Felietony Jacka Kwiecińskiego

MAZOWIECKI I MOSKWA

Trzeba wreszcie powiedzieć publicznie o skandalicznej, urągającej naszej godności postawie rządu T. Mazowieckiego wobec Katynia nr 2 i nr 3.

Warto zauważyć, że ani jedno słowo na ten temat nie przeszło dotąd nigdy przez usta "premiera wolnej Polski". Znalazł on natomiast okazję (w żenującej audycji telewizyjnej na temat "sukcesów" swej polityki zagranicznej), by wyrazić troskę wobec faktu usuwania przez Polaków "pomników wdzięczności". Może to być niewłaściwie zrozumiane i źle przyjęte na Kremlu - martwił się premier.

Usuwanie owych obelisków (nie mających nic wspólnego z grobami) nie jest -jak zauważył Tadeusz Nowakowski - aktem świętokradztwa, barbarzyństwa czy bluźnierstwa, lecz krokiem na drodze zerwania duchowego poddaństwa przez głęboko upokorzone społeczeństwo. Do zerwania tego poddaństwa Tadeusz Mazowiecki nie jest najwyraźniej zdolny. Jego minister spraw zagranicznych w ramach swej szeroko reklamowanej "dwupoziomowej" polityki wschodniej przemyca racje sowieckiej całości i popiera Moskwę jako ośrodek centralny pseudo-suwerennych "republik".

Tak więc mimo koniunkturalnego przyspieszenia, dokonanego dla celów wyborczych, czołobitność rządu Tadeusza Mazowieckiego wobec Wielkiego Brata nie uległa w istocie zmianie. Czy sytuacja zmieni się po dobiegnięciu do kresu kariery politycznej obecnego premiera?

Dobre stosunki, w tym polsko-rosyjskie, nie polegają bynajmniej na stosowaniu metod T. Mazowieckiego. Wręcz przeciwnie - Sowieci (a także Rosjanie) mają respekt i poważanie wyłącznie dla tych, którzy potrafią być śmiali i zdecydowani. Okazyjne artykuły w ,,Izwiestiach" nie zmieniają tej sprawdzonej reguły. Mam nadzieję, że zrozumie to nowy prezydent i jego doradcy.

(J.K.)

WALKA O PREMIEROSTWO

... o tyle na urzędzie premiera chciałoby się widzieć człowieka jakby bardziej dynamicznego, sprawniejszego, który szybciej podejmuje decyzje, a jeśli ta decyzja okaże się zła lub mogłaby być lepsza, będzie ją potrafił zmienić. - Tak miażdżącej krytyce poddał rzekomo wielbionego przez siebie kandydata na prezydenta Zbigniew Bujak (Uniwersytet Warszawski 18.X.).

Zreasumujmy: Tadeusz Mazowiecki, według swego najgorętszego zwolennika, okazał się dotychczas: mało dynamiczny, niesprawny, nie umiejący podejmować szybkiej decyzji nie umiejący wycofać się ze złych decyzji.

Szczera ocena Bujaka (podana publicznie z powodu amatorszczyzny politycznej jej autora) wskazuje wyraźnie, że poparcie ROAD dla T. Mazowieckiego jest koniunkturalne i pełne hipokryzji. Chodzi o wykorzystanie tej popularności, którą zwykle uzyskuje premier rządu, w celu przechwycenia faktycznej władzy w państwie przez grupę, której Lech Wałęsa raz już przeszkodził w realizacji tych zamiarów. Tadeusz Mazowiecki ma być "kopnięty w górę". Prezydent ma być li tylko "stateczny" stwierdził również Bujak. Rzeczywistym celem ROAD jest premierostwo dla Geremka bądź Kuronia.

(J.K.)

TELEWIZYJNY DEMOKRATA

W telewizyjnych "Interpelacjach" Adam Michnik skutecznie zakrzyczał oponentów, gdy ci próbowali przejść do konkretów. Za pomocą tej metody zdążył między innymi:

- oskarżyć INNYCH o pychę i arogancję, oświadczyć, że nie propagował koalicji z PZPR (pisał o tym nawet w głośnym artykule "Wasz prezydent, nasz premier"),

- stwierdzić, że "Gazeta Wyborcza" atakowała Wałęsę łagodnie i kulturalnie (porównywała go m.in. do "geniusza Karpat"),

- przedstawić zafałszowany obraz powstania i rozwoju swego organu,

- rozpocząć zarysowywanie lewicowej wizji opartej na inżynierii społecznej i mesjanistycznym "budowaniu społeczeństwa",

- raz jeszcze podkreślić, że podział lewica-prawica pochodzi z innej epoki, w czym jest, jako stały współpracownik lewicowych pism zachodnich, niewątpliwie szczególnie kompetentny,

- określić siebie jednym tchem jako zwolennika „jedności" (przeciwnika różnorodności) oraz "wzorów zachodnich"... Prawdziwą rewelacją było jednak stwierdzenie posła, że programowany przez niego i kolegów ów sławny podział Polski na "dwie kultury polityczne, z których jedna..." NIE OBEJMUJE Wałęsy, Centrum i innych głównych sił politycznych mających inne od niego poglądy. W dziesiątkach artykułów zachodnich czytaliśmy bowiem dotąd, że obejmuje, jak najbardziej, przy czym często stwierdzenie to zawarte było bezpośrednio w tekstach Michnika ("Wałęsa jest manipulowany przez nacjonalistów" informował np. czytelników włoskiej "La Repubblica").

Na telewizyjny użytek krajowy A. Michnik publicznie stwierdził, że ów szowinizm, nacjonalizm, ksenofobia, nienawiść, zło i Ciemnogród jest w Polsce "marginesem i obejmuje małe wysepki".

W tej sytuacji zwracam się do A. Michnika, by te ostatnie stwierdzenia, łącznie z podkreśleniem, że nie wszyscy jego oponenci pochodzą ze średniowiecza lub są duchowymi krewnymi "Pamiati", raczył pomieścić w swym następnym eseju w "Liberation", czy "Der Spiegel", by wyjaśnić rzecz Europie. Dla dobra polskiej demokracji, owego ładu demokratycznego, który tak wielbi.

(j.k.)

Curiosa

17 października znany myśliciel demokratyczny Jon Lityński oświadczył w Hybrydach: „Ruchowi Solidarności potrzebna była jedność by zbudować pluralizm.”

Rozumiem teraz pełniej oburzenie obozu Lityńskiego no Lecha Wałęsę, który skonstatował, że potrzebny jest pluralizm, by zbudować pluralizm. Komunistyczny kandydat no prezydenta ma program komunistyczny, miłośnicy socjalistycznego domu europejskiego mają program soceuropejski itd., itd. Prawdziwym, choć na szczęście marginalnym, przykładem specyfiki polskiej jest program kandydata "Polskiej' Wspólnoty Narodowej - Polskie Stronnictwo Narodowe" niejakiego pana B. Tejkowskiego. Obok przeciwstawienia się Żydom i Germanom, pragnącym zniszczyć Naród Państwo i Majątek Polski; pan ów głosi: "Kategoryczne odrzucenie własności zagranicznej” w Polsce i brak zgody na wykup majątku narodowego przez zagraniczne przedsiębiorstwo i osoby. Oparta na tych zasadach polityka gospodarczo może przynieść szybki dobrobyt Polakom" - twierdzi, niewątpliwie bardzo szybki. Polska byłaby wówczas krajem zarówno sympatycznym, jak bogatym.

Podobną tolerancję, atoli nie wobec obcych rasowo lecz politycznie, wykazuje znany dżentelmen publicystyki niestalinowskiej - Aleksander Małachowski. Ostatnio nazwał on tych kolegów z OKP, którzy moją odmienne od niego poglądy: "ludźmi o wątpliwej wartości moralnej". Uprzednio wskazał w „Po Prostu”, że ludzie obcy mu ideowo muszą być psychicznie chorzy. Nietolerancjo niejedno ma imię. Ta polityczna (kiedyś zwano klasową), nietolerancja Michników, Bratkowskich i Małachowskich zasługuje no takie samo potraktowanie jak inne jej odmiany. Myślę, że w obliczu wyborów parlamentarnych ktoś winien wszcząć "negatywną kampanię" wobec kandydatów typu ob. Małachowskiego,

(j.k.)

Autor publikacji: 
Orientacja na prawo 1986-1992: