MISJA LIDERA

W ramach dyskusji ktora powstała na naszym forum chcę dodać jeszcze parę słów n.t. medialnego wizerunku "naszej" Szkoły Liderów. Zawsze mieliśmy z tym problem. Ilość poważnych artykułów napisanych przez publicystów lub dziennikarzy na nasz temat można policzyć na palcach jednej, najwyżej dwóch rak. Było kilka wspomnień niedawnych absolwentów, raczej w prasie lokalnej. 2 - 3 razy udało się ściągnąć TV na jedną ze szkół letnich; podczas SL II powstał 45.min. program z inicjatywy (bodajże) niezależnego dziennikarza. To rzeczywiście mało jak na tyle lat działania i wypromowania tylu "dyplomowanych liderów" społecznych i politycznych..

Dlaczego tak jest? Powody są chyba głębsze niż nieudolność medialna SSL.

1) Media żyją sensacja lub przynajmniej newsami (=wiadościami nowymi i zaskakującymi); porównaj angielski dowcip: "dog bites man - no news; man bites dog - big news". Czy dostarczenie społeczeństwu obywatelskiemu w Polsce co roku kolejnych 30-40-50 liderów to jest "big news" w tym sensie?

2) Media zajmują się czasem - i niektóre - sprawami publicznymi, ale z reguły powierzchownie i najchętniej w formie wywiadu z jakimś VIP-em lub ostrej polemiki miedzy dwoma. Poważny, informatywny artykuł prasowy jest raczej "niesprzedawalny".

3) Większość Polaków nie rozumie pojęcia "lider" albo kojarzy go z kimś, który ma władze lub dąży do niej. Stąd moje niechęć do słowa "przywódca" pochodzącego od "wodza" i preferencja angielskiego słowa, które nie ma takich skojarzeń. (Pochodzi od staroangielskiego "laed" i "laedon"
- droga, ścieżka, trasa itp. - i podążanie nią za kimś - bez przymusu. Jest bliższe do polskiego słowa przewodnik)

4) Idea kształcenia liderów w sensie przywódców nie jest pociągającą. bo "oni i tak sobie poradzą". Pozatem większość ludzi (nawet na Zachodzie) uważa, ze liderem człowiek się rodzi, nie staje (przez naśladowanie, praktykowanie, zdobywanie pewnej sztuki, wykorzystanie szansy, etc.)

5) Lata a nawet wieki życia w sytuacjach i strukturach społecznych, gdzie panuje hierarchiczność i odgórne dyrygowanie ('top-down command") wpoiło w ludzi w Polsce przekonanie, ze taka jest normalna rzeczywistość. Pociągającą alternatywą dla nich jest bardziej swawola lub indywidualne urządzenie się niż praca zespołowa, nad wspólnym celem, pod przewodnictwem zaakceptowanego przez grupę lidera.

6) Bez liderów nie ma społeczeństwa obywatelskiego w sensie sfery dobrowolnego działania, nie motywowanego tylko zyskiem, na rzecz wspólnego celu. Ponieważ świadomość istoty i potrzeby takiego społeczeństwa jest wciąż raczej słaba, równie słaba jest świadomość istoty i potrzeby liderów. Nie można się dziwić, że media poprostu odbijają tego rodzaju opinie.

Z tej analizy wyciągam dosyć radykalny wniosek o konieczności gruntownej rewizji tradycyjnego podejścia do życia społecznego i przeorania (ze tak powiem) mentalności Polaków i Polek - przynajmniej w świecie organizacyjnym - zanim edukacja liderska nabierze zrozumienia i prestiżu, na które zasługuje. Musimy nie tylko dobrze robić swoje, z poczuciem satysfakcji nas samych albo naszych pobratynców w sektorze, ale również przekonywać innych o wartości tego co robimy. Czy nie jest to raczej syzyfowa praca? Zmiana mentalności całego społeczeństwa jest tym napewno. Ale możemy przynajmniej przyczynić się do zmian wewnątrz tej części społeczeństwa która jest aktywna, ambitna, niezadowolona z rzeczywistości, patrząca w przyszłość i na zewnatrz kraju. Stopniowo zacznie ona również obejmować osoby społecznie wpływowe.

Może do tej pory nie zwracaliśmy dosyć uwagi na ten "misjonarski" aspekt SSL; może nie staraliśmy się eksponować go w kontaktach ze światem zewnętrznym, szczególnie mediami. Ale nie jest za późno, aby to zacząć robić teraz.

Czy K.Marcinkiewicz & Co. maja podobnie jasna i ambitna wizje tego co chcą osiągnąć?

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: