Antanas Terleckas - wspomnienia

Wychowany byłem w duchu szkoły narodowej, czytałem literaturę, widziałem jak po 14 czerwca 1941 roku komuniści eksterminowali naród litewski. Kiedy jednak po 9 maja 1945 roku przyszedł mój przyjaciel Kazys Savieszenis, by namówić mnie do przyłączenia się do partyzantów, bałem się, ale mój Ojciec, który miał 4 ha ziemi, powiedział do mnie: "Idź Antek, bić bolszewików". Miałem 17 lat i byłem najstarszy z jego trzech synów, więc Ojciec mnie posłał do partyzantów. Byłem tchórzem i w drodze modliłem się do Boga, żeby mnie nie przyjęto. I tak się też stało. Partyzanci stwierdzili, że już dość było ofiar, ponieważ wielu chopców w moim wieku zginęło. Powiedzieli, żebym się uczył i był pożyteczny dla Litwy. 27 lipca 1945 roku NKWD i tak aresztowało mnie z kolegami i zawiozło do więzienia w Âwięcianach, gdzie przebywałem tylko dwa miesiące. Gdyby wiedzieli, że zbieraliśmy broń i roznosiliśmy ulotki partyzantów, na pewno by nas skazali. Gdy powróciłem, zaczęłem się uczyć, spotykałem się z kolegami i gardłowałem przeciwko władzy sowieckiej, ale konkretnie niczego nie robiłem. Po powstaniu węgierskim myśleliśmy, że trzeba coś robić, ale tylko dyskutowaliśmy. KGB wysłało prowokatora, który zaproponował utworzenie organizacji. Tak naprawdę istniała tylko nazwa: "Front Narodowy". W sumie aresztowano wtedy na Litwie 200 osób, a 11 skazano za próbę utworzenie nielegalnej organizacji, ponieważ KGB chciało wykazać swą nieodzowność w związku z cięciami w aparacie za Chruszczowa. KGB wytoczyło mi sprawę kryminalną. 24 grudnia 1957 roku zostałem aresztowany i odsiedziałem trzy lata. W 1960 roku powróciłem; radziliśmy wtedy z kolegami co robić, czytaliśmy literaturę, następnie poszedłem na studia, gdyż chciałem zdobyć wiedzę historyczną. W 1971 roku byłem obecny na procesie związanym z niepokojami, które wybuchły po samospaleniu się Romasa Kalanty i napisałem reportaż z sali sądowej, wysyłałem go przez Moskwę na Zachód. Potem tą samą drogą przemyciłem inne artykuły, ale nie wszystkie przedostały się. Publikowano je w USA. Od 1973 roku pisałem do "Kroniki Kościoła Katolickiego na Litwie" ale moich ostrych artykułów nie drukowano. Od 1974 roku chcieliśmy nawiązać współpracę wydawniczą ze środowiskiem "Kroniki". Pojechałem do księży i zaproponowałem by redagować wspólnie pismo o charakterze narodowym i religijnym, ale odmówili, gdyż sami chcieli wydawać tego typu publikację. Pojechałem do Svarinskasa, rozmawiałem też z Tamkevicziusem, który wyjaśnił mi, że kiedy Litwa odzyska niepodległość, "Kronika" będzie miała kapitał polityczny a my nic i w niczym nam nie pomógł. Przed wojną istniał konflikt między narodowcami i chadekami i ta tradycja przetrwała, a nas księża uważali za kontynuatorów ruchu tautininków (narodowego). Poradziłem się przyjaciół i w 1975 roku napisałem "List 17 inteligentów", w którym podjąłem dyskusję z księżmi. Spór między nami w istocie polegał na tym, iż księża uważali, że Litwin wierzący zawsze będzie walczył o niepodległość, należy więc wzmocnić świadomość religijną, my myśleliśmy na odwrót: świadomy narodowo Litwin będzie bronił Kościóła. Księża chcieli wzmocnić katolicyzm, a my świadomość narodową, która była dla nas nierozłączna od religijnej. Bolszewicy zniszczyli inteligencję katolicką i dlatego księża nie mieli ludzi, którzy mogliby pisać do "Kroniki", w konsekwencji czego jej poziom był bardzo niski. Gdy krytykowaliśmy to, księża się na nas złościli. Pierwszy numer "Auszry" był bardzo powierzchowny, gdyż księża nie potrafili pisać poważniejszych artykułów. Odnieśliśmy się do niej bardzo krytycznie. Kiedy zobaczyłem, że nie chcą wspólnie pracować, postanowiliśmy wydawać własne świeckie pismo, jak pod zaborami. Odpowiedni moment nadszedł, gdy po 2 numerze księża wstrzymali publikację "Auszry". Zastanawialiśmy się wówczas z Kestutisem Jakubinasem "co robić". W 1947 roku posadzili go chyba za redagowanie podziemnego pisma, więc zaproponował by wydawać bibułę. To była jego idea, a ja go poparłem. Kestutis kupił jugosłowiańską maszynę do pisania, w której wymieniliśmy litery na litewskie i w 1976 roku zaczęliśmy z Julijusem Sasnauskasem wydawać "Laisves szauklys" ("Herold Wolności"). Litwa zawsze walczyła przeciwko zniewoleniu; powstania: Kościuszkowskie, 1831 roku, 1863 roku, miały na nas duży wpływ. Litwa nie została skolonizowana, gdyż ruch partyzancki był tu najsilnieszy. W czasie II wojny światowej tylko Grecja, Polska i Litwa nie miały oddziałów SS. Łotyszy i Estończyków uważaliśmy za niezdecydowanych. Mart Niklus odważny człowiek, a kiedy pojechałem do Tartu i w autobusie gadałem co myślałem przeciwko okupantom, uciszał mnie. Kiedy trzeba było przyjąć deklarację za niepodległością, Łotysze i Estończycy zawsze ją sabotowali. W 1976 roku Łotysze zaprosili nas do Rygi. W spotkaniu wzięli udział: Enn Tarto, Mart Niklus, Ints Calitis, Viktors Kalninsz, Viktoras Petkus i Antanas Terleckas. Zastanawialiśmy się co robić, analizowaliśmy sytuację i doszliśmy do wniosku, że trzeba zwrócić uwagę świata na nasze kraje. Sądzę, że inicjatywa spotkania wyszła od Kalninsza, który chciał emigrować i dlatego pragnął być uwierzytelniony jako wielki działacz i nasz przedstawiciel na Zachodzie. Nie zgadzałem się z nimi, gdyż moim celem było stworzenie tajnej organizacji, a oni chcieli działać jawnie, stworzyć komitet, pojechać do Moskwy i tam zwołać konferencję prasową, dlatego pozostali spotykali się dalej już beze mnie i w końcu powołali jawny bałtycki Komitet Ruchów Narodowych. Kiedy w 1978 roku większość wydawców "Herolda Wolności" założyła Ligę Wolności Litwy, rozmawiałem z młodymi, Andriusem Tuczkusem i Vytautasem Boguszisem; uważałem wówczas, że nasze dzieci doczekają niepodległości Litwy. Sądziliśmy, że nic nie jest wieczne, wszystkie imperia upadają, kiedyś zacznie się proces demokratyzacji w Rosji i wtedy Litwa odzyska niepodległość. Byliśmy przekonani, że trzeba zwrócić uwagę opinii światowej na układy Mołotow-Ribgentrop, ponieważ kiedy nasi emigranci zwracali się do różnych instytucji w USA i Europie Zachodniej w tej sprawie, mówiono im że nie mają prawa zabierać głosu w imieniu narodu litewskiego. Sądziliśmy, że to my, mieszkający na Litwie, musimy zwrócić się do opinii światowej i odkryć przed nią straszną prawdę, że w Nadbałtyce II wojna światowa nie zakończył się i kraje te są nadal okupowane, a walka zbrojna, która toczyła się tam do 1956 roku, teraz zmieniła się w polityczną i dysydencką. Gdzieś w 1969 roku przywieziono z USA do Moskwy kopie protokołu do paktu Mołotow-Ribbentrop, a następnie zostały one przetłumaczone na litewski i rozpowszechnione na Litwie, co znacznie podniosło świadomość narodową. Mieliśmy nadzieję, że w Rosji dojdzie do przemian politycznych i wtedy zażądamy niepodległości dla Litwy. Dysydenci kosztem swych ofiar zmuszą do ustępstw politycznych władzę sowiecką. Mysleliśmy oczywiście o gospodarczym upadku imperium; kiedy będzie się ono walić, do uznania niepodległości Litwy zmusimy demonstracjami, które uważaliśmy za najważniejszy środek walki na tym etapie. Początkowo uważałem, że trzeba utworzyć Komitet na rzecz likwidacji następstw paktu Mołotow Ribbentrop, potem doszliśmy do wniosku z kolegami, że w ten sposób dalibyśmy KGB prawny pretekst do aresztowania członków Komitetu. Postanowiliśmy więc zwrócić się do państw zachodnich z Memorandum, żądając by to one utworzyły Komitet. W 1979 roku Memorandum podpisało 35 Litwinów, 6 Łotyszy i 4 Estończyków. Spośród sygnatariuszy KGB aresztowało wszystkich Łotyszy i Estończyków oraz 4 Litwinów: Sasnauskasa, Terleckasa, Jurevicziusa i Statkevicziusa, który emigrował w 1988 roku. Sasnauskas, aresztowany w grudniu 1979 roku, po półtorarocznej odsiadce został zesłany na 5 lat do obwodu Tomskiego, skąd zadzwonił do nas by poinformować, że wysłuchał w radiu, iż w 1983 roku Parlament Europejski rozpatrywał sytuację w Nadbałtyce i wziął pod uwagę Memorandum 45. 3 lipca 1988 roku Liga Wolności Litwy wyszła z podziemia. Za najważniejsze zadanie uważaliśmy wówczas unieważnienie tajnych protokułów i wycofania wojsk okupacyjnych, czego jako jedyny domagałem się na zjeździe Sajudisu w październiku tego roku. Nasi naukowcy się jednak przestraszyli i uchwalili protest, jakoby Terleckas przeszkadzał, używając tak ostrych sformułowań, demokracie Gorbaczowowi w udzieleniu Litwie niepodległości. Jeśli poszlibyśmy wówczas drogą autonomizacji, proponowaną przez Sajudis i partię, nie odzyskalibyśmy niepodległości. Przygotował Józef Darski

INTERMARIUM: