Przed wyborami (2000)

Grzegorz Kuczyński Konserwatyści kontratakują

8 października 2000 roku odbędą się na Litwie wybory parlamentarne. Do obsadzenia w litewskim parlamencie, czyli Seimasie, będzie 141 miejsc. Wszystko wskazuje na to, że rządzący obecnie konserwatyści mogą ponieść ciężką porażkę. Aby temu zapobiec, prawicowa koalicja przejmuje polityczną inicjatywę. Póki co jednak, najpopularniejszymi na Litwie kolorami są ostatnio czerwony i brunatny.

Populizm w cenie

Nie mogą z optymizmem w przyszłość spoglądać konserwatyści ze Związku Ojczyzny (Tevynes sajunga). Po miażdżącej wygranej w 1996 r. nad postkomunistami z LDDP wydawało się, że główni spadkobiercy Sajudisu na długo zapewnią sobie władzę, zwłaszcza, że kryzys przechodzi jedyny przez lata poważny przeciwnik, czyli postkomuniści Algirdasa Brazauskasa. Tymczasem upadek istniejącego od 1990 r. dwupartyjnego de facto układu politycznego wcale nie jest dla konserwatystów korzystny. W tej chwili możemy mówić o istnieniu na Litwie systemu wielopartyjnego, charakteryzującego się ogromnym rozdrobnieniem (14 lipca zarejestrowano nową partię Gediminasa Vagnoriusa – czterdzieste już ugrupowanie w tym kraju!).

Nieciekawa sytuacja gospodarcza kraju, będąca w dużej mierze efektem kryzysu rosyjskiego, oraz konflikty wewnątrzpartyjne (odejście Vagnoriusa i Rolandasa Paksasa) zaowocowały porażką konserwatystów w wyborach lokalnych w marcu 2000 roku. Wyniki tych wyborów potwierdziły popularność ugrupowań lewicowych i populistycznych. Przypomnijmy, że zwyciężył Nowy Związek Arturasa Paulauskasa, syna płk KGB i wiceprokuratora generalnego Litewskiej SRS. Tuż za nim uplasowała się koalicja Partii Rolników “litewskiego Leppera” Raimunasa Karbauskisa i pseudochadeckiej partyjki Kazysa Bobelisa.

W zbliżających się wyborach prawie pewna wygranej jest centrolewicowa koalicja Nowego Związku, populistycznego Związku Centrum oraz dwóch ugrupowań bazujących na secesjonistach z rządzącego TS: Związku Liberałów (Paksas) i Umiarkowanych Konserwatystów (Vagnorius). Liberałowie są od dłuższego czasu politycznym zapleczem prezydenta Valdasa Adamkusa.

Drugą siłą w przyszłym parlamencie może stać się lewicowa koalicja postkomunistów z LDDP, socjaldemokratów, Partii Kobiet (na jej czele stoi TW “Szatrija”, czyli Kazimiera Prunskiene) oraz Partii Rosyjskiej. Wsparł ją swoim autorytetem, drugi pod względem popularności w kraju, Brazauskas.

Nisko natomiast stoją notowania atakowanych ze wszystkich stron konserwatystów i chadeków, którym niektórzy nie dają nawet szans na przekroczenie progu pięciu procent, co oznaczałoby nieobecność w Seimasie.

Burza wokół ordynacji

4 lipca koalicja rządząca przegłosowała w parlamencie poprawki do ordynacji wyborczej, eliminujące 2-turowy system wyborczy w okręgach jednomandatowych. Dotychczas 141 posłów wybierano dwiema drogami. 70 mandatów rozdzielano proporcjonalnie między listy krajowe w zależności od generalnego wyniku danego ugrupowania (przy obowiązującym progu 5 procent w skali kraju). Pozostałych posłów wybierano w 71 jednomandatowych okręgach. Jeśli zwycięzca I tury zdobywał ponad połowę wszystkich oddanych głosów w okręgu, automatycznie otrzymywał mandat. Jeśli nie, dwóch kandydatów z najlepszymi wynikami przechodziło do II tury, gdzie już wystarczała zwykła większość. Propozycja prawicy likwidowała II turę, aby otrzymać mandat, wystarczać miałoby zwycięstwo zwykłą większością już w pierwszym głosowaniu.

Posunięcie konserwatystów wywołało burzę w środowisku politycznym Litwy. Fakt, że zasadnicza zmiana ordynacji ma miejsce na kilka miesięcy przed wyborami, świadczy, że cos złego dzieje się z etyką polityczną na Litwie – grzmiał Alvydas Medalinskas z opozycyjnego Związku Liberałów.

12 lipca Adamkus, zgodnie z oczekiwaniami, zawetował zmiany w ordynacji, dowodząc, że takie zmiany powinny być przeprowadzane co najmniej na 2 lata przed wyborami. Nowa ordynacja oznaczałaby rewolucyjną zmianę systemu wyborczego tuż przed wyborami, bez szerszej dyskusji z udziałem opinii publicznej i polityków – powiedział agencji ELTA.

Rządząca prawica ma jeszcze na tyle silne zaplecze parlamentarne (mimo odejścia grupy posłów), że zdołała 18 lipca odrzucić weto prezydenckie (72 głosami przy wymaganych 71).

Zyskała prawica

Nikt nie ma wątpliwości, że największym beneficjentem zmian w prawie wyborczym jest ugrupowanie Vytautasa Landsbergisa – Związek Ojczyzny, oraz “młodszy brat” konserwatystów, czyli partia chadecka Algirdasa Saudargasa. Co prawda inicjatorzy poprawek tłumaczyli je chęcią uproszczenia systemu i po prostu oszczędnościami (szacowali je na ok. 5-6 mln litów, czyli 1.25-1.5 mln $), to prawdziwe powody są czysto polityczne.

Po pierwsze, nowy system wymusza na wyborczych koalicjach zmianę taktyki i konieczność wyłonienia jednego wspólnego kandydata już przed I turą. Gdy obowiązywało stare prawo, poszczególne podmioty koalicji mogły wystawić swoich ludzi w I turze, a potem solidarnie popierały tego z nich, który wchodził do drugiej. Obecna sytuacja zaowocuje z pewnością sporami personalnymi i zachwieje jednością największych koalicji. Wiadomo, że ta skuteczna, ponownie zastosowana przez konserwatystów zasada “divide et impera” uderzy szczególnie w ich obecnego wroga nr 1, sojusz Paulauskasa i Paksasa.

Po drugie, skorzystają partie posiadające zdyscyplinowany elektorat, a taką jest TS. Prawicowy elektorat jest silniejszy od większości elektoratów innych partii, branych z osobna. Okazuje się, że gdyby obecny system wyborczy obowiązywał w 1996 r., to konserwatyści mieliby aż 16 posłów więcej! W tyluż bowiem wypadkach ich kandydat uzyskiwał w I turze najwięcej głosów, by w drugim głosowaniu nie sprostać połączonym centrolewicowym głosom rywala.

Po trzecie wreszcie, zmiany uderzają w małe, na ogół antyzachodnie i populistyczne partyjki, które nie mając szans na osiągnięcie poparcia 5 proc. w skali kraju, tylko dzięki 2-turowym wyborom w okręgach jednomandatowych wprowadziły do Sejmu swoich liderów (np. nacjonalista Stanislovas Buškevicius z ruchu Młoda Litwa, kryptokomunistka Prunskiene z Partii Kobiet czy Karbauskis z Partii Rolników).

Czerwono-brunatni

Argumentów prawicy w jej walce z Paulauskasem dostarcza on sam, utrzymując zażyłe stosunki z szeregiem różnej maści radykałów. Na początku sierpnia głośno było o wystąpieniu na zorganizowanej w Szawlach przez Mindaugasa Murzę demonstracji burmistrz tego miasta, Vidy Stasiunaite z Nowego Związku. Murza jest liderem nielegalnej ultranacjonalistycznej Partii Narodowo-Socjalistycznej. Lokalny sojusz utrzymuje również Paulauskas z burmistrzem Kowna Vytautasem Šuštauskasem, awanturnikiem politycznym nr 1 Litwy, a często widuje się go w towarzystwie Karbauskisa.

Koalicjanta broni lider Związku Centrum Romualdas Ozolas, oskarżając konserwatystów o tworzenie mitu “austriackiego scenariusza”, który ma skomplikować położenie przyszłego rządu (Paulauskasa wszyscy widzą na stanowisku premiera) na arenie międzynarodowej.

Opozycji zaszkodzić może w obliczu wyborów także, mająca obecnie na Litwie miejsce, lustracja. Do 4 sierpnia byli tajni współpracownicy mieli czas zgłosić fakt swej pracy dla KGB. Uczyniło to 1400 osób. Ich dane pozostaną utajnione (chyba, że popełnili przestępstwo). Inaczej będzie w przypadku tych, którzy się nie przyznali, a dowody ich winy znajdują się w aktach (Litwie udało się, w przeciwieństwie do Łotwy i Estonii, zatrzymać większość archiwów KGB). Ich nazwiska, wraz ze wszystkimi tego konsekwencjami, zostaną podane do publicznej wiadomości tuż przed wyborami (co według opozycji nie jest przypadkiem). Kto wie, ilu b. TW sowieckiej bezpieki działa dziś w litewskiej polityce. Sądząc po biografiach Paulauskasa, Ozolasa czy Prunskiene, chyba całkiem sporo...

[Gazeta Polska, 30 sierpnia 2000]

 

Autor publikacji: 
INTERMARIUM: