Umowa Savisaar - Bakatin o KGB z 1991

Grzegorz Kuczyński Historia pewnej umowy Tajna umowa estońskich postkomunistów z KGB zapewnić miała byłym pracownikom sowieckiej bezpieki w Estonii nietykalność. Ujawnienie dokumentu wywołało w tym bałtyckim kraju prawdziwa burzę. Mówi się wręcz o zdradzie stanu, a zdaniem wielu, za skandalem, który może wstrząsnąć podstawami estońskiej demokracji, stoi Rosja. Eks-oficer KGB kontra rząd Estonii Na początku grudnia 2000 roku estońską opinię publiczną zbulwersowało ujawnienie tajnej umowy estońskiego rządu z sowieckim KGB, zawartej pod koniec 1991 r. Dotyczący statusu b. kagebistów, którzy zdecydowali się pozostać w Estonii, dokument, po 9 latach ujrzał światło dzienne w dość niecodziennych okolicznościach - na sali sądowej. Zaczęło się od tego, że Urząd Obywatelstwa i Migracji odmówił b. oficerowi KGB, Siergiejowi Buczełowskiemu, przedłużenia pozwolenia na pobyt w Estonii. Postanowienie urzędu Rosjanin zaskarżył do stołecznego Sądu Administracyjnego, a jako dowód koronny przedstawił tekst umowy z 1991 r. Jak się okazuje, 18 grudnia 1991 r. estoński minister stanu Raivo Vare i przedstawiciel centrali KGB, Wiaczesław Szironin, podpisali porozumienie, które przewidywało, że w zamian za akta, wyposażenie i broń KGB, pozostające w odzyskującej niepodległość Estonii, władze estońskie nie będą "nękać" pracowników KGB, którzy zdecydują się pozostać w tym kraju na stałe. Na tekście umowy widnieją także podpisy ówczesnego premiera Edgara Savisaara i ministra spraw wewnętrznych ZSRS Wadima Bakatina. "Prawa i swobody b. urzędników KGB nie będą w żaden sposób ograniczane"- ten fragment porozumienia stał się głównym argumentem przeciw wydaleniu Buczełowskiego. Co ciekawe, reprezentujący Rosjanina przed sądem adwokat Sven Sillar, jest synem Reina Sillara, ostatniego szefa estońskiego KGB. Sąd: "Umowa nie obowiązuje" Minister spraw wewnętrznych Tarmo Loodus niemal natychmiast polecił Kaitsepolitsei (estońska służba bezpieczeństwa) przeprowadzenie śledztwa, które wyjaśni okoliczności podpisania umowy, a przede wszystkim ustali, w jaki sposób dokument zniknął z archiwum rządowego. Dziennik Postimees pisze, że ten, i inne dokumenty, zabrali ze sobą członkowie ustępującego rządu Savisaara. Loodus zasugerował, że w tym wypadku można mówić nawet o zdradzie stanu. Od początku dla wszystkich jasne było, że zasadniczym pytaniem, na które trzeba odpowiedzieć, jest kwestia legalności umowy. Uznanie prawomocności zawartego porozumienia pozbawiłoby rząd estoński ostatniej prawnej możliwości usuwania z kraju byłych kagebistów (poprzez nie przedłużanie im pozwolenia na pobyt). Jeszcze w 1993 r. w Estonii mieszkało 900 b. kagebistów, teraz jest ich 300, a należy do tego dodać ok.15 tys. emerytowanych wojskowych (plus oczywiście rodziny). Większość ekspertów od początku podważała legalność umowy, przypominając, że od 1991 r. Estonia i Rosja podpisały szereg innych umów, uchylających pośrednio postanowienia umowy Vare - Szironin. Do tego dochodzi jeszcze wewnętrzne ustawodawstwo estońskie. W tej sytuacji decyzja sądu, uznająca dokument za nielegalny, nie była dla nikogo zaskoczeniem. Buczełowski zapowiada apelację, a cała sprawa może się jeszcze oprzeć o Sąd Najwyższy, a nawet, co gorsza, o Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasbourgu. Kto za tym stoi? Czy odchodzący rząd Savisaara podpisał więcej takich tajnych umów? Czy Savisaar lub jego współpracownicy posiadają te dokumenty? A jeśli tak, to czy te materiały nie kompromitują obecnych polityków i biznesmenów? Takie pytania zadają sobie teraz estońscy dziennikarze i politycy. Niestety, jest bardziej, niż prawdopodobne, że w przyszłości więcej takich dokumentów ujrzy światło dzienne. Znamienne, że do ujawnienia umowy Vare - Szironin doszło w chwili, kiedy Estonia robi wyraźne postępy na drodze do struktur zachodnich. Rosyjski dziennik Izwiestia sugeruje, że ujawnienie dokumentu przez Sillara mogło mieć miejsce tylko za zgodą Moskwy. Spekuluje się, iż cała sprawa może być fragmentem rosyjskiej polityki obrony jej rodaków zamieszkujących "bliską zagranicę", która polegać teraz będzie na wyciąganiu podobnych materiałów, powstałych w czasach transformacji, gdy formalnie niepodległymi już republikami bałtyckim rządziły jeszcze postkomunistyczne ekipy. Nie wykluczony jest także "wątek naftowy". Upublicznienie umowy kompromituje ówczesnego ministra Vare, który teraz jest szefem największej w Estonii spółki zajmującej się tranzytem ropy. Nie ulega wątpliwości, że najmocniej może ucierpieć na tym wszystkim Edgar Savisaar (który właśnie bliski był rozbicia, swoimi intrygami, centroprawicowej koalicji rządzącej). Dlaczego jednak Moskwie miałoby zależeć na osłabieniu jej najwierniejszego sojusznika? I jeszcze jedno, w grudniu 1991 ministrem spraw zagranicznych był obecny prezydent Lennart Meri... Cała sprawa już zaszkodziła wizerunkowi Estonii na Zachodzie. Śledztwo prowadzone przez Kapo (Kaitsepolitsei) może się zakończyć nawet oskarżeniem o zdradę szeregu znanych postaci życia publicznego. To byłby największy wstrząs na estońskiej scenie politycznej od czasów afery podsłuchowej w 1995 r. (Savisaar także wtedy był głównym "bohaterem" skandalu). Może to wpłynąć na estońskie aspiracje europejskie, a wiadomo, kto na tym skorzysta najbardziej... [Gazeta Polska z 13 grudnia 2000]

Autor publikacji: 
INTERMARIUM: