10. W stronę rynku - najpierw reprywatyzacja

W STRONĘ RYNKU

________________________________________________________________

Najpierw reprywatyzacja

Wypowiedź p. Jerzego Grohmana - Prezesa Zarządu i p. Jana Zamoyskiego - Sekretarza Zarządu Stowarzyszenia Polskich Przemysłowców .

Stowarzyszenie Polskich Przemysłowców powstało praktycznie we wrześniu 1989 r., formalnie zaś w styczniu br. Główny cel Stowarzyszenia to skupienie ludzi, którzy byli związani z przemysłem polskim, zarówno dużym jak i małym. Obliczamy, że nacjonalizacja w roku 1946 oraz późniejsze przejęcie pod zarząd państwowy kolejnych zakładów dotknęły ogromną rzeszę ludzi, która przekraczała milion osób. Tych przedsiębiorstw było bardzo dużo i wszystkie one zostały znacjonalizowane. To środowisko w obecnych czasach, w naszym przekonaniu, jest bardzo cenne. Właśnie ci ludzie wykazywali inicjatywę, rozumieli problemy gospodarki rynkowej, a poza tym odznaczali się tym, czego bardzo brakowało kadrze kierowniczej przedsiębiorstw państwowych i spółdzielczych w minionych latach - osobistym związaniem, zaangażowaniem w przedsiębiorstwie, którego byli właścicielami. Było to środowisko, dla którego nie tylko zysk osiągany z własnego przedsiębiorstwa był sprawą pierwszoplanową, raczej jego dobro, rozwój. Drugim celem jest kultywowanie dobrych tradycji polskiego środowiska przemysłowego. Tradycje naszego przemysłu są dość stare, sięgają przecież początków XIX, a nawet końca XVIII wieku. Trzecim ważnym zadaniem Stowarzyszenia jest wsparcie członków (i całego środowiska) wywłaszczonych z mienia przemysłowego w staraniach o rewindykację własności, która została im odebrana przez państwo. Wreszcie Stowarzyszenie pragnie wywierać pewien wpływ na politykę gospodarczą władz. W latach międzywojennych istniał Związek Przemysłu, Górnictwa, Finansów i Handlu Polskiego, który reprezentował środowisko przemysłowe i wypowiadał się na temat polityki gospodarczej, jaka powinna być prowadzona zarówno przez rząd, jak również przez to środowisko. Taką rolę chcielibyśmy odgrywać.

Zmiany ustrojowe w Polsce, polegające między innymi na tym, że gospodarka przechodzi transformację z gospodarki państwowej na gospodarkę rynkową, a de facto po prostu kapitalistyczną, są procesem nieuniknionym, gdyż fundamentem komunizmu było właśnie wywłaszczenie środków produkcji i w ogóle przedsiębiorstw. Jeżeli przechodzimy z tego komunistycznego modelu gospodarki na gospodarkę kapitalistyczną - nie pozostaje nic innego, jak reprywatyzowanie przedsiębiorstw. Jest to jednak proces dość skomplikowany. Musimy pamiętać, że w początkach władzy komunistycznej dokonano nacjonalizacji dużych przedsiębiorstw, później ma- łych. Jak już wspomniałem tych przedsiębiorstw dużych było z pewnością kilkanaście tysięcy, a małych znacznie więcej - około miliona. Trzeba również pamiętać, że już po roku 1945 wiele zakładów przemysłowych zostało wybudowanych. Tak więc problem prywatyzacji niewątpliwie jest bardzo trudny do rozwiązania, lecz wymaga on pospiesznego działania. Pozostawanie tych wszystkich zakładów ciągle w rękach, prawdę mówiąc, niczyich, w rękach dyrektorów w dużej liczbie z nomenklatury i nie zawsze o właściwych kwalifikacjach, pozwala dzisiaj, kiedy oni nadal tymi zakładami władają, na dokonywanie różnych manipulacji, które są szkodliwe dla samych przedsiębiorstw. Być może są one korzystne dla nich osobiście - tak przypuszczamy i mamy na to wiele dowodów.

Zjawisko to jest często pogłębiane przez spodziewane dymisje dotychczasowych dyrektorów. A przecież pracownicy tych zakładów chcą w nich pracować i zależy im, by były one w dobrej kondycji, to im dopiero może gwarantować godziwy zarobek. Te manipulacje, godząc w dobro przedsiębiorstwa, tym samym podważają możliwość - w przyszłości - właściwego rozwoju przedsiębiorstwa, a więc są sprzeczne z interesami pracowników.

Jak wyżej wspomniano, część istniejących obecnie zakładów przemysłowych była przejęta przez państwo w ramach nacjonalizacji. Stąd w naszym przekonaniu prywatyzacja powinna być poprzedzona reprywatyzacją. Dopiero później, po przeprowadzeniu reprywatyzacji, może nastąpić prywatyzacja tych zakładów przemysłowych, które są bezsprzecznie własnością Skarbu Państwa, ponieważ są wybudowane po wojnie. Poczyniliśmy bardzo ciekawą obserwację, a mianowicie okazuje się, że te przedsiębiorstwa, które były znacjonalizowane po wojnie, należą do tych gałęzi przemysłu, które są ciągle bardzo żywotne i które mają dobre perspektywy dalszego rozwoju. Krótko mówiąc, mają rację bytu w naszej gospodarce. Jeśli chodzi o zakłady przemysłowe, które wybudowało państwo, to w wielu przypadkach powstawały one na skutek presji Związku Sowieckiego i służyły jego wielkomocarstwowym działaniom, a nie były związane z interesem gospodarki polskiej.

Istnieje charakterystyczny pogląd, że rozwój zakładów przemysłowych po wojnie, zmiany, jakie w nich następowały, w zasadzie uniemożliwiają reprywatyzację. Wiadomym jest, że w ramach procesu produkcyjnego zużywają się maszyny, i państwo, które przejęło zakłady, musiało je restytuować. Argument, że z tamtych czasów nie ma już ani jednej maszyny, wobec tego były właściciel nie może żądać zwrotu urządzeń zakupionych przez państwo, jest błędny. To nie były żadne specjalne inwestycje, tylko po prostu wymiana zużytego parku maszynowego. Nie byłaby ona możliwa gdyby nie było tego parku maszynowego, który wówczas pracował i pozwolił właśnie na wypracowanie amortyzacji, jak i zysku, dzięki którym można było zakupywać nowe maszyny. Powstaje oczywiste pytanie, czy te zakłady nie zostały rozbudowane. Należałoby więc porównać wielkość produkcji w tych zakładach w owych czasach, kiedy były przejmowane z rąk prywatnych, z wielkością produkcji dzisiaj, czy jest większa czy mniejsza. I to może być jakąś miarą. W naszym odczuciu, jeżeli nawet jest większa, to nic nie stoi na przeszkodzie do reprywatyzacji, gdyż pamiętajmy, że ci, którzy powrócą do tych zakładów, przez 45 lat tracili zyski, które one przynosiły; po prostu utracili korzyści, które mogli z tych zakładów czerpać. Skoro nawet te zakłady są dzisiaj rozbudowane, to raczej należałoby zastanowić się, czy osoby, które je przejmują z powrotem z rąk państwa, nie powinny dokonywać jakiegoś rozliczenia z budżetem. Takie rozwiązanie jest możliwe, gdyż państwo może po prostu być wierzycielem tego przedsiębiorstwa, a to przedsiębiorstwo i jego właściciel w miarę uzyskiwania zysków z działalności może spłacać swoje zobowiązania w stosunku do państwa. Sprawa oczywiście jest do rozważenia, wydaje się jednak, że wszelkie ogólne reguły, które miałyby być stworzone w celu rozwiązania tego problemu będą nieporozumieniem. Każde przedsiębiorstwo jest samo w sobie problemem i nie można pod jedną literę prawa podciągać ich wszystkich. Musi tu być zapewniona elastyczność. Poza tym nie zapominajmy, że w latach czterdziestych dokonano nacjonalizacji jednym cięciem, niezależnie od tego, jakie to mogło dać skutki. Wydaje nam się, że dzisiaj poniekąd to samo należy zrobić - dokonać cięcia, reprywatyzować, a później możemy dokonywać rozliczeń między państwem a właścicielem.

Cały szereg drobnych zakładów został albo zatrzymany albo zlikwidowany, czym odebrano chleb wielu ludziom. Chodzi tu o zakłady zatrudniające 10 do 20 ludzi, których nie można prawie nazwać przemysłowymi. Przywrócenie ich gospodarce może dać pracę ludziom i jednocześnie stworzyć bardzo korzystne warunki dla dużego przemysłu. Gdziekolwiek za granicą każdy wielki zakład przemysłowy korzysta z zaplecza całego szeregu małych zakładów. Tymczasem, zostały one właściwie w dużym procencie, zlikwidowane i ten duży zakład produkuje teraz od śrubki do przypuśćmy całej skomplikowanej maszyny, co jest często nonsensem gospodarczym i finansowym.

Podczas naszej wizyty u pana Wałęsy przewodniczący "Solidarności" stwierdził, że jesteśmy jego bliskimi partnerami, ponieważ walczymy o odzyskanie własności. Dobry zakład przemysłowy - ze społecznego punktu widzenia - to ten, który gwarantuje przede wszystkim korzystne dla państwa i całości gospodarki właściwą produkcję i wyniki, a dla pracowników przyszłość i godziwe zarobki. To następuje w momencie, jeżeli o firmę dba właściciel, a nie przygodny dyrektor czy kierownictwo, które dzisiaj jest tu, a za trzy miesiące czy pięć lat gdzie indziej, któremu zależy w danym momencie tylko na własnym stanowisku. Wałęsa powiedział: "My jako ludzie pracy jesteśmy z wami; będziemy po drugiej stronie barykady, gdy otrzymacie swoją własność, będziemy wtedy po stronie robotników, jeżeli będziecie ich krzywdzić".

Reprywatyzacja ponadto powinna zakładać, że były właściciel będzie miał pierwszeństwo zakupu czy otrzymania swojego zakładu przemysłowego, do którego jest on przywiązany tradycją rodzinną. W dyskusjach na temat prywatyzacji nieraz się słyszy poglądy, że reprywatyzacja zakładów przemysłowych, które zostały znacjonalizowane nie ma sensu, gdyż ich właściciele są ludźmi starymi, albo są to ich spadkobiercy, którzy nie mają już dzisiaj cech managerów. Jest to bardzo fałszywy pogląd, gdyż miesza on rolę właściciela z zadaniami managera. Właściciel nie musi być dyrektorem przedsiębiorstwa i rola jego nie musi polegać na bezpośrednim za- rządzeniu zakładem. Dzieje się zazwyczaj tak w małych przedsiębiorstwach, ale w tym miejscu o nich nie mówimy. W dużych przedsiębiorstwach ta rola była zupełnie inna. Właściciel czy grono właścicieli czuwali nad dobrem przedsiębiorstwa, jego właściwą polityką i między innymi ich zadaniem było dobieranie fachowców, którzy tym przedsiębiorstwem zarządzali, a ich rola polegała na pilnowaniu tych fachowców. Oczywiście właściciel czy współwłaściciele dużego zakładu przemysłowego, na ogół - z natury rzeczy - byli obznajomieni i wprowadzeni w tajniki swego przedsiębiorstwa, ale sami nie musieli nim zarządzać. Twierdzenie dzisiaj, że ci ludzie nie posiadają cech managerskich, jest nieporozumieniem. Oni mają spełniać rolę właściciela w przedsiębiorstwie.

Ustawa prywatyzacyjna, która została przez sejm uchwalona I obowiązuje, niestety nie wspomina ani słowem o reprywatyzacji. Wprawdzie władze tłumaczą nam, że istnieje w niej przepis, który pozwala uregulować pretensje tych właścicieli, którym zabrano mienie przemysłowe. Może to być, ale nie musi, dokonywane w momencie przekształcania przedsiębiorstwa w spółkę akcyjną skarbu państwa, przy czym odszkodowanie wypłacane byłoby w formie bonów kapitałowych. Wątpliwości budzi samo ustalanie tego odszkodowania, ustawa na ten temat milczy. Druga rzecz - sama idea wypłacania odszkodowania w formie bonów kapitałowych też budzi nasz niepokój z następujących powodów: po pierwsze, bony kapitałowe, które mamy otrzymać, muszą być rewaloryzowane z uwagi na utratę siły nabywczej pieniądza w Polsce, po drugie - powinny być oprocentowane, a po trzecie - powinny stwarzać możliwości pierwokupu czy odkupienia tych zakładów, których kiedyś byliśmy właścicielami. Chcielibyśmy mieć prawo być pierwszymi, którzy będą mogli odkupić od skarbu państwa akcje naszego przedsiębiorstwa. Wydaje nam się także, że ograniczenie tych bonów kapitałowych wyłącznie do prawa nabycia akcji skarbu państwa jest też zawężeniem możliwości wykorzystania ich. Państwo jest właścicielem właściwie wszystkiego - przemysłu, ziemi, nieruchomości, placów, środków komunikacji, banków. Prawdopodobnie będzie to wszystko sprzedawać. Dlaczegoż mamy tylko nabywać akcje skarbu państwa? Może ktoś będzie chciał nabyć plac, sklep, dom, który państwo będzie sprzedawało. Więcej wyobraźmy sobie, że ktoś był właścicielem młyna i ten młyn został przejęty pod zarząd państwowy, a później znacjonalizowany. Dzisiaj otrzymuje on za niego odszkodowanie, ponieważ został zniszczony przez państwo. Były właściciel dostaje odszkodowanie i co dalej. Ma on teraz jeździć po kraju z bonami kapitałowymi i kupować akcje skarbu państwa? Uciążliwość ich nabycia dla człowieka, który mieszka na prowincji, jest wyraźna. Ale człowiek ten może chcieć kupić sklep w miejscu swego zamieszkania, który państwo będzie sprzedawało. Zamiast kupować akcje państwa w przedsiębiorstwie, którego nie zna, chce po prostu kupić sklep, a nie może tego zrobić. Należy więc rozszerzyć możliwość wykorzystania bonów kapitałowych na wszystko to, co państwo będzie sprzedawało.

Dzisiaj nasze władze traktują nacjonalizację jako fakt dokonany i uważają, że państwo jest pełnoprawnym właścicielem całego przemysłu. I ta ustawa jest przykładem potwierdzającym ten sposób myślenia. Państwo dziś uważa, że to, co zrobili komuniści, jest legalne, chce przedsiębiorstwa sprzedać, a nas tylko usatysfakcjonować jakimiś bonami kapitałowymi. Obawiamy się, że zamiast realnej wartości dostaniemy jakieś iluzoryczne odszkodowanie.

W ramach regulowania problemów własnościowych w tej chwili pojawiły się dwa projekty dotyczące tzw. małej prywatyzacji, a więc tego mienia przemysłowego, które zostało przejęte na rzecz skarbu państwa. Te dwa projekty, które obecnie znajdują się w sejmie, wprawdzie pojawiły się, ale cały proces legislacyjny jest znacznie opóźniony. Uważamy, że projekt poselski gwarantuje rzetelność rozwiązania problemu małej prywatyzacji. Znowu stoimy na stanowisku, że przede wszystkim należy fizycznie oddać właścicielom zakłady, a co najwyżej w wypadku, gdy zostały one zniszczone, uregulować to odszkodowaniem, ale w sposób rzetelny. Niemniej cała sprawa jest odwlekana i nas szczególnie niepokoi, że ci, którzy obecnie władają tym majątkiem, dokonują różnych posunięć, które utrudnią jego powrót do rąk właścicieli. Jest to proces groźny, gdyż niszczy on te zakłady, zarówno małe jak i duże.

(w.m.)

Orientacja na prawo 1986-1992: