12. PUŁAPKI "WSPÓLNEGO DOMU"

ZA GRANICĄ...

_________________________________________________________________

Françoise THOM

PUŁAPKI "WSPÓLNEGO DOMU"
W miarę zacierania się w świadomości zachodnich Europejczyków poczucia zagrożenia sowieckiego, w mass-mediach i umysłach pojawia się nowy powód do zaniepokojenia: wzrost nacjonalizmu na Wschodzie, ponowne pojawienie się „grymasu starej Europy”, pogłoski o pogromach, nie mówiąc już o perspektywie opanowania podejść do Europy przez zwycięski integryzm muzułmański.

To prawda, że tu i ówdzie w Europie budzą się namiętności narodowe. Prawdą jest też, że konflikty etniczne w ZSRS przybierają często barbarzyńskie i odrażające formy. Jednak te najbardziej rzucające się w oczy aspekty zjawiska nie powinny nam przesłaniać różnorodności jego przyczyn i form, a przede wszystkim – implikacji, jakie ma ono dla przyszłej konfiguracji Europy.

Komunizm oznaczał dla podbitych narodów rodzaj epoki lodowcowej: historia nie stanęła w miejscu, ale nie odegrała roli tego ogromnego tygla, w którym przemieszali się ludzie i idee, jakim stała się w krajach demokratycznych. Roztopienie się lodowej skorupy komunizmu spowodowało wydobycie się na powierzchnię tych swoistych archaicznych skamielin, jakimi są animozje etniczne w rodzaju tych, jakie rozdzierają federację jugosłowiańską.

Nie wyczerpuje to jednak genezy zjawiska, Trzeba bowiem pamiętać, że w krajach komunistycznych odzyskanie tożsamości narodowej odbierane jest jako pierwszy etap odtwarzania wolnej jednostki ludzkiej, Wschodni Europejczycy odbierali internacjonalizację narzuconą ich narodom przez totalitaryzm jako warunek wstępny unicestwienia jednostek, stąd powrót do wartości narodowych jest konieczną, i bez wątpienia pożyteczną, fazą dekomunizacji, jedynie w wyjątkowych wypadkach przybierałby on te monstrualne formy, jakie widzimy, gdyby w grę nie wchodził jeszcze jeden element. Ten element, to bankructwo ideologii socjalistycznej przy jednoczesnym dążeniu partii socjalistycznych i komunistycznych do utrzymania się przy władzy. Zarówno w ZSRS jak w eksdemokracjach ludowych, komunistyczna nomenklatura odsunięta od władzy lub zagrożona takim usunięciem usiłuje zachować swój wpływ na społeczeństwo rozgrywając kartę narodowościową. W ZSRS nikt nie ma wątpliwości, że konflikty narodowościowe są manipulowane i podsycane, jeśli nie wręcz rozpętywane, przez KGB. Nikt nie wierzy propagandzie oficjalnej, kiedy stara się ona zdyskredytować jakiś ruch niepodległościowy przyklejając mu etykietkę antysemityzmu, jak to było w wypadku ukraińskiego Ruchu, czy bałtyckich partii niepodległościowych. Havel publicznie wyraził zdziwienie z powodu nagłego pojawienia się w Pradze skinheadów i widział w tym rękę czeskiej bezpieki STB (która, jak wiadomo, specjalizowała się niegdyś w montowaniu „neonazistowskich” zamachów w RFN, mających skompromitować ten kraj w oczach opinii europejskiej). W Bułgarii wrogość do mniejszości tureckiej została wykorzystana jako dywersja przez nomenklaturę obawiającą się, żeby pieriestrojka w tym kraju nie zaszła za daleko, Komuniści wiedzą doskonale, że uczucia narodowe są przede wszystkim jednym z przejawów odrzucania socjalizmu. Jedynym sposobem odwrócenia od siebie gniewu narodu jest rzucenie mu na przynętę jakiejś mniejszości etnicznej; manewr ułatwiony przez skrajną biedę, w jakiej żyją obywatele realnego socjalizmu i wynikający stąd stan permanentnego rozdrażnienia społeczeństwa.

Niezależnie jednak od tego, sowieckie; kierownictwo polityczne widzi w wykorzystaniu szumu informacyjnego wokół groźby; nacjonalizmu i powrotu antysemityzmu coś więcej niż tylko sposób ukrycia fiaska ideologii socjalistycznej. Usiłuje ono również zaszczepić w świadomości Europejczyków trzy idee. Pierwsza, że państwo sowieckie stanowi czynnik stabilizacji w Europie. Druga, że kierownictwo sowieckie jest obrońcą „uniwersalnych wartości ludzkich” przed wszelkiego rodzaju partykularyzmami i fanatyzmami zagrażającymi spokojnej egzystencji ludzi. I wreszcie trzecia, że struktury narodowe nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa mniejszościom, a co za tym idzie – należy budować struktury ponadnarodowe zdolne do zinstytucjonalizowania „systemu zbiorowego bezpieczeństwa”, nad którym Moskwa pracuje od wielu lat i zorganizowania tej „konfederacji europejskiej”, której stworzenie zaczyna być dla Kremla palącą sprawą.

Niedawno Szewarnadze powiedział, że największym błędem, jaki ZSRS popełnił w swej polityce zagranicznej po 1945 roku była likwidacja „frontów ludowych” w krajach zajętych przez armię czerwoną. I w tej dziedzinie, tak jak i w innych, nowe kierownictwo na Kremlu stara się naprawić szkody. „Nowe myślenie” ma na celu dogłębne przeobrażenie struktur politycznych zachodnich demokracji, zastąpienie niepostrzeżenie istniejącego pluralizmu „frontami ludowymi” skupionymi wokół „wspólnych spraw” uprzejmie podsuniętych przez sowiecką propagandę i powtarzanych do znudzenia przez mass media: walka z zanieczyszczeniem środowiska, z głodem na świecie, ze zbrojeniami, z terroryzmem, z AlDS, z apartheidem, no i oczywiście z nacjonalizmami, fundamentalizmem muzułmańskim itd. ... We Francji można mieć już przedsmak tego, co czeka kraje przyszłej „konfederacji europejskiej”. Temat „walki z rasizmem” dosłownie rozsadził opozycję, która została zmiażdżona w sposób dający się porównać ze zniszczeniem partii konserwatywnych w Europie Wschodniej w latach 1945-1947 za pomocą techniki „salami”. Żyjemy dziś we Francji w systemie „frontu ludowego”, który strukturalnie mocno przypomina system, jaki panował w krajach wschodnich w okresie ich komunizacji. „Nowe myślenie” prowadzi do politycznej śmierci demokracji, podobnie jak „zbiorowe bezpieczeństwo” doprowadzi de facto do rezygnacji z wszelkiej obrony i stworzenia mechanizmu międzynarodowego umożliwiającego „większości” krajów wywieranie nacisków ma „mniejszość”, czy też jeden osamotniony kraj, zgodnie z interesami ZSRS. Widzieliśmy już działanie takiego mechanizmu w wypadku Niemiec.

Taki jest sens projektu „integracji paneuropejskiej” lansowanego przez kierownictwo sowieckie. Realizacja tego wielkiego przedsięwzięcia jest tym bardziej niezbędna, że Moskwa widzi w tym jedyny sposób zachowania swego imperium (ewentualnie przekształconego w konfederację państw kierowanych również przez fronty ludowe). Europa Zachodnia bowiem, pozbawiona swej tożsamości przez „nowe myślenie”, przestanie być atrakcyjna dla ludów zniewolonych przez imperium. To tłumaczy inaczej zupełnie niezrozumiałą wagę, jaką Moskwa przykłada do tego, aby skłonić do „cierpliwości” jeszcze przez kilka lat narody zbyt spieszące się z opuszczeniem imperium. „Integracja paneuropejska”, zasadzająca się na „nowym myśleniu”, każe zapomnieć narodom Europy znaczenie słowa „niezależność”, podobnie jak ze scen politycznych zajętych przez „szerokie koalicje” zniknie opozycja, a wraz z nią – wolność mieszkańców „wspólnego domu europejskiego”.

(przełożył Anatol Arciuch)

FRANÇOISE THOM początkowo studiowała filologię klasyczną, ale jednocześnie zainteresowała się rusycystyką, co zaprowadziło ją do Moskwy, gdzie w czasie kilkuletniego pobytu mogła przyjrzeć się komunizmowi z bliska. Sowietologię studiowała pod kierunkiem prof. Alain Besançona. Doktorat poświęcony komunistycznej nowomowie („La Langue de Bois”) F. Thom obroniła w 1984 roku. W latach 1985-1990 pracowała w Instytucie Badań nad Konfliktami Światowymi przy Ministerstwie Obrony, ponieważ jednak nie wykazywała entuzjazmu dla Gorbaczowa, Związku Sowieckiego i „pieriestrojki” została zwolniona. Autorka licznych prac na temat sowieckiej strategii opanowywania Europy na etapie „pieriestrojki”, wyklęta przez „świat postępu” i ambasadę sowiecką. Należy do niewielkiego grona zachodnich myślicieli, którzy w „nowym myśleniu” Sowietów widzą zagrożenie dla wolności, a nie jej rozszerzenie.

Autor publikacji: 
Orientacja na prawo 1986-1992: