Kronika Kościoła katolickiego na Litwie

Abp. Sigitas Tamkeviczius

"Kronika Kościoła Katolickiego na Litwie"

Zacząłem uczyć się w Kowieńskim Seminarium Duchownym jeszcze za czasów Chruszczowa, w 1955 roku. Tak naprawdę powiodło mi się, ponieważ w tym czasie nikt nie usiłował zwerbować mnie na donosiciela, nikt nie żądał ode mnie niczego, czego nie wykonując musiałbym opuścić Seminarium. Na trzecim roku wzięto mnie do armii sowieckiej i po powrocie nie zastałem już takiej sytuacji, jaką opuściłem: zmieniło się nie tylko kierownictwo Seminarium ale także jego atmosfera. Zamiast kanonika Kazimierasa Żitkusa (Vincasa Stanisa) rektorem był ksiądz Vaclovas Lape. Zdumieli mnie pewni klerycy agitujący za tym, by się nie modlić. Kiedy latem 1961 roku wezwano mnie do rejonowego wydziału paszportowego w Lazdijai, a stamtąd zawieziono do KGB, gdzie ubek "Jonas" usilnie namawiał mnie, abyśmy "się zaprzyjaśnili", wtedy zrozumiałem co psuje ducha Seminarium. Chociaż krwawy okres stalinowski należał już do przeszłości, nad Kościołem i Ojczyzną zbierały się gradowe chmury. Partia komunistyczna bezbłędnie planowała dla nas świetlaną przyszłość, której na przeszkodzie stały poczucie narodowe i religia. Rada do spraw religii starannie wykonywała program partii mający na celu zniszczenie wiary. Ograniczono nie tylko działalność Seminarium Duchownego, ale także starano się otoczyć samych księży kolczastym płotem ustaw i instrukcji, aby dogorywali na plebaniach. Nieposłusznym groziły kary - od zakazu wypełniania obowiązków duszpasterskich do uwięzienia. Ludziom wierzącym brakowało niezbędnych przedmiotów takich jak katechizmy, książeczki modlitewne, a nawet różańce. W takich warunkach należało podjąć decyzję kogo słuchać: Boga czy człowieka? Poczyniono więc pierwsze kroki sprzeciwu, które doprowadziły do "Kroniki".

Bliżej "Kroniki"

My, księża o tych samych poglądach, zbieraliśmy się od czasu do czasu, by przedyskutować bieżące wydarzenia i problemy duszpasterstwa. Jednym z największych nieszczęść była niejasna przyszłość; co roku umierało kilkudziesięciu księży, a Seminarium otwierało swoje wrota przed zaledwie pięciu klerykami, inni pozostawali za bramą. Plan władzy sowieckiej był jasny: jak najszybciej zmniejszyć do minimum liczbę księży, pracę pełniących jeszcze obowiązki duszpasterskie ograniczyć do plebanii, a niektórych nawet zwerbować na swoich agentów. W ten sposób Kościołowi zadano by śmiertelny cios; kiedy zabrakłoby nowych pasterzy, zaczęłaby się jego agonia.

Co robić?

Pytanie to nie dawało spokoju każdemu, kto żył sprawami Kościoła. Kiedy w 1968 roku dyskutowaliśmy nad problemami Kościoła, powstał pomysł by zacząć domagać się zniesienia limitu przyjęć do Kowieńskiego Seminarium Duchownego, zaś o prześladowaniu Kościoła postarać się poinformować wolny świat.

Zrodziły się pierwsze petycje w biskupstwach Telszańskim i Wołkowyskim, które przestarszyły partię i bezpiekę - jednych księży zwymyślano, innym zabroniono wykonywania obowiązków duszpasterskich. W tym czasie przekroczenie żelaznej kurtyny było trudne lecz możliwe. Zaczęliśmy od tego, że trochę informacji napisaliśmy na maszynie do pisania na białej tkaninie i wszyliśmy do ubrania pewnej kobiety, która udawała się do Stanów Zjednoczonych. Później udało nam się nawiązać kontakty z moskiewskimi dysydentami. Studiujący w Moskwie Arimantas Raszkinis zapoznał się z Siergiejem Kowaliowem, który stał się wielkim przyjacielem Litwinów.

[...]

W Simnas

Wyznaczenie mnie na wikarego w Simnas było łaską Bożą; miałem dobrego proboszcza, Juozasa Matulevicziusa i dość dużo wolnego czasu. W kręgu księży zaczęliśmy rozważać kwestię prasy; bardzo potrzebne było wydawnictwo, które budziłoby świadomość narodową, a zwłaszcza religijną oraz przedstawiałoby problemy i nieszczęścia w życia katolików. Myśl o potrzebie wydawnictwa podtrzymała większość żarliwych księży, a szczególnie ksiądz Juozas Zdebskis. W tym czasie za nauczanie dzieci zostali skazani księża: Antanas Szeszkeviczius, Juozas Zdebskis i Prosperas Bubnys. Z pomocą Petrasa Plumpy przygotowałem pierwszy numer pisma, któremu wybraliśmy nazwę "Vivos voco". Chcieliśmy aby wydawnictwo pobłogosławił Kościół. Dlatego przybyłem na miejsce zesłania biskupa Sladkevicziusa i pokazałem mu spisany materiał. Na stole leżało u niego polskie czasopismo "Kronika" [pomyłka autora; może chodzić o "Kulturę" wydawaną w Paryżu], a w Moskwie dużą popularnością cieszyła się "Kronika bieżących wydarzeń". Biskup wszystko przekartkował, zastanowił się, pochwalił pomysł wydawania nawet skromnego pisemka i zaproponował nazwę "Kroniki". Rozumował tak: "Czy nie byłoby dobrze, jeśli publikacja opisywałaby jakieś wydarzenia i żeby dodano do nich krótki komentarz? Czy takie wydawnictwo nie byłoby potrzebniejsze?" Na dobry pomysł należało się tylko zgodzić i w ten sposób obecny nasz kardynał Steponas Sladkeviczius został ojcem chrzestnym "Kroniki Kościoła Katolickiego na Litwie". Po otrzymaniu błogosławieństwa, z przygotowaną publikacją przybyłem do ojca Jonasa Danylasa SJ, gdyż dla tak ważnego kroku należało otrzymać zezwolenie swego bezpośredniego zwierzchnika (w tym czasie pełnił on obowiązki prowincjała jezuitów na Litwie). Prowincjał wyraził wątpliwości czy uda mi się znaleść materiał, ale zgodził się na pomysł. Pierwszy numer poprawił i własnoręcznie przepisał Petras Plumpa. Część artykułów przepisała siostra Kongregacji Âwiętej Rodziny, Genovaite Naviskaite, a pozostałe skończyłem ja i po zbroszurowaniu rozdzieliłem "Kronikę" między znajomych. W ten sposób w pierwszej połowie marca 1972 roku, w małym pokoiku na plebanii w Simnach, ujrzał światło dzienne pierwszy numer "Kroniki Kościoła Katolickiego na Litwie". Dla upamiętnienia księdza Juozasa Zdebskisa, więzionego w obozie w Pravieniszkach, napisałem datę: 19 marca. Petras Plumpa obiecał powielić około 100 egzemplarzy każdego numeru "Kroniki"...

[...]

Pierwsi współpracownicy

Kiedy zacząłem redagować "Kronikę", musiałem poszukać współpracowników; nie miałem też zaufania do swoich zdolności literackich. Kiedy jeszcze pracowałem w Wołkowysku, poznałem lituanistę Kazimierasa Ambrasasa, brata tamtejszego proboszcza. Znalazłem go u brata w Leipalingis i opowiedziałem o mym zmartwieniu. Ku mej radości, Kazimieras bez wahania zgodził sił pomóc mi. [...]

Przyjaciele Litwy

Nasza uwaga znów skierowała się na Moskwę. Odnowiliśmy kontakt z Siergiejem Kowaliowem i zawoziliśmy mu egzemplarz nowego numeru "Kroniki". Moskiewscy przyjaciele Litwy wiedzieli, czego chcemy najbardziej - aby numer dostał się na Zachód. (...) Później zorientowaliśmy się, że do Moskwy trzeba zawozić nie jeden ale dwa egzemplarze "Kroniki". Pierwszy był potrzebny "Kronice bierzących wydarzeń", której redaktorzy potrzebny im materiał tłumaczyli na rosyjski i włączali do swego wydawnictwa, a drugi można było przakazać zachodnim korespondentom. Z wielką wdzięcznością i szacunkiem wspominam litewskich przyjaciół w Moskwie: spokojnego Siergieja Kowaliowa, zawsze uśmiechniętego Aleksandra ¸awuta, bardzo rzeczową Tatianę Welikanową, kipiącego energią duchownego Gleba Jakunina i innych. (...)

Droga do Moskwy

Podróże do Moskwy były bardzo niebezpieczne: w dowolnym miejscu można było wpaść w oko KGB i zostać zatrzymanym. Dlatego nie można było korzystać z samolotu, gdy zaczęto wymagać okazania paszportu. Równie ryzykownie było wsiąść do pociągu moskiewskiego w Kownie lub Wilnie, ponieważ stacje kolejowe można było łatwo obserwować. Pozostawało tylko jedno wyjście: wsiąść do pociągu moskiewskiego ale nie na Litwie. Najczęściej droga do Moskwy była bardzo romantyczna. Ktoś z przyjaciół, np. ksiądz Alfonsas Svarinskas, jechał na Białoruś, a tam gdzieś po drodze łapał auto stop i pierwszym samochodem, który się nadarzył, jechał do Mińska. Tu kupował sobie bilet i około godziny 20-tej wsiadał do pociągu i wczesnym rankiem już był w Moskwie. Podróżowanie taką trasą wydawało się dość bezpieczne. Mieszkałem w Kybartach a po kupno biletu jechałem do Czerniahowska. (...)

Aresztowania w Moskwie

KGB bez wątpienia czuło jakimi drogami "bibuła" dochodzi na Zachód i starało się je zablokować. Jeden po drugim aresztowano najaktywniejszych dysydentów: Siergieja Kowaliowa, Tatianę Welikanową, Aleksandra ¸awuta, Gleba Jakunina i innych. Czym dalej, tym droga "Kroniki" przez Moskwę na Zachód stawała się coraz trudniejsza, ale w tym czasie coraz częściej zaczęli przybywać na Litwę turyści z USA. (...) Kiedy służyłem w armii sowieckiej dużo fotografowałem. Dlatego zdecydowałem, że trzeba robić mikrofilmy, ukrywać je w jakichś pamiątkach, które będzie można wręczyć gościowi z Zachodu.

[...]

Pomocnicy

(...) Nijole Sadunaite znała już drogę do Moskwy i mogła wiele pomóc nie tylko kolportując "Kronikę", ale także przy jej redagowaniu, niestety również ją aresztowano i skazano na długą karę 6 lat.

Juozas Grażys, Vladas Lapienis, Povilas Buzas, Anastazas Janulis, zakonnice Ona Vitkauskaite, Genovaite Navickaite, Ona Pranckunaite, Nijole Sadunaite, Bernadeta Maliszkaite, Ona Kavaliauskaite, Biruta Briliute - wszyscy byli idealistami, troszczącymi się jak służyć Kościołowi i Ojczyźnie. (...)

"Auszra"

Układ "Kroniki" ani razu nie uległ zmianie. Od początku wydawało się, że rozsądniej będzie rejestrować tylko same fakty ujawniające prześladowania Kościoła i jego wiernych. Prawie wszyscy, którzy wiedzieli o wydawaniu "Kroniki", zgodzili się z tą myślą. Nie istniało jednak żadne inne wydawnictwo, które budziłoby świadomość narodową i rejestrowało fakty świadczące o przymusowym wynaradawianiu Litwinów. "Kronice" zarzucano, iż troszczy się jedynie o interesy Kościoła, chociaż było oczywiste, że broniąc wiary, broni się także narodu. Chcieliśmy jednak uwiecznić wszystko, co działo się w zniewolonym kraju. Dlatego powoli w "Kronice" zaczęły pojawiać się także inne fakty dotyczące naruszania praw człowieka w różnych dziedzinach życia.

Na jednym z zebrań duchownych z diecezji Wołkowyskiej, którzy myśleli podobnie, Ksiądz Pranciszkus Racziunas podniósł myśl, że byłoby dobrze, gdyby odnowić wydawanie "Auszry". Wszyscy zgodzili się na ten pomysł, ktoś musia tylko wprowadzić go w życie. Wstęp napisał sam ksiądz Racziunas, a redakcja "Kroniki" musiała pomóc w zrobieniu pierwszych kroków. Może po jakichś sześciu numerach zaproponowałem redagowanie "Auszry" księdzu Longinusowi Kunevicziusowi, który chętnie zgodził się. Dzięki Bogu "Auszra" nie wpadła w ręce bezpieki aż do samego Odrodzenia [w 1989 roku].

[...]

Komitet Obrony Praw Wierzących

[...]

Aresztowanie księdza Alfonsasa Svarinskasa

26 stycznia 1983 roku siostra zakonna, która przyjechała z Kybart, poinformowała, że ksiądz Alfonsas został aresztowany, a u księży: Jonas Kauneckasa i A. Keiny przeprowadzono rewizje. [...]

Przez długie lata wytrwale pomagała siostra Elena Szuliauskaite; porządkowała dużą część rękopisów. Widziałem jak wiele ją kosztował tydzień napiętej pracy, jak długo nadawała numerowi "Kroniki" właściwą formę i osiem egzemplarzy rozpowszechniała do różnych krajów. ... Po powrocie z obozu bardzo wytrwale pomagała siostra Nijole Sadunaite; wydawało się, że Bóg specjalnie stworzyą ją dla takiej pracy. Do roboty wciągnęły się siostry Kongregacji Âwiętej Rodziny: Bernadeta Maliszkaite potrafiła redagować, Ona Kavaliauskate zbierać materiały i przepisywać je, Birute Briliute redagowała wydanie dla młodzieży i nauczyła się fotografować oraz powielać teksty. Potrzebnych było kilku księży, którzy w wypadku mego aresztowania, mogliby pokierować pracą. Ksiądz Kauneckas uprzejmie zgodził się pomóc i nawet kilka razy przyjechał by poznać jak redaguje się numer, ale był tak samo śledzony przez KGB jak ja. Przed aresztowaniem pojechałem do Wilna i poprosiłem księdza Jonasa Borutę: "Jeśli będzie trzeba, pomóż!"

Zegar zatrzymał się

W czasie procesu sądowego księdza Svarinskasa pewien ubek zauważył, iż w mojej sprawie jest 25 tomów materiałów. Chociaż na salę sądową nie dopuszczono wiernych, mnie i księdzu Kauneckasowi pozwolono wejść. Wyrok kończył się taką decyzją sądu: za antysowiecką propagandę wszcząć przeciwko mnie sprawę karną. Ubek stojący obok polecił mi pójść do pokoju przesłuchań...

[...].

"Kronika" żyje

Wiosną 1984 roku do łagru Perm nr 37 przybył mój śledczy V. Urbonas i wezwał mnie na rozmowę. Po pewnym czasie odwrócił się do mnie i powiedział: "Pan był redaktorem "Kroniki". Zapewne przekonany, że potwierdzę, skoro zostałem już skazany. "Czy "Kronika" już się nie ukazuje" - spytałem. "Ukazuje się" - usłyszałem odpowiedź, która była dla mnie równie droga jak więzienny chleb. "Ukazuje się" - przez długi czas słowo to brzmiało w moich uszach jak muzyka. [...]

Z litewskiego przełożył Józef Darski

Źródło:

Lietuvos Kataliku Bażnyczios Kronika. Tomas XI, Kaunas 1997,s. 346-369.

Znaki: 13600

KRONIKA KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO NA LITWIE

Kiedy latem 1961 roku wezwano mnie do rejonowego wydziału paszportowego w Lazdijai i stamtąd zawieziono do KGB, 0

INTERMARIUM: