Przypadek Gregora Gysi odżywa na nowo – niemiecki Wałęsa?

Gregor Gysi to przywódca niemieckiej, od niedawna zjednoczonej lewicy pod nazwą Die Linke – Lewicowi i od lat superstar telewizyjnych „talkshows” – obrońca biednych i uciśnionych ofiar niemieckiego „ponownego zjednoczenia”, parlamentarzysta i polityk, który potrafi zdyskontować błędy polityki dwóch głównych partii Niemiec rządzących obecnie w koalicji SPD i CDU. W czasach NRD był adwokatem, często obrońcą dysydentów, w tym najsławniejszego wśród nich, naukowca Roberta Havemanna, na którego najprawdopodobniej donosił co najmniej od roku 1979 do 1982. Informują o tym dokumenty. Czy ostatni ujawniony dokument stanie się gwoździem do politycznej śmierci Gregora Gysi?

Po wcieleniu NRD do Niemiec byli opozycjoniści wielokrotnie publicznie oskarżali Gregora Gysi o współpracę z tajną służbą bezpieczeństwa NRD – Stasi. W dostępnych dokumentach Stasi występował niezwykle aktywny adwokat jako TW „Gregor” i „Notar”, który rozszyfrowany został przez szereg osób, jako Gregor Gysi. Ponieważ jednak brakuje karty informacyjnej w dokumentacji Stasi, która jednoznacznie stwierdzałaby, że TW „Gregor” i „Notar” to Gregor Gysi, sąd krajowy w Hamburgu już w 1994 roku zakazał zarzucania mu, że „nie bronił, lecz szpiclował swoich klientów” oraz w 1995 roku ten sam sąd zakazał publicznego nazywania Gregora Gysi „szpiclem Stasi”. Fakt ten nie oczyszcza go z uzasadnionych podejrzeń, ale zamyka usta jego byłym ofiarom z dawnej opozycji, którym groził kolosalnymi karami pieniężnymi i z którymi się latami procesował.

To przyznają wszyscy: Gregor Gysi jest niezwykle utalentowanym adwokatem i nie bez kozery przywódcą lewicy, w której skład weszli członkowie dawnej NRD-owskiej komunistycznej partii SED. Ostatni numer pisma „Cicero” przynosi interesujące fakty o jego prawdopodobnym współudziale w uratowaniu i ukryciu gigantycznego majątku tej partii. Tymczasem dzisiejsze wydanie berlińskiego dziennika „die taz” przynosi kolejną odsłonę sprawy Gregora Gysi. Tym razem sofistyczne talenty jej negatywnego bohatera nie na wiele się zdadzą. Wszystkiemu winny jest niedawno odkryty dokument w Urzędzie dawniej Gaucka, obecnie Birthler, gdzie na pięciu stronach opisana jest wizyta TW „Notara” u Roberta Havemanna przebywającego w areszcie domowym pod Berlinem. W sprawozdaniu opisana jest detalicznie rozmowa w samochodzie z innym uczestnikiem tego spotkania, 19-letnim wówczas poetą, dziś malarzem Thomasem Erwinem-Klingensteinem. W minioną środą miał on dlatego być świadkiem w rozprawie z powództwa Gregora Gysi , który z właściwą sobie hucpą zamierzał bronić jak zwykle swojego „dobrego imienia”.

We wtorek wieczorem Thomas Klingenstein dowiedział się o znalezieniu wspomnianego dokumentu- donosu do Stasi, który wykluczał jakiekolwiek wątpliwości. Sprawa – jak podaje dziennik - jest jednoznaczna: w samochodzie jadącym tego dnia do Berlina znajdowały się tylko dwie osoby: on, Thomas Klingenstein i za kierownicą właściciel auta Gregor Gysi. I to właśnie miał Thomas Klingenstein zaświadczyć w sądzie. Do rozprawy już nie doszło. Gregor Gysi wycofał swoją apelację.

Co będzie dalej z „dobrym imieniem“ supergwiazdy niemieckiej Lewicy – nie wiadomo. W najbliższy weekend odbędzie się pierwszy po zjednoczeniu PDS z lewicą zachodnich Niemiec WASG ogólnoniemiecki zjazd partii Die Linke. Mniejsza o to, czy uczestnicy zjazdu każą mu się tłumaczyć, czy wybaczą mu po chrześcijańsku. Gwiazda Gregora Gysi świecić będzie odtąd jeszcze bardziej, niż dotąd fałszywym blaskiem i najprawdopodobniej występy w telewizji skończą się nieodwołalnie. W końcu nawet każda najbardziej elastyczna granica (nie)wiarygodności gdzieś się kończy.

Joachim Gauck, z którym rozmawia w tym samym dzisiejszym numerze dziennikarz gazety „die taz” na pytanie o to, czy Gysi jest mistrzem produkowania zasłon dymnych stwierdza: „To jest tragedia tego utalentowanego człowieka. Gdyby jego umiłowanie prawdy w stosunku do siebie samego odpowiadało jego sztuce retorycznej, byłoby łatwiej z nim dyskutować. Tymczasem przez swoje sztuczne strategie obrony oraz dzięki znajomości publicznych potrzeb medialnej rozrywki udaje mu się zaciemnianie faktów” . Pytanie dziennikarza: ”Czy przypadek Gysi jest egzemplaryczny w zachowaniu donosicieli Stasi wobec swojej przeszłości?”. Gauck: „Zarówno u tych mniej, jak i tych bardziej obciążonych funkcjonują podobne strategie. Ci mniej obciążeni mogliby przecież przyznać się do niepodważalnych faktów. Przeważnie jednak wybierają strategię wycofywania się, zaprzeczania i przeinaczania faktów”.

Lech Wałęsa to oczywiście gwiazda innej wielkości, niż Gregor Gysi, choć zajmuje dzisiaj naszą uwagę z podobnych powodów. Gregor Gysi nie był prezydentem swojego kraju i nie figuruje w podręcznikach do światowej nowożytnej historii. Co prawda, Lech Wałęsa to nie adwokat, ale jeżeli takowego w swojej sprawie posiada, to być może jest to Gregor Gysi, lub ktoś jemu wielce podobny. To gorzej, niż dramat. To błąd.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: