5. Niczego się nie nauczyli, nic nie zrozumieli

Niczego się nie nauczyli, Nic nie zrozumieli

Po bezprzykładnej klęsce swego kandydata Komitet wyborczy T. Mazowieckiego wydał oświadczenie. Wzywa w nim 1/5 głosujących (tyle jak się okazało liczą łącznie z członkami OPZZ elektorat tego obozu) by pozostali zwarci. W jakim celu? W celu przyszłego zwycięstwa Polski otwartej, demokratycznej i tolerancyjnej - twierdzi Komitet. Jest to oczywista bzdura. Komitetowi chodzi w istocie o ponowne ubezwłasnowolnienie polityczne społeczeństwa, o Polskę której obywatele powrócą do pokornego podporządkowywania się wskazaniom i preferencjom Adama Michnika, po to by permanentne rządy intelektualistów postępowych były z góry zapewnione.

Polska, w której głos, więcej - poglądy nauczyciela z Zamościa i pielęgniarki z Łomży liczą się dokładnie tyle samo co głos i poglądy Michnika to dla komitetu Polska zamknięta i nietolerancyjna. Taka Polska stanowi katastrofę dla komitetu i jego ideologów. Komitet wzywa zatem do budowy wokół siebie "demokratycznego obozu politycznego ". W sposób jednoznaczny określa tym samym absolutnie WSZYSTKIE inne obozy i orientacje jako niedemokratyczne.

Nie sposób nie zauważyć, że postawa polityczna zasadzająca się na z góry przyjętym założeniu: ,jeśli nie wygraliśmy to nie ma demokracji" jest zaiste z gruntu europejska. Stanowi też oczywisty przejaw tolerancji i otwartości. Ani trochę nie cechuje się demagogią.

To powiedziawszy warto stwierdzić, że druzgocąca klęska jaką poniosła wskazuje, że mamy szansę na to by nasz kraj wkroczył, przynajmniej w politycznym sensie na drogę prowadzącą do nowoczesnego państwa demokratycznego. Proces ten zostanie opóźniony o ile w tym kluczowym momencie strona dziś zwycięska dołączy do tych, którzy boją się społeczeństwa polskiego.

"Kto sięga po błoto, demagogię i pomówienia ten nie może liczyć na zwycięstwo" - stwierdził przed wyborami Adam Michnik.

I proszę: przynajmniej raz Michnik się nie pomylił. Należy żywić nadzieję, że także w przyszłości Michnik z kolegami będzie "sięga" po wspomniane metody. Wybory prezydenckie nie są wszak ostatnimi wyborami w tym kraju... Niczego...

Przeżywający niewątpliwie głęboki szok ksiądz Tischner oskarżył pokaźną część Polaków o to, że są przedstawicielami gatunku homo sovieticus. Z pewnością dziesiątki lat komunizmu pozostawiły w nas, nie wyłączając księdza Tischnera, trwałe ślady.

Warto jednak by ksiądz Tischner, poruszający się w obłokach świeckich "wartości najwyższych" zdał sobie sprawę, że jak świat światem głównym elementem wszelkich imprez wyborczych są sprawy ekonomiczne czyli po prostu to, jak się ludziom żyje. Jak jest u nas - wiadomo - i nie zmieni tego faktu jakiekolwiek oblicze p. Tymińskiego, który niezależnie od sposobu w jaki to czynił, mówił o sprawach, które inni kandydaci potraktowali marginesowo. W tym sensie wybory z 25 listopada można odczytać jako początek powrotu do normalności w sytuacji nadal w ogromnym stopniu nienormalnej.

Ks. Tischner nie jest w stanie tego zrozumieć albowiem owa "nienormalność" to właśnie "demokracja" czyli system, który polega na tym, iż ludzie mogą czasem odrzucić "wizje" przyjaciół ks. Tischnera, Ks. Tischner jest natomiast zwolennikiem demokracji sterowanej tzw. solidarnej czyli po prostu ustroju niedemokratycznego.

Należy przypuszczać, że gdyby 25 listopada pozycja Mazowieckiego i Wałęsy uległa odwróceniu ks. Tischner nie wygłosiłby swej diagnozy. Najwybitniejsi reprezentanci "ethosu" mieliby wszak wielkie szanse na dalsze prowadzenie i kierowanie całą resztą Polaków przez czas nieograniczony.

W swej płomiennej mowie zapowiadającej odejście z OKP A. Michnik zawarł szereg ciekawych stwierdzeń. Wbrew pozorom warto się nadal nimi zajmować, albowiem historia polityczna dzisiejszej polski nie skończy się w grudniu 1990 r.

Zdaniem Michnika Polacy powinni bezterminowo pokładać zaufanie w "autorytety" przy czym chodzi o "autorytety dobre" czyli akceptowane przez posła. Wałęsie zarzucił Michnik "likwidowanie" autorytetu Mazowieckiego. Fakt, iż czynił wszystko, w kraju i na świecie by zlikwidować autorytet Wałęsy, uważa zapewne za działalność zbożną. Michnik twierdzi też, że kto w toku normalnej rywalizacji politycznej przeciwstawia się autorytetom Michnika ten dokonuje "brutalizacji". Według Michnika w społeczeństwie zostały rozbudzone wszystkie demony. Owe demony to właśnie demokracja w działaniu, czyli wolny wybór wszystkich obywateli, nie obawiających się objawiać swych poglądów i dzielących ich różnic. Michnik nie może się pogodzić z takim rozwojem sytuacji. Nie jest przyzwyczajony do wolnej gry sił politycznych. Wymiana "autorytetów", różnorodność i wielość autorytetów jest dla niego czymś nad wyraz niestosownym. Adom Michnik po prostu nie akceptuje demokracji.

Jest pod tym względem niereformowalny i istnieje mała szansa by słuchał Romana Zimanda i zrozumiał na jakiej ziemi żyje. Nie feteszyzuje demokracji. Już de Tocqueville pisał o zagrożeniach i niebezpieczeństwach jakie z sobą niesie. Ale my chcemy podobno powrócić do owego systemu najmniej złego z możliwych ... W świetle coraz bardziej szczerych wypowiedzi Michnika warto by też zastanowić się nad pełnym znaczeniem pojęcia "autorytaryzm". Wydaje się, że nie musi on polegać zawsze na policyjnym terrorze. Przekonanie "autorytetów" o swym wyłącznym prawie do rządzenia i wyjątkowej misji do spełnienia jaką są obdarzeni, najczęściej w takim czy innym stopniu przez samych siebie, wydaje się jak najbardziej wchodzić w zakres pojęciowy wspomnianego terminu...

Jacek Kwieciński

Autor publikacji: 
Orientacja na prawo 1986-1992: