Przyczyny rozpadu Konwencji Demokratycznej Rumunii

Konwencja Demokratyczna Rumunii (Convenţia Democratică din România –CDR) przeszła spektakularną ewolucję. Od dominującej siły politycznej w ramach szerokiej koalicji parlamentarnej, aż do ugrupowania które nie tylko przegrało wybory i nie zdołało wejść ponownie do parlamentu, ale całkowicie znikło z rumuńskiej sceny politycznej.

Aby zrozumieć przyczyny tego upadku, które niewątpliwie należy sobie wytłumaczyć ażeby lepiej poznać rumuńskie realia, ale również pewne w zasadzie generalne reguły rządzące polityką, trzeba przeanalizować szereg wydarzeń związanych z historią CDR, od samych jej początków, i aż po ostateczny kres. Ecelino Ionescu

Należy przede wszystkim zauważyć, iż pomimo upadku CDR, jej przeciwnik polityczny dla zwalczenia którego Konwencja w zasadzie powstała, czyli partia Iliescu i Năstase, nie zniknął. Wręcz przeciwnie, poparcie dla tego ugrupowania doszło do poziomu z lat 1990-1991. Skoro więc problem pozostał, pomimo nawet zmian w PDSR (które w 2001 przekształciło się w PSD), oznacza to, iż środki przedsięwzięte dla jego rozwiązania okazały się nieadekwatne. Zważywszy na sposób jej wykorzystania i nawet wbrew realnemu potencjałowi, Konwencja Demokratyczna okazała się nie być najlepszym sposobem na pokonanie na dłuższą metę PDSR, ani najlepszą formułą na demokratyczne i efektywne sprawowanie rządów. Było to rozwiązanie chwilowe, powstałe w rezultacie ciężkiej sytuacji politycznej, a nie prawdziwe rozwiązanie problemu. W 2000 roku, tak samo zresztą jak w 1992, okazało się, iż z PSD można walczyć jedynie przy zastosowaniu szerokiego frontu. Jednakże społeczeństwo obywatelskie nie posiada już siły by brać udział za pośrednictwem swoich organizacji w walce, na skalę jaką czyniło to w latach 1990-1996. Okazało się także, iż walka w której nie są zaangażowane przede wszystkim partie polityczne, nie ma szans na dłuższą metę. Przyszedł czas by silnej partii przeciwstawić równie silne partie polityczne; by silnym liderom partyjnym, przeciwstawić silnych liderów opozycji, a nie zaimprowizowanych liderów, takich jakim był Constantinescu.

Chcąc wyjaśnić przyczyny zniknięcia CDR, a przede wszystkim porażki jej rządów, wystarczy powiedzieć, iż głównym tego powodem była przede wszystkim sama CDR. Pozostałe przyczyny, jako czynniki niezależne i w zasadzie przypadkowe, miały znaczenie drugorzędne. Z kolei próby wyjaśnienia przyczyn rozpadu Konwencji pomijające czynniki wewnętrzne są z zasady fałszywe. Po zdobyciu władzy politycznej, zamiast rozpocząć prawdziwą historię CDR, zamiast rozpocząć reformowanie Rumunii, tak jak sobie założyła i tak jak obiecała elektoratowi, Konwencja popełniła samobójstwo. Było to samobójstwo powolne. Użyto wielu środków, z których żaden nie był śmiertelny, ale które skumulowane zaowocowały śmiercią polityczną.

Oczywiście nie było to samobójstwo zaplanowane, ani tym bardziej chciane, co więcej można go było uniknąć. Zdarza się bowiem, iż formacje polityczne same sobie szkodzą, lecz są w stanie przetrwać trudności z tego wynikłe. Jednakże w przypadku CDR, zaszkodziła ona sobie sama w większym stopniu, aniżeli udało się jej wszystkim wrogom politycznym i przeciwnikom.

Największym problemem Konwencji okazały się partie członkowskie oraz sam prezydent. Zarówno partie, a w szczególności PNŢCD, jak i Constantinescu, zaniedbały wszelkie związki z Konwencją - co oczywiście nie byłoby błędem gdyby zamiast tego obrano jakąś inną, lepszą metodę - pomimo chęci wykorzystania jej prestiżu w przyszłych wyborach. Jednakże w wyborach 2000 roku, elektorat okazał swoją dezaprobatę w szczególności tym, którzy korzystali z wizerunku Konwencji. Niszcząc ten wizerunek, działacze CDR sami wyeliminowali się z rumuńskiej sceny politycznej.

Należy przy tym zauważyć, iż pomimo ostatecznego upadku, Konwencja miała też spore sukcesy. Były to sukcesy polityczne i wyborcze, ale przede wszystkim moralne, kulturalne i obywatelskie, entuzjastycznie poparte przez większość wyborców, w szczególności zaś przez tych młodych. Był to sukces, ponieważ Konwencja okazała się skuteczną bronią w walce (politycznej, wyborczej ale także moralno-światopoglądowej), ze swoim największym wrogiem politycznym – FSN i jego politycznym spadkobiercą PDSR, oraz prezydentem Iliescu. Udało się jej zaszczepić na trwałe pewne demokratyczne wartości; zwyciężyć tych którzy uchodzili za głównych przeciwników demokratyzacji, gospodarki wolnorynkowej i zbliżenia z NATO i UE. To była jednak tylko połowa ambitnych założeń programowych.

Gdyby od razu po wyborach, liderzy CDR, ogłosiliby samo rozwiązanie organizacji i kontynuację rządów przez partie członkowskie (co zresztą miało de facto miejsce), nikt by niczego od Konwencji już nie oczekiwał. Żaden jednak z polityków zdaje się nie rozumiał, iż należy albo rządzić w imieniu Konwencji, albo też ją rozwiązać. Później z kolei, można by było jej symbolikę odtworzyć, na potrzeby kolejnych wyborów. Jednakże de jure CDR istniała nadal. Wszelkie niepowodzenia zaś szły właśnie na konto tej formacji, która tak wiele obiecywała i od której jeszcze więcej bodajże oczekiwano. Przez wiele lat krystalizował się bardzo szeroki wachlarz niezaspokojonych potrzeb, który jasno został przedstawiony w „Platformie-programie CDR dla wydobycia kraju z kryzysu poprzez Prawo, Prawdę, Naprawę i Reformę”. Konwencji nie udało się jednak, przez cały czas pozostawania u steru władzy, wyciągnąć kraju z kryzysu, ani tym bardziej zrealizować podstawowych założeń programowych będących przyczyną jej powstania. Posługując się słowami analityka Vladimira Tismăneanu, można powiedzieć iż Konwecja Demokratyczna nie była przygotowana ze strategicznego punktu widzenia do przejęcia władzy.

Koncepcja CDR przestała w zasadzie istnieć od momentu przejęcia władzy. Została zastąpiona przez rządy koalicyjne, ale również walki pomiędzy partiami członkowskimi, ich liderami, różnego rodzaju grupami interesu i wpływu. Zamiast spójnego programu, pojawiły się pęknięcia spowodowane brakiem doświadczenia politycznego w rządzeniu, koalicji i demokratycznej konsolidacji. Pomimo zaangażowania wielu osobistości świata polityki, kultury, intelektualistów, przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego, po dojściu do władzy CDR nie posiadała żadnego męża stanu, zdolnego „czynić historię” (pomimo złudzenia co poniektórych przedstawicieli, w szczególności zaś byłego prezydenta CDR i Rumunii). Po zdobyciu władzy, CDR nie istniała już w zasadzie jako taka ani w rządzie, ani w parlamencie, ani nawet w prezydenturze, za który to nonsens trzeba było drogo zapłacić. CDR była wspaniałym wehikułem wyborczym, znaczącą siłą opozycyjna, symbolem politycznym i moralnym skupiającym w sobie energię i nadzieje milionów obywateli. Po zdobyciu władzy, zabrakło jednak przedmiotu pracy.

Istnienie tak złożonych zjawisk, jakimi były FSN i CDR, dowodzi mylności hipotez interpretujących rumuńskie życie polityczne, w kategorii dominacji partii politycznych, czyli swoistej partokracji. FSN i CDR powstały w ramach społeczeństwa obywatelskiego, zaś z nich bądź wokół nich wyodrębniły się również partie polityczne, a nie odwrotnie. Wpływ tych dwóch sił politycznych ukazuje trudności procesu budowania nowoczesnych partii, dobrze zorganizowanych i przygotowanych do objęcia rządów. Nawet jeżeli FSN początkowo kamuflował się pod płaszczykiem szerokiego społecznego ruchu, pozostawał zawsze organizacją zorganizowaną na bazie klienteli pewnych grup interesu, niesamowicie skuteczną w utrzymywaniu się przy władzy, a nie partią polityczna we właściwym tego słowa znaczeniu. W opozycji do tej oligarchicznej organizacji, z masowym populistycznym poparciem, powstała więc kolejna „superorganizacja” społeczno-polityczna, która również nie mogła działać jak normalna partia polityczna, jako że nigdy nią nie była. To wszystko powodowało rosnącą potrzebę powstania na rumuńskiej scenie politycznej, partii politycznych z prawdziwego zdarzenia, ze ścisłe określonym zakresem obowiązków, a nie „pseudopartii”.

Jeżeli będziemy rozpatrywać historię CDR sprzed i po 1996 roku, w kategoriach działalności partii politycznych, bo w zasadzie członkowie Konwencji po wyborach działali w zgodnie z logiką partyjną, zauważymy pewną niespójność pomiędzy dwoma zasadniczymi częściami działalności. Chodzi tu o cezurę pomiędzy funkcją definiowania i wyrażania programów politycznych oraz strategii rządzenia, oraz funkcję koordynowania i kontroli organów rządowych. O ile pierwsza wiąże się z poparciem społecznym i opinią publiczną, to druga zakłada iż ugrupowania które zdobyły zaufanie wyborców (na podstawie swojego programu politycznego), będą nadal wyrazicielami woli politycznej wyborców, poprzez wprowadzanie w życie, zarówno w sensie legislacyjnym jak i wykonawczym, obietnic wyborczych. O ile więc CDR okazała się niesamowicie skuteczna w wyrażaniu pewnych szeroko zakrojonych programów zmian, to w dziedzinie koordynacyjno – kontrolnej, tej skuteczności jej zabrakło.

Należy nadmienić, iż w latach 1992 – 1996 Konwencja utrzymała się głównie dzięki wysiłkom grupy działaczy politycznych i społecznych, którym udało się przyciągnąć coraz szersze grono sympatyków. Wygrane wybory prezydenckie w 1996 roku były największym sukcesem CDR. Było to zwycięstwo ewidentne, którego nie trzeba było z nikim dzielić, tak jak w przypadku względnego zwycięstwa parlamentarnego, prowadzącego do utworzenia koalicji z USD i UDMR. Nawet jeżeli Emil Constantinescu stał się potem prezydentem wszystkich Rumunów, pod względem wyborczym i symbolicznym, pozostał on głównie kandydatem Konwencji na stanowisko prezydenta. W tym kontekście, jego absurdalne wręcz i nieoczekiwane wycofanie się bez walki z ubiegania się o ponowny wybór na stanowisko prezydenta 17 lipca 2000 roku, okazało się największym ciosem zadanym Konwencji. Nic tak nie zaszkodziło Konwencji – nawet polityczne niepowodzenia Constantinescu - jak jego wycofanie się. Nawet jeśliby nie wygrał w pierwszej turze, podobnie jak Iliescu w 1992 czy 2000 roku, wszedłby do drugiej tury, i bezdyskusyjnie stałby się „lokomotywą” wyborczą na tyle silną by nowa formuła Konwencji, CDR 2000, weszła do Parlamentu.

Oświadczenie Constantinescu o wycofaniu się z wyborów było dla Konwencji ciosem największym, szczególnie że było do ostatniej chwili trzymane w tajemnicy. Zaskoczyło nie tylko władze PNŢCD ora CDR (uważającą go za kandydata o realnych szansach wygranej), ale również całą ówczesną klasę polityczną. Podjęta przez Constantinescu bez uprzedzenia i konsultacji z siłami politycznymi i społecznymi Konwencji decyzja, postawiła CDR w niesamowicie trudnej sytuacji. Liderzy partii z Konwencji, uznali to za gest tchórzostwa politycznego, pozbawiony odpowiedzialności politycznej. Największe niezadowolenie budził fakt nie powiadomienia zawczasu o planowanej rezygnacji, ani też nie danie do zrozumienia, iż ewentualność taka w ogóle istnieje. Dało by to czas no znalezienie jakiegoś zapasowego rozwiązania. Jednakże, żadnego tego typy sygnały ze strony Constantinescu nie wyszły. Wprost przeciwnie, wszystko wskazywało, iż cała jego działalność skupia się na przygotowaniach do objęcia drugiego mandatu. Constantinescu, razem ze swoim najbliższym otoczeniem pracował głównie na rzecz dobrej pozycji w sondażach, nawet za cenę osłabienia PNŢCD, zmniejszenia roli Konwecji, traktowanej jedynie jako wehikuł wyborczy i ograniczenia wpływów organizacji społecznych. Tym samym oświadczenie Constantinescu z sierpnia 2000 roku, zadało ostateczny cios Konwencji.

Sytuacja rozrywanej konfliktami wewnętrznymi Konwencji, była od samego początku bardzo ciężka. O problemach świadczyć mogły już pierwsze chwile po wygranych wyborach, kiedy na zebranie przedstawicieli CDR do pałacu prezydenckiego, nie zostali zaproszeni przedstawiciele organizacji społecznych. Constantinescu tłumaczył niezadowolonym, iż w rządzeniu udział biorą jedynie partie polityczne a nie organizacje społeczne. Nikt temu oczywiście nie zaprzeczał, jednakże zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, organizacje te, miały posiadać głos doradczy i być o wszystkim na bieżąco informowane, i tego właśnie domagali się liderzy tych organizacji. Ignorowanie tych postulatów (głównie AC), będące oznaką swoistej niewdzięczności wobec tej części „sojuszników” z Konwencji, którzy samą w niej obecnością, przyciągnęli ogromną część elektoratu, zaowocowało samozawieszeniem AC w ramach CDR, a jednocześnie spadkiem zaufania społecznego.

Kolejnym problemem okazała się konieczność zawiązania koalicji parlamentarnej z USD i UDMR. Ta tak zwana „koalicja trzech koalicji”, bo w zasadzie tak było, okazała się stwarzać również mnóstwo problemów. Była to w istocie swego rodzaju duża Konwencja Demokratyczna, jako iż składała się z ugrupowań które wcześniej też należały jakiś czas do Konwencji. Wyjątkiem było tu ugrupowanie Petre Romana PD, wchodzące w skład USD, którego największy problem polegał na postfesenistycznej przeszłość Romana, przez co często PD nazywane było koniem trojańskim koalicji. Nie chodziło bynajmniej o różnice wynikające z socjal-demokratycznej postawy tego ugrupowania, a raczej przeszłość jej członków, która była czynnikiem bardzo często generującym zachowania niereformistyczne w swym antyliberaliźmie i antykapitalizmie. Na tym tle najczęściej dochodziło do zgrzytów w ramach koalicji, zaś PD stał się swoistym „hamulcowym”, niezbędnym jednakże dla utrzymania przewagi parlamentarnej. Wpływało to ujemnie na sytuację w Konwencji, i pomimo iż był to problemem zdaje się największym dla współpracy koalicyjnej, to oczywiście nie jedyny. Połączenie w ramach jednej koalicji, ugrupowań o programie ludowym, chrześcijańsko-demokratycznym, liberalnym, zielonych, socjal-demokratycznych, wyrosłych na bazie organizacji społecznych i innych, prowadzić musiało, i prowadziło, do wewnętrznych konfliktów, które niezależnie od natężenia i długości trwania, odbijały się na Konwencji w sposób wyłącznie negatywny.

Jednakże nie tylko różnice programowe rozbijały wewnętrzna spójność Konwencji. Toczącą się w jej ramach rywalizacja o wpływy, przeradzała się niekiedy w otwarta walkę o władzę w ramach Konwencji, a tym samym również w państwie. Głównymi aktorami były tu przede wszystkim dwie partie historyczne: PNŢCD – będącą przez cały czas swoistym spoiwem CDR i starająca się swe wpływy w niej utrzymać, oraz PNL – która z hegemonią poprzedniej pogodzić sie nie chciała i starała się ją ograniczyć, a w razie możliwości zająć jej miejsce.

Sam Constantinescu, oprócz „poważnych nieporozumień prowadzących do nielojalnej rywalizacji pomiędzy członkami Konwencji”, zwrócił uwagę jeszcze na jeden czynnik z którym CDR się zmagała. Otóż nie trudności gospodarcze i społeczne, których zreszta nie można było się pozbyć w przeciągu jednej kadencji, były przyczyna niepowodzeń, ale trudności w nabyciu doświadczenia w rządzeniu i koordynowaniu wszelkich działań, w sytuacji istnienia szerokiej opozycji większości pracowników administracji i innych jednostek państwowych.

Należy zauważyć żę brak doświadczenia, w szczególności poliytycznego, ale również gospodarczego, zaowocował niemożnością wprowadzenie w życie założeń programowych. Pomimo słynnych wypowiedziach o „15 000 specjalistów” z różnych dziedzin, nie udało się spełnić oczekiwań. Nawet gdyby CDR dysponowała tak dużą liczbą specjalistów, to i tak potrzebowałaby licznej grupy polityków z prawdziwego zdarzenia. Okazało się bowiem, iż braki kadrowe często uzupełniane było osobami niekompetentnymi, a czasem nawet skorumpowanymi, co szczególnie dało się zauważyć na szczeblach lokalnych.

To wszystko utrudniało pracę CDR. Należy zrozumieć, iż wszystkie wspominane elementy, wpływały na brak efektywności działania Konwencji. Nie mogąc wprowadzić w życie danych społeczeństwu obietnic, nie mogąc uzdrowic kraju, tak jak sobie założyła, CDR traciła na wiarygodności. Nie można oczywiście jej odmówić dobrych intencji. Jednakże rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana aniżeli zakładano, zaś CDR nie w pełni przygotowana do sprawowania władzy. Niewatpliwie nie potrafiła udźwignąć ciężaru który, wzięła na swoje barki, jednakże na pewien czas przywróciła ludziom nadzieje i wiare w demokracje, już przez sam fakt odsunięcia na od steru rządów ugrupowania które dzierżyło władze od samego początku przemian. Tym większe więc było rozczarowanie społeczeństwa niudolnością tej siły społeczno – politycznej, która w odczuciu wielu była ostatnią nadzieją kraju. Im bardziej wyborcy nabierali wiary w „zbawcza” siłe Konwencji przez te wszystkie lata w których walczyła ona o władzę z postkomunistami, tym bardziej wewnętrzne spory kompromitowały ją, i tym bardziej kolejne niepowodzenia powodowały narastające rozczarowanie i swoista dezorientację wśród wyborców.

Skutki absolutnej klęski CDR, politycznej, ale chyba przede wszystkim klęski w sferze „moralno – społecznej” dało się zauważyć w wyborach z 2000 roku, kiedy odnowiona Konwencja Demokratyczna, CDR 2000, nie zdołała zapewnić sobie wymaganego minimum poparcia społecznego, pozwalającego przekroczyć próg wyborczy, umożliwiający wejście do parlamentu.

Autor publikacji: 
INTERMARIUM: