NASZ PREMIER. MORDERCA

Tak jak to twierdzi np. profesor Uniwersytetu w Bremie i Uniwersytetu Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie - Zdzisław Krasnodębski - premier Donald Tusk nie nadaje się zupełnie na zajmowane przezeń naczelne stanowisko rządowe. Jest to prawda znana od kilku lat dla co najmniej 1/3 aktywnych politycznie i społecznie Polaków. Gorzej jednak: premier Donald Tusk, niczym sympatyczny skądinąd Jaś Fasola, nie powinien - najlepiej - wypowiadać się publicznie. Przynosi Polsce wstyd.

Gdyby Donald Tusk miał zostać burmistrzem Sopotu (gdzie zamieszkuje w chwilach wolnych od trudów rządzenia) - pal licho! Sopot jest zbyt mały, aby nawet tak nie nadający się na to stanowisko burmistrza Donald Tusk, mógł wyrządzić mu większe szkody. Z Gdańskiem już znacznie gorzej! We Frankfurcie nad Menem urzęduje od lat samozwańczy "rząd Wolnego Miasta 'Danzig' (Gdańska)" wysyłający memoriały do ONZ; a co by tak było gdyby niepoważny Donald Tusk, też gdańszczanin, zechciał się takimi memoriałami przejąć? Strach pomyśleć, ile narobiłby bigosu.

Możnaby - oczywiście - powiedzieć, że deklarowana przez premiera Donalda Tuska chęć zabicia brytyjskiego sędziego Webba, to dziecinna reakcja "kibola", zrozpaczonego przegraną swej drużyny. To prawda, ale człowiek wypowiadający te słowa, na wysokimi stanowisku, reprezentuje przecież Polskę. Gdyby reprezentował Rosję lub hitlerowskie Niemcy, to pal licho! Ale teraz gazety w świecie piszą a brytyjska policja podejmuje kroki prewencyjne z powodu "polskiego premiera", czołowego reprezentanta R.P. w świecie. Ładna to, prawda, "promocja Polski w świecie"?

Oligarchia finansowa wspierająca obóz Donalda Tuska, z korzeniami i powiązaniami w ościennych państwach na Zachodzie i Wschodzie prowadziła (i prowadzi) miesiącami a właściwie już latami dziką kampanię pomówień, kłamstw, insynuacji przeciwko braciom Kaczyńskim, gdzie najcięższymi zarzutami było i jest to, że jeden z nich nie ma prawa jazdy, czy konta bankowego a drugiemu żona przyniosła w torbie kanapki czy kapcie na drogę (lub podobnie bzdurny "zarzut").

Tu reprezentant obozu oligarchów deklaruje publicznie, że chce zabić obywatela obcego, sojuszniczego państwa - a od polityków wymaga się póki co, aby reprezentowali w szczególny, wręcz wzorowy sposób jedność myśli, słów i czynów - i co się dzieje?

Ten człowiek nadal jest premierem i aspiruje nawet do roli Prezydenta R.P. Bezwstydnie, à la Russe, na oczach zdumionego świata.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: