8. Kriuczkow ustala scenariusz

- Czy istniał jakiś scenariusz zmiany systemu politycznego na Węgrzech? - Oczywiście, że był taki scenariusz. O tym wiedzieli wszyscy. Pamiętam, iż mówił o tym Kriuczkow, ówczesny szef KGB. Pewnego popołudnia - byłem wtedy premierem - otrzymałem wiadomość, że Kriuczkow przyleci wieczorem na lotnisko wojskowe. Przyleciał o godz. 23 i opisał mi cały plan. - Przywiózł wyniki wyborów w teczce? - Nie wyniki, tylko opracowany plan. Określał on główne punkty systemu wielopartyjnego, przyszłą rolę parlamentu i procedurę tworzenia rządu. Była mowa o personaliach. Mówił, na kogo Rosjanie liczą. - Na kogo? -Tego nie powiem. - Czy nazwiska czołowych polityków znajdowały się w scenariuszu KGB? - Oczywiście, chociaż nie była to pełna lista, bo wiele się zmieniło w trakcie wydarzeń. Na przykład nazwisko Jozsefa Antalla (premiera pierwszego niekomunistycznego rządu węgierskiego w latach 1990-1994 - przyp. J.G.) nie pojawiło się w ogóle. - O czym rozmawia1iście? Czy o zjeździe rozwiązującym partię komunistyczną? - Raczej o rozpadzie partii, o rozłamie, o systemie wielopartyjnym. Bardzo się temu sprzeciwiali i nie podzielali naszego stanowiska. Rozmawialiśmy o rozbieżnościach między partią a rządem, o parlamencie i wyborach, o zmianie układu sił. Radzili nam, jakie siły na1ety przyciągnąć: opozycję obywatelską i kręgi inteligencji. - Stanął przed panem pierwszy człowiek KGB i powiedział: towarzyszu Grosz, commedia finita, opuszczamy kurtynę? - Wnioskiem nie było bynajmniej to, że opuszczam kurtynę. Umówiliśmy się, iż nadchodzi nowa epoka i trzeba coś zrobić, jakoś temu przeciwdziałać. - Czy nie chodziło o to, że Kriuczkow w 1988 r. przywiózł węgierskiemu kierownictwu partii książkę, w której rozdzielono role i zadania? - Nie. Oni wiedzieli, według jakiej koncepcji pracuje nad obaleniem systemu przeciwnik. Widzieli napięte stosunki wewnętrzne, zadłużenie, niezadowolenie, stagnację a potem spadek poziomu życia, podstarzałe kierownictwo. Dlatego uznali, że jest dogodny moment na zrobienie decydującego kroku. Centrala KGB dysponowała wszystkimi niezbędnymi informacjami i sądziła, że żywiołowemu rozwojowi wydarzeń można przeciwdziałać poprzez rekonstrukcję i umocnienie partii, uporządkowanie kontaktów gospodarczych. - Podsumujmy: pan jako pierwszy człowiek w partii i premier robił to, co przygotowano w scenariuszu przygotowanym w Moskwie? - Dokładnie tak. Ale ja także byłem do tego przekonany. Prawdopodobnie scenariusz powstawał podczas rozmów i spotkań: obie strony mówiły, czego chcą. - Czy był pan zatem przedstawicielem Węgier, czy człowiekiem Moskwy? - To źle postawione pytanie. Nie można go tak sformułować, bo nie stało sie nic, czego nie chcielibyśmy zrobić. - Czy wedle tego samego, wspólnego scenariusza tworzyliście partie na Węgrzech? - Nie tworzyliśmy ich, tylko pomagaliśmy przy ich samorzutnym powstawaniu. Jednym z takich ugrupowań była partia socjaldemokratyczna, drugim - Partia Drobnych Rolników, trzecim - partia typu chłopskiego. Wiedzieliśmy, że jeśli powstanie partia socjaldemokratyczna, to szybko się wzmocni i w wielu sprawach będzie nie tylko rywalką, ale i sojuszniczką WSPR. - Głównym lobbystą miał być Rezso Nyers, sekretarz KC WSPR? - Tak. Podczas rozmów postanowiliśmy, że towarzysz Nyers nawiąże kontakt z powstającą partią socjaldemokratyczną. - Czy istnieją podstawy do przypuszczeń, że WSPR „załatwiła” socjaldemokratów, umieszczając w ich partii „miny”, które wysadziły potencjalnego politycznego rywala. - Nic nie wiem o takich „minach”. Może ktoś robił takie rzeczy, ale ja pamiętam tylko, że przekazaliśmy im samochód, opłacaliśmy sekretarkę i kilku ludzi pomagających w organizowaniu partii. Są to fragmenty rozmowy przeprowadzonej z Karolyem Groszem przez dziennikarza telewizji węgierskiej pod koniec 1994 roku, a nadanej po raz pierwszy w styczniu tego roku w programie radiowym "Szesnaście godzin". Źródło: Scenariusz KGB. Rozmowa z Karolyem Groszem, niedawno zmarłym ostatnim sekretarzem generalnym Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej. Opracował Jarosław Giziński, Wprost z dnia 25 lutego 1996, s. 63.

INTERMARIUM: