JAK TO SIĘ ROBI

Do napisania tekstu skłoniło mnie poczucie, że w ostatnich czasach w sferze życia publicznego mamy do czynienia ze znacznym obniżeniem poziomu debaty i sposobu przekazywania wiedzy o świecie. Język jakim posługuje się znaczna część polityków i dziennikarzy coraz częściej zamiast wyżyn sięga bruku ochlapując błotem tego, przeciwko komu wymierzone jest takie działanie.
Wygląda to na świadomie i w sposób zamierzony prowadzoną strategię obliczoną na odniesienie zwycięstwa w walce z przeciwnikiem politycznym.

Istnieje przy tym otwarte przyzwolenie na takie działanie w świecie polityki i mediów przy równoczesnym braku wypracowanych standardów, jakich powinni wszyscy przestrzegać.
Osoby, które się takich rzeczy w życiu publicznym dopuszczają, są zamiast napiętnowania, często cytowane, promowane, zapraszane do programów, chwalone i awansowane.

Na stronach lingwistyki Uniwersytetu Wrocławskiego można znaleźć opracowanie profesor Anny Dąbrowskiej na temat metod walki propagandowej rozegranej w marcu 1968 roku z „wrogami” jedynego słusznego na tamte czasy systemu.

http://www.lingwistyka.uni.wroc.pl/jk/JK-04/JK04-dabrowska.pdf

W opracowaniu „Językowy obraz przeciwnika politycznego (na podstawie tekstów prasowych z marca 1968roku)" A. Dąbrowska opisuje metody deprecjonowania przeciwnika stosowane w ówczesnej prasie. Ocena autorki, innych cytowanych przez nią badaczy, osób biorących udział w tych wydarzeniach jest jednoznacznie negatywna.

Zabiegi zastosowane wtedy w mediach, a opisane naukowo przez autorkę, zastanawiająco przypominają moim zdaniem niektóre współcześnie wykorzystywane przez polityków i dziennikarzy sposoby radzenia sobie z przeciwnikiem politycznym.

Spróbuję za autorką podać niektóre przykłady.

Kampanię propagandową prowadzoną wtedy prawie przez wszystkie media w Polsce, a skierowaną przeciwko osobom uczestniczącym w protestach marcowych autorka nazwała agresywną i brutalną, bez skrupułów stosowano oszczerstwa i nagonkę na wybrane osoby. Akcja była dobrze skoordynowana, ostro brzmiące, oparte na silnych emocjach określenia wybranych osób powtarzały się na łamach niemal całej ówczesnej prasy. Wielokrotne powtarzanie takich samych treści potęgowało wrażenie w odbiorcach i pomagało urabiać odpowiednio opinię publiczną.
Podstawowym zadaniem mediów było wtedy w myśl stalinowskiej doktryny umiejętne wykreowanie wroga i stworzenie w społeczeństwie z jego powodu sztucznego poczucia zagrożenia.

Przy pomocy jakich środków według A. Dąbrowskiej cel ten m.in. osiągano?
Czy dzisiejsze zachowania polityków i mediów nie przypominają w niektórych momentach tamtych metod?

Przykładem może być celowe stosowanie w wypowiedziach wyrazów oceniających negatywnie osoby.

Manipulacja polega na tym, że nazwa oznaczająca zjawisko zdecydowanie negatywne przenoszona jest na zjawisko nie mające takich cech. Ma to wywołać w odbiorcach pogardę i zdecydowanie niską ocenę osób i zachowań w stosunku do których jest stosowana.
Autentyczne przykłady zastosowania takiego określenia podane przez autorkę na podstawie prasy z 68 roku to – „WARCHOŁY, PRYWATA, DEGENERACI”.

W naszej rzeczywistości politycznej słyszeliśmy na przykład ostatnio podczas kampanii wyborczej z ust cieszących się autorytetem i popularnością polityków takie określenia na temat innych polityków.
Profesor W. Bartoszewski nie zawahał się określić przeciwników politycznych mianem "KARŁY MORALNE” „DEWIANCI” "BYDŁO” nie omieszkał też określić zachowania opozycji jako „SZMACENIE POLSKI”.
Natomiast w w jednej ze stacji informacyjnych miało miejsce wydarzenie bez precedensu – w miejsce serwisu informacyjnego kilkakrotnie relacjonowano wykład profesora promując w ten sposób jego osobę.

Mocno negatywne określenie J. Kaczyńskiego „oni stoją tam gdzie kiedyś stało ZOMO” było mimo wszystko nieco mniej personalne – pokazywało miejsce a nie określało bezpośrednio osoby, ale dzięki mediom właśnie ono zostało z podziwu godną gorliwością napiętnowane. Dziwi tylko i wystawia negatywne świadectwo bezstronności dziennikarzy fakt, że podobny los nie spotkał wypowiedzi osób z przeciwnej strony barykady tak jakby ten sam standard nie obowiązywał wszystkich jednakowo.

Inną metodą podaną przez A. Dąbrowską było i moim zdaniem obecnie jest stosowanie wielowyrazowych, wysoce obraźliwych określeń osób lub ich działań.

Tutaj mamy już do czynienia z atakiem nasyconym bardzo silnymi emocjami; dłuższa taka wypowiedź posiada przy tym znacznie większą „siłę rażenia”.
Znamy z życia publicznego polityków, którzy specjalizują się w takich niezwykle agresywnych wypowiedziach, w sposób obraźliwy określających osoby i ich zachowania i skutecznie poprzez to deprecjonujących je w oczach opinii publicznej.
Właśnie tacy politycy są często „delegowani” przez swoich szefów do mediów na „pierwszą linię frontu” i to oni zabierali niejednokrotnie głos podczas kampanii wyborczej zaskakując poziomem agresji i negatywnych określeń kierowanych w stronę przeciwnika.

Innym zabiegiem było stosowanie zdrobnień. Ma ono na celu, według A. Dąbrowskiej, przekazanie ironicznego nastawienia, które ma ośmieszać osobę, do której się odnosi – kiedyś wybrane osoby określano n.p. jako „synalków rodziców” ostatnio słyszeliśmy n.p. podczas debaty z D. Tuskiem z ust J. Kaczyńskiego określenie „Donalduś”.

Określanie osób poprzez podawanie ich nazwiska w liczbie mnogiej – autorka określa to jako bardzo charakterystyczny dla propagandy marcowej zabieg językowy – stosowany był wyłącznie w stosunku do przeciwników, poprzez to okazywano im brak szacunku a czasem wręcz pogardę.
Obecnie określenia takiego używa się bez żadnych zahamowań przez polityków i w mediach w stosunku do byłego premiera i obecnego prezydenta. Po raz pierwszy granicę tę przekroczył chyba D. Tusk w kampanii prezydenckiej określając w taki sposób swoich przeciwników politycznych nazywając ich w wiadomy wszystkim sposób.

Na koniec zacytuję jeszcze kilka uwag autorki, które wydają mi się w obecnej sytuacji zadziwiająco aktualne:

„W sferze psychiki, świadomości społecznej koszty Marca 68 były bardzo wysokie, przy czym największe były w sferze psychicznej(...). Propagowanie przez prasę, analizowanego w artykule sposobu przedstawiania przeciwnika politycznego i jego działań bez wątpienia przyczyniło się do obniżenia kultury politycznej
społeczeństwa, zwłaszcza wśród ludzi bezkrytycznych. Niektórzy piszą wprost o ustanowieniu przez tę kampanię najgorszych standardów antykultury politycznej obyczajowej."

Myślę, że ostatnia kampania wyborcza również w sposób od dawna niespotykany skonfliktowała polskie społeczeństwo.

Pytanie na ile etyczne były zastosowane w tej kampanii przez polityków i dziennikarzy sposoby, jaka jest obecnie sytuacja i kto w tym wszystkim tak naprawdę "rozdaje karty" manipulując we własnym interesie nastrojami i opinią publiczną.

Przydałyby się pewnie następne badania naukowe. Materiału do badania jest chyba dostatek a nazwanie istoty zjawisk po imieniu pomogłoby ujawniać i przeciwdziałać świadomym próbom wprowadzania odbiorców w błąd i manipulowania opinią publiczną.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: