5. Europa wobec wyboru (Francoise Thom)

[img_assist|nid=5128|title=europa bez granic|desc=|link=none|align=left|width=92|height=100]ZA GRANICĄ...

__________________________________________________________

FRANCOISE THOM

EUROPA WOBEC WYBORU

Dzisiejsza Europa przypomina kalejdoskop: nie sposób ocenić, jaki będzie ostateczny układ poruszającej się mozaiki. Możemy tylko próbować wydobyć niektóre elementy i starać się przewidzieć, które z ich odegrają jakąś rolę w nadchodzących przemianach. Możemy również - choć jeszcze bardziej niejasno - zarysować wybory, w obliczu których stają kraje Europy. W artykule tym ograniczymy się do rozważań na temat Francji i ZSRS oraz ich stosunku do zjednoczenia Niemiec. Rozpoczniemy przy tym od Związku Sowieckiego - jedynego kraju posiadającego precyzyjną i spójną strategię europejską; chodzi tu o zrozumienie zasadniczej koncepcji, nawet jeśli w wyniku przyspieszenia wydarzeń uległa ona zaburzeniu - w ZSRS umie się przystosowywać dawne idee do nowego kontekstu.

Sowiecka wizja "wspólnego domu europejskiego"

Przede wszystkim, "wspólny dom europejski”, jeśli chcemy, by był trwały i wygodny dla wszystkich - musi mieć wspólną podstawę materialną"[1]. W ubiegłym roku w Strasburgu Gorbaczow wyraził życzenie stworzenia "rozszerzonej przestrzeni gospodarczej od Atlantyku po Ural". W lipcu 1988 Szewardnadze w rozmowie z Genscherem zaapelował o zniesienie "sztucznych ograniczeń współpracy gospodarczej, w szczególności list COCOM oraz kwot EWG (...), co stworzyłoby warunki dla przezwyciężenia technologicznego podziału Europy". Obie części kontynentu winny wspólnie przystąpić do rozwiązywania "problemów globalnych". Sprowadza się to do tego, że Europa Zachodnia ma dostarczać na Wschód linie komunikacyjne, systemy energetyczne oraz wysoko rozwiniętą technologię; ma też uprzątnąć rozsiane po Europie Wschodniej ekologiczne "stajnie Augiasza" i żywić wschodnioeuropejskich obywateli nadwyżkami rolnymi EWG. Im bardziej przywódcy sowieccy zdają sobie sprawę z tego, że autentyczna reforma może ich kosztować utratę władzy i im bardziej skłaniają się oni ku bezruchowi starych dobrych czasów, tym bardziej owa "rozszerzona przestrzeń gospodarcza" jawi im się jako jedyny sposób na uniknięcie skutków ich własnego wyboru - wyboru na rzecz utrzymania władzy ze szkodą dla reformy gospodarczej, która musiałaby ograniczyć ich monopolistyczne panowanie nad ludźmi i materią.

Jak miałaby wyglądać przyszła „konfederacja europejska”, jakiej życzy sobie Moskwa? Miałaby to być „struktura etatystyczna, utworzona z różnych państw, zachowujących swą całkowitą niezależność, ale posiadająca specjalne instancje dla koordynowania posunięć wojskowych oraz inicjatyw w sferze polityki zagranicznej.”[2] Odnajdujemy tu, tak drogą Moskwie, koncepcję przekazania suwerenności w dziedzinie polityki zagranicznej strukturze ponadnarodowej. Więzy łączące taką "konfederację" będą się umacniać - "procesy integracyjne odzwierciedlają konieczność obiektywną, nie tylko gospodarczą i duchową, lecz również polityczną, aż po sferę bezpieczeństwa"; doprowadzą one do "stworzenia w Europie wspólnej przestrzeli prawnej, gospodarczej, ekologicznej, kulturalnej informacyjnej".[3] W przemówieniu wygłoszonym niedawno w Paryżu Szewardnadze opowiedział się za "wspólnym europejskim rozwojem prawnym", spiesząc przy tym podkreślić, że "zachodnie kryteria demokracji nie są jedynie słuszne"[4]. Gorbaczow natomiast - w przemówieniu rzymskim z 30 listopada 1989 - nie omieszkał podkreślić, że jeśli ma dojść do urzeczywistnienia się nowego ładu międzynarodowego głoszonego przez ZSRS, to także i kraje zachodnie, na równi z socjalistycznymi, będą musiały dokonać "przeobrażeń wewnętrznych". „Prawda” z zainteresowaniem odnotowała fakt, że plan Delorsa "znacznie ogranicza suwerenność narodową".[5] Jest oczywiste, że Moskwa spodziewa się wywierać wpływ na praktykę ustawodawczą rodzącej się ponadnarodowej Europy. Był to bez wątpienia jeden z powodów, dla których KPZS nadała reżimów komunistycznemu politurę parlamentarną. Chodzi tu o poszerzenie - zwłaszcza na przyszły parlament europejski - sowieckich kanałów oddziaływania na zagraniczne środowiska polityczne. "Jesteśmy przekonani - deklaruje Szewardnadze w Paryżu - że opierając się w realizacji sowieckiej polityki zagranicznej na parlamencie, wzmocnimy jej prestiż."[6]. Nie zdaje on sobie przy tym sprawy, że już samo sformułowanie jakiego używa zdradza czysto instrumentalną, leninowską wizję tego, rzekomo ustawodawczego, organu. Według pierwotnej koncepcji sowieckiej także RWPG miała przybrać formy parlamentarne, upodabniając się do swego zachodniego kontrpartnera. Miałoby to stanowić "ważny krok w kierunku stworzenia prawdziwej Rady Europy, mającej w swym składzie uczestników ze Wschodu i z Zachodu."[7] "Rada Europy może stać się czynnikiem budowy wspólnego europejskiego domu (...) Nadszedł czas, by za pośrednictwem Rady Najwyższej stworzyć stałe więzi z Radą Europy i parlamentem europejskim" - deklaruje Gorbaczow 1 sierpnia 19898 na posiedzeniu Rady Najwyższej. Tę samą koncepcję podejmuje Szewardnadze w jednym ze swych artykułów opublikowanych na łamach "Moskowskich Nowosti”.[8] Jego zdaniem Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy winno stać się "przyszłym ogólnoeuropejskim forum parlamentarnym", zaś Komitet Ministrów Spraw Zagranicznych Rady "będzie mógł dać początek ciału, które reprezentować będzie przyszłą zjednoczoną Europę". Ponadto, "jest anachronizmem opracowywanie na poziomie narodowym tego, co zasadnicze w ideach i propozycjach wysuwanych w ramach KBWE. Jesteśmy przekonani, iż obecnie jest rzeczą nieodzowną koordynowanie tych idei w ramach wyspecjalizowanych organizmów wielostronnych, jakimi będą komitety i centra KBWE... Te organizmy będą mogły następnie dojść do sprawowania funkcji konsultacyjnych a nawet nabrać charakteru ponadnarodowego..."[9]. "Jak widać, ,integracja europejska", tak jak postrzega ją Związek Sowiecki, jest bardzo daleka od integracji inspirowanej przez koncepcję liberalną: nie wyrasta ona z wolnej konkurencji gospodarek i systemów prawnych. Lokuje się na szczycie w wyniku porozumienia biurokracji narodowych, które w konfederacji europejskiej widzą środek zapewniający im istnienie, a więc ekspansję.

"Prawna przestrzeń europejska" mogłaby z powodzeniem stanowić pierwszy krok w kierunku politycznego zagarnięcia Europy przez Związek Sowiecki, dla którego przestrzeń taka jest nieodzowna, bowiem, jak należy się spodziewać, pewnego dnia Europa Zachodnia znuży się przyznawaniem kredytów, które - jak ujął to w swym londyńskim przemówieniu Sacharow - giną "w piaskach". Cały wysiłek Moskwy zmierza do uzyskania pewności, że gdy Europa osiągnie ten stan, będzie ona podatna na sowiecki szantaż (stąd waga rozbrojenia nuklearnego i gorbaczowowskich kampanii przeciwko marynarce amerykańskiej) i powiązana z Sowietami tysiącem więzi, niczym Guliwer, który dopiero budząc się zdał sobie sprawę, że jest skrępowany. W zamyśle przywódców sowieckich zjednoczenie Niemiec ma przyspieszyć tkanie tych więzów, które w swoim czasie mają całkowicie pozbawić Europę Zachodnią jej własnej egzystencji politycznej. Jak pisze W. Baranowski, trzeba włączać Niemcy "w system stosunków europejskich oparty na głębokiej współzależności wszystkich państw kontynentu. Ta wzajemna zależność musi objąć najważniejsze dziedziny życia społecznego włącz- nie z gospodarką, polityką, bezpieczeństwem, kulturą itd..."[10]

"Europejska przestrzeń polityczna" to nic innego, jak "Europa społeczna", która ma być zbudowana dzięki paneuropejskiej biurokracji. „Prawda” tłumaczyła niedawno[11], że de Gaulle'owska wizja Europy wciśniętej pomiędzy dwa supermocarstwa nie odpowiada rzeczywistości. W istocie bowiem Europa jest jedna, a czynnikiem jedności jest nic innego jak... socjalizm. W ramach takiej socjalistycznej Europy kraje bogate będą, oczywiście, utrzymywać potrzebujących pomocy, a ponadnarodowe państwo europejskie zapewni transfer bogactwa.

Jakie miejsce w całej tej formule zajmuje Pakt Atlantycki? Związek Sowiecki jest szczery, gdy twierdzi, że chce utrzymania NATO, pod warunkiem wszelako, że jego funkcja wojskowa zostanie zastąpiona treścią polityczną. W takim przypadku sojusz utraci w istocie swoją rację bytu, łatwo więc będzie go "zsocjalizować" jak wszystkie organizmy zmuszone do przyjęcia funkcji sprzecznych z tymi, do jakich zostały powołane. Pakt Atlantycki stanie się instrumentem nacisku większości na mniejszość. Nie zapominajmy, że gorbaczowowski ZSRS swoim sloganem propagandowym uczynił "demokratyzację stosunków międzynarodowych". Jeśli osiągnie on swoje cele, wówczas NATO stanie się pasem transmisyjnym wpływów sowieckich na USA, realizowanych dzięki przeciwstawianiu sobie aliantów. Gorbaczow chętnie stwierdza, że Stany Zjednoczone nie powinny być wyłączone z "procesu paneuropejskiego". "Udział Stanów Zjednoczonych w systemie bezpieczeństwa europejskiego wzmocni zainteresowanie Ameryki stabilną Europą (...). Wpływ Europejczyków zachodnich był często czynnikiem modyfikującym zachowanie Waszyngtonu (...). Jest rzeczą jasną, że Związek Sowiecki jest zainteresowany utrzymaniem tego wpływu Europy Zachodniej. Zmiana kursu polityki amerykańskiej względem ZSRR, jaka zdaniem Moskwy zaszła w maju 1989, przypisywana jest całkowicie wpływowi aliantów zachodnich."[12] W łonie Sojuszu "demokratyzacja stosunków międzynarodowych" działa już dzisiaj: ZSRS przestał być osamotniony w swych żądaniach redukcji sił morskich USA - pod koniec roku 1989 przyłączyły się do niego Islandia, Norwegia, Dania i Kanada. W styczniu 1990 Belgia podjęła jednostronną decyzję o wycofaniu swych wojsk stacjonujących w Niemczech. Wszystko to dowodzi, że rozpoczęta w 1985 sowiecka polityka kokietowania "małych i średnich państw Europy" zaczyna przynosić owoce. Dzisiaj Pakt Atlantycki stał się narzędziem nacisku na Wielką Brytanię, tak jak przedtem był nim w stosunku do USA; można się spodziewać, że już wkrótce Sojusz zgodzi się co do tego, by zaprosić Francję i Anglię do rezygnacji z broni nuklearnych. W ten sposób "demokratyzacja stosunków międzynarodowych" przeciwstawiona zostanie "celom wielkomocarstwowym", jakie rzekomo przyświecają w Europie tym dwóm krajom.

Taka była pierwotna sowiecka koncepcja Europy - stworzenie Europy socjalistycznej, rządzonej przez jakieś biurokratyczne superpaństwo, w ramach którego nomenklatura komunistyczna - przemalowana w tym celu na socjaldemokrację - mogłaby znaleźć nowy teren działalności, dużo bardziej opłacalny niż doprowadzony do ruiny i nędzy Związek Sowiecki. Na nieszczęście dla sowieckiego kierownictwa realizację tego wielkiego planu utrudniły nieprzewidziane czynniki. Ważny ośrodek nacisku na RFN, a więc i na całą Wspólnotę, stanowiła dla Moskwy NRD. Tymczasem szybkość jednoczenia się Niemiec stwarza dla Kremla ryzyko utraty wszystkich korzyści, jakich spodziewał się po tej karcie. Wobec utraty tego atutu główną troską Kremla wydaje się obecnie być wyciągnięcie natychmiastowych korzyści gospodarczych. Fluktuacje w polityce Kremla w kwestii przyszłego statusu Niemiec wynikają z chęci podbijania ceny w pogoni za krótkoterminowym zyskiem. W związku z tym Moskwa nie rezygnuje jednak ze swojej pierwotnej koncepcji - zjednczenie Niemiec musi przyspieszyć proces paneuropejski, który otworzy drogę ku konfederacji, jakiej pragną sowieccy przywódcy. W wywiadzie udzielonym „Literaturnoj Gazietie”[13] wiceminister spraw zagranicznych ZSRS A. Adamiszyn stwierdza: "Jeśli zjednoczone Niemcy mogłyby odgrywać w tym przejściowym okresie rolę pomostu między Wschodem a Zachodem, to wzmocniłoby to bardzo pozytywne tendencje, jakie w ostatnich latach zarysowały się w Europie. Byłaby to synchronizacja zjednoczenia Niemiec i procesu paneuropejskiego (...) Jeśli się do tego dobrze zabierzemy, to zmiany polityczne i gospodarcze, włącznie z przejściem na ceny światowe, będą dla nas korzystne." Tę samą koncepcję rozwija i precyzuje, podczas zorganizowanej przez „Literaturną Gazietę” konferencji okrągłego stołu, W. Dachitczew[14]: cztery, pięć najbliższych lat będzie trudne, ponieważ RFN dokonywać będzie priorytetowych inwestycji w NRD. Jednakże "po odbudowaniu wschodnioniemieckiego przemysłu będziemy świadkami boomu gospodarczego w NRD oraz intensywnego rozwoju związków z krajami Europy Wschodniej. Procesy integracyjne uczynią wówczas z Niemiec, Polski i Związku Sowieckiego zjednoczoną całość."

Drugim nieprzewidzianym elementem, który zakrawa na ironię losu, jest odrzucenie socjalizmu w dawnych demokracjach ludowych, co może przynieść nieoczekiwane poparcie zachodnioeuropejskim konserwatystom. Byłoby rzeczą pikantną, gdyby niemiecka CDU zachowała większość dzięki poparciu obywateli NRD, unicestwiając w ten sposób sowiecki sen o socjaldemokratycznych, neutralnych i pozbawionych własnej woli politycznej Niemczech. Być może wielki plan "wspólnego europejskiego domu" zniszczy antysocjalistyczna pasja narodów Europy Wschodniej.

Polityka francuska

Stanowisko Francji wobec jej sąsiadów zza Renu musi się wydawać dość niezrozumiałe, bowiem nie tłumaczy się ono względami polityki realnej - główną rolę odgrywają tu motywacje ideologiczne.

Zasadniczą troską polityki francuskiej jest: jak sprawić, by fiasko socjalizmu na Wschodzie nie pociągnęło za sobą klęski idei socjalistycznej we Francji. Jeśli przywódcy francuscy chcą "pomagać Gorbaczowowi", to nie z naiwności wobec gorbaczowowskiego projektu (jak to się dzieje po drugiej stronie Atlantyku). Oni na równi z Gorbaczowem chcą ocalić socjalizm. Obawy francuskiej Partii Socjalistycznej podsumował Pierre Mauroy: "Można się spodziewać - oświadczył on ostatnio - że te narody odrzucając komunizm (...) opowiedzą się raczej za partiami konserwatywnymi, a więc reakcyjnymi." Podczas swego pobytu w Hiszpanii prezydent Mitterrand zaniepokoił się tym, że narody Wschodu chcą "zerwać związki" z socjalizmem i że "posuwają się one do odrzucenia najlepszej cząstki z tego, co otrzymały." Mamy tu zatem obiektywną zbieżność interesów sowieckich z interesami rządu francuskiego. Paryż chce dla kontrolowania Niemiec - podobnie jak Moskwa - zastąpić Pakt Atlantycki socjalistyczną eurobiurokracją. Od dawna "genscherowska" polityka Francji wobec ZSRS posługiwała się hasłem, że nie powinniśmy izolować się od RFN utrzymując twardą linię wobec Sowietów. Odkąd jednak pojawił się problem jedności Niemiec widać wyraźnie, ile warte były te deklaracje: Francja powróciła do zgubnej polityki "odwrócenia sojuszu" w stronę ZSRS, porzucając troskę o zachowanie przyjaźni francusko-niemieckiej, która jeszcze kilka miesięcy wcześniej nie schodziła z ust naszych polityków. Takie podejście, które, jak widzieliśmy, odpowiada motywacjom ideologicznym, jest tym bardziej niebezpieczne, że kryją się za nim głębsze i bardziej atawistyczne tendencje. Francuzi nie przezwyciężyli wszak jeszcze swego maurrassizmu - wciąż istnieje tendencja do sprzymierzania się Gallów i Słowian przeciwko temu, co niemieckie.

Zbieżność stanowiska francuskiego i sowieckiego przejawia się także w innych szczegółach:

- w poparciu Francji dla sowieckiej koncepcji zorganizowania w 1990 roku szczytu KBWE czyli konferencji "Helsinki 2", podczas gdy Amerykanie postulowali spotkanie członków dwóch sojuszów. Powyżej pokazaliśmy, dlaczego ZSRS woli wprowadzić do gry 35 krajów Europy. Możliwe, że Francja zacznie żałować swego zaślepienia w tej sprawie w chwili, gdy zorientuje się, że mechanizm KBWE jest w istocie potencjalnym instrumentem przeciwko angielskiej i francuskiej broni nuklearnej - gdy małe i średnie państwo Europy pod sztandarem "demokratyzacji stosunków międzynarodowych" zaczną żądać, by wszystkie kraje Europy były neutralne i zdenuklearyzowane;

- nacisku przywódców francuskich, "by nie stawiano warunków politycznych przy przyznawaniu pomocy finansowej krajom Europy Wschodniej" - zawsze w trosce o to, by uniknąć "integralnej prywatyzacji", która tak przeraża naszych ideologów. Ta polityka łączy się także z głoszonym od dawna przez ZSRS "nowym ~ światowym ładem gospodarczym", zgodnie z którym kraje bogate mają płacić za resztę, nie próbując nawet dowiedzieć się, na co idą ich pieniądze i jaką postawę zajmują ich dysponenci.

A cóż dopiero mówić o komentarzach ludzi na kierowniczych ~ stanowiskach, jak np. o komentarzu ministra obrony Jeana Pierre'a Chevenement, który oświadczył, że "prawo do samookreślenia nie jest prawem absolutnym", zaś "zjednoczenie jest w takim samy stopniu sprawą niemiecką, co sprawą europejską" (13 grudnia 1989).

Francja staje dziś wobec wyboru: może odgrywać większą rolę w ramach NATO, starając się wzmocnić europejskie filary Sojuszu, lub też może stawiać na mechanizm KBWE. Należy się obawiać, że przesądy ideologiczne spowodują, iż Francja wybierze tę drugą opcję, to znaczy, że będzie wolała wpływy sowieckie od realnej obecności Stanów Zjednoczonych w Europie. Na to przynajmniej wskazuje wprowadzone przez prezydenta Mitterranda niebezpieczne rozróżnienie pomiędzy "obroną" a "bezpieczeństwem". Zbieżność koncepcji Europy socjalistycznej, której hołduje Francja, oraz sowieckich ambicji "wspólnego europejskiego domu" stanowi, jak się wydaje, autentyczne zagrożenie wolności jednostek i narodów Europy.

Jaka ma być Europa przyszłości?

Jest coś niepokojącego w pomieszaniu pojęć zachodnich Europejczyków usiłujących myśleć o Europie jutra i kreślących perspektywy tej Europy. To pomieszanie pojęć wynika z całej serii niedopowiedzeń, które fałszują refleksję na temat przyszłości kontynentu i powodują impas. Niemcy np. obawiają się spłoszyć swych sąsiadów i sojuszników, przyznając otwarcie, jakie będą konsekwencje zjednoczenia. Z kolei Francja tłumi swe realne obawy zagłuszając je za pomocą sztucznych fobii (np. lęku przed "zagrożeniem niemieckim"). Ale przede wszystkim tematem tabu jest wszystko, co dotyczy przyszłości ZSRS. Sowietom udało się zamknąć to wielkie zagadnienie w wąskich ramach fałszywego problemu "jak pomóc Gorbaczowowi?" A przecież jest rzeczą oczywistą, że pojęcie "wspólnego europejskiego domu" będzie miało sens dopiero w chwili, gdy wszystkie narody Europy będą wolne. Imperium sowieckie jest już skazane. Europejczycy powinni zastanowić się nad polityką, która pozwoli na spokojny rozkład tego sprzecznego z naturą monstrum. Wiązanie się z Gorbaczowem, wspieranie go w jego próbach utrzymania na siłę niezdolnego do życia organizmu, jest przejawem zarówno braku odwagi, jak i braku inteligencji. Utrzymywane świadomie przez sowieckich propagandystów mieszanie pojęć integracji Europy Zachodniej i konserwacji sowieckiej pseudofederacji jest niebezpieczne i może wiele kosztować wszystkich Europejczyków. KBWE będzie zwykłą hipokryzją dopóki państwa bałtyckie, Ukraina i Białoruś nie odzyskają niepodległości i dopóki Rosja - pozbywszy się imperium i socjalizmu - nie rozpocznie długiej rekonwalescencji. Europa jutra musi jednoczyć tylko wolnych Europejczyków. Europa dnia dzisiejszego musi mieć odwagę to powiedzieć.

FRANCOISE THOM opr. JACEK LASKOWSKI

--------------------------------------------------------------------------------

[1] Przemówienie Gorbaczowa w dniu 11 lipca 1988

[2] S. Karaganow, Moskowskije Nowosti, 26 stycznia 1990

[3] Szewardnadze, 19 grudnia 1989

[4] Prawda. 1 czerwca

[5] 1989Prawda. 23 czerwca 1989

[6] Prawda, 1 czerwca 1989. Kilka miesięcy później szef KGB Kriuczkow, podjął tę samą koncepcję w swym przemówieniu wygłoszonym z okazji 72 rocznicy Rewolucji Październikowej: "rozwój parlamentaryzmu radzieckiego polepsza jakość naszej polityki zagranicznej, wzbogaca jej treść..."

[7] Moskowskije Nowosti, 30 czerwca 1989

[8] Moskowskije Nowosti 2 marca 1990

[9] Szewardnadze, przemówienie w Brukseli, 19 grudnia 1989

[10] Moskowskije Nowosti, 15 grudnia 1989

[11] Prawda, 8 sierpnia 1988

[12] Prawda, 1 lipca 1989, 16 listopada 1989

[13] Literaturnaja Gazieta, 25 kwietnia 1990

[14] Literaturnaja Gazieta, 16 maja 1990

Autor publikacji: 
Orientacja na prawo 1986-1992: