5. LAKITELEK: BIHáRI, POZSGAY, GOMBáR

Wypowiedź w Lakitelek: Obrady prowadzi Gyula Fekete. Tematem narady są „szanse Węgier”. Prosi Pozsgaya o rozpoczęcie dyskusji. [wszystkie wystąpienia zostały spisane z taśmy, w praktyce bez redakcji, stąd dość wierne tłumaczenie polskie jest miejscami bełkotliwe, a do tego dołączają się wpływy nowomowy] Imre Pozsgay: „W tym tygodniu miałem okazję spotkać się i rozmawiać z premierem Groszem i powiedziałem mu, że byłoby dobrze, jeśli odpowiednią uwagę poświęciliby temu przedsięwzięciu, które ma miejsce tu, w Lakitelek ze strony inteligencji węgierskiej. Na to jego odpowiedź była - staram się ją wiernie przekazać - że w imię rozwoju i stabilizacji gotów jest prowadzić rozmowy i współdziałać z każdym konstruktywnym zamiarem. Wywiązując się z tego politycznego zaufania, chciałbym w dalszych (punktach) powrócić do naszych spraw. Uważam, że podczas gdy zobaczymy tu, a jeśli trzeba także uznamy, wysiłki, które płyną dla wzmocnienia stabilizacji i rozwoju kraju, na tym forum mamy bardzo istotne zadania. Wierzę, że be z wahania trzeba wypracować takie alternatywy, które na podstawie głębokiego zbadania sytuacji społeczeństwa węgierskiego i przyczyn [jego] położenia wyciągnie wnioski obejmujące: 1/ [sprawy] dotyczące stosunków własności, 2/ stosunki podziału, 3/ także zawierające w sobie stosunki polityczne władzy celem powszechnej, radykalnej reformy. Bez odwagi i duchowego przygotowania do niej dziś już nie można wyobrazić sobie w społeczeństwie węgierskim pewnej stabilizacji i rozwoju. Tu i teraz, dla wielu chyba alarmującą, jednak wierzę, że potrzebną, niemal przymusowo potrzebną rzecz chciałbym jeszcze stwierdzić, że rozwój tej radykalnej reformy i alternatyw w niej ukrytych, jej wyrażenie nie jest potrzebne, jeśli dotychczasową reformę nie poddamy ostrej krytyce. [nawraca do reformy 1966-1968 i proponuje wyjście poza jej ramy, najważniejszym zadaniem jest - wyjaśnienie stosunków partii i państwa] [...] Należy wyjść poza te koncepcje i koncepcje tego wykraczania, przynajmniej możliwe do przyjęcia przez mnie, spróbuję teraz tu naszkicować. ... W tej koncepcji reform, którą próbujemy wspólnie wykuć, wspólnie ukształtować - trzeba wyjaśnić, iż reforma nie jest celem tylko narzędziem, które trzeba wykorzystać dla osiągnięcia celu wskazującego daleko poza nią, zmieniając i rozwijając [je - tj. narzędzie] zgodnie z wymogami. Dlatego nasz stosunek do konkretnych form reformy niech nie tworzy się w duchu wierności i przywiązania ale pod znakiem przydatności, a więc po stronie sił reformatorskich trzeba ukształtować stosunek surowej krytyki w związku z każdą naszą koncepcją. Ponieważ celem są takie demokratyczne, socjalistyczne Węgry, których każdy obywatel jest gospodarzem, który bezpośrednio żyje, czuje odpowiedzialność za swoją pracę i rodzinę, służbę dobru publicznemu uważa za swój osobisty interes, za własny cel. Dlatego myślę, że choć niewielu dyskutuje o stosunkach i roli określających gospodarkę, wszak na naszej skórze odczuwamy wszystkie jej konsekwencje, muszę tu powiedzieć, że podstawowa koncepcja reformy nie ma natury ekonomicznej, a przyczyna sprzeczności i kłopotów gospodarczych jest pochodzenia społecznego i dlatego wychodząc z aspektu i punktu widzenia społecznego należy między pierwszymi sprawami reformy podjąć inicjatywy potrzebne do humanizacji stosunków politycznych. Wiem, powtarzam, to nie jest naturalna kolejność spraw, istniejący socjalizm jest zbudowany w pierwszym rzędzie politycznie i zbudowany jest odgórnie na poruszających się sprężynach centralnej woli, dlatego przeszkody [zawarte] we wcześniejszej polityce trzeba odrzucić, żeby cel narodowy, który podejmuję jako mój własny - i być może wielu spośród nas tutaj - mógł zostać urzeczywistniony. Bez wykładania, ale zaznaczając jasno ten kierunek, chciałbym powiedzieć, o czym myślę, kiedy mówię o tych stosunkach politycznych. Przede wszystkim - i jest to jedno z najważniejszych zadań - będzie wyjaśniony stosunek partii i państwa; i w tym wyjaśnianiu trzeba przyjąć w punkcie wyjścia choćby koncepcję wstępną, ponieważ mamy do tego wystarczające doświadczenie polityczne i wiemy także, że tego rodzaju splot państwa i rodzaj jego zespolenia [z partią] w ostatecznym rachunku może być paraliżujący dla całej przestrzeni politycznej i jeśli patrzę zgodnie z interesami partii, ponieważ ja mam taki punkt widzenia w tym względzie, patrząc na niekorzystną [stronę], [partia] zabija w sobie możliwość ruchu, degraduje się w biurokratyczną organizację, ledwo już potrafi utrzymać związek ze swoimi członkami, a co dopiero ze społeczeństwem. To jest jedno z bardzo istotnych wymagań, wierzę, że trzeba wziąć oczywiście w rachubę także i to, iż jeśli w naszych obecnych warunkach jednopartyjne kierownictwo pozostaje ponad krajem, kiedy praca partyjna byłaby jawna nie tylko dla członków partii, ponieważ pod tym względem jest to pożądane, ale dla bezpartyjnych, dla całego społeczeństwa, dopóki centrum władzy tak tworzy się i tak działa, dopóty jawność pracy partii oznacza, że bezpartyjni także kontrolują partię. Drugim bardzo ważnym wymaganiem politycznym jest to, żeby na miejsce dotąd przyzwalającego, liberalnego starania się o interesy wkroczyła demokratyczna i podzielona reprezentacja interesów, która wyjaśni możliwości orientacji [wykraczającej] poza stosunki interesów, możliwości wypracowania alternatyw. Z tym trzeba razem uregulować, tak wierzę, poprzez formę gwarantowaną a nie dopuszczaną porządek i miejsce przedstawicielstw interesów, organizacji i zjednoczeń społecznych. Z tego punktu widzenia uważam za szczególnie ważne - i wierzę, orientacja posuwa się w dobrym kierunku i pod tym względem już także ze strony przygotowujących ustawę - stworzenie ustawy o zrzeszaniu się, która zrzeszanie się zmienia w podmiot prawny nie zobowiązany do [uzyskania] zezwolenia, decyzji opierającej się na uznaniu, w której jedynym surowo wymaganym warunkiem będzie ten element ograniczający, iż to wszystko może mieć miejsce tylko na podstawie konstytucji Republiki Węgierskiej. W związku z życiem państwa i w związku z organizacjami państwowymi nie mogę się podjąć nakreślenia tu i teraz wszystkiego co się z tym łączy ale oczywiście jest wymagane - i moi przyjaciele politolodzy później tu uzupełnią to co mówię z pewnością bardzo ważnymi wiadomościami (naukami) i propozycjami - nowe myślenie o miejscu, roli i funkcjach parlamentu, na zasadzie suwerenności narodu, obok możliwości rzeczywistego działania, w pełni przywracając rolę ustawodawczą parlamentu, rolę powołaną do kontrolowania rządu, w ten sposób, żeby mógł kontrolować pracę rządu nie wyłącznie poprzez informacje rządu. Wraz z rozwojem jawności trzeba zmienić parlament w forum tego rodzaju polityki, który będzie zarazem polityczną szkołą dla kraju, sceną kultury politycznej. Widzę w tym najważniejsze wymagania w pracy parlamentu i choć widzimy przyczyny wahających się posunięć, ale kroków które należały już do tego kierunku, na posiedzeniu parlamentu w zeszłym tygodniu mogło mieć miejsce takie jedno czy drugie pociągnięcie. To łączy się z wypowiedziami na temat stosunku interesów, o czym już wcześniej mogłem wspomnieć. Trzeba umożliwić przejawianie się reprezentacji interesów uzasadnianych przez organizacje [obecne] w parlamencie. [...] W związku z tym i w związku z rozwojem ordynacji wyborczej (ustawy wyborczej) chciałbym także powiedzieć kilka słów o możliwości alternatyw ... Wypada wiedzieć, że jedyną alternatywą jest albo poparcie dążeń oficjalnych albo zachowanie opozycyjne i odrzucenie [postawa odmowy]. Na ile znamy siebie samych i kraj, wiemy, że stanie po stronie odmowy nie tylko jest wprost niewygodne ale duchowo przygnębiające. Oczywiście uważam koniecznie za ważne aby tu i teraz powiedzieć, że w tej alternatywie kto stoi po stronie odmowy należy do tego także i musi otrzymać miejsce. Ale niechaj nie będzie to wyborczym przymusem dla tych, którzy nie chcą stać po tej stronie [tj. po stronie odmowy czyli opozycji]. Nie wiem czy wyraziłem się dość jasno. Ponieważ uważam za wyobrażalną tego rodzaju koalicję narodową - nie obawiając się wypowiem to słowo tu i ówdzie zdyskredytowane - że z tego wyeliminowalibyśmy krytykę, ponieważ istnieje obawa, że wyeliminowalibyśmy wraz z nią także zamiar współpracy. Na tym świecie, wyobrażalna jest krytyczna koalicja w duchu współpracy dla rozwoju. Powiedziałem już i tak sądzę, że trzeba zmienić ordynacje wyborczą według wcześniejszych (poprzednich) wymogów i jeśli można, jeszcze w tym cyklu wyborczym należało by stworzyć ustawę mówiąca o głosowaniu ludowym [referendum] nie tylko w sprawach reguł lokalnych, miejscowych ale także w sprawach krajowych, gdzie - zgodnie z moim wyobrażeniem - ustawa o referendum i instytucja referendum, którą Konstytucja Republiki Węgierskiej zresztą umożliwia, wkroczyłaby nie w zakres działania ustawodawczego ale jako referendum w zakres działania konsultacyjnego, ale alternatywa przyjęta w głosowaniu ludowym, pośród alternatyw poddanych do decyzji, byłaby dla rządu wiążąca do realizacji. ... jako możliwość konsultacji ludowej, w której pomiędzy przedłożonymi alternatywami, rząd zobowiązany jest podjąć tę, którą referendum przyjęło. ... Do nowego myślenia o tym wszystkim, tak sądzę, w świecie instytucji politycznych nieuniknione jest stworzenie nowej konstytucji, która powiąże z państwem socjalistycznym historyczne wartości węgierskiego prawa publicznego i konstytucyjności. Z tego punktu widzenia, powracając do tego co zostało powiedziane wcześniej, - propozycją innych jest to - sam potrafię się z nią utożsamić - należałoby powołać instytucję prezydenta republiki; należałoby powiedzieć o suwerenności ustawodawstwa w duchu tego co powiedziano wcześniej, należałoby zarządzić konstytucyjny podział władzy, żeby jedna drugą kontrolując nawzajem, czyniąc jawną, tworzyły w społeczeństwie odpowiednie przeciwstawne punkty przeciw nadużyciom władzy. Do tego należy przemyślenie całego porządku administracji państwowej lub samorządowej i konstytucja nie może oczywiście tego uniknąć. Powracając teraz do punktu wyjścia, w połączeniu z wyjaśnianiem stosunków partii i państwa, chciałbym powiedzieć, że administracja państwowa mogąca wpływać instrumentami władzy ponad ustawami nie może być skuteczna, i [nie może być] bezbronna wobec korupcji. [..] [Powołuje się na marksistowską koncepcję państwa i „Krytykę programu gothajskiego”] Gdzie państwo jest wolne, obywatel nie może być wolny; dlatego mamy cel - Marks wskazuje na urządzenie państwa socjalistycznego - żeby jego formą państwową było państwo we wszystkim podporządkowane ludowi. .. [...] Z tego punktu widzenia o charakterze naszej epoki mam opinię jak wielu moich przyjaciół, że jest to jeszcze okres kapitału i jest jednolity rynek światowy, którego prawidłowości obowiązują także tego, kto tego nie zauważa. Przez długi czas nie zauważając tego próbowaliśmy gospodarować w takim świecie i takimi instrumentami, o których więcej już nie wspomnę, i rzeczą godną uwagi jest, że one nie tylko nas cofnęły w rozwoju gospodarczym ale wprost kontynuowały kierunek rozwoju, wystąpiła taka dośrodkowa siła, która pod względem gospodarczym niepowstrzymanie wciąga nas także w stronę peryferii. Możemy wziąć w rachubę piętna opóźnienia w Europie Środkowowschodniej, [i] jeszcze inne sprawy, faktem jest, że są drastyczne i twarde prawa, które lepiej szanować niż żeglować wbrew nim. Błędne decyzje modernizacyjne rodziły się w oparciu o wyobrażenia błędnej polityki gospodarczej, jeszcze w ostatniej połowie dekady ponosimy ich konsekwencje, wdeptujemy w ich pułapki, które przez nie powstały. Dlatego więc sądzę, że bez przyjęcia do wiadomości wcześniej wspomnianych faktów i ich okoliczności, wypada wiedzieć, iż prawo wartości występuje w stosunkach gospodarczych, [że] wartość wymiany realizuje się na rynku w formie ceny, czyli że producenci wchodzą z sobą w stosunki na rynku, i dziś taka jest rzeczywistość świata, że bez niego [tj. prawa wartości] nie można gospodarować. Dlatego więc bez reformy stosunków własności, wspomniane wcześniej możliwości rozwoju demokracji są wątpliwej wartości, nie stworzą tego autonomicznego obywatela, którego potrzeba do tego by wcześniej wspomniane i przeze mnie wymienione instytucje były zdolne do działania i działały celowo. [...] Pozsgay powołuje się na zapiski „O ideologii niemieckiej” Marksa itp.] Idąc dalej tą drogą i wskazując na stosunki własności, wierzę, że obywatel przydzielony do hierarchii i bytowo zależny nie może być podmiotem demokracji. Myślę więc, że własność samorządowo-kolektywna musi stać się centralnie zorganizowaną formą stosunków własności, z której wyniknie swobodniejszy przepływ kapitału i możliwość akumulacji i przedsiębiorczości razem z wielobarwnością (różnorodnością) form własności i własność prywatna i własność państwowa znalazły by się po dwu skrajnych stronach stosunków własności, ale każdy po skrajnej stronie wychodzi z tych rozważań, że panujące stosunki własności wyznaczają miejsce wszystkich innych [stosunków] i własność kolektywna mogłaby nadawać się do centralnego zorganizowania. Tylko obok tak zorganizowanej własności i obok gwarancji majątkowej, więc pod znakiem tego rodzaju zainteresowania majątkiem - i tu bardzo zgadzam się z moimi przyjaciółmi ekonomistami - może być stworzony taki porządek, w którym uczestniczący gospodarze są zainteresowani w pierwszym rzędzie nie podziałem ale pomnażaniem; ponieważ obecnie wszystkie nasze stosunki, a zatem własność, nie ma[ją] rzeczywistego podmiotu, polityka przejęła tę rolę i skłania ich [tj. gospodarzy] do tego, żeby czym prędzej, czym szybciej, z dnia na dzień dzielili się [zamiast produkować]. Tego rodzaju rozwój własności i organizowanie się nie tylko, że umożliwia ale wymaga, przynajmniej tu w Europie, jawności, w której trzeba stworzyć gwarancję dla tego, żeby koncepcja mniejszościowa, alternatywa pozostająca w mniejszości, także miała prawo do istnienia, przynajmniej by procesować się z panującą alternatywą i w ten sposób inspirować przedstawicieli panującej alternatywy do tego, żeby skupili się dla [jej] realizacji. ... Do tego warunkiem dla minimum ogólnego porozumienia jest przyjęcie podstaw konstytucyjnych. Po zrewidowanych stosunkach własności można umownie powiedzieć o stosunkach podziału ale ja już to ubiegłem i powiedziałem o tym. [wspomina o korekcie polityki socjalnej] Niektórzy bardzo duże przeciwieństwo widzą w tym, że w okresie umiędzynaradawiania [globalizacji] sił produkcyjnych dajemy miejsce organizacji narodowej. A propos tego powiem, że wymierne zaawansowanie i umiędzynarodowienie rewolucyjnych sił produkcyjnych warunkuje umocnienie się i wzmocnienie się organizacji narodowych. Nie mamy miejsca na świecie, nie (będziemy) potrafili zająć miejsca na świecie bez zbliżenia się narodowych gospodarek. Do tego nie potrzeba po prostu wspólnego poczucia narodowego - ponieważ w sprawie wspólnego poczucia narodowego nie było błędów w tym kraju tylko bardzo wiele razy wprowadzano nas w błąd - ale trzeba wspólne poczucie narodowe uzupełnić narodowym samopoznaniem, jeszcze większym narodowym samopoznaniem. [dalej bełkot o świadomości narodowej] Jeśli kiedyś braliśmy od innych z przymusu złe alternatywy, teraz nie rezygnujmy z innych dobrych alternatyw przez narodową pomyłkę. I z takiego punktu widzenia, uważam za szczególnie ważny ten proces przebudowy [pieriestrojki] i demokratyzacji, który w Związku Sowieckim przygotowuje się oczywiście na sposób rosyjski, na sposób sowiecki i w oparciu o wspólnotę żyjących tam narodów, a nie w oparciu o naszą historię, ale przygotowuje się coś godnego uwagi, co może stworzyć warunki dla węgierskiej inteligencji i społeczeństwa. W oparciu o to powinniśmy śledzić z uwagą, orientować się w Europie Środkowowschodniej, w Europie Wschodniej, gdzie istnieją ruchy reformatorskie, a gdzie silne są jeszcze tendencje wsteczne, tworzyć taki świat powiązanych internacjonalnie sąsiadów, z którego węgierska [orientacja] postępowa wyszłaby zwycięsko. [...] Csaba Gombar: [...] Chciałbym powiedzieć kilka słów o pluralizmie. Słowo wstępne, które powiedział Sandor Lezsak - i kiedy przypomniał teorie ćwierkające - naturalnie napełnił je małą obawą. Wskażę przecież tu na teorie, dlatego napełnione obawą, ponieważ nie jestem pewny, czy to co mówię nie może być wepchnięte do pudełka opatrzonego nieco pejoratywnymi etykietkami. Mowa jest o sprawach następujących: ostatnio razem z moimi współpracownikami godzinami wysłuchiwaliśmy analizy pewnej koncepcji. Koncepcji dotyczącej instytucji finansowych, które kształtowały się historycznie i których istotę pokrótce chciałbym tak streścić, że instytucje finansowe ukształtowane na przestrzeni wieków z góry określają możliwości powstawania alternatywy politycznej danego kraju. Mowa była o USA, Anglii, Francji, Niemczech i w końcu doszliśmy do tego, co zresztą mogliśmy wiedzieć, iż te kraje nie mogą nawzajem zmieniać się miejscami, ponieważ zupełnie inne są możliwości wolnego rynku kapitałów i dlatego w istotnym stopniu różnią się, kiedy warunki kredytowe kształtowane są przez banki lub pod wpływem państwa. Mogliśmy zatem wyciągnąć dla nas wniosek, o tyle spokojnie lub posępnie, iż Węgry dokładnie tam znajdują się na mapie świata, gdzie dotychczas wiedzieliśmy, że są i dalej też tam pozostaną. Różne regionalne i narodowe określenia wynikające z historii następnie mają bardzo poważne i znaczące skutki. Wobec tego w zawiązku z pluralizmem wyłania się pytanie, czy teraz musimy się martwić, czy trzeba uważać nasze sprawy za całkowicie niemożliwe [do załatwienia] lub jednak mamy pewne możliwości, przynajmniej teoretycznie. Dlatego zadaję to pytanie w taki sposób, ponieważ kwestia pluralizmu politycznego, mianowicie kiedy mowa jest o jego istocie, o ustroju wielopartyjnym, wtedy zazwyczaj z rezygnacją machamy na to [ręką], uważamy sprawę za niemożliwą i jak jeden z moich przyjaciół kiedyś powiedział, kiedy o tym mówiłem - już zgodnie z perwersją, analizujmy takie pytania w naszych warunkach. Myślę jednak, że - przynajmniej według teorii „ćwierkających” - musimy bezwarunkowo zajmować się tym. Chociaż jest zrozumiałe, jeśli w wyniku przyjęcia politycznej hierarchii ważności kwestia ta trafia przeważnie na plan drugi, zrozumiałe jest i wytłumaczalne jako konsekwencja danej sytuacji politycznej, teoretycznie natomiast zawsze musi przejść w kierunku największego oporu. Widzę, zgadzając się z bardzo poważnymi problemami podkreślanymi przez zabierających głos przede mną, że każde pytanie, które się tu wyłoniło: w związku ze stosunkiem partii i państwa, z kwestią strachu, z kształtowaniem się alternatyw itd. jest dziś pytaniem rzeczywistym i oczekującym rozwiązania. Takie kwestie natomiast, których rozwiązanie może istnieć tylko w oparciu o pluralizm [oparty] na zasadach partyjnych, musi instytucjonalizować się, musi mieć swoją technikę, aby kształtowało się; mniej więcej jest to współczesne lub modne pojęcie, które w obecnej chwili obejmuje historycznie ukształtowane nasze pragnienia wolności, wymagania, problemy, zawiera ono w sobie cały krąg pytań. Pewne teorie, z którymi obecnie męczymy się, rozchodzą się w trzech kierunkach i następne pytanie, jak w związku z tym można obecnie myśleć w sposób konstruujący reformę. Jeden kierunek to ten, kiedy mowa jest o tzw. upartyjnieniu obrony interesów, a więc kiedy różne organizacje broniące interesów lokalnych, regionalnych, krajowych po prostu reprezentują obszar, warstwę lub grupę, do których nie zostały uprawnione lecz po prostu wykraczają poza nie, a zatem np. związek zawodowy metalowców po prostu zaczyna mówić o kwestii polityki wojskowej lub związek obrony interesów rybaków zajmuje także stanowisko na różnych publicznych szczeblach kraju w kwestiach kulturalnych. A zatem jego [tj. kierunku] pewne zbliżenie do pluralizmu w formie upartyjnienia obrony interesów. Inną linią przybliżenia, nad którą spekulują ludzie, jest ta, że w ramach Frontu Ludowego są ruchy autonomiczne, nie obecne, ale powstaje mnóstwo autonomicznych ruchów i Front Ludowy istnieje jako organizacja federacyjna obejmująca je w sobie. Jeśli wejdziemy w szczegóły tej koncepcji i nie powiemy wielu słów, wówczas spotkamy się z mnóstwem konkretnych komplikacji, których nie można rozwiązać pod wpływem uczuć, trzeba pracować zgodnie z prawem, a także organizacyjnie. Te nie są jeszcze wypracowane, to są raczej tylko nasze pragnienia i wymagania ale w licznych kwestiach nie potrafimy jeszcze w sposób odpowiedzialny kroczyć do przodu. Trzeci kierunek dotyczy natomiast możliwości partii politycznych i uważam go za istotę problemu, za zasadnicza kwestię. W obecnych okolicznościach - i teraz wypowiem tu tylko mój własny pogląd, nie przekazuję odnośnych teorii - istnieje realna możliwość, żeby obecne ujęcie demokracji partyjnej tak ukształtowało się, aby możliwa stała się w nim wolność [tworzenia] platform, możliwa stała się wolność [tworzenia] frakcji, w konsekwencji której może uformować się pewien przejściowy pluralizm. Wyobrażam sobie takie rozwiązanie - oczywiście wymaga to dalszego opracowania - w konsekwencji którego może powstać odpowiednio do dzisiejszych okoliczności i wymagań struktura pluralistyczna. Pluralizm polityczny, niech przypomnę ]jego] historię tylko dla wskazówki, oczywiście oznacza także stały rozłam i rokosz i jednocześnie musimy wiedzieć: tak jak używamy tych słów, które mają historyczną konotację, nie jest pewne, że przywykliśmy do nich. Niewątpliwie, w historii węgierskiej, w epoce współczesnej a także w starszych czasach miały miejsce rokosze, [partyjne] rozłamy, w epoce współczesnej był także ustrój partii politycznych, ale działanie naszych instytucji, ustalając historyczny bilans, z tego punktu widzenia nie był możliwie najbardziej doskonały; jest taki kraj, który w tej dziedzinie ma lepsze wyniki ale bezdyskusyjnie mamy historyczne rezultaty, mamy nasze tradycje w dziedzinie pluralizmu. Nasze historyczne określenie nie sugeruje zatem tego, przynajmniej dla mnie, że zajmowanie się tu tymi kwestiami jest całkowicie niemożliwe. Obiecałem zwięzłość, wkrótce zakończę moją wypowiedź, tylko dlatego wszystko to tu przypomniałem, gdyż widzę, że razem z problemem oczekującym rozwiązania wyłoniło się tu także ważne pytanie. Nie można sobie wyobrazić pluralizmu bez zasad organizujących lub technik sterujących, są to więc pytania których nie można ominąć całkowicie, ani teoretycznie, ani wcześniej lub później pod względem politycznym. Padały tu także słowa o strachu, o kwestii zastraszania, która w związku z tą sprawą też istnieje w sposób widoczny. Myślę, że od nowa musimy przywyknąć do pluralizmu politycznego, do okoliczności pluralizmu [opartego] na zasadach partyjnych. Nie musimy mu patrzeć w oczy lecz po prostu musimy traktować go jak normalną technikę, która stoi do naszej dyspozycji teraz jeszcze bardzo abstrakcyjnie i teoretycznie, ale jego opracowanie w szczegółach jeszcze jest jego nadchodzącym zadaniem. Dziękuję, tylko tyle chciałem powiedzieć. Mihaly Bihari: [...] Pytanie jest, co może przynieść Węgrom demokratyczny socjalizm, demokrację i socjalizm razem , to co dotąd nigdy nie udało się powiązać? Myślę, że wtedy uda się to, jeśli społeczeństwo dojrzałe do reformy wkroczy w prawdziwą epokę reformy. Według mnie dziś społeczeństwo węgierskie nie znajduje się w epoce reformy. Według mojej oceny, dojrzałość do reformy nie jest tożsame z epoką reformy. Przytłaczająca większość społeczeństwa uznała dojrzałość społeczeństwa do reformy. ... nie ma jeszcze tych warunków, które prowadzą od uznania dojrzałości do reformy do rzeczywistej epoki reform. Do takiej epoki reformy, w której rzeczywistością staje się demokratyczny ruch reformy, w którym lud wypracowuje alternatywne reformy i politykujący obywatele wybierają pomiędzy alternatywami reformy. ... Sądzę, iż potrzebne są cztery warunki i może ona [tj. owa epoka reform] być wynikiem tylko aktywnego, zjednoczonego i kolektywnego działania politycznego czterech warunków. Pierwszy ... „doskonała znajomość obecnej naszej sytuacji”. ... Odczuwamy kryzysy, uświadomienie kryzysu jest wystarczająco oczywiste, a więc jest masową społeczną wiedzą i doświadczeniem ale czy znamy [jego] przyczyny? Myślę, że nie. Nie dlatego nie znamy przyczyn, ponieważ nie ma [o nich] wiedzy, nie ma podstaw wiedzy, o których mówił także I. Pozsgay i której znajomość [posiadając] można by sformułować realistyczną diagnozę społeczeństwa i w oparciu o doskonałą znajomość obecnego naszego stanu moglibyśmy wyruszyć w stronę, którą uważamy za pożądaną, ale dlatego że wiedza kolektywna nie potrafi zagęścić odrębnego doświadczenia, dla realistycznej diagnozy potrzebne jest pogłębione doświadczenie a nie doświadczenie istniejące w poszczególnych głowach, znajomość, naukowa lub nienaukowa pretensja. A dlaczego nie potrafi? Myślę, że istnieją dwie podstawowe przyczyny. Pierwszą jest ta, że wiedza kolektywna nie pozwala mu [tj. temu doświadczeniu itp.] zrosnąć się, istnieją ku temu przeszkody polityczne. Mówienie prawdy i szczera krytyka mają przeszkody polityczne. Polityczne przeszkody ku temu są te, że ludzie tylko pojedynczo wyrażają swoje myśli w artykułach, wykładach, TV, radio, przy koleżeńskim stole, o tym jak oni widza sytuację ale że więcej ludzi, ewentualnie grupy tak samo myślących ludzi podejmują się wypracowania diagnozy. Potrafimy usunąć tę przeszkodę polityczną zmuszając do działania zgodnego z prawem organizacje i wykorzystując nasze istniejące instytucje prawne i nasze możliwości organizacyjne. Drugą tego przyczyną jest brak kolektywnego doświadczenia, kolektywnej wiedzy, diagnozy pojmowanej w przybliżeniu jako takiej samej, to, czego boimy się. [...] Myślę, że stania się demokratą i rozwoju demokratycznego ruchu reformy potrzebny jest pierwszy warunek - realna diagnoza naszej obecnej sytuacji - do jej stworzenia nieodzowne jest pokonanie kolektywnego strachu i wyrażenie naszych myśli w rozsądnych słowach. ...drugi warunek: wypracowanie realistycznego programu. ... Sądzę, że takich realistycznych programów reformy nie ma. Istnieje częściowy program reformy gospodarczej, materiał o tytule „Zwrot i reforma” [Fordulat es reform] Z mojej strony przyjmuję [jako] alternatywny przedłożony program wychodzący z krytyki obecnej sytuacji i biorący pod uwagę przyszłość ale obawiam się, że mimo jego pojawienia się, po wielomiesięcznym embargo, jego losem będzie przemilczenie tj. zejście ze sceny politycznej. Istnieje program społeczno-polityczny, który jednak nie trafił jeszcze na potrzebne forum publiczne, tj. dla publicznej oceny. Nie istnieje natomiast program reform o ogromnej sile mobilizującej dotyczący nauczania podstawowego i nauczania, który społeczeństwo mogłoby podjąć lub przynajmniej mogłoby zainicjować na zasadzie dyskusji. Nie ma też programu dotyczącego sfery politycznej w ściślejszym znaczeniu, zresztą przyczyny problemów ustroju gospodarczego, kryzysów sfery nauczania i kultury leżą w sferze politycznej. Chciałbym ogłosić natomiast, że - wspólnie z kilku obecnymi tu kolegami - podjęliśmy się, że przygotujemy diagnozę ustroju politycznego i program reformy demokratycznej, którego tytuł [brzmi] „Reforma i demokracja” (Reform es demokracia). Materiał ten został przygotowany i z radością przyjęliśmy, że I. Pozsgay dla przedyskutowania tego materiału ocenił jako odpowiednią Radę Społeczno-Polityczną Frontu Ludowego. Przypuszczalnie jeszcze w tym roku „Reforma i demokracja” trafi tam pod dyskusję. [...] Myślę, że całość kryzysu, stawanie się całościowym wymaga i uczyni także potrzebnym całość programów reform, w tym sensie, że trzeba przygotować plan pakietu reform spójnych i wzajemnie wzmacniających się. Trzeci warunek rozwoju realistycznego ruchu reform: istnienie reformistycznych [w sensie: opowiadających się za reformą] polityków, ich znalezienie, dojście do władzy i utrzymanie się u władzy. Dziś na scenie krajowej są politycy przywiązani do reformy zarówno na szczeblu lokalnym jak i średnim. Natomiast politycy ci nie dlatego są na pozycji władzy że ruch reformatorski ich tam doprowadził. Wierzę politykom reformatorskim i zgadzam się z nimi, [że] nie są zdolni do zmiany konstelacji sił władzy, nie są zdolni do utrzymania się u władzy. Dlatego zdolność reformatorskich polityków do podejmowania konfliktu zmniejsza się, ich przestrzeń dla uprawiania polityki zmniejsza się. ... Podstawowym wymogiem jest żeby (ruch reformy) spróbował, koncentrując siły polityczne i wykorzystując legalne instytucje doprowadzić swoich ludzi do władzy. To już jest swoiście nowy jakościowy stosunek władzy kiedy wspólnoty doprowadzają do władzy polityków na podstawie obowiązującego mandatu. ... Myślę, że tego warunku najbardziej dziś brakuje. Natomiast według mojej oceny warunek ten można byłoby zrealizować lepiej wraz z koncentracją sił politycznych i wykorzystaniem możliwości ważnych instytucji prawnych i organizacyjnych. Oczywiście wiem także, że jednocześnie trzeba stworzyć możliwość [powołania] nowych instytucji, nowych uprawnień, instrumentów do pociągania do odpowiedzialności, możliwości odwołania, dla natychmiastowej i otwartej kolektywnej krytyki, żeby ruch reformy nie tylko doprowadził do władzy siły reformy lecz mógł usunąć z władzy lub żeby mógł pozbawić stanowiska władzy, aby mógł zainicjować odbieranie stanowiska władzy ludziom nastawionym przeciwko reformie, takim ludziom, w których wiarę, wolę, zamiar[y] nie ma zaufania. W końcu czwarty warunek: według mojej oceny, żeby społeczeństwo dotarło od okresu dojrzałości do reformy do epoki reformy, [potrzebne jest] ukształtowanie się bazy reformy o krytycznej wielkości, którą może sformować tylko ruch reformy, zorganizowany w sposób demokratyczny i przywiązany do celów demokratycznych. Takiego ruchu reform, według mnie, dziś nie ma. Istnieją kluby dyskusyjne, kręgi osób zgadzających się z sobą lub dyskutujących, są spotykające się od czasu do czasu w różnych miejscach towarzystwa myślące co dalej, liczące nasze troski, kłopoty, natomiast nie ma żadnego rodzaju organizacji. Nie wiemy jedni o drugich, nie utrzymujemy z sobą stosunków, brakuje poszukiwania wiedzy o innych. Myślę, że demokracja, ruchu demokratycznej reformy, który podejmuje się, że doprowadzi do władzy demokratycznych polityków, że utrzyma się, że powiększy tym przestrzeń ruchu reformy i zdolność do podejmowania konfliktów o władzę, nie może zrezygnować z tego, żeby się zorganizował jako ruch. Dziś żadna ustawa nie zabrania tego, nie związek, nie organizacja tylko ruch wspólnie zastanawiający się, oceniający jednakowo pewne sprawy i choć wypracowujący program, [to] wspólnota ludzi organizujących się jako siła polityczna za punktami programu, czego żadna ustawa nie zabrania. A więc konstytucja uznaje prawo do jednoczenia się [zrzeszania się] jako jedno z obywatelskich praw do wolności. W tym wypadku sytuacja jest taka - jak wszystko w wypadku współczesnej ustawy regulującej prawo do wolności - że wolność stanowi główną regułę, aż dotąd, dopóki zakaz zapisany dokładnie w jakiejś ustawie [lub] ograniczenie wolności tej nie ograniczy lub nie zabroni, dotąd nie wolno i nie można poddawać jej w wątpliwość. Jeśli mimo to jakaś organizacja lub instytucja bądź osoba kwestionuje prawo do wolności, wówczas trzeba przeciwstawić jej siłę władzy, siłę polityczną. Myślę, że pierwszym krokiem demokratycznego ruchu reform musi być stworzenie wymienionych czterech warunków. W tworzeniu demokratycznego ruchu reform o krytycznej wielkości, o którym była mowa, spotkanie w Lakitelek może być jednym z pierwszych kroków. Dla rozwoju demokratycznego ruchu reform potrzebna jest siła polityczna zorganizowana w formie ruchu. Później, znajdując inną formę, jeśli będą potrzebne, jeśli będą możliwe, będą potrzebne kolektywne siły polityczne, żeby węgierskie społeczeństwo doszło od dojrzałości do reformy do prawdziwej epoki reform. Dziękuję Państwu za uwagę. Oświadczenie końcowe Ponad 150 członków węgierskiego życia duchowego zebrało się dla koleżeńskiej wymiany zdań 27 września 1987 roku w niedzielę w Lakitelek. Na to spotkanie zaprosili Imre Pozsgaya, sekretarza generalnego Ojczyźnianego Frontu Ludowego (HNF). Węgry (węgierskość) dostały się do poważnego kryzysu w swojej historii. W sile ruchu ludowego pokazuje się rysa, w jego wierze w siebie i w postawie nastąpił wstrząs, tragicznie rozluźniły się więzi jego spójności, uderzająco brakuje mu znajomości samego siebie. Czeka go kryzys gospodarczy zagrażający upadkiem. Bezprzykładnie rozdrobnienie uderzyło w węgierski ethnos. Nasz naród nie ma wspólnego obrazu przyszłości, który można podjąć. Podczas wymiany zdań doszły do głosu: kryzys społeczno-gospodarczy wstrząsający krajem, niedostateczność demokracji, systemu instytucji politycznych, pogarszające się kłopoty moralne, życie kulturalne, niepokojące symptomy w oświacie, problemy naszego zachowania. Obecni badając szansę Węgier (węgierskości) i zabierający głos starali się w imię rozwagi i trzeźwości rozważyć sposoby wydobycia się [z kryzysu] i nieuniknionego odrodzenia oraz doprawdy skutecznych reform. Przejmując się odpowiedzialnością odczuwaną za los kraju i węgierskości zebrali się, odczuwają jako potrzebne i aktualne, powołanie takich ram, które służyłyby, żeby członkowie społeczeństwa mogli uczestniczyć jako prawdziwi partnerzy w tworzeniu ogólnego porozumienia. Po dyskusji uczestnicy zgodzili się w tym, że takie ogólne porozumienie może być stworzone tylko poprzez zjednoczenie (współpracę) wszystkich postępowych sił społecznych. Ten ich pogląd, że tylko ze współudziałem można rozwiązać kryzys, a mianowicie ze współudziałem całego społeczeństwa, wszystkich przywódców politycznych kraju. Wyrażanie samodzielnych i niezależnych poglądów nie jest zagwarantowane w obecnym systemie politycznym i organizacji społecznych. Dlatego proponują [tj. uczestnicy Lakitelek] powołanie Węgierskiego Forum Demokratycznego, które mogłoby być areną nieprzerwanego i publicznego dialogu. Forum to byłoby okazją do przedyskutowania naszych poważnych trosk, przeanalizowania pewnej tematyki pytań, przygotowania propozycji rozwiązań alternatywnych. Uczestnicy wyobrażają sobie forum za otwarte zarazem dla demokratycznej i narodowej duchowości. W swojej pracy liczą na współpracę ludzi o różnych światopoglądach i przynależności partyjnej. Uważają za ważne, żeby krajowa opinia publiczna mogła zapoznać się z materiałem wymiany zdań i analiz. Dlatego uważają za potrzebne stworzenie organów prasowych działających w ramach konstytucyjnych i niezależnych. Wierzymy, iż możemy wydostać się z kryzysu dzięki zjednoczeniu na szeroką skalę sił odnowy. [Mówi Fekete:] Wiem, że ktoś, jeśli sami Państwo sformułowaliby lub zredagowaliby [warunkowy nierzeczywisty], gdzie indziej umieściliby pewne akcenty, ewentualnie pewne sformułowania, szczegóły miałyby inną formę, trzeba już na to przystać, więc myślę w takiej formie, że ogólnie będzie tak powiedziane (w takim sformułowaniu), kto zgadza się, niech podniesie rękę. Bardzo proszę, - głosowanie! .... Bardzo dobrze, trzeba powiedzieć kto się wstrzymuje, - doprawdy nie otwieramy nowej dyskusji o tym (Hałas z tyłu - dyskusje) ... „nasz naród nie ma wspólnego obrazu przyszłości, który można podjąć” - proszę bardzo, w rzeczywistości, jeszcze raz powiem, oczywiste, jeśli ja bym zredagował [warunek nierzeczywisty], też zredagowałbym inaczej. Nie ma mowy o tym, że zgadzamy się z każdym konkretem i sformułowaniem. Ogólnie zgadzamy się, że istnieje potrzeba utworzenia takiego forum. Sądzę, iż z tym także Mihaly Czine i pozostali zgadzają się. Proszę, żeby głosujący przeciw podnieśli rękę do góry. Proszę, kto głosuje przeciw! Przeciw - pięć. (Hałas z tyłu - dyskusje) - Napiszemy, kto jest członkiem mniejszości? Policzyłem pięć głosów przeciw. Proszę, kto się wstrzymał. Wstrzymujących się (głosów) nie ma! Sądzę, że tym osiągnęliśmy koniec naszego spotkania, naszych rozmów. Wywiad Kasza z Zoltanem Kiralyem z 6.12.1993 r. W tym czasie Kiraly był przewodniczącym partii socjaldemokratycznej - MSzDP „Nigdy nie byłem członkiem MDF. W wyborach 1990 roku MDF poparł mnie i dlatego zasiadłem w tym klubie poselskim. Następnie przesiadłem się do niezależnych... Dlaczego zerwał Pan z MDF? Ponieważ zobaczyłem, że w tej partii powstała taka atmosfera jaka była w MSZMP. Wiele nie zmieniło się. Z kierownictwem Jozsefa Antalla uformował się porządek oparty na władaniu autorytetu ... [...] Kiedy byłem [funkcjonariuszem] KISZ pracowałem w sferze kultury. [był redaktorem - reporterem w TV] ... nigdy nie czułem się aparatczykiem ... Tak pracowałem w latach 1975-1976.... próbowałem nakłonić członków komitackiego komitetu KISZ, żeby nie wybierali oficjalnie zgłoszonego kandydata na pierwszego sekretarza komitatu lecz pewnego inteligentnego, otwartego i kulturalnego pedagoga ... Sam był odpowiedzialny w KISZ za prace kulturalną w komitacie. Kiedy w 1985 roku wybrano Pana posłem w królestwie Komocsina, w Szegedzie, była to sensacja mniejszego kalibru. Do tego [należy] dodać, że w 1983 r. przyjęto nową ordynację wyborczą, która przewidywała pod znakiem demokracji socjalistycznej obowiązkowo dwu kandydatów, oczywiście w ramach Frontu Ludowego. Już w 1985 roku w komitacie był taki okręg wyborczy, gdzie także było 10 kandydatów. Mój wypadek nie był szczególnym. Było dwu kandydatów Frontu Ludowego, a ja byłem trzeci. Jak przebiegło zgłaszanie kandydatur? ... powiedzieli, żebyśmy [na zebraniu przedwyborczym, które akceptowało kandydatów] przyjęli dwu kandydatów, każdy jest bardzo dobry. Następnie kiedy już wyglądało, że sprawa została załatwiona, głos zabrał pewien starszy pan i powiedział, że mieszka w Alsovaros [centrum Szegedu] ... że zgadza się z dwoma kandydatami Frontu Ludowego ale miałby jeszcze propozycję, że i Zoltan Kiraly, który tutaj siedzi i z pewnością znają go z programu tv pt. Okno i który byłby w stylu, powiedział, jeśli wyrzuciliby go przez drzwi, wszedłby oknem. ... tak przeszedł towarzysz Komocsin, przewodniczący TSZ i następnie ja jako trzeci. ... w pierwszej turze dostałem 47 proc... Komocsin niecałe 33, a Arendas, przewodniczący tsz, dostał dość mało. Komocsin czuł, że tu mu nie pójdzie, wycofał się z drugiej tury. Następnie Arendas powrócił. [...] Podstawowy głos był taki, że mądrzymy się tu i teraz jak Francuzi. Dlatego na posiedzeniach grupy posłów z komitatu zadawaliśmy się w kilku. Eke Karcsi, która wtedy była też posłanką i już wtedy niezależną lub obecna SzDSz Rozsa Edit, która wtedy była młodą posłanką i była wrażliwa na te sprawy. Wybitna była Balla Eva, lekarka, która niesttey miał dość polityki ale kiedy na prawdę było trudno, wszystko robiła. Jednym słowem, byliśmy czwórką-piątką osób, które zgadzały się z sobą. Tak w latach 1985-1987 czasami jeden, drugi przychodził do mnie i mówił: masz rację. [..] Następnie pewnego razu pojawił się Pan tylko w Lakitelek. Jak trafił Pan w pobliże MDF? Proszę, to stało się tak, że prosiłem o radę w pewnej kwestii Mihalya Bihariego, Laszlo Lengyela i profesora Schmidta o zabranie głosu. Jednym słowem, tak ich poznałem. Następnie pewnego razu Bihari powiedział żebyśmy poszli do mieszkania Zoltana Biro, będzie jakieś spotkanie, które z pewnością będzie interesujące. Może było to lato 1987 roku lub jeszcze wczesniej, nie wiem. Poszedłem i spotykam tam pewne towarzystwo: Denesa Csengeya, Csabę Gy. Kissa, Sandora Lezsaka, Sandora Csoori. Jednym słowem, trafiłem (dostałem się) do tego towarzystwa. Już wrzały przygotowania do Lakitelek. Nie uważam się oczywiście za ojca założyciela, ale jednak miałem więcej do powiedzenia niż tłum ludzi który był tam także obecny. Co tam się formowało, rzeczywiście bardzo podobało mi się. Wypowiedzi 1987 roku, które rozbrzmiewały w namiocie, faktycznie były sprawą bardzo dobrą pod względem umysłowym. To było moje poczucie, że teraz jeszcze można stworzyć narodową jedność. Ale wszystko szybko zaczęło się rozłazić. Przede wszystkim z powodu sprzeczności między ludowcami i urbanistami, w drugim rzędzie jeszcze dlatego, ponieważ, pokój jego duszy, MDF przejął Jozsef Antall. Z nim nie poszedłem.” Wężowi trzeba dać możliwość by wyszedł ze skóry - wywiad Kasza z Pozsgayem 4.02.1994 [...] .. w 1982 roku po raz pierwszy powiedziałem przed dużą publicznością, mianowicie na ziemi amerykańskiej, w Kongresie, że bez ustroju wielopartyjnego już nie potrafię wyobrazić sobie demokracji. Wtedy jeszcze nie myślałem, że ten system wielopartyjny można urzeczywistnić razem jedynie ze zmianą ustroju. Miałem nadzieję, że w formacji społecznej nazwanej socjalizmem jest także możliwe jego wprowadzenie, z poddańczej egzystencji można awansować obywateli państwa do demokratycznego podejmowania decyzji. [...] O Lakitelek: Pierwszy raz nastąpił podział opozycji. Już była dość podzielona. Nie musiałem manipulować, żeby była podzielona. Ostatnią próbą jedności było spotkanie w Monor latem 1985 roku. Była tam jeszcze niewielka nadzieja, że w solidarności przeciwko ustrojowi - co wtedy oczywiście tak nie nazywano - będzie mogła wykuć się w jakimś kierunku jedność opozycji. Dlatego może był to jedyny taki przypadek, że w półlegalnym spotkaniu udział wziął także opozycyjny nurt ludowo-narodowy zawsze przywiązany do legalności. Lakitelek miało także przyczynę (przesłankę). Nie tylko Monor ale także to, że w czerwcu 1987 roku demokratyczna opozycja opublikowała „Umowę Społeczną”. Tym krokiem demokratyczna opozycja sama wystąpiła z jedności, przecież opublikowała duży koncepcyjny program w warunkach nielegalnych nie dyskutując i nie uzgadniając go ze swymi partnerami. [...] Nie tylko przyczyniłem się do zorganizowania Lakitelek ale także wziąłem w nim udział. Spotykaliśmy się w mieszkaniu Zoltana Biró. Oni - Csoori, Csurka, Für, Fekete Gyula, Biró - w restauracji Rozsadomb także już wcześniej o tym radzili i tam zdecydowali, że mnie też wciągną do przygotowań. O tym dlaczego nie zaprosili twardego trzonu opozycji demokratycznej mówi Csurka w liście napisanym do Miklosa Vásárhelyia. Natomiast dlaczego byłem związany z tym - ponieważ faktem jest, że byłem z tym związany - wiem i teraz mówię. W tym nie było żadnej dyskryminacji, żaden sposób oparty na uprzedzeniu w sprawie zbliżenia nie grał roli ... Jeśli ludowcy wiązali się z tą zasadą praktykowaną wcześniej, że tylko w warunkach legalności zredagują ich program, że trzeba, żeby nie nazywano ich opozycją. Nie wolno, żeby byli razem z taka grupą, która znajduje się pod ścisłym nadzorem policyjnym. Postawiłem ich przed wyborem drogi: proszę rozstrzygnąć - powiedziałem - czy potrzebny jestem także w przyszłości w służbie społecznej jako sekretarz generalny Frontu Ludowego i członek Komitetu Centralnego? Jeśli nie, wstąpię do opozycji i będę jak jeden z bohaterów w ciepłym, wypieszczonym miejscu ale wątpliwe czy wtedy będę mógł rozwijać działalność. ... mowa była tylko o twardym rdzeniu demokratycznej opozycji ... Lengyel Laszlo bardzo ostro oceniał zebranie z powodu tej decyzji, ja uważałem Gyorgy Konrada za stojącego na wysokości zadania z punktu widzenia tam wyrażonego, poszukiwania tożsamości, własnej decyzji, tu następowało się polityczne rozczłonkowanie, nie tworzenie wroga tylko naturalny udział w tworzeniu demokracji. [...] To oświadczenie {z Lakitelek, patrz niżej] musiało trafić do opinii publicznej, zresztą pozostaje w mojej pamięci jako spotkanie w deszczową niedzielę pewnego zamkniętego kręgu w Lakitelek. Na miejscu wezwali, żebym opublikował oświadczenie. Powiedziałem, że takiej mocy nie mam, chociaż Front Ludowy posiada prasę, ale z powodu ostrej cenzury nie wierzę w to, że wbrew temu potrafiłbym przynieść publikację. MDF zwrócił się wówczas do Grosza, który powiedział, że nie ma wpływu na prasę. Organizatorzy powoli tracili cierpliwość i już byli gotowi na to żeby przejść z legalności do nielegalności i przekazać o świadczenie samizdatowi i SZER. To był ich wewnętrzny spór. Zmagałem się w jaki sposób mógłbym rozwiązać [problem], w końcu znalazłem odpowiednią formę. Dałem wywiad „Magyar Nemzet”. W wywiadzie moim partnerem był mój współpracownik Gabor Toth, który pracował tam jako zastępca redaktora naczelnego. ... 14 listopada opublikowałem oświadczenie z Lakitelek. Nie można było całkowicie ukryć się przed cenzurą, ale redaktor naczelny na szczęście nie przeszkadzał, ale po milcząco popierał sprawę. Sekretarz KC d/s agitacji i propagandy dowiedział się dopiero wtedy, gdy nie można było bez skandalu zabrać wywiad ze strony. [...] Osobiście przyjaźniłem się z kierownikami MDF: Sandorem Csoori, Jozsefem Antallem, Zoltanem Biro a także z innymi. [rok 1989] Niewątpliwie wiele razy zdarzyło się, że między sobą rozmawialiśmy o sytuacji politycznej i zadaniach. Natomiast dodam, że na rzut oka nie izolowałem się od nieformalnych dyskusji i rozmów z innymi grupami opozycji. Jeśli ktoś potem otworzy archiwum ministra stanu, wtedy z niego wyjdzie na światło (okaże się), że utrzymywałem osobiste stosunki (związki) z SzDSz, FIDESZ, socjaldemokratami i Drobnymi Posiadaczami, a więc z partiami najbardziej wyróżniającymi się. Niewątpliwie, z powodu wyżej wspomnianych przyjacielskich stosunków, częściej miałem spotkania z J. Antallem, S. Csoori, Z. Biro niż z nimi. Poza tym są tacy, którzy także przypuszczają, że o wydarzeniach Okrągłego Stołu Opozycji donosiłem środkami tajnych służb. [...]

INTERMARIUM: