ESTONIA - BAŁTYCKI LIDER

W tym roku Estonia obchodzi 10-lecie odzyskania niepodległości. Ostatnią dekadę milionowy zaledwie naród Estończyków może chyba uznać za najlepszy jak dotąd okres w ich niepodległej historii. Doskonały stan gospodarki, stabilny system polityczny i wyraźny postęp w integracji mniejszości rosyjskiej sprawiły, iż Estonia jest wzorem do naśladowania nie tylko dla innych krajów bałtyckich, ale także dla całego obszaru Europy Środkowej i Wschodniej. Wizytówką Estonii jest z całą pewnością świetnie funkcjonująca wolnorynkowa gospodarka. To zasługa liberalnej polityki kolejnych rządów, zarówno tych prawicowych, jak i postkomunistycznych. Należy przy tym pamiętać, że Estończycy startowali do reform z gorszych niż choćby Polacy, pozycji ekonomicznych. Swoje zrobiło pół wieku sowieckiego panowania. A trzeba pamiętać, że i przed wojną estońska gospodarka nie należała do szczególnie rozwiniętych. Dokonano, korzystając z niemieckich wzorów, prywatyzacji niemal całego majątku państwowego. Trwa właśnie sprzedaż ostatnich kontrolowanych przez skarb państwa wielkich przedsiębiorstw: kolei i elektrowni. Zagraniczne firmy zainwestowały dotychczas w Estonii ponad 2 mld 800 mln euro. Najwięcej Skandynawowie (sami Szwedzi i Finowie - 70 proc.). Zaskakująco małą aktywność na tym rynku wykazują Niemcy (tylko 2,6 proc. ogółu inwestycji). Inwestorów przyciąga dogodne położenie geograficzne kraju oraz przejrzystość polityki ekonomicznej. Konkurencyjność estońskiej gospodarki podnoszą: liberalny system podatkowy (26-procentowy podatek liniowy!), stabilna waluta związana z niemiecką marką (8 koron - 1 marka), wolna konkurencja (w tym roku zliberalizowano np. rynek usług telekomunikacyjnych) oraz niska inflacja ( 3,3 proc. w ub. r.). Reformy rozpoczęte na początku lat 90. zaowocowały szybkim wzrostem gospodarczym - w 1997 r. ponad 11-proc. Tę doskonałą passę przerwał kryzys w Rosji (choć i tak Estonia odczuła jego skutki mniej dotkliwie, niż jej bałtyccy sąsiedzi). Do równowagi estońska gospodarka wróciła dopiero w 2000 r. (wzrost 6,4 proc.). Niepokoić może tylko rosnące systematycznie od czasu kryzysu rosyjskiego bezrobocie (14 proc. w ub.r.). Wynika ono jednak przede wszystkim ze wzrostu wydajności pracy i restrukturyzacji prywatyzowanych państwowych molochów. Estończycy od początku nastawili się na eksport do krajów zachodnioeuropejskich. Obecnie zaledwie 10 proc. wymiany handlowej Estonii przypada na kraje WNP. Aż 3/4 eksportu idzie na rynki UE. Głównymi partnerami handlowymi Estonii są Finlandia i Szwecja. Estonia jest także liderem wśród państw postkomunistycznych, jeśli chodzi o komputeryzację i dostęp do Internetu (skandynawski przykład robi swoje!). 40 procent Estończyków regularnie korzysta z Internetu, do sieci podłączona jest każda szkoła. Zachodnia prasa pisze wręcz o estońskim cudzie ekonomicznym. Jak XIX-wieczna Wlk. Brytania czy współczesny Hong Kong, Estonia ma mocny pieniądz, zapisaną w prawie równowagę budżetową, wolny handel i szeroko otwarte drzwi dla zagranicznych inwestycji, sprawny rząd i zrozumiałe reguły w gospodarce. To wszystko może się jednak zmienić z wejściem do Unii Europejskiej. Jeśli chodzi o integrację europejską Estończycy są realistami. Chcą zamknąć negocjacje do połowy 2002 r. i 1 stycznia 2003 być gotowymi do wejścia do UE. Estonia zamknęła już 18 z 31 obszarów negocjacyjnych. Obecnie trwają negocjacje w dwóch szczególnie dla tego kraju istotnych dziedzinach: rolnictwa i polityki regionalnej. Ogromne różnice istnieją między Estonią a Unią w polityce rolnej. W przeciwieństwie do UE, rząd estoński przez lata unikał jakichkolwiek działań protekcjonistycznych wobec własnych rolników, z dobrym zresztą dla nich samych skutkiem. Rolnictwo to tylko część kłopotów, jakie czekają Estonię, jeśli zechce ona znaleźć się w Unii. Jako jedyna spośród kandydatów, włączając się w unijny rynek, nie będzie musiała liberalizować gospodarczych reguł, a wręcz odwrotnie. Rząd w Tallinie musiałby np. wprowadzić bariery celne dla towarów importowanych z państw trzecich. Wprowadzenie blisko 11 tysięcy różnego rodzaju opłat (teraz nie ma żadnej!) dla towarów z krajów spoza UE, odbije się z pewnością na cenach produktów, przede wszystkim żywności. Do tego dojdzie cały system, nieznanych dotąd estońskiej administracji, subsydiów, kwot itd. Coraz więcej Estończyków zadaje sobie pytanie, czy aby na pewno zyskają na wejściu do Unii. Dla wielu mieszkańców Estonii członkostwo w Unii kojarzy się przede wszystkim z częściową utratą odzyskanej nie tak dawno suwerenności, a eurokraci z Brukseli są dla nich niewiele lepsi od partyjnej nomenklatury z moskiewskiego nadania. Nastroje społeczeństwa wyczuwają politycy, i choć niezmiennie wejście do Unii uznają za priorytet polityki zagranicznej Estonii, to często podkreślają konieczność zachowania polityczno-ekonomicznych zdobyczy okresu transformacji. Premier Mart Laar zapowiedział podczas ostatniej wizyty Güntera Verheugena, że Tallinn nie zrezygnuje ze swego liberalnego systemu podatkowego, a szef dyplomacji Toomas Hendrik Ilves musiał się tłumaczyć na forum parlamentu ze "zbyt szybkiego" tempa negocjacji, co zdaniem eurosceptyków odbywa się kosztem gospodarki estońskiej. Tymczasem przeciwników Unii Europejskiej w Estonii wciąż przybywa. Jeszcze dwa lata temu było ich 22 procent. Teraz jest już 51. Odwrotnie jest w przypadku poparcia dla wejścia do NATO. W 1999 r. zwolenników członkostwa Estonii w Sojuszu było 39 procent, rok temu już ponad dwie trzecie. Od czasu przejęcia władzy przez prawicę (marzec 1999) działania mające na celu wejście do NATO zdecydowanie nabrały tempa. Wcześniej celem nr 1 dla estońskich dyplomatów była Unia Europejska, a w wyścigu do NATO Estończycy ustępowali zdecydowanie Litwinom. Obecnie dla Estończyków członkostwo w Sojuszu jest nie mniej ważne, niż w UE. Do 2002 r. wydatki na cele obronne mają wzrosnąć do 2 proc. PKB. Wejściu do NATO służą także, realizowane od lat, wspólne bałtyckie projekty wojskowe, m.in. BALTBAT (estońsko-łotewsko-litewski batalion) czy BALTDEFCOL (wspólna uczelnia wojskowa w Tartu). Głównymi sojusznikami w drodze Estończyków do NATO są Duńczycy (od 1992 przekazali na ten cel ponad 100 mln dolarów) i Amerykanie (silne lobby w Kongresie). Tallinn szczególnie liczy na administrację George'a W. Busha. Z kolei główni sojusznicy Estonii w staraniach o członkostwo unijne, Szwecja i, szczególnie Estończykom bliska, Finlandia, są sceptycznie nastawione do natowskich aspiracji Estonii. Prezydent Finlandii, socjalistka Tarja Halonen, w wywiadzie dla "Der Spiegel" oznajmiła nawet, że Helsinki nie popierają idei wstąpienia Bałtów do NATO w takim samym stopniu, co do UE. Niechętne poszerzeniu Sojuszu o kraje bałtyckie są również Francja, Grecja i ...Niemcy. Problemem mogącym przeszkodzić wejściu Estonii do NATO i UE powoli przestaje być kwestia rosyjskiej mniejszości. Nadal 30 proc. mieszkańców kraju (450 tys.) to ludność rosyjskojęzyczna. Co czwarty Rosjanin posiada estońskie obywatelstwo (trzeba m.in. zdać egzamin z historii, prawa Estonii oraz języka estońskiego), tyle samo zdecydowało się na rosyjskie. Pozostali są tzw. bezpaństwowcami. Rosjanie nie mający estońskiego obywatelstwa mieszkają w Estonii na podstawie przedłużanych co kilka lat pozwoleń na pobyt. Przemyślana polityka estońskiej administracji przynosi efekty. Od lat Rosjanie mają swoich przedstawicieli w parlamencie, uczestniczą we władzy na poziomie lokalnym (w przeciwieństwie do Łotwy, w Estonii także nie-obywatele mogą głosować w wyborach samorządowych). Zmieniają się nastroje wśród miejscowych Rosjan, jeszcze kilka lat temu nastawionych w większości wrogo do niepodległego państwa estońskiego. O "westernizacji" estońskich Rosjan świadczą wyniki sondaży - w 2000 r. ewentualne wejście Estonii do NATO poparł co piąty Rosjanin nie posiadający estońskiego obywatelstwa (rok wcześniej co dziesiąty). Europejskim aspiracjom Estonii sprzyja stabilność politycznego systemu. Od dwóch lat krajem rządzi centroprawicowa koalicja Związku Ojczyzny, Partii Reform i Ludowej Partii "Umiarkowani". Przenosząc to w warunki polskie byłby to sojusz AWS, PO i UW, tyle że zdecydowanie bardziej prorynkowy i antykomunistyczny. Premier Mart Laar raz już pełnił tę funkcję. W latach 1992-94 szefował rządowi, który wprowadził większość reform. Szefem resortu finansów jest z kolei "ojciec estońskiej korony" Siim Kallas. Główną siłą opozycji jest największe estońskie ugrupowanie Partia Centrum (wbrew nazwie to najbardziej lewicowa partia w estońskim parlamencie). Jej lider Edgar Savisaar (ostatni premier sowieckiej Estonii) jest uważany za "szarą eminencję" estońskiej polityki. Centryści jako jedyni nie kryją swego prorosyjskiego nastawienia. Politycy żyją tymczasem zbliżającymi się wyborami prezydenckimi. Estonia jest republiką parlamentarną, uprawnienia prezydenta są dość ograniczone. Słabość głowy państwa podkreśla fakt, że wyboru dokonuje 101-osobowy parlament (Riigikogu) rozszerzony o kilkuset przedstawicieli samorządów. Dotychczasowy prezydent (od 1992) Lennart Meri nie może się ubiegać o wybór na III kadencję. Walka o fotel prezydencki rozstrzygnie się więc najprawdopodobniej między Peeterem Tulviste (Związek Ojczyzny) a długoletnim przewodniczącym parlamentu Toomasem Savim (Partia Reform). Grzegorz Kuczyński [Gazeta Polska, 6 czerwca 2001]

Autor publikacji: 
INTERMARIUM: