1. Koniec wakacji (Piotr Majchrzak)

KONIEC WAKACJI

Kończy się okres wakacyjny, także w polityce. Wakacje, jak to wakacje sprzyjają zawsze pewnemu rozpasaniu, a te w niektórych, co bardziej płochych umysłach przyczyniły się do powstania nieprawomyślnych poglądów, że mianowicie w Polsce wszystko jest jeszcze możliwe. Nawet demokracja.

Wakacje zawsze jednak kiedyś się kończą i tak przywołani do porządku otrzymaliśmy kolejną lekcję jedności i pojednania. Nazywa się to "HERBATKA U PRYMASA". Wprawdzie Jarosław Kaczyński zarzekał się i słusznie, że nie ma mowy o powtarzaniu jeszcze raz doświadczenia Okrągłego Stołu, ale Lech Wałęsa dał się jednak złamać i ma zamiar wypić herbatkę ze swoimi przeciwnikami (tak, tak przeciwnikami!) politycznymi. Fakt ten z pozoru niegroźny może mieć katastrofalne następstwa dla rodzącej się, - a raczej dla wciąż oddalającej - się demokracji w Polsce. Instytucja tego rodzaju spotkań, gdzie grono liderów dyskutuje a potem ustala jakiś modus vivendi znana jest w medycynie pod nazwą konsylium. W polityce jednak sytuacja taka - czyli potraktowanie całego społeczeństwa jak obłożnie chorego - jest niedopuszczalna. Wprawdzie, mówiąc obrazowo, społeczeństwo polskie cierpi, i to na brak demokracji właśnie, zachodzi jednak spora obawa, że większa część składu tego konsylium jest bezpośrednio odpowiedzialna za tę chorobę, a w związku z tym obawa tym większa, że zaaplikowane medykamenty jeszcze chorobę pogłębią.

Okres wakacyjny przyniósł nam rzeczywiście wiele pozytywnych zjawisk, z których najważniejsze to odkrycie przyłbicy (może raczej zdjęcie czapki niewidki) przez lewicę - stworzenie ROAD (Robotnicze Oddziały Akcji Demokratycznej - copyright na tę nazwę ma oczywiście JKM) i nieco wcześniej utworzenie Porozumienia Centrum. Obok tego, zjawiskiem równie ważnym było związanie się Wałęsy z konkretnym programem politycznym. Do tej pory wyznawał on raczej zasadę, że wszyscy mają po trochu rację, stąd jego wypowiedzi były czymś, co człowiek dobrze wychowany nazywa demagogią a człowiek źle wychowany jeszcze inaczej. Ten okres politycznego raczkowania Wałęsy mamy już za sobą i z satysfakcją, a ku zgrozie jego dotychczasowych lewicujących doradców, trzeba przyznać, że narodził się nam polityk dużej klasy. Poprzednie nauki poszły w las i chwała Wałęsie za to.

Okres wakacyjny nie przyniósł natomiast istotnych zmian w kondycji większości partii politycznych. Żeby nie sięgać daleko wystarczy donieść czytelnikom, że nasza Partia, w końcu nie taka mała, obecna poprzez swoje oddziały w całej Polsce, wydająca już od sześciu lat kilka tytułów czasopism, spełniająca nawet, o zgrozo, wymogi kagańcowej ustawy o partiach politycznych, posiadająca program, statut, legalne władze i prawie tysiąc zadeklarowanych zwolenników w całym kraju nie była w stanie przez cały okres wakacyjny wywalczyć (na drodze legalnej, innej nie chcieliśmy używać - słowo konserwatyzm zobowiązuje) jakiegokolwiek lokalu w Warszawie. Może to oczywiście świadczyć o naszej nieudolności, ale może też oznaczać, iż tak zwane i głośno, zwłaszcza za granicą deklarowane przez min. Halla zielone światło dla partii politycznych, to samo światło, które Gierek a wcześniej Gomułka zapalali dla rzemiosła. Mamy zamiar dalej jednak tym naszym rzemiosłem politycznym się parać, choć brak jakichkolwiek związków z nomenklaturą oznacza dla nas najprawdopodobniej brak wielkich szans. I minister Hall słusznie powinien z politowaniem pokiwać nad nami głową.

Innym partiom politycznym wiedzie się lepiej lub gorzej, żadna jednak, nie przekroczyła jak sądzę pewnej, potrzebnej masy krytycznej, która pozwala na rzeczywisty rozwój. Okres wakacyjny pełen był deklaracji tworzących nowe siły polityczne, których jedynym z reguły pomysłem na program, było bezwarunkowe poparcie dla "filozofii rządu Mazowieckiego". Istniejącym już wcześniej partiom politycznym taka sytuacja nie sprzyjała. Przeciętny Polak zalany został tak olbrzymią ilością deklaracji tyleż szlachetnych w formie co miałkich w treści, że nie ma co się dziwić, iż rzetelne siły polityczne występujące pod własnym programem i wysuwające na czoło ludzi co do których nie można by mieć wątpliwości, że taki właśnie program chcą realizować, utonęły w tym zalewie "szumu politycznego". Dezorientacja ta jest na rękę tym oczywiście grupom, które już dysponują siłą, przede wszystkim materialną. Prowadzenie polityki w Polsce staje się, jak zresztą wszystko inne zajęciem bardzo kosztownym.

Nie sposób nie zauważyć faktu ujawnienia się Kornela Morawieckiego wraz z Solidarnością Walczącą. W ten sposób po trochę wcześniejszym ujawnieniu naszej organizacji, ostatni "bastion antykomunizmu" wystawił się na bezpośrednie ataki komunistów byłych i byłych antykomunistów. Przy całej jednak sympatii do naszego wieloletniego sojusznika z konspiracji, niewiele zdaje się wskazywać, by Kornel Morawiecki i utworzona przez niego Partia Wolności mogli odegrać już teraz, w tych wyborach znaczącą rolę. Szkoda, bo sił politycznych rzeczywiście niezależnych i nie uwikłanych w alianse z byłym (?) komunizmem mało jak na lekarstwo.

Słowem, które podczas kończących się wakacji zrobiło największą karierę było słowo: "skomplikowane". Prywatyzacja okazuje się być problemem bardzo skomplikowanym, rozliczenie nomenklatury jest skomplikowane nie mniej, wycofanie wojsk sowieckich to też problem nieprosty (a kto im za okupowanie nas przez tyle lat zapłaci - Niemców stać na to, nas nie). Najbardziej chyba skomplikowanym problemem okazuje się sama demokracja: jest ona tak skomplikowana i niesie ze sobą tyle zagrożeń, że lepiej już chyba nie przesadzać z jej wprowadzaniem. Szef polskiej policji zwrócił nam niedawno uwagę, że wprowadzanie demokracji niesie ze sobą zawsze wzrost przestępczości, a biskupi polscy zwrócili uwagę na zagrożenia jakie powoduje dla niewinnych dusz zniesienie cenzury (to z okazji Międzynarodowego Dnia Środków Masowego Przekazu). Jeśli dodamy do tego "polskie piekło" pana Mazowieckiego, którego odpryski tkwią w każdym z nas i jeśli weźmiemy to wszystko na poważnie, to czas już chyba najwyższy przestać się bawić w politykę i przekazać te skomplikowane sprawy w ręce naszych nauczycieli.

Wakacje już się przecież skończyły.

PIOTR MAJCHRZAK

Autor publikacji: 
Orientacja na prawo 1986-1992: