11. W stronę rynku - Zarządzanie w dobie prywatyzacji

W STRONĘ RYNKU

________________________________________________________________

ZBIGNIEW RUTA

ZARZĄDZANIE W DOBIE PRYWATYZACJI

Prywatyzacja przedsiębiorstw państwowych, aczkolwiek niesłychanie ważna w procesie zmian ustrojowych, musi pociągnąć za sobą odpowiednie przekształcenia w systemie zarządzania. Własność prywatna jest warunkiem koniecznym, ale nie dostatecznym, efektywnego gospodarowania i prosperity. Gdyby własność prywatna w sposób automatyczny zapewniała dobrobyt i pomyślny wzrost, nie mielibyśmy takich różnic w poziomie rozwoju gospodarczego pomiędzy różnymi krajami kapitalistycznymi ani też tych tysięcy bankructw przedsiębiorstw rocznie jakie mają miejsce w głównych państwach Zachodu. Karmienie się złudzeniem, że wystarczy jedynie przeprowadzić w Polsce prywatyzację, a reszta sama jakoś się ułoży, jest wysoce zwodnicze. Kapitalizm współczesny to nie tylko prywatna własność, ale również zespół instytucji (np. giełdy), sposób prowadzenia interesów oraz cały system wartości, które dopiero traktowane łącznie dają ten oszałamiający efekt w postaci olbrzymiej ilości różnorodnych dóbr i usług. Nie bez kozery na Zachodzie mówi się o duchu przedsiębiorczości jako nieodzownym fluidzie orzeźwiającym kapitalistyczną gospodarkę, nadającym jej ciągle młodzieńczego wigoru. Przedsiębiorczość w połączeniu z wirtuozerią w zarządzaniu sprawiają, że kapitalistyczne firmy prześcigają się nawzajem w udoskonalaniu produktów, dążą niejako do perfekcji technologicznej w obliczu dopingu, jaki stanowi dla nich konkurencja międzynarodowa.

Funkcjonujący przez dziesięciolecia w Polsce socjalizm zniszczył nie tylko własność prywatną, ale także związany z nią system wartości. Trudno już dzisiaj o coś takiego jak szacunek dla talentu i przedsiębiorczości, rzetelne wywiązywanie się z zobowiązań i umów. W zamian za to ustrój socjalistyczny stworzył w państwowych i spółdzielczych przedsiębiorstwach właściwy sobie klimat (a raczej odór) i rytuał zarządzania, specyficzne zachowania i procedury, których wykorzenienie nie będzie proste.

Własność państwowa z natury rzeczy nie wymusza na kierownictwie dobrego zarządzania, ponieważ w przedsiębiorstwie państwowym brak jest jasnego kryterium sprawności działania: jakim jest zysk. Stąd permanentny bałagan, marnotrawstwo, rozdęta biurokracja, celebrowanie uroczystości imieninowych - zjawiska najbardziej rzucające się w oczy dla postronnego obserwatora. Jeśli chodzi o biurokrację to wymuszana jest ona częściowo przez państwowe urzędy centralne. Duża liczba ministerstw i centralnych urzędów, żądających ciągle najrozmaitszych sprawozdań i informacji pochłaniających tony papieru, wymusza dodatkowe etaty w biurach. Obecna ekipa rządząca po objęciu władzy w lecie 1989 roku zwiększyła nawet liczbę ministerstw w porównaniu ze stanem poprzednim. Likwidacji wymagają więc takie ministerstwa jak ministerstwo rynku wewnętrznego, ministerstwo budownictwa i łączności a także pomnikowy relikt socjalizmu - Centralny Urząd Planowania. Wielu niepotrzebnych sprawozdań wymaga od przedsiębiorstw główny Urząd Statystyczny. Dla owych licznych centralnych przybytków mnożenie sprawozdań, dodatkowych formularzy i załączników stało się sposobem na udowadnianie celowości własnego istnienia. Innym przygnębiającym skutkiem socjalizmu jest stworzenie obniżonych wymagań w stosunku do ludzi, zarówno pod względem kwalifikacji jak i etyki. Kadra kierownicza dobierana była przecież nie na podstawie kryterium fachowości, a pod względem ideologiczno-partyjnej lojalności. Zdołała ona wejść już w dobrą komitywę z zakładowymi organizacjami "Solidarności", które starają się skwapliwie naśladować styl zachowania i postępowania komunistycznych komórek partyjnych. Okazuje się, że zły przykład jest zniewalająco zaraźliwy. Na domiar złego w przedsiębiorstwach działają tzw. samorządy pracownicze powoływane na mocy ustawy z 1981 r. Rady pracownicze są wybierane w taki sposób, aby nie były one zbyt krnąbrne dla dyrekcji, ale aby też nie bruździły zbytnio w poczynaniach związków zawodowych. Ponieważ są to z reguły ciała niekompetentne i nieodpowiedzialne - spełnienie życzeń obu mocodawców nie nastręcza większych trudności. Zdarza się, że niektóre rady pracownicze i komisje zakładowe związków zawodowych traktowane są jako azylancka przystań dla najgorszych pracowników. W znacznej liczbie przedsiębiorstw dyrekcje zostały niemalże całkowicie ubezwłasnowolnione przez związki zawodowe i samorząd. I trzeba przyznać, że wielu dyrektorom rola figuranta i marionetki odpowiada. Formalnie jest się przecież dyrektorem, bierze się dyrektorską pensję, a kierowaniem zajmują się związki zawodowe i samorząd. Ustawa o przedsiębiorstwach państwowych nagradza jeszcze tych dyrektorów, którzy zdołają rozłożyć działalność przedsiębiorstwa i w związku z tym usunięci zostaną ze stanowiska. Otrzymują wtedy tzw. odprawę w wysokości sześciomiesięcznego wynagrodzenia.

W najgorszej sytuacji są te przedsiębiorstwa, w których działa kilka związków zawodowych. Chcąc się przypodobać swoim członkom licytują się one nawzajem w stawianiu wygórowanych żądań płacowych i socjalnych oraz domaganiu się najrozmaitszych przywilejów branżowych. Przywilejów tych nawarstwiło się już tyle, że dochodzi do takich wynaturzeń jak chociażby w przypadku kolei, która jest deficytowa i pobiera dotacje z budżetu, a tymczasem miliony obywateli korzysta ze zniżki 50 proc. na bilety. Ciągłe utarczki i negocjacje ze związkami zawodowymi i samorządem pochłaniają tyle czasu, że na prawdziwe zarządzanie nie ma już miejsca. Oczywiście związek zawodowy jest potrzebny, ale taki, który trzyma się ściśle swoich uprawnień, nie wplątuje się w działalność polityczną, a stara się bronić pracowników zawsze tam, gdzie rzeczywiście dzieje im się krzywda. Związki zawodowe nie mogą stać się czynnikiem destrukcyjnym w przedsiębiorstwie i w państwie. Podobno dla usprawnienia działalności przedsiębiorstw nie podlegających w najbliższym czasie prywatyzacji przewiduje się przekształcenie je w spółki i powołanie rad nadzorczych. Z pewnością jest to korzystne posunięcie. Nie należy jednak ulegać mirażom, że zmiana formy prawno-organizacyjnej przedsiębiorstwa państwowego przemieni go w pełną dynamizmu i werwy firmę. Podobnie jak z nędznej szkapy pociągowej poprzez nałożenie jej na grzbiet siodła nie zrobi się wyścigowego ogiera. Prawdą natomiast jest, że konieczne jest doprowadzenie przedsiębiorstw państwowych do jakiej takiej rentowności. Inaczej nikt nie będzie chciał kupować akcji. Można byłoby przypuszczać, że wyjście z całego zamętu możliwe będzie w trakcie przeprowadzania prywatyzacji. Nadzieje te miałyby pewne uzasadnienie gdyby świeżo upieczeni akcjonariusze obeznani byli z tajnikami prowadzenia biznesu i zarządzania przedsiębiorstwem. Niestety rady nadzorcze wybrane przez akcjonariuszy będą się musiały dopiero tego uczyć.

W trosce o należytą kondycję i prowadzenie przedsiębiorstwa ostro należy sprzeciwiać się tzw. akcjonariatowi pracowniczemu, emitowaniu akcji uprzywilejowanych oraz nadmiernemu rozpraszaniu kapitału akcyjnego pomiędzy dużą liczbę akcjonariuszy. Być może celo- we będzie uruchomienie specjalnych kursów dla członków rad nadzorczych z za- kresu systemu ekonomiczno-finansowego i zarządzania.

Normalnie gromadzeniem i przekazywaniem wiedzy z tego zakresu zajmują się przede wszystkim placówki specjalnie do tego powołane, tj. wyższe uczelnie ekonomiczne. Z żalem trzeba stwierdzić, że uczelnie te dysponują wyjątkowo przestarzałymi programami nauczania, a utytułowani marksistowscy profesorowie okupujący te uczelnie zajmują się opiewaniem uroków i urojonych zalet socjalizmu. Studenci pozbawieni są dostępu do rzetelnej wiedzy. Przydałaby się uzdrawiająca kuracja wyższych szkół ekonomicznych. Pracownicy dydaktyczni powinni być zatrudniani na zasadzie kontraktu. Do programów nauczania należałoby wprowadzić przedmioty naświetlające współczesne mechanizmy pieniężno-finansowe w gospodarce kapitalistycznej, prowadzenie nowoczesnej księgowości i rachunku ekonomicznego oraz metody zarządzania przedsiębiorstwem działającym na rynku krajowym i międzynarodowym.

O olśniewających sukcesach w działalności przedsiębiorstwa decydują ludzie - ich wiedza, zapał i talenty. Przedsiębiorstwo powinno starać się zatrudniać jak najlepszych fachowców. Dlatego musi istnieć możliwość stałej wymiany kadr z gorszych na lepsze. Obecne skostniałe struktury i układy personalne oraz przepisy z dziedziny prawa pracy praktycznie uniemożliwiają prowadzenie racjonalnej polityki kadrowej. Aby np. zwolnić pracownika ewidentnie źle pracującego trzeba mu udzielić kilku pisemnych upomnień i nagany. W przeciwnym razie dany pracownik uważany jest za nienagannego czyli dobrego (ponieważ nie dostał nagany). Jest rzeczą swego rodzaju paradoksalną, że w biurach za- trudnienia - jako bezrobotni - rejestruje się coraz więcej ludzi młodych nie mogących znaleźć pracy, podczas gdy na wielu stanowiskach wymagających energii, inwencji i zaangażowania zatrudnia się emerytów lub ludzi, których wiedza jest żadna, ale za to świetnie pasujących do zasiedziałych już od lat klik. Pilnych zmian wymagają zatem przepisy z zakresu prawa pracy i płac. Niedorzeczność i zawiłość tych przepisów wprawia w osłupienie i ból głowy nawet służby kadrowe przedsiębiorstw. Prywatne przedsiębiorstwa muszą mieć oczyszczone przedpole działania i cieszyć się swobodą w projektowaniu systemów motywacyjnych i organizacyjnych. W przeciwnym razie spętane bzdurnymi przepisami nie będą mogły rozwinąć skrzydeł aby sprostać morderczej konkurencji firm zachodnich.

I na koniec dwa ostrzeżenia. Władze komunalne wykazują ambicję zajmowania się działalnością gospodarczą. Socjalizm wkrada się zatem tylnymi drzwiami, a starają się o to nowo wybrani radni. I ostrzeżenie drugie. Rada Ministrów na jednym ze swych posiedzeń przyjęła postanowienie o wprowadzenie przepisu umożliwiającego odpisanie z podstawy opodatkowania podatkiem dochodo- wym nieograniczonych kwot, o ile zostaną one przez darczyńcę, osobę fizyczną lub prawną, przekazane na Fundację Kultury. To kuriozalne rozwiązanie pozostaje w rażącej sprzeczności z elementarnymi zasadami konstruowania systemów podatkowych i stwarza dodatkowe możliwości dokonywania najrozmaitszych oszustw podatkowych. Obecna ekipa rządząca jeszcze raz dowiodła swej przeraźliwej niefrasobliwości w niszczeniu podstaw finansowych funkcjonowania państwa. Bezsensowny, zawierający liczne luki i niedociągnięcia system podatkowy został przez tę ekipę jeszcze bardziej rozstrojony.

Autor publikacji: 
Orientacja na prawo 1986-1992: