Piotr Kotomski - Serbia, jesień 2000

Piotr Kotomski

Jugosławia - jesień 2000

27 lipca 2000 roku Skupsztina, gdzie Slobodan Miloszević miał wówczas większość ogłosiła termin następnych wyborów. Wybory prezydenta i wybory lokalne miały odbyć się 24 października 2000 roku. Prezydent nie byłby wybierany jak dotychczas przez Skupszinę tylko w wyborach bezpośrednich. W ten sposób Miloszević chciał zapewnić sobie następne cztery lata władzy.

Propaganda prezydenta działała dość sprawnie. 20 października gazeta „Večerne novosti” opublikowały zdjęcie z wiecu wyborczego Miloszevicia z miejscowości Bezanama. Na zdjęciu było około 100 tysięcy ludzi jak podaje gazeta, tylko że po lewej i po prawej stronie zdjęcia widnieli ci sami ludzie. W czasie kampanii wyborczej można było zauważyć sygnały, że wybory nie będą uczciwe. Dwa dni przed wyborami do Serbii nie zostali wpuszczeni wysłannicy Unii Europejskiej, którzy mieli śledzić przebieg wyborów.

Jugosłowiańskie władze najzwyczajniej na świecie nie wydały wizy 20-tu parlamentarzystom z państw członkowskich UE.

Wybory przebiegły spokojnie. Praktycznie tylko dwaj kandydaci się liczyli. Ówczesny prezydent Slobodan Miloszević popierany przez SPS (Socjalistyczna partia Serbii) i JUL i Vojislav Kosztunica kandydat DOS (Demokracka opozicija Srbije - koalicja sił opozycyjnych).

25 października sztab wyborczy DOS ogłosił nieoficjalne wyniki wyborów - Kosztunica otrzymał 57% głosów a Miloszević 33% głosów.

Jeden z członków sztabu wyborczego Kosztunicy, Jovanović ogłosił zwycięstwo kandydata DOS w pierwszej turze wyborów. Tego samego dnia wysoki przedstawiciel SPS, Szainović oznajmił swoje wyniki wyborcze i tak: Miloszević miałby otrzymać między 60,4% a 50,2% głosów a Kosztunica 36%. 27 października Federalna Komisja Wyborcza (SIK) podała wyniki wyborów. Według SIK Kosztunica uzyskał 48 % głosów a Miloszević - 40%, w związku z tym Komisja ogłosiła, że odbędzie się druga tura wyborów. Zaraz po tym na konferencji prasowej Zoran Dżindżić, szef kampanii wyborczej DOS zareagował na wyniki podane przez

SIK. Obliczenia DOS i SIK zgadzały się na poziomie wyborów lokalnych, lecz wyniki prezydenckie zupełnie się różniły.

Kosztunica, według SIK, otrzymał 400 tysięcy głosów mniej niż podało DOS, a Miloszević 200 tysięcy głosów więcej. Jeśli chodzi o manipulacje wyborcze to na przykład całkowicie zburzone miejscowości: Staro Selo, Srbski Babusz w Kosowie widniały oficjalnie jako miejsca gdzie można oddawać swoje głosy.

W związku z podejrzeniami o fałszowanie wyników wyborczych, DOS wydelegował 50-ciu swoich kontrolerów aby zbadali materiał

wyborczy w SIK. Nie zostali oni jednak wpuszczeni do siedziby Federalnej Komisji Wyborczej.

Od 28 października zwolennicy DOS zbierali się, aby manifestować na rzecz zwycięstwa Kosztunicy na Placu Republiki w Belgradzie. DOS w tym czasie wezwał naród do generalnego strajku. Wiele wskazuje, że już wtedy DOS przygotowywał się do przejęcia władzy 5 listopada.

Na przykład Zoran Szivković, wiceprzewodniczący DS wchodzącej w skład DOS, spotkał się z dowódcą III armii w Niszu, generałem

Vladimirem Lazareviciem. Rozmawiali jak podaje „Danas” z 29 października 2000 roku o zachowaniu wojska w sytuacji po wyborach. Tego samego dnia SIK oficjalnie podał termin drugiej tury wyborów. Miała się ona odbyć się 8 listopada. Około 100 tysięcy ludzi protestowało przeciwko tej decyzji w całej Serbii.

Na nieszczęście dla Slobodana Miloszevicia, 2 listopada 2000 roku utracił on poparcie Moskwy. Tego właśnie dnia Vladimir Putin na łamach niemieckiej prasy uznał zwycięstwo Kosztunicy i DOS. To był jeden z kluczowych momentów przemian w Jugosławii.

Jednocześnie zwolennicy Miloszevicia, w tym jego żona Mirjana Marković nazwali koalicje DOS i Kosztunicę sługusami NATO i zdrajcami narodu serbskiego. Na nic to już się nie mogło zdać, aby uratować męża.

3 listopada na wezwanie DOS cała Serbia powstała do strajku generalnego. Stanęły fabryki, pociągi nie chodziły, strajkowała kopalnia Kolubare, której górnicy później odegrają istotną rolę w wydarzeniach 5-ego listopada. Czedomir Jovanović, szef sztabu wyborczego DOS oznajmił, że do niedzieli, czyli 5-ego listopada, Miloszević będzie zmieniony. W tym czasie Kosztunica jeździł po Serbii, aby przygotować „rewolucję”. Odwiedzał miejsca, z których w momencie kulminacyjnym przyjadą największe ilości ludzi: Lazarevac, Czaczak i kopalnię Kolubare. Opozycyjna grupa G17 Plus przedstawiła kopię twardego dysku z SIK, gdzie zanotowane były fałszerstwa wyborcze. Ciekawe jak weszła w w jego posiadanie?

Jak widać już parę dni przed „wielką rewolucją” w Serbii Slobodan Miloszević nie panował nad sytuacją w kraju. Nie miał kontroli nad wojskiem, utracił poparcie Moskwy i jak głosi plotka, siedział w swojej rezydencji i rzucał popielniczkami w domowników. Jedynymi ośrodkami, które pozostał przy prezydencie praktycznie do końca były znienawidzone w Serbii media czyli telewizja RTS, radio Jugoslavia, gazety: „Politika”, „Veczerne novosti” oraz niektóre oddziały policji.

5 listopada cała Serbia wiedziała, że w Belgradzie coś się wydarzy. Kiedy około południa setki autobusów przyjechały do centrum stolicy, Skupsztiny broniło piętnastu policjantów. Dobitnie świadczy to, że władza już była w ręku koalicji DOS. Wszystko co się potem stało było dokładnie zaplanowaną akcją przejęcia i legalizacji władzy. Chodziło o przejęcie kontroli nad budynkami telewizji i radia oraz niektórymi jednostkami policji. Do akcji między innymi zostali zwerbowani słynni kibice Crvenej Zvezdy Belgrad. Samo wejście do Skupsztiny i mały chaos zaistniały przed parlamentem był tylko symbolem dla społeczeństwa serbskiego i świata, oznaką przejęcia władzy. Lecz to właśnie te zdjęcia obiegły następnego dnia świat. Policja praktycznie nie interweniowała, poza kilkoma nabojami z gazem łzawiącym.

Obecny prezydent Kosztunica nie mówi niestety prawdy, twierdząc, w co drugim wywiadzie, że został wybrany spontaniczną wolą narodu serbskiego. Można powiedzieć, że tak jak w Polsce czy Rumunii, w Serbii to wojsko miało duży wpływ na charakter przemian. Dużą rolę w wydarzeniach odegrał generał Momczilo Periszić (oskarżony niedawno o kontakty z wywiadem amerykańskim), który był cały czas w kontakcie z jednostkami wojskowymi. Głównodowodzący armią Pavković wydał nawet rozkaz interwencji, lecz to już Periszić miał nad nią kontrolę. Co ciekawe w tych dniach do Belgradu przybyła delegacja z Moskwy. To ona zorganizowała spotkanie Kosztunica, Miloszević, Pavković. Dzięki niej 7 listopada Miloszević musiał przyznać się do porażki wyborczej. Zachodzi poważna obawa, że Kosztunica to człowiek silnie zaprzyjaźniony z Rosją. Potwierdzają to wydarzenia późniejsze: krytyka wydania Miloszevicia do Hagi, wyjście partii Kosztunicy z koalicji DOS, oskarżenie gen. Periszicia o kontakty z wywiadem amerykańskim.

Według mnie w wydarzeniach późną jesienią 2000 roku w Serbii było istotne pięć czynników:

- naród serbski, który rzeczywiście miał dosyć Miloszevića,

- udział rosyjskiej delegacji,

- sojusz Kosztunica, Pavković, Miloszević,

- gen. Periszić, który kontrolował wojsko,

- przywódcy DOS, którzy dokładnie zaplanowali i mieli cały czas kontrolę nad przejęciem władzy.

INTERMARIUM: