GDYBY ALBANIA BYŁA POLSKĄ

Prezydent Albanii, Sali Berisha ogłosił wynik pierwszej tury wyborów parlamentarnych nazajutrz po głosowaniu z 26 maja 1996 roku; jego Partia Demokratyczna odniosła miażdżące zwycięstwo, zdobywając podobnie jak w 1992 roku, kiedy była jeszcze bardziej ogólnonarodowym ruchem sprzeciwu niż partią polityczną, 65% głosów, co umożliwi jej samodzielne rządzenie. W II turze liczba ta z pewnością jeszcze wzrośnie, tak aby PD mogła sama uchwalić konstytucję, oddającą nieograniczoną władzę w ręce prezydenta Berishy. Wątpliwości co do owych 65% są niesłusznie, Berisha wie najlepiej ilu wyborców głosowało na jego partię, sam przecież ustalał tę liczbę. Partia komunistyczna, zwana socjalistyczną i partie reformistyczne: socjaldemokratyczna oraz liberalna Aleanca Demokratika wycofały się z wyborów, protestując przeciw fałszerstwom i zastraszaniu wyborców przez policję, co potwierdzili obserwatorzy międzynarodowi. Partia Demokratyczna nie jest wbrew pozorom siłą prawicową, lecz albańskim odpowiednikiem Unii Wolności, zaś sam Berisha wywodzi się z establiszmentu starego reżymu. Prezydent nie zwalcza komunistów dlatego, że reprezentują tę właśnie ideologię, lecz raczej dlatego, iż są najsilniejszym ugrupowaniem opozycji kwestionującej jego władzę. Stąd zwrot PD od zawieszenia broni do otwartej wojny ze starą gwardią Envera Hoxhy, która zmieniła jedynie nazwę na Partię Socjalistyczną. Już dzięki ordynacji wyborczej przyjętej wbrew prawicy i lewicy przez parlamentarną większość PD, Berisha osiągnął podział sceny politycznej na partie zepchnięte do sojuszu z komunistami i prawicę zmuszoną do poparcia PD. Gdyby na tym poprzestał, nowy rząd musiałby mieć charakter koalicyjny i łączyć PD, prawicę i partię greckiej mniejszości, co w konsekwencji doprowadziłoby do ograniczenia władzy prezydenta. Nie dziwi więc, iż Berisha wybrał « inny wariant ». Niewątpliwie zasługą prezydenta i PD jest ogromny skok cywilizacyjny jakiego dokonała Albania w ciągu czterech lat, a zmiany były o wiele większym szokiem dla Albańczyków niż Polaków, bądź co bądź obeznanych z zachodnim sposobem życia. PD przyjęła też ustawę lustracyjną, która mimo że traktowana instrumentalnie, zadała cios starej gwardii partii komunistycznej. Komisja weryfikacyjna skreśliła z list wyborczych w sumie 64 kandydatów - współpracowników lub oficerów policji politycznej Sigurimi oraz wyższych funkcjonariuszy partyjnych i państwowych starego ustroju, których większość chciała kandydować na listach partii komunistycznej. Sąd Najwyższy przywrócił prawo kandydowania siedmiu osobom, w tym pięciu kandydatom partii komunistycznej. Ponieważ jednak decyzja zapadła po terminie zamknięcia list wyborczych i tak nie mogli oni kandydować. Wytoczono wreszcie procesy komunistycznym zbrodniarzom, a trzech z nich: szefa Sigurimi, prokuratora i sędziego słusznie skazano na karę śmierci. Są oni bowiem winni zgładzenia tysięcy niewinnych ludzi, a nawet rumuńska Securitate przy Sigurimi nabiera ludzkiego oblicza. Osoby które w Polsce protestują przeciw tym wyrokom, twierdząc, iż przecież od upadku komunizmu minęło 5 lat, nie są skłonne darować winny oprawcom hitlerowskim, mimo iż od upadku nazizmu i holocaustu minęło 50 lat. Nie ma żadnych wątpliwości, że gdyby komunistom udało się powrócić do władzy, rozpoczęliby rewanż i zepchnęli kraj w chaos. Czy jednak można niszczyć demokrację w imię jej uratowania? W wypadkach ekstremalnych niewątpliwie tak. Przykład sąsiedniej Grecji - dziś raju, o którym śnią Albańczycy, a przed wojną kraju równie biednego jak Albania - dowodzi, iż społeczeństwu opłaciło się zastosowanie po wojnie wszelkich dostępnych metod zniszczenia komunistycznej partyzantki. Gdyby komuniści zdobyli władzę w Grecji, dziś byłaby drugą Albanią. Sytuacja w Albanii nie jest jednak ekstremalna, a komunistów można było pokonać drogą demokratyczną, dzięki szerokiemu sojuszowi, którego ceną było ograniczenie władzy prezydenta i jego partii. Wariant Berishy będzie spychał go ku systemowi autorytarnemu, co nieuchronie stawia pytanie co dalej? Jeśli USA zasypie Tiranę dolarami, wówczas odejście w przyszłości od autorytaryzmu będzie mogło nastąpić w miarę gładko i na korzyść partii demokratycznych. Zainteresowanie Waszyngtonu bazami wojskowymi w Albanii, np. dawną sowiecką bazą okrętów podwodnych na wyspie Socon, może zwiastować ten właśnie kirunek rozwoju wydarzeń. Jeśli jednak sytuacja gospodarcza (40% bezrobotnych) zdecydowanie nie poprawi się, władza Berishy i tak upadnie, a powstałą pustkę wypełnią komuniści, i to jeszcze w glorii męczenników. Działania Berishy na krątką metę niszczą demokrację, zaś na długą torują drogę do władzy komunistom. W Albanii zezwolono jedynie sześciu instytucjom państwowym, w tym biuru premiera, na dostęp do Internetu. Władze zakazały zwykłym śmiertelnikom korzystania z Internetu, gdyż - jak słusznie stwierdziły - nie mogłyby ich kontrolować. Gdy czytam tę wiadomość na moim ekranie, jestem zadowolony, iż Polska nie jest Albanią, nawet za cenę tymczasowego zwycięstwa komunistów. DLACZEGO BERISHA "PRZEDOBRZYŁ" WYBORY? 1 lipca w nowym parlamencie Albanii zasiądzie 122 posłów Partii Demokratycznej, w tym 105 wybranych w okrę gach większościowych; po 3 deputowanych Partii Republikańskiej Sabri Godo i ugrupowania mniejszości greckiej Vasila Melo, Związku na rzecz Praw Człowieka (w tym po 2 wybranych w okręgach większościowych) oraz dwu reprezentantów Balli Kombëtar, albańskiego odpowiednika AK, choć o orientacji nacjonalistycznej, wybranych z listy w ramach 25 mandatów dzielonych proporcjonalnie między stronnictwa, które przekroczyły barierę 4% głosów. 10 miejsc pozostanie wolnych, gdyż Partia Socjalistyczna (komuniści) na razie bojkotuje parlament, podobnie jak dwie partie centrowe: Sojusz Demokratyczny Neritana Ceki i socjaldemokraci Skëndera Gjinushiego, które nie uzyskały jednak żadnego mandatu. Fakt częściowych fałszerstw wyborczych nie ulega żadnej wątpliwości, ale nie można też powiedzieć, iż wybory zostały całkowicie sfałszowane, ale jak to na Bałkanach bywa raczej « poprawione ». Dlatego też Rada Europy zasugerowała rozpisanie wyborów przedterminowych po wprowadzeniu zmian do ordynacji, a nie natychmiastowe powtórzenie głosowania. Należy odróżnić manipulację, zaangażowanie całego aparatu państwowego i mediów, na które monopol ma rządząca Partia Demokratyczna prezydenta Sali Berishy, od fałszerstw i zastraszania wyborców. Anulowanie jako nieważnych głosów oddanych na opozycję i dosypywanie własnych kart wyborczych, wyrzucanie z komisji wyborczych mężów zaufania opozycji, fałszowanie sprawozdań i obecność policji w punktach wyborczych miały miejsce i zostały zauważone nawet przez zachodnich obserwatorów. Jednocześnie jednak widziałem sprawozdania z kilku punktów głosowania w okręgach 93, 94, 98 i 99, gdzie nie zanotowano żadnych nieprawidłowości. Komputery w Centralnej Komisji Wyborczej wskazywały w południe 52% głosów dla PD. Wyniki w znanym mi punkcie wyborczym w Tiranie, w którym głosowanie odbyło się zgodnie z prawem, były pozytywne dla Partii Demokratycznej; uzyskała na 60% głosów, podczas gdy Partia Socjalistyczna tylko 27%, Balli Kombëtar wyjątkowo prawie 10%, partia greckiej mniejszości ponad 4%, natomiast socjaldemokraci jedynie trzy głosy. Jest więc jasne, że zwolennicy centrum masowo poparli komunistów, zaś elektorat rozbitej jak zwykle prawicy (Balli, Republikanie, monarchiści), Partię Demokratyczną, by nie zmarnować głosów. Sondaże ogłoszone przed wyborami przez Demokratów, a więc raczej zawyżone na ich korzyść, dawały stronnictwu Berishy około 60%, prawicy i Grekom razem 15% oraz komunistom i popierającemu ich centrum 25%. Wszystko wskazuje więc na ogromną polaryzację społeczeństwa, o jakiej w Polsce marzył Wałęsa. Można z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, iż gdyby wybory były całkowicie uczciwe, Partia Demokratyczna uzyskałaby w najgorszym wypadku 45% do 50% głosów i być może potrzebowałaby kilku mandatów do utworzenia koalicji, na co właśnie liczyła prawica i Vasil Melo zawierając z Berishą układ o nieagresji i wspólnemu przeciwstawieniu się lewicy i centrum. W najlepszym razie PD miałaby bezwzględną większość głosów i mandatów. Po cichu przyznaje to też prawica i partia grecka, które w rzeczywistości uzyskały po około 10%. Dlatego nie bojkotują parlamentu i są przeciwne natychmiastowemu powtórzeniu głosowania. Obawiają się bowiem powtórzenia wyników i tworzenia się systemu meksykańskiego, gdzie przy formalnej demokracji, w praktyce istnieje ustrój jednopartyjny. W żadnym wypadku Partia Demokratyczna nie dysponowałaby jednak większością dwu trzecich mandatów potrzebnych dla przyjęcia konstytucji przed przypadającymi za rok wyborami prezydenckimi. I to było celem operacji Berishy, który chce zapewnić sobie system prezydencki. Albańczycy są targani sprzecznymi uczuciami; z jednej strony strachem przed powrotem komunistów, który dał masowe poparcie dla PD, a z drugiej niezadowoleniem, że wybory były nieuczciwe, co powoduje rosnącą niechęć do Berishy. Komuniści i centrum (reformiści) głoszą, iż zwycięstwo im ukradziono i dążą do dogrywki na ulicy. W najlepszym razie byliby jednak silną opozycją w parlamencie, ale nie mieli żadnych szans na powrót do władzy. Komuniści albańscy, przy których Ziuganow może śmiało uchodzić za reformatora, otwarcie zapowiadali rewanż i już przygotowywali się do zajmowania stanowisk. Trzeba pamiętać, iż grupa osób, które utraciły przywileje, nawet tak względne jak w systemie albańskim, jest dość duża, ponieważ na trasformacji skorzystali najbardziej ludzie związani z Partią Demokratyczną. Zwłaszcza byli pracownicy policji politycznej - Sigurimi mieli powrócić do MSW, w wypadku zwycięstwa socjalistów. Obecny stosunek sił może się szybko zmienić, jeśli nie zmniejszy się obecne katastrofalne bezrobocie. Rada Europy rozumiała, iż natychmiastowe powtórzenie głosowania dawałoby komunistom moralną akceptację Europy i jeśli udałoby się im wykorzystać socjalne niezadowolenie, mogliby odwrócić sytuację. Berisha zwalczał komunistów nie ze względów ideologicznych ale dlatego, że byli najsilniejszą partią zdolną do zagrożenia jego władzy. Gdyby rolę tę pełniło inne stronnictwo, podzieliłaby ich los. Berisha będzie kontynuował uderzenie w starą, stalinowską gwardię PS i próbował stworzyć partię wasalną. Może to się zakończyć rzeczywistą transformacją komunistów w bardziej nowoczesną partię lewicową, gdy młodsze kadry zajmą stanowiska opróżnione przez starych szefów, którym grozi więzienie za łamanie prawa w okresie Hoxhy.

Autor publikacji: 
INTERMARIUM: