POPSUTA SZANSA

Dopiero dziś było mi dane zobaczyć film A. Wajdy pt. “Katyń”. Bardzo źle się stało, że to właśnie ten reżyser wyprodukował film o temacie tak w polskich dziejach ważnym i bolesnym. Miał go kręcić inny reżyser, Gliński. Niezwykle wpływowy Wajda go wyparł. Źle też się stało, że wybór reżysera padł nie na scenariusz napisany przez wybitnego pisarza, W. Odojewskiego, tylko książkę A. Mularczyka.
Źródłem mojego krytycyzmu jest konstatacja, że zbrodnia katyńska musiała czekać 67 lat na pokazanie jej w filmie fabularnym. Nawet jeżeli odliczyć czas do końca PRL, to i tak pytanie pozostaje, na co czekano od 1989 r. przez kilkanaście lat niepodległej Polski? Nawiasem mówiąc, aktualne jest to samo pytanie dotyczące filmu o wojnie 1920 r., którego jeszcze nie nakręcono. Gdyby Wajda kręcił na przykład czterdziesty drugi film o Katyniu, to ze zrozumieniem można byłoby przyjąć jego intencje, że jego film “należy odczytywać nie tylko jako lekcje historii, co jako opowieść o losie rozdzielonych rodzin, tęsknocie i wierności”. Dlaczego takie uniwersalne problemy musiały dominować w filmie o zbrodni katyńskiej? Były już one setki razy przedstawiane w innych okolicznościach w innych filmach. Nikt, także i znany reżyser nie miał moralnego prawa (jego ojciec wcale nie zginął w Katyniu) marnować wielkiej szansy stworzenia wielkiego epickiego dokumentu pokazującego Golgotę polskich oficerów. Golgotę Chrystusa pokazywano przyjmując różne punkty widzenia. A to Judasza, a to dygnitarzy żydowskich. Po ponad pół wieku nadziei, nasze oczekiwania musiały sięgać głębi informacyjnej i emocjonalnej sięgającej poziomu “Pasji” nakręconej przez Mela Gibsona.
W filmie razi brak głębszej analizy historycznej przyczyn zbrodni. Dlaczego nie sięgnięto do obaw Sowietów, a szczególnie urazu samego Stalina związanego z wojna 1920 r.? Jeżeli już reżyser zdecydował się na mozaikowość, na rozwleczenie fabuły, to dlaczego nie umieścił w tym gąszczu wątków i postaci, tak ważnego czynnika jakim była przepaść cywilizacyjna pomiędzy polskimi oficerami a Sowietami? Jak można było pominąć świetne ilustracje tak powracające w opowieściach ocalonych (słyszałem na własne uszy opowieść oficera, który przeszedł przez Kozielsk) o zachowaniu uwiezionych na politszkoleniach organizowanych przez władze obozowe. Ta chociażby o fabrykach pomarańczy. Mianowicie na ciągłe zapewnienia politruków, że wszystko jest lepsze w Rosji Sowieckiej niż na kapitalistycznym Zachodzie, ktoś zapytał, czy u Sowietów są pomarańcze. Politruk, po chwili wahania, odpowiedział, że tak, dzięki towarzyszowi Stalinowi właśnie wybudowano pod Moskwą wielką fabrykę je produkującą. Inny z oficerów, zmęczony ciągłą propagandą ateistyczną głoszącą, że Boga nie ma, wstał i wykrzyknął: “Ale za to diabeł jest!” Pogarda dla Sowietów była ważnym i stałym elementem świadomości i zachowań uwiezionych oficerów. Gdyby zobaczyli wprowadzonego przez Wajdę do filmu, tzw. dobrego sowieckiego oficera ryzykującego własnym bezpieczeństwem pomoc żonie i dziecku więźnia Kozielska, to pewnie z grobów, by powstali. To już nie nietakt reżysera, to policzek wymierzony ofiarom ohydnej zbrodni!
Reżyser A. Wajda rozmydla ogrom zbrodni na różne sposoby. Mordercy przedstawiani są jak anonimowe, niemal beztwarzowe trybiki okrutnej machiny. A są przecież świadectwa pokazujące rekompensatę za udział w egzekucjach, alkohol, czy motocykla dla miejscowego enkawudzisty, który na tymże motorze zabił się w wypadku. Bardzo symboliczne (zbrodnia i kara) i filmowe to przecież wydarzenie.
Innym przykładem rozmydlania obrazu zbrodni jest wprowadzenie nadmiernie rozbudowanego wątku aresztowania przez Niemców i późniejszej zagłady profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Czyżby nakazywała to polityczna poprawność właściwa tzw. autorytetom w Polsce? Czyżby racje mieli A.M. Sekretarska i M. Marosz, którzy w zamieszczonym w “Gazecie Polskiej” artykule pt. “Król polskiego kina” obnażyli niezwykle daleko sięgający konformizm Reżysera?

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: