10. NIEPODLEGŁOŚĆ: Wystąpienie Jacka Kwiecińskiego na posiedzeniu Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie

NIEPODLEGŁOŚĆ

________________________________________________________________

WYSTĄPIENIE JACKA KWIECINSKIEGO

NA POSIEDZENIU KOMITETU OBYWATELSKIEGO przy Lechu Wałęsie w dniu 6 stycznia 1991 roku

Chcę zabrać głos w dyskusji na temat kształtowania się demokracji w Polsce.

1. Uważam, że wbrew niektórym głosom, minione wybory były sukcesem demokracji - na dobre i złe. Ludzie uwierzyli, że nie muszą słuchać dominującej opinii tzw. autorytetów, lecz mogą decydować sami. Wykazali samodzielność. Wynik wyborów wskazywał na to, że może się dokonać zasadniczy przełom - koniec dominacji postaci i środowisk "wiedzących lepiej", za którymi należało ślepo podążać. Wydawało się też, że będzie to pierwszy etap na drodze przywracania czytelności politycznej w Polsce: zdecydowana większość wypowiedziała się za zmianą - nastąpi zmiana. Podporządkowanie się woli wyborców, co wydawało się oczywiste, ukazałoby w sposób decydujący dla kształtowania się demokracji w Polsce wagę i znaczenie każdego głosu.

2. Nadzieje te spełniły się tylko częściowo, chociaż był okres, iż wydawało się, że będzie jeszcze gorzej. W momencie ukazania samodzielności wyborców, politycy powrócili do tzw. zszywania tego, co było rezultatem procedury demokratycznej, okazując tym samym jej lekceważenie. Nie przyczyni się to z pewnością do pobudzenia aktywności ludzi w życiu politycznym, ani utrwalenia wiary w znaczenie tych procedur. Długotrwałe korowody powyborcze były dla wielu kompletnie niezrozumiałe. Przypominało to sytuację, w której wybory nie przynoszą jednoznacznego wyniku. Ponieważ było akurat odwrotnie, obraz sytuacji stawał się nieczytelny, a wiele osób jest do dziś zdezorientowanych. Ludzie widzą, że ci, którzy także ich obrażali, nadal brylują. Co więcej, decydujące kręgi strony zwycięskiej twierdzą, nie wiadomo dlaczego, że zademonstrowane przez nich zachowanie było w sytuacji powyborczej jedynie możliwe i realistyczne. W dodatku zaczynają niejednokrotnie posługiwać się retoryką, którą uprzednio krytykowali. Tymczasem, odnosi się wrażenie, że stwarzanie tej nieczytelności jest dokonywane celowo. Znowu wydaje się komuś, że to co uważa za słuszne, to, co jak sądzi, jest korzystne dla Prezydenta na tym etapie, jest jedynie istotne, natomiast głos tych, którzy wyboru dokonali można potraktować instrumentalnie, ignorując go do następnej okazji. Jest to, poza wszystkim innym, ułatwianie zadania kandydatom i ruchom takim, z jakimi mieliśmy do czynienia w drugiej turze.

3. Zwykle zwycięska strona wychodzi z wyborów wzmocniona, a pokonana - zwłaszcza zdecydowanie - ulega przynajmniej na jakiś czas osłabieniu, pewnej dezintegracji. U nas, przynajmniej na razie, obserwujemy coś przeciwnego. Jeśli stan taki utrzyma się, nie trzeba chyba rozwodzić się co oznacza to w perspektywie wyborów parlamentarnych. Być może stan permanentnych rządów opartych o zasadę tzw. jedności, czyli zakładanie z góry ich niejednorodnego charakteru i koalicyjności umocni pozycję Prezydenta, ale chyba nie przyczyni się do ukształtowania demokracji, która opiera się najczęściej na zmianie i wymianie, na wyborze spośród alternatyw. Można się zgodzić, że Prezydent stoi ponad podziałami, chociaż warto przy- pomnieć, że Mitterrand będąc "prezydentem wszystkich Francuzów" pozostaje socjalistą, a Bush republikaninem. Jeśli jednak zmierza się do tego, by także rządy były wszechobejmujące, również wtedy gdy nie zachodzi taka konieczność, to pluralistyczny wybór i gra sił w normalnym kształcie nie zaistnieją.

4. Rezultat wyborów, powiem więcej, logika demokracji i przestrzeganie jej reguł stwarzały nadzieję, że nastąpi rzeczywiście przyśpieszenie, przełom, zmiana, nowy początek we wszystkich dziedzinach, godny inauguracji III Rzeczypospolitej. Dziś mowa jest o kontynuacji politycznej i rozpoczęciu przyspieszenia w gospodarce. To ostatnie wygląda nawet, przynajmniej dla mnie, dość obiecująco, o ile Balcerowicz, którego liberalizm jest raczej szczególnego rodzaju, nie pozostanie carem całej tej dziedziny. Rozumiem, że sprawy gospodarcze są dziś najważniejsze i podstawowe. Nie można jednak do nich wyłącznie się ograniczać, i to nie tylko dlatego, że gospodarka jest ściśle powiązana z innymi dziedzinami, ale ponieważ mieliśmy dokonać dekomunizacji państwa we wszystkich jego formach i aspektach. Tymczasem, deklaruje się skrajny ekonomizm - padają nawet stwierdzenia o apolityczności rządu, o tym, że nie będzie się on zajmował polityką. Oznacza to, że w wielu dziedzinach będzie dokładnie po staremu. Przypominam, iż przyspieszenie i zmiana nie miały bynajmniej ograniczać się wyłącznie do gospodarki. Twierdzono nawet, że ponieważ poprawa sytuacji materialnej nie może nastąpić szybko, będzie się to rekompensować autentycznymi zmianami politycznymi, które można przeprowadzić łatwo i szybko. Widać już wyraźnie, że nowe kierownictwo rządu deklaruje całkowity brak zainteresowania wobec prawie wszystkich kwestii pozagospodarczych, a korekty będą tu mniejsze nawet niż w planie Sachsa, jeśli jakiekolwiek. Być może nastąpi przeciwstawienie się lokalnej nomenklaturze w gospodarce, ale w III Rzeczypospolitą wkraczamy z byłym politrukiem na czele MON-u. Jest to resort, w którym rzeczywiście zmiany były najmniejsze. Otwarcie mówi się na Zachodzie o braku zaufania do kadry oficerskiej, tej samej, której w 1981r Sowieci wierzyli bardziej niż partii komunistycznej. Jednocześnie upajamy się odzyskaną podobno suwerennością armii.

5. Mówi się, że obsada stanowisk rządowych jest mniej istotna, bo władza polityczna będzie usytuowana przy Prezydencie. Pomijając to, jak rzeczywiście będzie, muszę zauważyć, że bezpośrednie otoczenie Prezydenta już zaczęło wykazywać, zupełnie dla mnie niezrozumiałą, podatność na naciski z zewnątrz, ze strony kół, dla których - przepraszam za ostre sformułowanie - jakiś łagodny porządek neojałtański dla Polski wydaje się optymalny i najbardziej wskazany. A ja nie wiem jak często p. Jan Nowak będzie bywał w Warszawie... W sferze polityki zagranicznej wspomniane otoczenie najwyraźniej zaakceptowało w pełni to, co działo się dotychczas. We wczorajszym expose nowego Prezesa Rady Ministrów mieliśmy absolutnie dokładne powtórzenie treści expose poprzedniego premiera. Stanowi to kolejne odejście od zapowiedzi Prezydenta, powtórzonych jeszcze w orędziu inauguracyjnym - o zmianach w polityce wschodniej, porzuceniu archaicznego myślenia o naszym położeniu i możliwościach, zmianie tonu wobec Sowietów. Przypominam, że doboru fachowców w tej dziedzinie dokonywano 15 miesięcy temu tak, by byli oni do zaakceptowania przez komunistów i Sowietów... Efektem ich działalności jest to, że Związek Sowiecki wyraźnie nas lekceważy, na potwierdzenie czego zebrało się już wiele dowodów dotyczących spraw dużych i małych, że niby zdążamy do Europy, a naszą największą troską jest to, by nie urazić Kremla w czymkolwiek, że tę naszą postawę dostrzegli i komentują sąsiedzi, że miejsca dla Polski szuka się w mitycznej strukturze ogólnoeuropejskiego bezpieczeństwa, że rzekoma dwubiegunowość w polityce wschodniej jest w istocie działalnością na rzecz kremlowskiego centrum itd., itd. Pragnę przypomnieć, że jest to rzecz sprawdzona, że zdecydowanie, odwaga i okazywanie niezależności nie tylko by nic nie "zepsuło", lecz przeciwnie, Sowieci liczą się tylko z tymi, którzy postępują w ten sposób i tylko tą drogą można coś od nich uzyskać. Termin "racja stanu" może pokrywać także tchórzliwą pasywność i brak politycznej wyobraźni...

6. Budowa wokół Prezydenta silnego otoczenia organizacyjnego nie zakłóca, moim zdaniem, budowy demokracji. Nie wiem natomiast jak pogodzić będzie można tę, mam nadzieję, wyrazistą światopoglądowo strukturę z jednoczesną chęcią uosabiania i reprezentowania wszystkich i wszystkiego, na co wskazuje formuła użyta przy tworzeniu rządu. Notabene rząd ten wcale nie musi rządzić tak krótko, jak by się wydawało.

7. Nie boję się, jak niektórzy (choć chyba nie na tej sali), pozakonstytucyjnej siły i roli projektowanej Rady Politycznej. Przeciwnie, boję się tego, że będzie ona stanowić ciało fasadowe opóźniające kształtowanie się demokracji. Jeśli bowiem wybory miałyby nastąpić szybko, to powoływanie jej w tym momencie ma sens ograniczony, natomiast jeśli ma zaistnieć zamiast szybkich wyborów (a są już takie niepokojące sygnały), to byłoby to niesłychanie szkodliwe. Poza tym, rozumiejąc potrzebę rozmawiania Prezydenta ze wszystkimi, uważałbym za dziwoląg (nie spotykany, podobnie jak obsada szefa MON-u, w krajach pobratymczych), gdyby w Radzie Politycznej przy Prezydencie Rzeczypospolitej mającej właśnie przeprowadzić proces całkowitej dekomunizacji, zasiadali komuniści. Powinni oni być raczej, przynajmniej na czas pewien, odsunięci. Nawiasem mówiąc zbyt szybko zapomnieliśmy co to jest komunizm (terminu tego prawie się już nie używa), także w kontekście tego, co dzieje się w Związku Sowieckim. Zachowanie tam komunizmu stanowi dla mnie, zwłaszcza w dłuższej perspektywie, o wiele większe zagrożenie niż przeróżne modne dziś apokaliptyczne wizje.

8. Kolejne zagrożenie dla normalności, o którym mówi się zbyt mało, stanowi zapowiedź wystawienia w wyborach parlamentarnych listy przez NSZZ "Solidarność". Jest to następny dziwoląg - w szeregu krajów różne partie w parlamencie reprezentują interesy związków zawodowych, nie czynią one tego natomiast same.

9. Na zakończenie chcę zwrócić się z apelem o to, by czynić wszystko, wbrew komukolwiek, w celu doprowadzenia jak najszybciej do wyborów parlamentarnych, by mówić jasno i głośno, że bez tego nie ma mowy o zaistnieniu systemu demokratycznego. Wyczuwalne jest już bowiem wyraźnie, że zamiast nacisku na sejm, idea opóźnienia znajduje zwolenników także poza nim.

Należy też starać się o to, by były one jak najbardziej normalne, by wyborcy mieli rzeczywisty, czytelny wybór. Apeluję o danie przykładu, o dokonywanie wyboru, także organizacyjnego, aby rzeczywiście wspomóc w zagospodarowaniu demokratycznego pola. Kto zaś może dać lepszy, spotykający się z większym od- dźwiękiem przykład niż ludzie znani, aktywni politycznie. Ktoś może wybrać rolę obserwatora czy komentatora, ale przecież generalnie rzecz biorąc każdy ma poglądy polityczne. Czas skończyć z opiewaniem apolityczności jako cnoty, skończyć z dumą "ja nie należę do żadnej partii". Ogólnospołeczne autorytety są bardzo potrzebne, chociażby w nauce czy kulturze. Dziś potrzebne są one jednak szczególnie w polityce - dla dania przykładu wyraźnego wyboru, po to, by unaoczniać ludziom zalety i potrzebę systemu wielopartyjnego, tak jak czyni się to na różne sposoby z gospodarką wolnorynkową. Sytuacja niejasna nie musi oznaczać koniecznie złego rozwoju wydarzeń. Wierzę, że o ile większość ludzi nie utraciła jeszcze wiary w sens demokratycznych procedur a położenie materialne nie pogorszy się gwałtownie, jest szansa, że dokonane przekazanie insygniów legalnych władz RP na Uchodźstwie nie pozostanie tylko wzruszającym i pięknym aktem, lecz że w nie tak odległej przyszłości zainaugurujemy rzeczywiście i w pełni - III Rzeczpospolitą.

Autor publikacji: 
Orientacja na prawo 1986-1992: