Litewskie wydawnictwa niezależne

Oprócz nurtu katolickiego, reprezentowanego przez "Kronikę Kościoła Katolickiego na Litwie" i "Auszrę", od czasu protestu Romasa Kalanty, który dokonał samospalenia na znak protestu przeciwko inkorporacji Litwy do ZSRS (14 maja 1972 roku) i manifestacji po jego pogrzebie, na Litwie zaczęła kształtować się odrębna opozycja świecka o charakterze przede wszystkim narodowym. Podziemie katolickie, choć nie miało sił intelektualnych, pod względem organizacyjnym było o wiele silniejsze od narodowego. Propozycja współpracy obu nurtów, z którą wystąpił Antanas Terleckas, nie powiodła się, gdyż ksiądz Tamkeviczius odrzucił pomysł wydawania wspólnego pisma. Terleckas zarzucał redaktorom "Kroniki" zajmowanie zbyt miękkiego stanowiska wobec ZSRS i gotowość pogodzenia się z utratą niepodległości, gdyby ceną za to było otwarcie kościołów. Jego zdaniem niepodległość, która stanowi jedyną prawdziwą gwarancję zachowania kultury materialnej i duchowej Litwy, można zdobyć tylko walką, ale "Kronika" nie jest zdolna do spełnienia tej misji. Terleckas wyłożył swoje poglądy w "Liście 17 intelektualistów litewskich" (lato 1975). Zarzucił w nim podziemnej prasie katolickiej, iż nie propaguje konieczności odbudowy państwa litewskiego. "List" ten ksiądz Racziunas, redaktor "Auszry", wywiózł do USA, ale nie doszło do nawiązania kontaktów z emigracją, która była bardziej związana z "Kroniką". Podziemie katolickie traktowało z kolei świeckich opozycjonistów niepodległościowych jako kontynuatorów przedwojennego nurtu "tautininkai" (narodowców), z którymi zawsze dzieliła ich rywalizacja o władzę. Grupa Terleckasa nie miała też poparcia szerokich kręgów inteligencji twórczej, która bała się wiązać z prasą podziemną, motywując to chęcią pracy dla dobra kultury litewskiej w ramach legalnych. Późną jesienią 1976 roku z inicjatywy Kestutisa Jakubinasa, który za działalność patriotyczną przesiedział już 17 lat w łagrach, grupa w składzie: Antanas Terleckas, Julius Sasnauskas Stasys Stungurys, Elena Terleckiene, Birute Burauskaite, Vytautas Boguszis, Dalia Sasnauskiene, Jonas Protaseviczius, Romualdas Ragaiszis, Andrius Tuczkus, Zita Vanagaite i Jonas Volungeviczius wydała pierwsze pismo polityczne: "Laisves szauklys" ("Herold Wolności"). Na jego łamach tak wyjaśniono różnice polityczne między nurtem katolickim a niepodległościowym: "Są ludzie, którzy sądzą, że Litwin potrzebuje tylko głębokich przekonań religijnych, że głęboko wierzący chrześcijanie sami przez się staną się świadomymi Litwinami. Inni twierdzą, że przede wszystkim należy podnieść świadomość narodową (...) My staramy się połączyć te dwa poglądy." Redaktorzy "Kroniki" odnieśli się wrogo do politycznej "konkurecji". Redaktorzy "Herolda" głosili, iż niewolnikiem jest tylko ten, który zgadza się na swoje zniewolenie, walka o wolność nie jest jednak możliwa bez ofiar. Jedną z nich był Romas Kalanta. W środowisku "Herolda Wolności" zrodziła się w marcu 1978 roku tajna organizacja polityczna "Lietuvos Laisves Lyga" (Liga Wolności Litwy). LLL postawiła sobie za cel: kształtowanie świadomości religijnej, narodowej i politycznej Litwinów oraz podnoszenie kwestii wolność Litwy na forach międzynarodowych. W lipicu-wrześniu 1979 roku LLL przystąpiła do wydawania własnego organu: "Vytis" (Rycerz). "Nie możemy pokładać nadzieji ani w Zachodzie, ani w rosyjskim ruchu dysydenckim" - twierdziła Lyga i liczyła, że Zachód, zagrożony przez Sowiety, zacznie popierać opór narodów zniewolonych przez Rosję. Aleksander Ginzburg miał przekazać na Zachód pierwsze dwa numery pisma, ale wpadły one w czasie rewizji w Moskwie. Po wydaniu pierwszych trzech numerów pisma, spośród redaktorów "Rycerza" dwu: Antanasa Terleckasa (30.10.1979) i Juliusa Sasnauskasa (11.12.1979) aresztowano i skazano we wrześniu 1980 roku, odpowiednio na 3 i 1,5 roku łagru o zaostrzonym rygorze oraz każdego na 5 lat zesłania; Vladas Szakalys przedarł się przez granicę fińską na Zachód (lipiec 1980), a pozostali trzej: Zita Baranauskaite, Vytautas Boguszis i Robertas Grigas wydali jeszcze trzy numery pisma w 1980 roku. Od 1977 roku rozpoczął się okres rozkwitu podziemnych wydawnictw litewskich. Nurt katolicki, oprócz "Kroniki" i częściowo "Auszry" oraz "Auszrele" (luty 1978), reprezentowały w latach 1977-1981: "Dievas ir Tevyne" (Bóg i Ojczyzna), 19 numerów; "Rupintojelis" (Chrystus Frasobliwy), 17 numerów; "Tiesos kelias" (Droga Prawdy), 20 numerów. Nurt świecki wydawnictw niezależnych reprezentowało pismo studentów Uniwersytetu Wileńskiego "Alma Mater" (opublikowano 3 numery w 1979 roku); "Pastoge" (Poddasze) i "Musu Pastoge" (dwa numery w latach 1978-1979); narodowa "Tautos kelias" (Droga narodu), której wydano 3 numery w 1980 roku; "Blaivybeje jega" (Siła w trzeźwości), opublikowana w 1981 roku, a nade wszystko "Perpektyvos". To najciekawsze pismo opozycji świeckiej pojawiło się latem 1978 roku i ukazywało się regularnie co miesiąc do czasu aresztowania jego redaktorów. Ostatni, 22 numer ze stycznia 1981 rok, zawiera materiały z procesu wydawców. Vytautasa Skuodysa, który był też jednym z redaktorów "Alma Mater", skazano na 7 lat łagru, Gintautasa Ieszmantasa na 6 i Povilasa Peczeliunasa 3 lata łagru, a ponadto wszystkich trzech na 5 lat zsyłki. Wydawano również książki, w tym "Lietuvi˜ archyvas" (Archiwum Litewskie), w ramach którego ukazało się 6 tomów wspomnień historycznych. W roku 1981 skończył się jednak boom wydawnictw podziemnych na Litwie. Od stycznia 1982 do początku 1984 roku ukazało się jeszcze 7 numerów "Lietuvos ateitis" (Przyszłość Litwy), pisma zbliżonego do "Auszry", która jedyna obok "Kroniki Kościoła Katolickiego na Litwie", przetrwała do roku 1989. Litwa była jedyną republiką sowiecką, w której wydawnictwa podziemne ukazywały się nieprzerwanie od początku lat 1970-tych do 1989 roku. W dniach od 5 do 8 lutego 1979 roku na Litwie przebywali zagraniczni dziennikarze, trzech z nich: korespondent Reutera i korespondentka France Presse oraz przedstawiciel "Los Angeles Times", wzięli udział w konferencji prasowej zorganitowanej w prywatnym mieszkaniu przez dysydentów litewskich w dniu 7 lutego. Sprawozdanie z tego spotkania ukazało się w podziemnym piśmie "Perspektywos" nr 9 z lutego 1979 roku. [...] Na wstępie dziennikarzy zapytano co ich interesuje na Litwie. Odpowiedzieli, że sytuacja ludzi wierzących i łamanie praw człowieka. Wówczas pierwszy mówca zwrócił się do nich: "Pozwólcie, że Was pozdrowimy w imieniu tzw. dysydentów litewskich. Odwiedziny zagranicznych korespondentów nie są dla nas zjawiskiem częstym. Obecna administracja Litwy takich spotkań bardzo sobie nie życzy. Dotąd spotkał się z nami tylko dwaj korespondenci: David Levi z "Toronto Star" i David Sater z "Financial Times". Dziś dziękujemy Panom za odwiedziny. Wybaczcie, jeśli będziemy mówić nie to, co byłoby Wam miło usłyszeć i czego wymagałaby dyplomatyczna etykieta. Nie jesteśmy ani politykami, ani dyplomatami i mówić będziemy co czujemy i co myślimy. W sierpniu 1977 roku dysydenci estońscy, łotewscy i litewscy spotkali się w Rydze aby omówić sytuację panującą w republikach bałtyckich. Wszyscy jednomyślnie zgodzili się, że Nadbałtyka, szczególnie zaś Łotwa, jest w szybkim tempie kolonizowana. Postanowiono więc zwrócić się do świata zachodniego w formie memorandum, wyjaśniając prawdziwą sytuację i pokazując obojętność Zachodu wobec tego problemu. Niestety, estoński obrońca praw człowieka Mart Niklus został aresztowany w czasie redagowania memorandum. Po dwu miesiącach aresztu zwolniono go. W tym czasie uczestnicy konferencji ryskiej podnieśli myśl założenia estońskiego, łotewskiego i litewskiego komitetu ruchu narodowego i w jego imieniu zwrócenia się do demokratycznych państw świata. Zanim zdążono ostatecznie uprawomocnić istnienie Komitetu, jeden z jego organizatorów, Viktoras Petkus, został aresztowany i działalność Komitetu zakończyła się, a świat znów nie usłyszał prawdy o Nadbałtyce. Nasze spotkanie stanowi tylko ciąg dalszy rozmów rozpoczętych w Rydze przed półtora rokiem. Z powodu braku czasu nie podejmujemy się szczegółowo objaśnić sytuacji panującej na Litwie. Zwrócimy uwagę tylko na aspekty, znaszym zdaniem, najbardziej aktualne. Dziś pojawiło się realne zagrożenie dla samego istnienia trzech republik bałtyckich, chociaż świat zachodni pozostaje całkowicie obojętny na tragiczny los tych narodów. Zagraniczne środki przekazu naświetlają sytuację w Nadbałtyce, oględnie mówiąc, bardzo powierzchownie. Zagraniczni korespondenci, którzy odwiedzili Nadbałtykę wywożą myśl podsuniętą przez miejscowych kolaborantów, wedle której komuniści przekształcili zacofaną Litwę rolniczą w rozwinięty kraj przemysłowy. Korespondenci nie rozumieją, iż schlebiając Kremlowi, przemilczają działający tu opór narodowy. Nasza walka toczy się przede wszystkim o wolność i niepodległość Litwy. Ruch praw człowieka ma tutaj czysto narodowe zabarwienie. Niestety Zachód nie chce tego zrozumieć. A Kreml ruch ten bezwzględnie tłumi, widząc w nim wielkie niebezpieczeństwo. Nie cały rok temu na najwyższe kary więzienia (po 15 lat) skazano trzech litewskich bojowników: Henrikasa Jaszkunasa, Balysa Gajauskasa ir Viktorasa Petkusa. Jaszkunas odsiedział już w lagrach sowieckich 10 lat, Petkus - 14, a Gajauskas - 25 lat. Zwróccie uwagę na fakt, że bronią wszystkich trzech było tylko słowo. Dziś zebraliśmy się w mieszkaniu Romasa Ragaiszisa. Aresztowano go miesiąc temu. Za co? Za to, iż odmówił złożenia zeznań w sprawie Viktorasa Petkusa, że popierał ruch sprzeciwu. Tylko za to znajduje się dziś w więzieniu. Przed tygodniem umarł ojciec Ragaiszisa. Mimo, że Ragaiszis zwrócił się do wszystkich instytucji (nawet wysłał telegram do Breżniewa), nie pozwolono mu pożegnać się z ojcem. A Zachód milczy! Milczy w sprawie naruszania na Litwie najelementarniejszych praw człowieka. Jeśli bezpieka w taki sam sposób postępowałaby z rosyjskimi dysydentami, cały świat by o tym dowiedział się. Ale Romas Ragaiszis jest Litwiem... Kraje zachodnie nie chcą psuć sobie stosunków z Moskwą z powodu naszego małego narodu". W tym momencie korespondentka "France Presse" przerwał prelegentowi uwagą, że Francja np. nie uznaje inkorporacji Nadbałtyki do ZSRS. Prelegent odpowiedział: "W rzeczywistości nic nam to nie daje. Przypominamy jak kolaboranci z Vichy postąpili z ambasadą litewską. Nie oskarżamy narodu francuskiego, chociaż obraża nas postępowanie rządu francuskiego w stosunku do Litwy, tej Litwy, którą Francja uznała de iure i z której przedstawicielami Francuzi zasiadali wspólnie na posiedzeniach Ligii Narodów. Nie prosimy o pomoc materialną, jeśli jednak wolność wszystkich ma zostać uszanowana, potępienie agresora jest konieczne. Zachód odważnie potępia okupację Namibii i z trybun ONZ popiera jej walkę o niepodległość. Tymczasem trzy republiki bałtyckie jak gdyby nie istniały i nie miały prawa do istnienia. Okazało się, że naszym największym nieszczęściem jest fakt, iż nie jesteśmy Murzynami.... Gdyby Litwa znajdowała się w Afryce, Zachód broniłby jej ze względów politycznych. Dlaczego ONZ nie podnosi kwestii bałtyckiej? Być może spowodowałoby to reakcję Kremla i z punktu widzenia Zachodu zaszkodziłoby odprężeniu. Jak wydaje się, Zachód nie rozumie niebezpieczeństwa jakie grozi jemu samemu. Wolność jest niepodzielna. Jeśli nie walczy się, lub przynajmniej nie pomaga się innym w walce o wolność, agresor jest silniejszy i bardziej natarczywy, a tym samym większe niebezpieczeństwo grozi innym państwom - jego przyszłym ofiarom. W tym roku mija 40 lat od zawarcia Paktu Mołotow-Ribbentropp, który roztrzygnął los Polski i Nadbałtyki. Audycje zagranicznych radiostacji nie mówią o tym wydarzeniu. Może dlatego, że Zachód czuje swą winę, gdyż nie kiwnął nawet palcem aby zlikwidować następstwa Paktu." Tu wtrącił się drugi mówca. Zapytany przez zagranicznych korespondentów, odpowiedział, że odsiedział w obozach sowieckich 24 lata, a następnie kontynuował: "Widziałem jak umierali partyzanci przeklinając Zachód za obojętność na cierpirnia naszego narodu. Nasza wiara wygasła w więzieniach i łagrach. I teraz gardzimy wami. Nie zapomnijmy, że nasze ręce skuwano angielskimi kajdankami, że łagry były ogrodzone amerykańskim drutem kolczastym... My walczymy o wolność, a celem rosyjskich dysydentów są prawa człowieka. My na nich się nie zatrzymamy. Nie można wyzwolić człowieka, a naród pozostawić w niewoli. Imperializm rosyjski jest nie do pogodzenia z demokracją. Niektórym dysydentom rosyjskim wydaje się, że wystarczyłoby wprowadzić w imperium prawa człowieka i narody zniewolone nie musiałyby utworzyć własnych państw. A my nie chcemy dobrowolnej niewoli. I tak długo nasze cele nie będą tożsame, dopóki rosyjscy dysydenci nie wypowiedzą się za całkowitą wolnością kolonii. Obecnie prawo do samookreślenia narodów uznają tylko pojedyńcze osoby, ale to nie zmienia wspólnego kierunku dysydentów. Z Rosjanami nam nie pod drodze". Ktoś przerwał mówcy: "Nie masz całkowitej racji. Jesteśmy wdzięczni rosyjskim dysydentom, ponieważ dzięki ich bohaterskiej walce dziś łatwiej oddychamy. Dlatego trzeba współpracować z nimi, wymienia się informacjami i myślami". Korespondent "Los Angeles Times", David Fisher, zapytał o litewską prasę podziemną. Trzeci mówca rozpoczął: "Być może szerzej znacie tylko "Kronikę Kościoła Katolickiego na Litwie". My jednak mamy szereg innych wydawnictw. Jesienią ubiegłego roku ukazało się nowe podziemne czasopismo "Perspektyvos", którego wyszło już 7 numerów. Jest to publikacja na dość wysokim poziomie, rozważająca nabrzmiałe współczesne problemy i drukująca artykuły różnych kierunków politycznych. Dlatego zwróciła na siebie uwagę wielu osób i budzi nadzieję. Przed 25 laty na Litwie zamilkły ostatnie wystarzały partyzantów. Nawet według półoficjalnych danych ponad 100 tys. Litwinów przeciwstawiało się z bronią w ręku narzuconemu reżymowi. Dziś opór narodu litewskiego przyjął nowe formy. O jego skali świadczy nie tylko obfita podziemna prasa. W 1972 roku protest katolików w sprawie prześladowania za wiarę podpisało nawet 17 tys. ludzi W ubiegłym roku w sierpniu przygotowano protest przeciwko osądzeniu Viktorasa Petkusa. Zdążyło podpisać go tylko 150 osób, gdyż KGB podczas rewizji skonfiskowało formularz. Pragnienie wolności i nadzieja żyją w całym narodzie litewskim. Dlatego nazywanie naszego ruchu "dysydenckim" jest nieprawidłowe. W odróżnieniu od moskiewskich dysydentów, których masy rosyjskie nie podtrzymują, na Litwie sympatie biernej większości są po stronie ludzi walczących przeciwko dążeniom imperializmu rosyjskiego. Wśród Litwinów jest tylko garstka kolaborantów." Korespondentka agencji "Reutera", pani Chamberlain, przerwała mówcy: "A jaki wpływ na waszą walkę ma religia?" Prelegent odpowiedział: "Religia w tej walce nie gra decydującej roli, tylko jest czynnikiem stabilizującym". Korespondentka znów spytała: "Jak należy to rozumieć?". Mówca wyjaśnił: "Okupację Litwy porównam z burzą. Kościół byłby wówczas jakby skałami, które powstrzymują lub osłabiają niszczącą siłę fal. Bez wątpienia religia broni naszego narodu i powiększa jego odporność, chociaż nie potrafi go popchnąć do przodu, nie odgrywa roli ofensywnej. Aby zwyciężyć lub chociaż obronić się, potrzebna jest aktywna siła ofensywna." Pani Chamberlain spytała: "Nie zgadzacie się z działaczami katolickiego ruchu oporu?" Mówca odparł: "Dużych sprzeczności nie ma. Opozycja katolicka sądzi, że tylko religia może ocalić nasz naród od zniknięcia. Dlatego całą swą uwagę kieruje na walkę o wolność religii. Według naszego rozumowania, najważniejsze problemy Litwy mają charakter narodowy i nawet udzielenie pełnej wolności religii, jeszcze by owych kwestii nie rozwiązało". Korespondentka zainteresował się: "Jak zapatrujecie się na wybór polskiego kardynała na papieża?" Zebrani jednogłośnie uznali, że to wydarzenie ma duże znaczenie. Ktoś powiedział: "Szkoda, że wśród nas nie ma przedstawicieli duchowieństwa, ale tu siedzi dwu młodych ludzi, którzy być może w przyszłości zostaną księżmi". Korespondentka zwróciła się do młodych ludzi. Jeden z nich mówił: "Nowy papież budzi wiele nadzieji. Dążymy do tego, żeby Kościół bronił praw człowieka i narodu, dlatego dla nas ważne są jego słowa, by nie było więcej "Kościoła milczącego". Dla dotychczasowych papieży narodowości włoskiej nadzieje i oczekiwania Litwy były odległe. Jan Paweł II, który doskonale poznał reżym komunistyczny, nie pójdzie na kompromisy z wrogami Kościoła. Z ufnością patrzymy na papieża i wierzymy; on zdecydowanie potępi każde prześladowania". Korespondentka spytała: "Macie zamiar zostać księżmi?" Rozmówca odpowiedział: "Trudno jest wstąpić do jedynego na Litwie Kowieńskiego Seminarium Duchownego. Organa władzy bezpośrednio wtrącają się w sprawy Seminarium. Co roku duża część kandydatów zostaje odrzucona. Nie przyjmuje się tych, w których dostarzega się potencjalnych wrogów administracji sowieckiej. Bezpieka nawet nie kryje swej chęci, by wszyscy absolwenci Seminarium byli lojalnymi wobec władz okupacyjnych. Oprócz tego, każdy kandydat wzywany jest na bezpiekę, gdzie proponuje mu się współpracę - dostarczanie informacji i szpiegowanie. W ten sposób działalność Seminarium jest paraliżowana. Ale na Litwie działa także podziemne Seminarium, tajnie przygotowujące przyszłych księży". Korespondenci poprosili aby o nim szerzej opowiedzieć. Inny młody człowiek mówił: "Trudno coś powiedzieć, ponieważ działalność tego Seminarium prowadzona jest w tajemnicy. Bezpieka i tam chiałaby wprowadzić swoją kontrolę. Na Litwie jest około 15 podziemnych księży. Ich liczba powinna była zwiększyć się, ponieważ odczuwamy brak księży, a Seminarium Kowieńskie jest silnie krępowana. Sądzę, że przyszłość naszego Kościoła należy właśnie do podziemnych księży, gdyż ich nie ogranicza to, co wiąże ręce księżom zatwierdzonym przez władzę. Oprócz tego, kiedy tajne przygotowywania księży będzie się rozszerzało, władza zostanie zmuszona do zwiększenia liczby studentów w Kowieńskim Seminarium Duchownym. Niewątpliwie wiecie, że również obecny papież w okresie okupacji niemieckiej w Krakowie uczęszczał do podziemnego seminarium duchowego. Dlaczego Litwini nie mieliby pójść za jego przykładem?..." Rozmowa skierowała się na audycje religijne Radia Watykam i na propagandę rozgłośni zachodnich. Jeden spośród zebranych mówił: "Na Litwie nie mamy katolickiej audycji radiowej. Niestety, radio Watykan po litewsku zaledwie 15 minut. Audycje te są bardzo popularne, słuchają ich nawet niewierzący. Dlaczego Watykan nie wzmocni swej propagandy na Litwę, najbardziej katolicką republikę ZSRS? W imieniu wielu słuchaczy prosimy aby Radio Watykan przynajmniej dwukrotnie przedłużyło audycję litewską". [...] Konferencja prasowa zbliżała się do końca, gdyż korespondenci musieli wyjechać. Wileńscy dysydenci powiedzieli, iż są przekonani, że nadeszła epoka rozpadu imperium rosyjskiego. Ich zdaniem, czuje się to nie tylko ze wzrostu ruchu narodowego. ale także z kryzysu ideologicznego imperialistów moskiewskich, z sytuacji międzynarodowej. "A dla Zachodu - mówili - jedynym skutycznym sposobem walki przeciwko imperializmowi rosyjskiemu jest popieranie i pobudzanie walki o niepodległość narodów zniewolonych przez Rosję, gdyż stanowi to słabe miejsce imperium". Żegnając się z zagranicznymi korespondentami jeszcze raz podziękowano im za odwiedzenie Litwy i wyrażono nadzieję, że nie było to ostatnie spotkanie. Z litewskiego przełożył i opracował Józef Darski

INTERMARIUM: