18. NASZE LEKTURY - "FUNKCJONARIUSZE ZBRODNI"

NASZE LEKTURY

TOMASZ MORAWSKI

"FUNKCJONARIUSZE ZBRODNI”

Curzio Malaparte, LEGENDA LENINA

Popularny komunistyczny slogan propagandowy głosił: "Lenin - wiecznie żywy". Jak to zwykle u komunistów, było to jedynie ich pobożne życzenie, jednak jest coś prawdziwego w tym haśle. Żywa pozostaje bowiem jego legenda, a ściśle mówiąc raczej rodzaj pewnego mitu dotyczącego jego osoby. Na dobrą sprawę są to dwa rodzaje legendy: jedna, to ta stworzona na użytek komunistów, druga powstała w środowiskach, delikatnie mówiąc, nie należących do sympatyków Lenina. Ta pierwsza nie będzie przedmiotem naszych bliższych rozważań.

Godzi się jedynie zauważyć, że powstała ona z potrzeby dostarczenia sowieckiemu a potem i innym społeczeństwom wzoru mogącego zastąpić odebranych im oficjalnie świętych. Stąd rodzaj kultu, jaki wytworzył się wokół osoby Lenina po jego śmierci. Wśród części sowieckiego społeczeństwa ten kult się przyjął tym bardziej, że Lenin stał się dla komunistów symbolem czystości ich idei wypaczonych później przez jego następców. Według komunistycznej propagandy Lenin skrupulatnie jest oddzielany od późniejszych zbrodni Stalina. Część ludzi (coraz mniejsza) w to wierzy mając nadzieję, że powrót do Leninowskich źródeł przyda komunizmowi nowych sił.

Bardziej interesująca dla nas jest legenda Lenina funkcjonująca wśród jego przeciwników. Można w niej wyróżnić dwa nurty. Jeden, gdzie wódz bolszewików przedstawiany jest jako idealista-utopista, twórca złego systemu, ale osobiście nie mogący odpowiadać za późniejsze jego zbrodnie. Takiego Lenina widzą głównie zachodnie (i nie tylko) środowiska lewicujące, a źródłem owego spojrzenia jest zainspirowanie sowiecką wersją mitu. Stąd i w tym wypadku mamy do czynienia z próbą ścisłego od- dzielenia Leninizmu od zbrodniczego stalinizmu. Druga wersja tejże legendy (Lenin jako Dżingis-Chan), prezentowana jest już przez zadeklarowanych przeciwników Władimira Ilicza. Ta z kolei ma swe źródła w okresie przedwojennym, a właściwie tuż porewolucyjnym, gdy siłą rzeczy nie istniała jeszcze pierwsza wersja zachodniej odmiany legendy. Pozornie mogłoby się wydawać, że to właściwie nie legenda, lecz prawdziwy i wierny obraz Lenina, a ponieważ niekorzystny dla niego, więc nie noszący w sobie żadnego zagrożenia dla nas. Jest to niestety tylko pozór, z którego niektórzy zdawali sobie sprawę już 60 lat temu.

Świadectwem owego spojrzenia jest książka Curzio Malapartego "legenda Lenina", wydana obecnie, po raz pierwszy po wojnie, przez wydawnictwo Delikon. Ta, trochę już chyba zapomniana książka jest bardzo ciekawą próbą przełamania pewne-

go schematu, tak wszechobecnego w świadomości Europejczyków końca lat dwudziestych (po raz pierwszy owa książka została wydana w 1932 roku) legendy mają to do siebie, że żyją bardzo długo i niezwykle trudno jest je zwalczyć. Tak jest i w tym przypadku - ciągle nasze wyobrażenia o Leninie kształtowane są przez pryzmat spojrzenia Europy lat dwudziestych (o ile ktoś nie uległ innym wspominanym już przeze mnie wersjom legendy).

"legenda Lenina" powinna stać się książką, która pozwoli czytelnikowi spojrzeć na Lenina inaczej, co nie znaczy, że to nowe spojrzenie będzie dla bohatera książki sympatyczniejsze. Wręcz przeciwnie, wydaje mi się, iż Lenin przedstawiony przez Malapartego jest o wiele groźniejszy niż bohater legendy.

Ktoś przyzwyczajony do dotychczasowego wizerunku Lenina może czuć się zawiedziony. Albowiem Lenin Malapartego jest inny. Na ogół wyobrażamy go sobie jako krwiożerczego Azjatę o ociekających krwią rękach - potwora, który mógł się narodzić tylko w barbarzyńskiej i azjatyckiej Rosji. Tymczasem Lenin przedstawiony przez Malapartego jest zwykłym drobnomieszczańskim rewolucjonistą jakich wielu pojawiło się w Europie, od Cromwella co najmniej poczynając. Tyle że ten potrafi doskonale (dla siebie) wykorzystać nadarzające się obficie w pierwszej połowie XX wieku oka- zje do wcielenia swych idei w życie. Jak twierdzi Malaparte, taki człowiek jak Lenin mógł się narodzić w kraju europejskim, tyle że ten prawdziwy znalazł w Rosji najbardziej sprzyjające warunki dla swej działalności.

Ta myśl wydaje mi się najcenniejszą tezą - omawianej książki. Teoria, że Lenin pojawić mógł się jedynie w Azji, jest tylko samooszukiwaniem się obywateli zachodnich I cywilizacji. Uspokajała ich świadomość, że I koszmar, jaki dzięki Leninowi zapanował: w Rosji, jest niemożliwy do powtórzenia w Europie. Zarazem sprowadzenie Lenina i jego następców do roli azjatyckich potworów zwalniało Zachód od troski o tych, którzy stali się królikami doświadczalnymi bolszewickiego eksperymentu. Pozwalało to traktować Europie wypadki dziejące się na Wschodzie jako wewnętrzną sprawę tamtejszych ludów.

Zachód czuł się uspokojony faktem, że komunizm zapanował gdzieś hen w Azji, dbając jedynie, i to też nie zawsze skutecznie, by tamtejsza "zaraza" nie przekroczyła granic Europy. ,,Wystrzegajcie się Lenina, bo to potwór, ale uspokójcie się zarazem, gdyż jest to Dżingis-Chan z Azji rodem. Potwór ten nie wyszedł z naszego środowiska”. Taki był sens wszystkich uwag Candide'a i Babbitta o Włodzimierzu Iljiczu poczynając od października 1917 roku. (...)

«Wystrzegajcie się Lenina, ponieważ jest to drobnomieszczanin - oto, co powinniby głosić, gdyby optymizm nie zaćmiewał jas- ności ich sądu. «Strzeżcie się tego potwora, jest bowiem mieszczaninem, jak i my wszyscy». O ileż groźniejszy jest Lenin przedstawiony przez Malapartego, ten, który mógł się narodzić wszędzie, a więc mógł się stać zagrożeniem również w każdym zakątku cywilizowanego świata.

Nie sprawdziła się wprawdzie inna teza autora, uważającego, że zachodnia burżuazja weszła właśnie w okres schyłkowy (stąd między innymi jego przejściowe zainteresowanie faszyzmem - o którym jednak w omawianej książce nie ma mowy), ale w okresie międzywojennym była to teoria znajdująca dość dużą popularność. Malaparte, jak się okazuje z naszej dzisiejszej perspektywy, zbyt ostro potraktował drobnomieszczańskie społeczeństwa zachodnie, nie wierząc w tkwiącą w nich siłę, dzięki której były one w stanie w swoich krajach przezwyciężyć trudności i wbrew pesymistom nie upaść. Nie zmienia to faktu, że ta spokojna, drobnomieszczańska Europa zgodnie z obawami Malapartego również potrafiła wychować swoich "potworów", czego najbardziej jaskrawym przykładem może być Hitler.

Być może świat zdał sobie sprawę z tego, przed czym przestrzegał Malaparte, że ,,(...) Lenin jest potworem tylko w tym stopniu, w jakim przy sprzyjających okolicznościach może nim być lub stać się pierwszy lepszy Europejczyk. (...) Potworny jest w nim tylko właśnie ten doktrynerski fanatyzm, który w pewnych warunkach z każdego drobnomieszczanina może zrobić zarówno Cromwella, jak i Mac Donalda, Robespierra, Clemenceau lub Lloyda Gerge'a." Dzięki temu, że prawda ta dotarła do wielu ludzi, realna groźba pojawienia się w krajach demokratycznych jednostek pokroju Lenina staje się coraz mniej prawdopodobna. Jednak nadal należy niepoprawnym optymistom przypominać, że Lenin i jemu podobni byli i są zagrożeniem dla wszystkich.

Nie służy temu raczej (a przynajmniej znacznie zawęża problem) legenda o Leninie - azjatyckim potworze. A tak jak 60 lat temu wielu z nas ciągle w nią wierzy, ciesząc się, iż "to dobrze, że tego rodzaju potwory mogą narodzić się tylko nad brzegiem Wołgi lub w stepach Azji, że nie mogłyby być ani Anglikami, ani Niemcami, ani Francuzami" Cóż za beztroska iluzja!

"Legenda Lenina" jest książką, która powinna pomóc patrzącym na wszelkie totalitarne idee jako na coś związanego tylko ze Wschodem, w zrozumieniu, iż jest to problem ogólnoświatowy dotyczący wszystkich nas bez wyjątku. To w końcu historyczny fakt, że wszelkie tego typu teorie po- wstały w świecie zachodnim, a na wschodzie znalazły jedynie wykonawców.

Malaparte pisząc w latach 1929-1932 "legendę Lenina" nie znał jeszcze wszystkich znanych już późniejszym pokoleniom danych mówiących wiele o roli Lenina w rządzeniu Rosją Sowiecką w pierwszych latach jej istnienia. Nie znał również późniejszej historii tego kraju, zbudowanej na trupach milionów ludzkich istnień. Gdyby to wszystko wiedział pisząc tę książkę, przedstawiony w niej wizerunek Lenina stałby się jeszcze bardziej odrażający, mimo że nie jest krwawym Dżingis-Chanem. Ten pedantyczny fanatyk swych doktryn, z urzędniczą skrupulatnością podpisujący swe zbrodnicze dekrety, jest uosobieniem zła, mimo iż jednocześnie jest on poczciwym mieszczuchem, przemieszczającym się po całej Europie wraz z żoną i teściową. Lenin - wielbiciel wycieczek rowerowych, nie zyskuje wcale na sympatii czytelnika, wręcz przeciwnie, tracąc swą egzotykę a zbliżając się do postaci normalnego człowieka, bu- dzić poczyna jeszcze większy strach jako zjawisko realnie bliskie każdemu z nas.

Malaparte zadał sobie wiele trudu, żeby prześledzić przebieg kariery życiowej Lenina. Książka, którą napisał, powstała mi. in. na podstawie relacji ludzi, którzy go znali, zebranych przez autora podczas jego podróży do Związku Sowieckiego. Zgromadzony przez niego materiał świadczy przede wszystkim o jednej dominującej cesze charakteru Lenina: pragnął on władzy pozwalającej wcielić mu w życie idee, których był wyznawcą. Będąc z natury oportunistą bał się czynu. To z reguły inni rozpoczynali działać (jak chociażby w przypadku przewrotu zwanego rewolucja październikową), a on do pewnego momentu zajmując się głównie teorią i sporami ideologicznymi potrafił we właściwym dla siebie momencie skorzystać z nadarzającej się szansy. Lenin lubował się w walce z marksistami o ideowe i praktyczne przywództwo ich ruchu, jednak gdy tylko zaistniała możliwość zdobycia władzy nie tylko nad swymi towarzyszami - w pełni ją wykorzystał. Do końca życia pozostał przede wszystkim urzędnikiem zbrodni. Gdy inni w jego imieniu niszczyli Rosję, on opracowywał strategiczne plany mające dać zwycięstwo jemu i idei, w którą tak fanatycznie wierzył. Ze by to osiągnąć potrafił się, gdy trzeba było, nawet cofnąć. Malaparte czasami porównuje Lenina do Robespierre'a, jednak Lenin z jego książki (a także w rzeczywistości) to ktoś o wiele groźniejszy, to twórca zbrodniczego imperium opartego na rzeszach sumiennych funkcjonariuszy, z których najbardziej sumiennym był sam. .

Autor publikacji: 
Orientacja na prawo 1986-1992: