8. O wybijaniu się Ukrainy na niepodległość i co z tego wynika (Zygmunt Pruski)

IMPERIUM

_______________________________________________________________

ZYGMUNT PRUSKI

O wybijaniu się Ukrainy na niepodległość

i co z tego wynika

Rozpad sowieckiego imperium jest pewny. Jedyne, co obecnie zajmuje wszystkich interesujących się moskiewską futurologią, to kiedy i jak ów rozpad nastąpi oraz co się z niego wykluje. W konserwatywnym amerykańskim dwutygodniku "National Review" z 9 lipca Max Singer zaryzykował dosyć szczegółowy scenariusz wydarzeń.

Przewiduje, że najpóźniej do końca przyszłego roku, a może nawet wcześniej upadnie KPZS i jednocześnie skończy się dominacja Moskwy. Ma się do tego przyczynić eksplozja z coraz większym impetem wychodzących na powierzchnię skandali, demaskujących moralną zgniliznę czerwonych monarchów.

Erupcja prawdy zainicjowana w byłych demoludach to nie jedyny oczywiście czynnik. W połączeniu z katastrofą ekonomiczną, ekologiczną i narastającym nihilizmem moralnym całego so- wieckiego społeczeństwa ma ona spowodować rozkład Związku najpóźniej do końca obecnej dekady. Tyle, że będzie to rozkład z głośnym hukiem. Nieodwołalny koniec państwa przodującego socjalizmu jest dla świata (tego, oczywiście, który zachował zdolność logicznego myślenia) zjawiskiem upragnionym, ale i niebezpiecznym. Z dwóch powodów. Po pierwsze, mimo że skarlałe ekonomicznie, pozostałości Związku Sowieckiego odziedziczą olbrzymie zapasy broni jądrowej i chemicznej. Po drugie, degrengolada moralna dotknie cały świat, który ujrzy, co przez dziesiątki lat popierał i utrzymywał pod wodzą swych genialnych intelektualistów i wielkich polityków.

Scenariusz Maxa Singera jest oczywiście jednym z wielu. Do jego realizacji potrzebny jest pewien zapalnik polityczny. Można się zgodzić, że olbrzymią rolę odegrały tu kraje nadbałtyckie. Ale przecież w ostatecznym rozrachunku niewiele się one liczą, a nawet ewentualna ich rzeczywista secesja nie grozi trwałości reszty imperium. Wszyscy natomiast są zgodni, że punktem newralgicznym dla Moskwy jest Ukraina. To, co się dzieje na Litwie, Łotwie czy w Estonii jest ważne, ale głównie z moralnego punktu widzenia. Wszystko, co się dzieje na Ukrainie, ma konkretny ciężar polityczny i ekonomiczny.

Dla lepszego zrozumienia tej tezy posłużę się statystyką (za emigracyjnym "Ukraińskim Słowem").

Ukraina liczy ponad sześćset tysięcy kilometrów kw. powierzchni, co czyni ją (nie licząc Rosji) największym państwem w Europie. Ludność tego kraju to ok. 50 milionów obywateli, co stanowi 18% ludności całego Związku Sowieckiego. Na terytorium Ukrainy wytwarza się 33% całej sowieckiej produkcji, w tym: 20% pszenicy, 25% ziemniaków, 50% słonecznika, 60% buraków cukrowych, 37% stali, 45% surówki, 96% lokomotyw, 50% rudy żelaza, 25% węgla.

A jednocześnie rząd ukraiński dysponuje jedynie 5% tej produkcji. Reszta podlega bezpośrednio Moskwie.

Właśnie ze względu na powyższą statystykę tak wielkie znaczenie miał strajk w Donbasie z 11 lipca tego roku. Był to strajk ewidentnie polityczny, nie wysunięto żadnego postulatu ekonomicznego. Na obszarze Ukrainy, słynącym z największych osiągnięć rusyfikacji, ukraińscy i rosyjscy górnicy występowali razem pod narodowym błękitno-żółtym sztandarem.

Ale było to tylko preludium do niewątpliwie jednego z najważniejszych wydarzeń w historii Ukrainy. Oto 16 lipca z forum Rady Najwyższej Ukrainy padły następujące słowa:

"Rada Najwyższa Ukraińskiej SRS, WYRAŻAJĄC wolę narodu Ukrainy PRAGNĄC stworzyć społeczeństwo demokratyczne, WYCHODZĄC z konieczności wszechstronnego zabezpieczenia praw i swobód obywatelskich, SZANUJĄC prawa narodowe wszystkich narodowości, DBAJĄC o pełnowartościowy polityczny, ekonomiczny, społeczny i duchowy rozwój narodu Ukrainy, UZNAJĄC konieczność zbudowania państwa prawa, MAJĄC na celu utwierdzenie suwerenności i samorządności narodu Ukrainy, OGŁASZA Państwową suwerenność Ukrainy jako zwierzchność, niepodległość, pełność i niepodzielność władzy Republiki w granicach jej terytorium oraz niezależność i równouprawnienie w stosunkach zewnętrznych".

Deklaracja uchwalona niemal jednogłośnie zawiera bardzo daleko idące postanowienia szczegółowe. Oprócz pełnej niezależności politycznej i ekonomicznej Ukraina ma mieć własną armię przy założeniu neutralności państwa i niewchodzenia w żadne bloki wojskowe.

Oczywiście pojawia się pytanie, jak deklaracja ma się do rzeczywistości? Komentarze są zgodne: warunkiem realizacji aktu 16 lipca będzie wyłącznie postawa społeczeństwa. Tylko jego upór i zrozumienie nadrzędnych interesów całego odradzającego się państwa daje szansę szybkiego wymknięcia się Moskwie.

W jakich warunkach ma Ukraina budować swą niepodległość? Słowa Maxa Singera o demoralizacji dotyczą tak samo Ukrainy. Bandytyzm, zorganizowana przestępczość, chuligaństwo są tu nie mniejsze niż w Rosji czy innych republikach. Dość dwóch liczb. Od początku ubiegłego roku do początku sierpnia br. w walce z bandytyzmem na Ukrainie zginęło 21 milicjantów, 400 zostało rannych. I zjawiska patologiczne narastają. W stosunku do roku ubiegłego o 40%.

Patologii społecznej towarzyszy patologia ekologiczna. Tylko w 4 z 45 wielkich miast republiki skażenie atmosfery nie przekracza dopuszczalnych norm. 200000 ha żyznych ziem zasypanych jest przez hałdy odpadów przemysłowych liczące 10 miliardów ton. W obwodzie donieckim 43% wody nie odpowiada żadnym normom sanitarnym, ponad połowa ludności tego rejonu spożywa wodę niezdatną do picia. W 21 miastach skażenie atmosfery przekracza normy 15 i więcej razy. Żyje tam 22% ludności republiki.

W 60% obwodów zachorowalność na choroby nowotworowe jest kilka razy większa niż średnia ogólnosowiecka. Tylko 5% wsi jest zgazyfikowanych, w połowie nie ma szkół, tylko w 34% są punkty medyczne.

Mnożyć można w nieskończoność. Jednakowo beznadziejne dane można by przytoczyć o ukraińskim przemyśle, który, mimo, że spełnia tak ważną rolę w całej sowieckiej gospodarce, jest absolutnie przestarzały, zdekapitalizowany i zdewastowany. Równie beznadziejna jest jego struktura: górnictwo, metalurgia i ciężki przemysł chemiczny.

Taki bagaż przeszłości chcą wziąć na siebie Ukraińcy. Na szczęście można znaleźć źródła optymizmu. Rzeczywiste proniepodległościowe nastroje są coraz silniejsze i to nie tylko w tradycyjnie antysowieckiej Galicji, ale takźe w Kijowie i Charkowie. Niech o tym świadczą obchody świąt ogłoszenia Ukraińskiej Republiki Ludowej w 1918 roku i ogłoszenia niepodległości 30.06.1941. Niech świadczy o tym powrót do tradycyjnej symboliki narodowej: tryzuba i żółto-błękitnej flagi.

Jednocześnie wśród nieukraińskiej części społeczeństwa Ukrainy (a jest to ok. 20% ludzi, w dużej mierze Rosjan, ale i Polaków oraz Żydów) narasta ukraińska świadomość państwowa. Nawet w tak tradycyjnie promoskiewskich rejonach, jak wspomniany już Donbas czy Charków.

Optymizm może też tylko budzić aktywność polityczna coraz liczniejszych partii i ugrupowań. Począwszy od anarchosyndykalistów, przez socjaldemokrację po ugrupowania republikańskie i liberalne.

W formie anegdoty warto też chyba dodać, że w sprawach gospodarczych ukraińscy parlamentarzyści liczą na szansę dużego ratunku w postaci pewnego zapomnianego... skarbu. Otóż - jak donosi „Finacial Times” z 23 lipca - zwrócili się oni do Bank of England o wydanie depozytu, jaki w tym banku złożył 270 lat temu kozacki przywódca Paweł Połubotok. Połubotok zdecydował się na zabezpieczenia złotego skarbu Ukrainy przed swoim wyjazdem do Petersburga na rozmowy z Piotrem Wielkim. Z rozmów tych już nie wrócił, zaś wartość przechowywanego w Anglii depozytu, według aktualnych cen ocenia się na ni mniej, ni więcej jak 29,12 bilionów dolarów!, co daje ok. 546 tys. dolarów na obywatela Ukrainy.

Wszystko, co dotychczas napisałem, dotyczy kraju leżącego przez miedzę. Kraju, z którym nas tyle łączy. Kraju, o którym jednocześnie praktycznie nic nie wiemy.

Czas płynie nieubłaganie. Nawet jeśli Związek Sowiecki rozpadnie się dopiero za dziesięć lat, już dziś trzeba budować obliczoną na to politykę zagraniczną. Jej dane wyjściowe będą proste: zjednoczone Niemcy na Zachodzie (bo nie łudźmy się, że na Zachodzie graniczyć będziemy ze Zjednoczoną Europą, której Niemcy będą tylko rzecznikami). Na Wschodzie graniczyć będziemy z Litwą, Białorusią i Ukrainą. Nie umniejszając roli dwu pierwszych państw, znowu powrócę do samej Ukrainy.

Tak więc graniczyć będziemy z państwem o porównywalnym potencjale ekonomicznym i demograficznym. Państwo to również będzie szukać swego miejsca na geopolitycznej mapie. I jakie będą możliwe warianty?

Jest dla mnie pewnym, że Ukraina będzie chciała wejść do Europy, mimo nachalnej azjatyzacji tego narodu, który praktycznie nigdy nie zaznał własnego państwa. Mimo niesławnej tradycji unii perejesławskiej i późniejszej inkorporacji Ukrainy do Rosji pod nazwą Małej Rosji Ukraińcy zawsze starali dopatrywać się swego europejskiego rodowodu i przeciwstawiać go azjatyckiej Moskwie.

Szukano argumentów w historii wy- nosząc europejski charakter Rusi Kijowskiej, prekursora państwa ukraińskiego. Przecież córka Jarosława Mądrego była królową Francji i pieczętowała się tryzubem złączonym z lilią.

Podczas najazdu tatarskiego Daniel Halicki został pomazany królem w katolickim, łacińskim obrządku. I czyż nie europejski charakter miały związki w dawnej Rzeczypospolitej? Azjatyckiemu nihilizmowi Moskwy lat rewolucji przeciwstawiano europejski w istocie renesans Ukrainy. Zaiste, był to niezwykły renesans ukraińskiej kultury, o którym nic się w Polsce nie wie.

I teraz, kiedy widzę ukraińskich znajomych na gwałt przekładających na język ukraiński Poppera, Arendt czy Arona, wiem że Ukraina będzie chciała wejść do Europy. Przepraszam, do Europy wrócić. Jak?

Jedyna rozsądna dla mnie odpowiedź to związek z Polską. Związek dwu równorzędnych państw, które przecież kiedyś w Europie były i chcą w niej być. Tylko taki związek daje gwarancję stabilności na tym kawałku ziemi rozciągającym się od Berlina po Moskwę.

Związek Polski z Ukrainą stwarza możliwości znakomitego rozwoju gospodarczego obu krajów. Wystarczy spojrzeć na mapę, by zauważyć wszystkie naturalne walory takiego porozumienia. Dwa równe kraje powiązane systemem kanałów łączących rzeki polskie i ukraińskie (przed wojną były gotowe plany), a tym samym Bałtyk i Morze Czarne ze wszystkimi tego konsekwencjami. To nie wymaga komentarza. A warto wspomnieć i o surowcach, i o ziemi.

W takim układzie dopiero mamy szansę wejść z powrotem do Europy frontowymi drzwiami. Tylko musimy sobie to już dzisiaj uświadomić, już dziś przygotowywać szczegóły. A do zrobienia jest wiele.

Zacząć należy od świadomości społecznej. Lata wrednej komunistycznej propagandy zrobiły swoje. Badania opinii społecznej mówią, że Ukraińcy są jednym z najbardziej nielubianych przez Polaków narodów. Z wzajemnością zresztą. I nic się nie robi (z kilkoma pozytywnymi wyjątkami), by to naprawić.

Intelektualiści zajmują się wyliczaniem, kto komu więcej ludzi wyrżnął, albo biciem się w piersi za prawdziwe i urojone grzechy czy słuchaniem, czyje echo dalej niesie.

Brakuje natomiast dyskusji o rzeczach naprawdę ważnych. Co bowiem wiemy o ukraińskiej ekonomii, finansach, sieci komunikacyjnej? A przecież na tych przesłankach musimy budować polską politykę zewnętrzną. Politykę opartą na racjach, a nie sentymentach, na tym, co robić należy, a nie, czego robić się chce. Próbkę takiej polityki pokazała Havelovska Czecho-Słowacja, wyprowadzają w pole "starszą siostrę w Solidarności".

Pamiętajmy, że KGB działa i nie brak antypolskich prowokacji na Ukrainie. I niewiele trzeba, żeby nieprzygotowana współpraca zakończyła się lwowsko-przemyskim wariantem Nagorno-Karabachu.

Czy jest rozsądna alternatywa dla współpracy polsko-ukraińskiej? Twierdzę, że nie. Nie mamy sami żadnych szans na równoprawne stosunki z Niemcami, czy z osłabioną, ale mimo wszystko potężną Rosją. Odwrócenie się plecami do Ukrainy może nas drogo kosztować.

Właśnie w tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera hasło "nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy", podnoszone z uporem m.in. przez LDP-"N". W imię tego hasła prowadzone były rozmowy z p. Tarasem Kuzio, przedstawicielem ważnego nurtu emigracji ukraińskiej związanego z miesięcznikiem "Suczasnist" (w grubym przybliżeniu odpowiednik paryskiej "Kultury").

W imię tego hasła tłumaczono litera- turę ukraińską, w imię tego hasła wiosną tego roku prowadziliśmy rozmowy z p. Włodzimierzem Małynowyczem. Jest on przedstawicielem Konferencji Ukraińskich Partii i Organizacji Politycznych (KUPPO) wywodzącej się z melnykowskiego nurtu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (tylko na Boga, nie należy słowa nacjonalista rozumieć w jego dosłownym polskim znaczeniu!) i związanej z Państwowym Centrum Ukraińskiej Republiki Ludowej. (Zbyt mało tu miejsca, by rozwikływać wszystkie tajniki ukraińskiego życia emigracyjnego. Jest nie mniej skomplikowane niż polska wychodźcza rzeczywistość).

Właśnie podczas tych rozmów dyskutowaliśmy o przyszłości, ciesząc się z tego, jak bardzo ewoluowały poglądy na temat polsko-ukraińskiej współpracy. By jednak uniknąć powtórzeń, przytoczę fragment listu, jaki w dwa miesiące później otrzymała od p. Małynowycza LDP-"N", a który znakomicie streszcza naszą debatę:

"Było mi bardzo przyjemnie odczuć podczas naszych rozmów współbrzmienie poglądów dotyczących różnych spraw, problemów i sytuacji, tak w Polsce, jak i na Ukrainie.

Jeśli chodzi o nasze Ojczyzny, Polskę i Ukrainę, potwierdzam jeszcze raz:

- pełna niezależność naszych krajów, polityczna, narodowa i gospodarcza

- tak jak i Wy, zdecydowanie odrzucamy komunizm i innego typu marksizmy, gdyż zawsze twierdziliśmy, że są one w polityce źródłem zła, a ekonomicznie są niesprawne

- demokratyczny ustrój państwa i liberalna (ale społeczna) gospodarka są niezbędne dla dalszego życia i rozwoju naszych narodów, nawet jeśli na Ukrainie (ze względu na historyczne uwarunkowania narodu ukraińskiego) będą być może potrzebne pewne etapy przejściowe - dalej potwierdzamy i uznajemy nienaruszalność obecnych granic w Europie Środkowo-Wschodniej, włącznie z zachodnimi granicami Polski

- cały czas jesteśmy gorącymi zwolennikami współpracy polsko-ukraińskiej i przyjacielskich stosunków między naszymi narodami, nawet jeśli będzie niezbędna weryfikacja naszej historii: obiektywna i wolna od emocji; tak, by oczyścić drogę dla lepszej przyszłości

- stanowisko Kremla i polityka oportunistycnego Zachodu w stosunku do walki patriotów litewskich jeszcze raz podkreśla konieczność współpracy wszystkich zniewolonych narodów: tylko wspólnym frontem zdołamy powalić zbankrutowany komunizm i uzyskać państwową suwerenność.

Opierając się na tych głównych założeniach, my (KUPPO i również Centrum Państwowe URL, którego Prezydentem jest obecnie p. Mykoła Pławiuk) będziemy nadal z Wami współpracować."

Podczas wspomnianych rozmów ustaliliśmy, że chyba najlepszym rozpoczęciem współpracy byłaby ukraińsko-poiska konferencja, na której wszystkie zarysowane przeze mnie problemy będzie można omówić w gronie fachowców z obu stron granicy.

Najwyższy już czas podjąć wielką dyskusję o polskiej polityce zewnętrznej, o miejscu, jakie w niej ma zająć Ukraina, Białoruś, Litwa. Polityk, który mimo jawnie krzyczących dziś faktów, stanie za dwa czy pięć lat wobec ich konsekwencji i powie, że jest nieprzygotowany, będzie zasługiwał tylko na błazeńską czapkę.

Autor publikacji: 
Orientacja na prawo 1986-1992: