś z pewnością jest wdzięczny tym, którzy piszą z oburzeniem o "wystawieniu za drzwi prezydenta", gdyż tak jak oni nie chce "wystawiać za drzwi PRL-u" z całym jej dorobkiem: od Różańskiego i Pstrowskiego poprzez wielkie huty aż do operacji "Magdalenka".

Moja lojalność jest skierowana jednak w "zupełnie inną stronę" (niż ta, o której pisał, niedługo przed swym zniknięciem, „Tygodnik Mazowsze” - w kontekście drwin z Rządu RP na Uchodźstwie). Mogę zatem już dzisiaj, w przejściowej Polsce, nie czekając na niezbadany wyrok historii stwierdzić: Towarzysz Wojciech Jaruzelski, komunista w mundurze, całym swym życiem dobrze przysłużył się interesom Związku Sowieckiego i światowego obozu komunistycznego - na terenie kraju swego pochodzenia. Służył im wiernie, nie zważając na trudności i przeszkody, na wszystkich dziejowych etapach i zakrętach.

Nie jest winą towarzysza Jaruzelskiego, że swą misję aktywnego uczestnictwa i kierowania 45-letnim zniewalaniem Polski musiał przerwać, gdy na ukochaną przez niego ideologię przyszły gorsze czasy. Odszedł nawet mężniej niż Kadar, Żiwkow i Husak, mimo iż specyficzna sytuacja w Polsce stwarzała możliwości na to, że upłynie jeszcze sporo czasu zanim zostanie wyrzucony. Zachował się po męsku, zupełnie jak bohater swej młodości - Konstantin Rokossowski, gdy nakazano mu opuścić placówkę w priwislańskim kraju. Obecnie poświęci się pisaniu książek po to, by dziatwa, już i tak w dużej mierze zdezorientowana co do jego roli, mogła poszerzyć swą wiedzę i pogłębić patriotyzm. Gdy historia tak zrządzi, generał W. Jaruzelski stawi się niewątpliwie na opuszczony posterunek.

Na koniec oddając sprawiedliwość towarzyszowi Wojciechowi Jaruzelskiemu należy stwierdzić, że ciepło i serdeczność, z jakimi został pożegnany w niektórych kręgach niekomunistycznych także nie jest jego winą.

Autor publikacji: 
Orientacja na prawo 1986-1992: