Macedonia 2001 - wojna z UCK

MACEDONIA NA DRODZE DO FEDERALIZACJI

Albańscy partyzanci osiągnęli swoje cele taktyczne. Walki w regionie Bujanovaca i Preszewa w południowej Serbii, sąsiadującym z okręgiem Kumanowa w Macedonii, doprowadziły do uznania czynnika albańskiego w tej strefie. Oddziały albańskie w Preszewie mają złożyć broń, co raczej będzie zabiegiem teoretycznym, ale w zamian rozpoczną się rozmowy na temat sytuacji ludności albańskiej w południowej Serbii. Oznacza to, że oficjalnie przyznano, iż Albańczycy mają prawo domagać się równouprawnienia również poza Kosowem, do czego właśnie dążyli.

Po symbolicznych walkach najpierw w regionie Tetowa, a później Kumanowa, radykalnie zmienił się stan kwestii albańskiej w Macedonii. Zachód przerażony możliwością wybuchu kolejnej wojny na Bałkanach, wywarł presję na rząd i opozycję w Macedonii, by poczyniły znaczne ustępstwa na rzecz Albańczyków i w ten sposób spacyfikowały wybuchową sytuację.

USA zdają sobie sprawę, że armia macedońska, wbrew zapewnieniom Skopje, nie byłaby w stanie sama pokonać partyzantki albańskiej, a wybuch walk na szerszą skalę grozi natychmiastowym rozpadem kraju i rozszerzeniem konfliktu. Z drugiej strony ani centroprawicowy rząd macedoński, ani postkomunistyczna opozycja nie mogą sobie pozwolić na ignorowanie woli USA i Unii Europejskiej, od których są całkowicie zależne gospodarczo i politycznie.

Pierwszym krokiem było powołanie wielkiej koalicji. Wejście do rządu postkomunistów ze Związku Socjaldemokratycznego Macedonii i związanej z nimi albańskiej Partii Demokratycznego Dobrobytu zlikwidowało niebezpieczeństwo, że opozycja może obalić rządzącą dotychczas prawicową i narodową partię WMRO-DPMNE i związaną z nią nacjonalistyczną Demokratyczną Partię Albańczyków, oskarżając je o zdradę narodową, podział kraju itp., co uniemożliwiłoby porozumienie z Albańczykami. W opozycji pozostały tylko słabe ugrupowania pozaparlamentarne i dysponująca jedynie 4 mandatami postkomunistyczna Partia Liberalno-Demokratyczna. Oskarżenia z ich strony nie mogą zagrozić stabilności rządu.

Drugim krokiem było zmuszenie wielkiej koalicji do zgody na projekt pokojowy specjalnego wysłannika OBWE, Roberta Frowika. Przewiduje on ogłoszenie amnestii dla partyzantów albańskich - obywateli Macedonii i włączenie ich do "określonych instytucji" i ich udział w "określonych procesach" oraz wyznaczenie korytarza dla oddziałów Ali Ahmetiego z Kosowa, którym mogłyby one wycofać się do siebie. Nie wiadomo co Frowik ma na myśli mówiąć o "określonych instytucjach", ale chodzi zapewne o włącznie partyzantów np. do policji, na co premier Ljupczo Georgijewski nie chce się na razie zgodzić.

Jednocześnie Frowik w rozmowach z przywódcami Kosowa jasno zaznaczył, iż nie mogą oni liczyć na żadną pomoc finansową Zachodu, jeśli walki będą kontynuowane.

Po takim uspokojeniu nastąpiłaby stopniowa realizacja żądań albańskich, które dotychczas bezskutecznie wysuwały partie albańskie, w tym współrządząca Demokratyczna Partia Albańczyków.

Najważniejszą byłaby decentralizacja i rozszerzenie uprawnień samorządu terytorialnego. W okręgach zachodnich znalazłaby w nim zatrudnienie inteligencja albańska. Dotychczas ze strachu przed Albańczykami samorząd w Macedonii w praktyce nie miał żadnych możliwości działania ani źródeł finansowania. Choć powstanie jednego okręgu albańskiego jest wykluczone, możliwe, że dojdzie też do nowego podziału administracyjnego kraju. Pewne jest natomiast uznanie albańskiego za drugi język urzędowy w okręgach albańskich, zgodnie z zasadami Unii Europejskiej. Zmiany nastąpiłyby również w Konstytucji, która dotychczas uznaje Macedonię za państwo narodu macedońskiego. Kompromis mógłby polegać na określeniu Macedonii jako państwa wszystkich obywateli. Prezydent Bush w liście do prezydenta Macedonii Borisa Trajkowskiego nalegał na rzeczywiste równouprawnienie wszystkich obywateli.

Jeśli wymienione reformy udałoby się pod naciskiem Zachodu wprowadzić, Macedonia nieuchronnie ewoluowałaby w kierunku federacji. Z drugiej strony ich realizacja mogłaby zapewnić uspokojenie w kraju. Na razie partyzanci ociągają się ze złóżeniem broni, ale wydaje się, że wobec nacisków Zachodu nie będą mieli innego wyjścia. Partia Demokratycznego Dobrobytu ze swej strony grozi, że jeśli w ciągu trzech miesięcy nie dojdzie do radykalnych reform, wycofa się z koalicji, co obecnej sytuacji musiałoby spowodować upadek rządu.

Kryzys w Macedonii powoduje, iż kraj ten nie ma szans na przejście z ostatniej, czwartej grupy potencjalnych nowych członków NATO, w której znajduje się razem z Albanią, na lepszą pozycję. W grupie trzeciej przebywa Bułgaria i Rumunia, w drugiej - Słowacja i Słowenia, a w pierwszej państwa bałtyckie.

Józef Darski

Po Kosowie Macedonia?

Walki prowadzone przez Armię Wyzwolenia Kosowa - Ushtria Czlimtare e Kosoves z terenu Preszewa i Bujanowaca w Serbii przeniosły się do Macedonii. Już rozszerzenie akcji na zamieszkałe przez większość albańską pogranicze serbskie miało dwa cele: zaznaczenie, że Albańczycy nie pogodzą się z ewentualnym wcieleniem przez Zachód Kosowa do już demokratycznej Serbii oraz zdobycie karty przetargowej, gdyby doszło do ewentualnego podziału Kosowa na część albańską i mniejszą - serbską na północ od Mitrowicy.

Dotychczas Macedonia była traktowana jako zaplecze frontu. Zakładano tu tajne magazyny broni, ale nie podejmowano otwartej walki by nie antagonizować sobie Zachodu. Obecne starcia w Macedonii, w których na razie biorą udział wyłącznie Albańczycy z Kosowa, świadczą, że UCzKa obawia się zwycięstwa proserbskiej linii w polityce Zachodu i stara się postawić go przed faktami dokonanymi.

Albańczycy w Macedonii żądają wprawdzie pełni praw obywatelskich, ale starają się o nie walczyć drogą pokojową. Pod naciskiem Zachodu, który rozumie, że bez ustępstw wobec ludności albańskiej stanowiącej około 25-30 % mieszkańców Macedonii, krajowi temu grozi wojna domowa, zalegalizowano Uniwersytet Albański w Tetowie. Drugim posunięciem musi być integracja elity albańskiej do struktur państwowych, a to oznacza konieczność podzielenia się z Albańczykami posadami państwowymi i pełne równouprawnienie językowe. Na razie Albańczycy stanowią nie więcej niż 2-3% urzędników państwowych.

Nacjonalistyczna i prawicowa Albańska Partia Demokratyczna Arbena Dżaferego wchodzi w skład koalicji rządowej i dysponuje trzema ministrami. Jeśli rząd kontrolowany przez macedońskich prawicowych nacjonalistów zdobędzie się na koncesje wobec Albańczyków, linia podziału ukształtuje się między Albańczykami macedońskimi i kosowskimi, co zapobiegnie podziałowi kraju. Jeśli natomiast rząd ulegnie pokusie zastosowania represji wobec własnych obywateli narodowości albańskiej, osiągnie tylko jedno - masowe poparcie ludności albańskiej dla partyzantki kosowskiej, co musi oznaczać w dalszej perspektywie rozpad kraju.

Zachód, który liczył, iż prowizorium w kwestii kosowskiej może trawać jeszcze 20 lat, aż wszystko samo się ułoży i rozwiąże, pomylił się. Bez rozstrzygnięcia kwestii albańskiej, stworzonej w 1912 roku przez targi ówczesnych mocarstw, nie będzie pokoju na Bałkanach. Tego zaś nie można dokonać bez chociażby częściowego zaspokojenia żądań albańskich.

Rozszerzenie walk na Macedonię, spowoduje exchodus ludności cywilnej do Bułgarii i zdestabilizuje tamtejszą sytuację społeczną, która właśnie zaczęła się normalizować. Zachód będzie więc zmuszony do utworzenia kordomu sanitarnego między Kosowem a Macedonią, ponieważ sama armia macedońska jest za słaba by dać sobie radę z ruchem partyzanckim z północy.

W praktyce, na dłuższą metę wydaje się, że zachowanie pokoju i integralności Macedonii będzie niemożliwe bez wprowadzenia jakiejś formy federacji kraju.

Józef Darski

WOJNA CZY POKÓJ?

W Macedonii okresy zawieszenia broni i rokowań macedońsko-albańskich oraz walk wokół Tetowa przeplatają się nawzajem. W rzeczywistości dalszy rozwój wydarzeń zależy od siły perswazji wysłanników NATO i UE wobec rządu i społeczeństwa macedońskiego, które nie chcą się zgodzić na uznanie Albańczyków za pełnoprawnych współobywateli.

Z punktu widzenia Macedończyków Albańczycy są obcymi emigrantami, którzy osiedlili się w ich kraju, nie powinni domagać się żadnych praw, a najlepiej żeby wynieśli się do Kosowa lub Albanii. Dlatego Macedończycy mają nadzieję, iż w wypadku kontynuowania walk więcej niż dotychczasowe 50 tys. Albańczyków ucieknie do Kosowa, co zmieni sytuację demograficzną kraju. Zachód powinien, nie wiadomo dlaczego, popierać stanowisko Macedończyków. Żądanie UE równouprawnienia ludności albańskiej jest przyjmowane jako wyraz polityki antymacedońskiej. Nawet prezydent Boris Trajkowski i premier Ljubczo Georgijewski traktują obywateli narodowości albańskiej jak obcych, chociaż zostali wybrani również ich głosami.

Rząd koalicyjny, w skład którego weszły wszystkie główne siły polityczne kraju, macedońskie i albańskie, powstał pod naciskiem Javiera Solany. Spodziewane jesienią tego roku lub najpóźniej w styczniu 2002 roku wybory parlamentarne sprawiają, że partie macedońskie prześcigają się w hasłach nacjonalistycznych. Zarówno nacjonaliści z WMRO-DPMNE jak i postkomuniści ze Związku Socjaldemokratycznego grożą rozwiązaniem wojskowym, które jest złudą i może doprowadzić do rozpadu państwa, gdyż 25 proc. mniejszość albańska jest zbyt duża, by Macedończycy mogli ją pokonać. Dodatkowo atmosferę zaostrzają jeszcze macedońskie media. Nacjonaliści macedońscy mają nareszcie nieprzyjaciela wobec którego mogą manifestować swą wrogość i siłę.

Ostatnie zamieszki w Skopje, kiedy atakowano zachodnie ambasady i restaurację McDonalda, zostały wszczęte za aprobatą sił rządowych, które zapewne chciały wobec mediatorów zachodnich posłużyć się argumentem, iż społeczeństwo nie pozwala im na pójście na ustępstwa wobec Albańczyków. Kiedy 6 czerwca w odwecie za zabicie 5 Macedońskich policjantów w walce z UCzK, 3 tys. mieszkańców Bitoli paliło meczet oraz 50 sklepów i 20 domów należących do Albańczyków i muzułmanów, m. in. dom wiceministra zdrowia, policja zachowywała obojętność.

Ugrupowania albańskie: współpracująca z postkomunistami Partia Demokratycznego Dobrobytu i pozostająca w sojuszu z WMRO-DPMNE Demokratyczna Partia Albańczyków, prowadzą rokowania ze stronnictwami macedońskimi, a jednocześnie korzystają z poparcia i działań zbrojnych UCzK przybyłej z Kosowa. Jak powiedział szef DPA, Arben Xhaferri, partyzanci "nie są terrorystami, ponieważ terroryści nie mają politycznych przywódców, nie noszą mundurów i nie mają programu politycznwego", a Narodowa Armia Wyzwolenia (oficjalna nazwa UCzK w Macedonii) pojawiła się "jako rezultat rozczarowania ludu". Zdaniem Xhaferriego Macedonia będzie nadal istniała jeśli zmieni swą konstytucję, a to oznacza ostateczną rezygnację z formuły państwa narodowego Macedończyków i uznanie, iż jest to państwo wielonarodowego z równymi prawami dla wszystkich.

Propozycje albańskie zawierają konkretne rozwiązania i terminarz ich wprowadzania. Partie albańskie domagają się ustanowienia stanowiska wiceprezydenta, Albańczyka z prawem veta w ważnych kwestiach, część decyzji parlamentu mogłaby być podejmowana tylko w drodze consensus. System ten podobny byłby do istniejącego kiedyś w Libanie. Samorząd lokalny uległby rozszerzeniu, a zwłaszcza zostałaby mu podporządkowana mniejscowa policja. Język albański uzyskałby prawa państwowego w gminach, gdzie Albańczycy stanowia co najmniej 20 proc. ludności. Wszystkie ustawy byłyby wydawane w dwu językach, w których obradowałby również parlament. Premier Georgijewski ma więc rację, gdy twierdzi, że zmiany konstytucyjne będą prowadziły do federalizacji kraju. Ale czy jest inne wyjście w sytuacji państwa wielonarodowego?

9 lipca 2001 roku Francois Leotard wysłannik UE i James Pardew reprezentant USA, zaproponowali "ramowe porozumienie", pro forma odrzucone przez stronę albańską i zdecydowanie przez Macedończyków. Przewiduje ono również decentralizację i znaczny stopień samorządu lokalnego, mechanizm parlamentarny uniemożliwiający przegłosowanie posłów albańskich w sprawach dotyczących tej grupy ludności, używanie języków mniejszościowych na państwowych uniwersytetach i zakładanie przez państwo uniwersytetów prywatnych, a więc z innym niż macedoński językiem wykładowym, wprowadzenie języka mniejszościowego do administracji państwowej, prawo samorządów do wywieszania flag narodowych. W tym ostatnim przypadku chodzi o traktowanie flagi albańskiej jako symbolu narodu, a nie państwa albańskiego. W zamian UE ma do zaoferowania stronie macedońskiej konferencję w sprawie pomocy gospodarczej. Macedonii grozi bowiem poważny kryzys ekonomiczny spowodowany wojną. Już wiadomo, że zamiast prognozowanego 6 proc. wzostu tegorocznego PKB, wyniesie on maksimum 1,5 proc., co oznacza stagnację.

Strona macedońska nie chce się zgodzić na 20 proc. klauzulę językową, jaką kilka lat temu pod naciskiem UE przyjęto wobec mniejszości węgierskiej na Słowacji. Oznaczałoby to bowiem masowe zatrudnienie Albańczyków w administracji państwowej. Drugim punktem spornym są uprawnienia samorządów i podporządkowanie im policji. Strona macedońska chce też rozszerzenie grupy negocjacyjnej na reprezentantów Turków, Serbów, Cyganów i Wlachów, mając nadzieję, iż będą oni popierali raczej Macedończyków. Oczywiście nie da się przekształcić Macedonii w państwo dwunarodowe, gdyż po uzyskaniu praw przez Albańczyków, sięgną po nie inne narody.

Macedonia obecnie, podobnie jak Polska, jest państwem partyjnym. Państwowe przedsiębiorstwa zatrudniają tylko członków klanów i narodowości ich dyrektorów, ci zaś są mianowani według podziału sektorów gospodarki na partie tworzące koalicję rządową. W tym sensie wejście partii albańskich do rządu już stanowiło znaczny awans dla części Albańczyków. Generalnie jednak ludność albańska spychana jest do rolnictwa, drobnej przedsiębiorczości i szaref strefy, natomiast stanowiska w administracji państwowej i wielkim businessie przypadają Macedończykom i dlatego walczą oni o utrzymanie staus quo.

Nieprzejednane stanowisko macedońskie popiera Moskwa, co może w wypadku kontynuowania walk zakończyć się przejściem Macedonii do rosyjskiej strefy wpływów.

Jeśli porozumienie macedońsko-albańskie zostanie osiągnięte, wówczas UCzK będzie rozbrojone i w rejonie walk rozmieszczony zostanie 3 tys. korpus pokojowy NATO. Javier Solana nalega jednak by jak w Preszewie partyzanci byli częścią procesu pokojowego. Przejęcie samorządów przez Albańczyków będzie również sprzyjało federalizacji kraju. Alternatywą byłaby nowa rzeź na Bałkanach, do czego UE i USA nie chca dopuścić i rozpad Macedonii.

Autor publikacji: 
INTERMARIUM: