Upadek rządu (2001)

 

Rolandas Paksas nie ma szczęścia do funkcji premiera. Po raz drugi w ciągu ostatnich dwóch lat utracił to stanowisko. W 1999 r. kierował rządem przez pięć miesięcy z ramienia antykomunistycznego Związku Konserwatystów, teraz, gdy był premierem z ramienia wywodzącego się z reformistów frontowych Związku Liberałów, musiał ustąpić po ośmiu miesiącach. Wówczas jednak odchodził z własnej woli, by po roku, po wyborach parlamentarnych triumfalnie wrócić na stanowisko szefa rządu. Teraz natomiast wymuszona rezygnacja może być początkiem końca błyskotliwej kariery byłego burmistrza Wilna.

Upadek centrowego rządu nie był dla nikogo zaskoczeniem. Zanosiło się na to od początku istnienia koalicji, a od kilku tygodni było już tylko kwestią czasu. 18 czerwca 2001 roku Arturas Paulauskas, lider Nowego Związku, partnera koalicyjnego liberałów, zażądał dymisji Paksasa i wycofał z rządu sześciu ministrów. Paksas nie chciał rezygnować, zamierzał utrzymać mniejszościowy gabinet. Ustąpił, gdy nie znalazł wystarczająco silnego poparcia prezydenta. Na najkrótszym w historii Litwy posiedzeniu rządu (5 minut), Paksas zrezygnował. Na p.o. premiera prezydent Valdas Adamkus wyznaczył ministra gospodarki Eugenijusa Gentvilasa.

Utworzony po ostatnich wyborach (październik 2000) centrowy blok Nowej Polityki (Związek Liberałów, socjalliberalny Nowy Związek oraz niewielkie Związek Centrum, chadecja i Akcja Wyborcza Polaków na Litwie) był dziełem prezydenta Adamkusa, który w ten sposób nie dopuścił do władzy zwycięskich postkomunistów, a zarazem zyskał duży wpływ na chwiejny rząd. Na różnice programowe (populistyczni socjalliberałowie, centroprawicowi liberałowie) nakładała się ostra rywalizacja personalna liderów partii: premiera Paksasa i przewodniczącego Sejmu Paulauskasa. W Nowym Związku od początku istniała silna opozycja przeciw współpracy z liberałami, nie brakowało zaś zwolenników sojuszu z postkomunistami. Do tego koalicjanci nie mogli porozumieć się w kwestii obniżenia podatków, reformy emerytalnej oraz zwrotu dawnym właścicielom zagrabionej w czasach sowieckich ziemi. Bezpośrednią przyczyną upadku rządu okazała się jednak różnica zdań w sprawie prywatyzacji.

Zapowiadana na ten rok sprzedaż monopoli Lietuvos dujos (gazownictwo) i Lietuvos energija (sieci energetyczne) wzmogła walkę lokalnych finansistów, na ogół reprezentujących rosyjski kapitał, o przejęcie kontroli nad procesem prywatyzacyjnym. Na Litwie rywalizuje kilka grup kapitału, z których najsilniejszą wydaje się być Korporacja Przemysłowo-Finansowa Litwy Zachodniej. Jej liderzy należą do socjalliberałów Paulauskasa (Viktor Uspaskich jest szefem sejmowej komisji gospodarki, a Antanas Posas burmistrzem Kłajpedy). Litewska prasa spekuluje, że właśnie ci dwaj politycy-biznesmeni dogadali się z socjaldemokratami i doprowadzili do upadku gabinetu Paksasa. Ich firmy zarabiają krocie na współpracy z Gazpromem i imporcie rosyjskiego gazu. Tymczasem rząd od wielu miesięcy starał się wyeliminować pośredników i porozumieć bezpośrednio z Rosjanami. Litewscy "gazowi baronowie" mają też chrapkę na przeznaczone do prywatyzacji gazownictwo. Tymczasem premier był zwolennikiem sprzedaży Litewskiego Gazu zagranicznemu inwestorowi. Na posiedzeniu rządu, na którym miano ustalić strategię prywatyzacyjną monopolu, Paksas ogłosił swoją dymisję... Sprawa sprzedaży Lietuvos dujos został oczywiście odłożona.

Prorosyjskie lobby dąży do stworzenia nowego rządu opartego na lewicowej koalicji socjalliberałów Paulauskasa (litewscy biznesmeni powiązani z rosyjskim kapitałem) z postkomunistycznymi socjaldemokratami Algirdasa Brazauskasa. Na prywatyzacji prowadzonej przez taki rząd skorzystaliby finansowo lokalni biznesmeni, ale przede wszystkim rosyjskie giganty, jak Łukoil czy Gazprom, które przejęłyby kontrolę nad strategicznymi gałęziami litewskiej gospodarki. Miejscowi sojusznicy Rosji wcale tego nie kryją. W czasie gdy rozpadała się koalicja, Brazauskas negocjował w Moskwie oddanie Litewskiego Gazu w ręce konsorcjum Gazpromu i spółek litewskich. Lider postkomunistów lobbuje także na rzecz innego rosyjskiego koncernu, Łukoilu. Naciskał, nieskutecznie, na p.o. premiera Gentvilasa, by ten nie zatwierdzał umowy, jaką kilka dni temu amerykański właściciel Mazeikiu nafta Williams International podpisał z rosyjskim YUKOS-em w sprawie dostaw ropy naftowej do rafinerii w Możejkach. Łukoil od dwóch lat próbuje przejąć kontrolę nad litewskim sektorem naftowym. W ostatnim roku, przerywając dostawy ropy, próbował doprowadzić zarządzaną przez Amerykanów rafinerię do bankructwa. Wejście w życie wspomnianej umowy oznaczać będzie dla Łukoilu nie tylko koniec marzeń o kupnie rafinerii, ale także utratę litewskiego rynku zbytu.

Powrót postkomunistów do władzy jest właściwie przesądzony. Ze względów arytmetycznych (liczba miejsc w parlamencie) jedynym w tej chwili możliwym układem jest sojusz Nowego Związku z LSDP. Dzięki takiej koalicji liderzy obu partii mogliby urzeczywistnić swoje ambicje - Brazauskas uzyskałby upragnione stanowisko premiera, zaś Paulauskas, z poparciem Brazauskasa, najpopularniejszego polityka na Litwie, mógłby realnie myśleć o prezydenturze. Gdyby jednak Adamkus odrzucił kandydaturę Brazauskasa (jest jej otwarcie wrogi, zachowanie lidera postkomunistów w sprawie prywatyzacji nazwał antypaństwowym) konieczne byłyby przedterminowe wybory. Tyle, że po nich socjaldemokraci mieliby jeszcze więcej posłów niż teraz.

[lipiec 2001]

 

Autor publikacji: 
INTERMARIUM: